niedziela, 13 listopada 2016

Miesiąc życia



Witam :) Wiem, że dawno mnie nie było, ale... no cóż czasu brak :)
Wstawiam nową miniaturkę, jeszcze nie została poprawiona więc przepraszam za błędy :)
Miłego czytania :)

Lucjusz Malfoy nie należał do miłych mężczyzn. Mimo , że był szarmanckim dżentelmenem, bił od niego chłód.
W czasie trwania swego małżeństwa, nie zmienił swoich przekonań.
Czystość krwi jest ważna.
Bycie Malfoy’em zobowiązuje.
Nie należy pozwalać kobiecie na wiele.
Szlamy i mugole są gorsi.
Narcyza po wojnie postanowiła zakończyć ich małżeństwo.
Miała dość traktowania jej jako swoją własność.  Lucjusz jej nie kochał, ona jego też. To małżeństwo było czystą transakcją.  Po jego zakończeniu każde z nich poszło w swoją stronę, łączył ich tylko Draco… I to właśnie ich syn sprawił , że arystokrata musiał przemyśleć swoje przekonania.
-Co do diabła masz na myśli , mówiąc że Granger będzie nosiła nazwisko Malfoy?!- wykrzyknął Lucjusz patrząc wściekłym wzrokiem na syna.
-Hermiona zostanie moją żoną- powtórzył Draco  stanowczo.
-Jak to możliwe?- zapytała Narcyza zaskoczona.
-Kocham ją- odpowiedział hardo.
-Nie zgadzam się!- warknął Lucjusz.
-Nie pytam was o zdanie, tylko was informuję- powiedział Draco zakładając ramiona na piersi.
-Astoria..- zaczęła Narcyza.
-Nie mam zamiaru żenić się z Astorią , lub jakąś inną irytującą arystokratką która do pięt nie dorasta mojej Hermionie!
-Twojej?!- zakpił Malfoy- Sądzisz, że ta mała cię kocha?! Opamiętaj się! Chodzi jej o Twoją pozycję i majątek!
-Nie- zaprzeczył Draco- Ślub odbędzie się za miesiąc…
-Czemu tak szybko?!- wykrzyknęła Narcyza – Czyżby…
-Nie jest w ciąży, ale nie mamy zamiaru czekać na odpowiednią porę, odpowiednią datę, odpowiednich gości i do cholery pogódźcie się z tym!
-Wydziedziczę cię- zagroził Lucjusz.
-Nie zrobisz tego- prychnęła Narcyza i podeszła do syna- Cieszę się synku- powiedziała i przytuliła zaskoczonego Dracona- Bądź szczęśliwy i nie przejmuj się głupimi przekonaniami ojca- wyszeptała mu do ucha.
-Oszalałaś!- wściekł się Lucjusz- Nasz syn nie może poślubić szlamy!
-Pogódź się z tym- warknął Draco i wyszedł pozostawiając rodziców samych.
-Jak mogłaś na to pozwolić?!
-Nasz syn jest szczęśliwy- odpowiedziała spokojnie Narcyza- Nasi rodzice rozkazali się nam pobrać… było warto ich posłuchać? Oprócz naszego syna, nie było nic więcej co mogłabym nazwać błogosławieństwem naszego małżeństwa …- dokończyła i także opuściła Malfoy Manor.
-Nie zezwolę na to-  poprzysiągł Lucjusz w pustą przestrzeń.

Ginny siedziała na parapecie w swoim pokoju i z lekkim uśmiechem patrzyła na Hermionę , która nerwowo przewracała strony czytanej książki.
- Będzie dobrze- pocieszyła ją rudowłosa.
-A jak Draco przyzna rację rodzicom?- zapytała cicho zatrzaskując książkę- A , że będą przeciwko naszemu małżeństwu, to pewne!
-Blondas nie jest takim kretynem- stwierdziła Ginny spojrzawszy w okno- Właśnie przybył.
-Już?!- krzyknęła Hermiona i biegiem ruszyła na dół.
Ginny wstała i westchnęła. Jej przyjaciółka zasługiwała na szczęście i ona już dopilnuje by nikt tego nie zniszczył.
-Nie uda ci się Malfoy- mruknęła mając w pamięci Lucjusza Malfoya, po czym zeszła do kuchni.
-Naprawdę Twoja mama się cieszy?- zapytała zaskoczona i szczęśliwa zarazem Hermiona stojąc w objęciach narzeczonego.
-No przecież mówię Granger- odparł przewracając oczami i pocałował ją w czoło.
-A Lucjusz?- zapytała Pani Weasley.
-Z ojcem… nie mamy się czym przejmować- powiedział- Musi się pogodzić z naszym małżeństwem!
-A jeżeli tego nie zrobi?- Hermiona nie wyglądała na przekonaną.
-Hermiona nie zamartwiaj się na zapas!- zawołała Ginny z uśmiechem- Ślub się odbędzie , będziecie małżeństwem i Malfoy może sobie….
-Ginewro!- upomniała ją Pani Wesley.
-Wszyscy wiedzą co mój ojciec sobie może- zaśmiał się Draco- Więc temat uważam za zamknięty. Chodźmy na spacer.
Ginny usiadła za stołem  i gdy usłyszała trzask w ogrodzie spojrzała na swoją matkę.
- Jego ojciec nie da za wygraną prawda?- zapytała.
-Lucjusz Malfoy nie lubi gdy ktoś się z nim nie zgadza – odpowiedziała zmartwiona Pani Weasley.
-Nie pozwolę mu zniszczyć szczęścia Miony!- zapowiedziała.
Pani Weasley tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi. Wiedziała dobrze, że wszystkie jej dzieci wraz z Harrym zrobią wszystko by Hermiona była szczęśliwa.

Minęły  cztery dni od dni w którym Lucjusz dowiedział się o tym oburzającym ślubie.
Nie miał zamiaru się poddać! Znajdzie na tę gówniarę jakiś haczyk i sama odejdzie od Dracona…
-Panna Weasley do pana- zaanonsowała skrzatka głęboko się kłaniając po czym szybko znikła.
-Jak mniemam jest pan zachwycony moim przybyciem- powiedziała Ginny wchodząc do środka.
-Czymże zgrzeszyłem , że pomiot Weasley’ów do mnie zawitał- odparł prychając.
-Kilka… dziesiąt grzechów by się znalazło- odparła ze słodkim uśmiechem.
-Czego chcesz?- Malfoy skończył z kurtuazją- Mój czas jest cenny.
-Nie wątpię- mruknęła i usiadła naprzeciwko biurka- Niech pan zostawi Hermionę i Draco w spokoju.
-Niech szlama…
-Hermiona jest najzdolniejszą czarownicą w naszych czasach!- krzyknęła zbulwersowana Ginny wstając- Zasługuje na wszystko co najlepsze za swoje zasługi, więc gdy zgodziła się zostać żoną pana syna powinien pan być zaszczycony!
-Malfoyowie zaszczyceni w rodzinie mugolaczką?!
-Co pan ma z tymi Malfoy’ami?!- wykrzyknęła- Jest pan i Draco! Dwóch Malfoy’ów! Nikt więcej!
-Nazwisko zobowiązuje- wycedził przez zaciśnięte zęby i spojrzał na nią z pogardą- Lecz co mogą o tym wiedzieć Weasley’owie?
-Nazwisko nie jest najważniejsze- odpowiedziała zadziornie rudowłosa- Najważniejsze jest szczęście najbliższych! Dla nich jestem gotowa na wszystko!
-O czym ty mówisz Weasley?- zapytał mrużąc oczy.
-Miesiąc życia- powiedziała zakładając ramiona na piersi.
Malfoy przeklął pod nosem…

Hermiona stała przed lustrem i nie mogła uwierzyć, że za kilka minut zostanie żoną swojego dawnego wroga …
-Jesteś gotowa?- zapytała Ginny wchodząc do pokoju i westchnęła na widok przyjaciółki w sukni ślubnej- Wyglądasz pięknie! Harry i Ron padną zaraz! A Draco powinien być dumny z takiej kobiety!
-Dziękuję- Hermiona zarumieniła się – Gdzie chłopaki?
-Już idą- odparła z uśmiechem- Jak się czujesz?
-Nie mogę uwierzyć , że ojciec Dracona odpuścił…
-Każdy musi nieraz dać za wygraną- powiedziała dziarskim tonem rudowłosa i przytuliła Hermionę- Będziesz szczęśliwa!
-Jestem tego pewna- gdy to powiedziała do środka wszedł Harry a za nim Ron , obaj stanęli zaskoczeni widząc Hermionę.
-Łał- mruknął Ron.
-Ślicznie wyglądasz Mionka- powiedział Harry- Fretka ma szczęście.
-Możesz jeszcze zmienić zdanie- zaśmiał się Ron.
-Nie ma takiej opcji- zaśmiała się Hermiona.

Ginny z uśmiechem patrzyła na tańczącą parę młodą. Biła od nich miłość i radość.
-Było warto- wyszeptała gdy poczuła jak naszyjnik  na jej szyi zaczyna drgać. Po chwili nie była już wśród weselnych gości , tylko na plaży w nieznanym jej miejscu.
-Miesiąc Weasley- warknął Malfoy stając obok niej- Choć to strata czasu.
-Nie- zaprzeczyła- Zobaczy pan , że życie może być szczęśliwe!
-Przed tobą niewykonalne zadanie- powiedział i ruszył przed siebie.
-Podołam- odparła z uśmiechem podążając za nim- Gdzie jesteśmy?
-W moim wakacyjnym domu- spojrzał na nią z pogardą- Jednym z wakacyjnym domów- poprawił się z drwiącym uśmieszkiem.
-Masz pieniądze – pokręciła głową- Brawo ty- prychnęła – Dzień pierwszy z trzydziestu- powiedziała i spojrzała  dom w którym spędzi miesiąc- Pora zaczynać!

Lucjusz Malfoy zawsze traktował tradycję jako ważny aspekt swojego życia.
Przeklinał dzień w którym ta mała weszła do jego gabinetu!
Doskonale wiedziała jak sprawić by ta szlama Granger mogła wyjść za jego syna!
Na szczęście za miesiąc wszystko wróci do normy…
Miesiąc życia … tylko najstarsze rodziny czarodziejów znają ten czar, jedynie najstarsze rody mają prawo go używać. Wiedza o nim przekazywana jest dzieciom gdy te kończą siedemnaście lat, lecz żadne z nich nie może o nim nikomu powiedzieć, z wyjątkiem chwili gdy czar sprawi że członek rodziny zostanie przekonany do zmiany zdania. Inaczej wszystko wraca do normy, miesiąc czasu jest tylko nikłym wspomnieniem, osoby zaplątane w czar wracają do dnia w którym rozpoczął się rytuał…
I tak stanie się i tym razem! Gdy tylko powrócą do dnia ślubu i przerwie ten cyrk! Jego syn nie poślubi Granger!
- Jako , że spędzimy razem miesiąc – do rzeczywistości przywołał go głos rudowłosej- lepiej mówić sobie po imieniu Lucjuszu.
-Niech tak będzie- zgodził się niechętnie i znudzony spojrzał na Ginny- Zaczynaj mnie przekonywać. Masz zamiar się rozebrać?-  spojrzał na nią z wrednym uśmieszkiem.
-Oczywiście- machnęła ręką- A potem rozbierzesz się ty i tak  spędzimy miesiąc!- powiedziała podekscytowana po czym przewróciła oczami- Ręce przy sobie Malfoy!
-Nie tknął bym cię nawet kijem- prychnął i wyszedł.
-Na pewno- mruknęła i zastanowiła się chwilę- Dzisiaj daje ci spokój! Zaczynamy od jutra!- zawołała.
-Jak ja zasnę z tego podekscytowania?-  usłyszała z głębi domu jego kpiący głos.
Ginny nie lubiła wcześnie chodzić spać. Gdy była mała zakradała się nocą do domku na drzewie które zbudowali dla niej bracia. Co noc wpatrywała się w gwiazdy pogrążając się w marzenia.
Na początku pragnęła by jej rodzina była bogatsza, by stać ich było na nowe ubrania i zabawki.
Lecz w pewnym momencie zdała sobie sprawę , że nawet bez pieniędzy jest szczęśliwa. Ma kochających rodziców i wspaniałych braci którzy zawsze jej pomogą.
Mając jedenaście lat zaczęła marzyć o Harrym. Był jej bohaterem , jej księciem… lecz i z tego wyrosła.
To było tylko zauroczenie, teraz są przyjaciółmi i nikim więcej…
A dzisiaj? O czym marzy? Siedząc na pustej plaży i wpatrując się w spokojne morze , pragnie by Lucjusz Malfoy nie chciał cofnąć miesiąca życia, aby Hermiona była szczęśliwa, zasługuje na to…
Rudowłosa zacisnęła ręce w pięści. Prawie nikt nie wiedziała co Hermiona przeżyła w czasie wojny.
Nigdy nie opowiedziała o torturach którym poddawała ją Bella, nie mówiła o chwilach wolnych od bólu  gdy leżała w ciemnym lochu cierpiąc z głodu i pragnienia. Przez tydzień nie udawało się jej ocalić. Dopiero gdy Dumbleodre wprowadził do zakonu Malfoy’ów Hermiona odzyskała wolność.
Wtedy też Ginny ujrzała w Draco Malfoy’u mężczyznę zakochanego po  uszy w jej przyjaciółce. To on narażając życie uratował Hermionę, to on opiekował się nią w tajemnicy. Przez dwa miesiące nikt nie wiedział gdzie się podziewają, nikt z wyjątkiem jej…. Hermiona zdradziła jej miejsce pobytu. Dzięki czemu miała możliwość odwiedzać ich gdy znajdowała wolną chwilę. Przypatrywała się relacją między tą dwójką. Kochają się i są szczęśliwi !
-Więc ten cholerny arystokrata odnajdzie radość życia- obiecała sobie Ginny widząc, że tylko w ten sposób pomoże przyjaciółce.
Na następny dzień rudowłosa wstała gdy słońce było już wysoko na niebie.
Nigdy nie była rannym ptaszkiem, zwłaszcza gdy miała dużo problemów na głowie.
Gdy zeszła do jadalni Lucjusz siedział przy stole i czytał gazetę.
-Któż to zaszczycił swą obecnością- zadrwił na widok zaspanej dziewczyny.
-Nieee- ziewnęła – Niech pan nie zaczyna z samego rana.
-Jest dwunasta- prychnął- Co oznacza , że jeżeli co dzień będziesz wstawać o tej godzinie , pozostanie ci niewiele czasu na przekonanie mnie do zmiany decyzji.
-Uda mi się- odparła hardo zajmując miejsce za stołem.
-Jesteś zbyt pewna siebie- powiedział wracając do przerwanej lektury.
-Po mamusi- mruknęła i uśmiechnęła się do skrzata który podał jej śniadanie.
-Twoja matka przynajmniej nie wtrąca się w nie swoje sprawy…- zmarszczył czoło- Przynajmniej nie w moje.
-To nie Twoja sprawa- przypomniała Ginny- Tylko Hermiony  i Fretki!
-Fretki?- Lucjusz uniósł w górę brwi.
-Twój syn jest jak …- zastanowiła się chwilę- Od chwili w której został zmieniony we fretkę , Harry z Ronem go tak zaczęli nazywać i tak pozostało.
-Więc jak będę ich nazywać pomyłkami Merlina to tak pozostanie?- warknął.
-Mógłbyś już przestać ich obrażać- mruknęła- Harremu wszyscy zawdzięczamy wiele!
-Każe wybudować pomnik na jego cześć- zakpił.
-Na pewno będzie wdzięczny- uśmiechnęła się słodko.
Lucjusz spojrzał na nią z nad gazety. Widząc jej rozbawienie złożył gazetę i założył ręce n piersi.
-Twój czas się rozpoczął , więc zaczynaj – powiedział.
Ginny spoważniała.
-Choć- poprosiła i wyszła na zewnątrz- Na pewno na świeżym powietrzu będzie się nam lepiej… rozmawiało.
Lucjusz westchnął , lecz nic nie powiedziawszy ruszył za nią.
-Nie trać mojego czasu- powiedział znudzonym tonem siadając.
-Najważniejsze byś wreszcie zrozumiał, że Draco jest dorosły i sam decyduje o swoim życiu- zaczęła.
-Arystokrata…
-Tak- machnęła lekceważąco ręką- Musi robić to co wypada… , a jak ty na tym wyszedłeś? Twoje małżeństwo z Narcyzą się zakończyło! Chcesz żeby Twój syn żył z kobietą którą nie kocha?
-Miłość?- prychnął blondyn- Nie znasz życia rudzielcu.
-Znam o wiele lepiej niż ci się wydaje- powiedziała cicho i spojrzała na niego poważnie- Od kiedy ktoś podrzucił mi dziennik.
Lucjusz posłał jej wściekłe spojrzenie i wstał gwałtownie.
-Nie zaczynaj Weasley ze mną- syknął i zostawił ją samą.
Ginny przeklinała swój długi język. Od zawsze chciała dowiedzieć się dlaczego Lucjusz włożył jej dziennik do kociołka, dlaczego jej to zrobił…, lecz nie chciała teraz o to pytać. Teraz najważniejsza jest Hermiona i jej szczęście.
Lucjusz zniknął na cały dzień.
-Pan zamknął się w gabinecie- powiedział skrzat gdy szukała blondyna.
Próbowała tam wejść, ale Malfoy zabezpieczył wejście.
Na drugi dzień z trudem wstała na śniadanie, gdy tylko pojawiła się w jadalni, Malfoy złożył gazetę i spojrzał na nią wściekłym wzrokiem.
-Wyjaśnijmy sobie coś raz na zawsze – zaczął- Nie mam zamiaru wyjaśniać…
-Ja muszę to wiedzieć- przerwała mu- Nie wiesz co przez to przeszłam!
-Byłaś dzieckiem do cholery!- wykrzyknął – Powinnaś o tym zapomnieć!
-O mało nie umarłam!- oburzyła się.
-Mogłaś oddać ten cholerny dziennik!- warknął.
-Miałam jedenaście lat!- odpowiedziała wściekła- Byłam dzieckiem!
-Nadal nim jesteś Weasley-  omiótł ją spojrzeniem- Nie zapominaj o tym!
-Jestem dorosła! Mam prawo wiedzieć czemu to zrobiłeś!
-Nic nie zrobiłem do cholery! – wstał gwałtownie-  Nie jestem, aż takim potworem idiotko- powiedziawszy to wyszedł.
Ginny ze złością weszła do biblioteki i mrucząc epitety pod adresem blondyna zauważyła kamienną misę. Zaskoczona zauważyła obok kilka fiolek ze wspomnieniami.
-Może…- podeszła do nich, lecz w tym momencie do środka wszedł Malfoy, przeklął na widok fiolki w jej ręce i wyrwał jej ją.
-Nie waż się tknąć więcej moich rzeczy- wycedził przez zaciśnięte zęby i machnięciem różdżki sprawił, że wszystkie fiolki zniknęły- Miałaś mnie przekonywać do Granger i Dracona , więc to rób!
- Dobrze- fuknęła i za pomocą różdżki wybrała jedno wspomnienie i rzuciła je do myślosiewni- Zaczynajmy!
Znaleźli się w jednej z opuszczonych klas.
-Po co tu jesteśmy?- zapytał znudzony.
-To wspomnienie dostałam od Hermiony- wyjaśniła- A mianowicie sama sobie je zabrałam- wzruszyła ramionami na jego zaskoczone spojrzenie- Wiedziałam , że mi się przyda… no cóż trochę ich mam.
Zamilkła gdy drzwi Sali cicho się uchyliły i do środka weszła Hermiona , rozejrzała się po czym usiadła na jednej z ławek.
Po chwili zjawił się Draco, zamknął drzwi i rzucił czar  by nikt niepożądany nie mógł wejść.
-Już się bałam , że nie przyjdziesz- powiedziała Hermiona z uśmiechem.
-Ja?- prychnął Draco i podszedł do niej , gryfonka zarzuciła mu ramiona na szyję i pocałowała namiętnie- Takie powitanie to ja rozumiem.- odezwał się Draco  gdy oderwali się od siebie- Jak głąby?
-Nie obrażaj ich- zrugała go , po czym westchnęła- Nadal nie mogą uwierzyć, że jesteśmy razem, Ron chciał mnie związać i zmusić mnie do wypicia serum prawdy…
-Idiota- warknął blondyn i usiadł obok dziewczyny- Jesteś moja , a oni mają do tego przywyknąć.
-Potrzebują trochę czasu- uspokoiła go Hermiona- To nie Blaise , żeby pogodzić się z naszym związkiem jedynie przy pomocy ognistej.
-Pił całą noc- zaśmiał się Draco- A rano , spojrzał na mnie poważnie i powiedział „ Spotykaj się z tą gryfonką Smoku, ale następnym razem jak będziesz mnie oświecał o takich rzeczach, masz zaopatrzyć mój barek w cholerny  eliksir na kaca!”

-Po cholerę to oglądamy?- warknął Lucjusz.
-Żebyś zobaczył , że Twój syn jest szczęśliwy- odpowiedziała Ginny poważnie- Harry i Ron, jak i Zabini też nie byli zachwyceni ,ale szczęście przyjaciół jest dla nich najważniejsze!
-Jesteś irytująca- mruknął i wrócił do biblioteki.
-Mam więcej wspomnień – przypomniała Ginny stając obok niego.
-Nie mam na to ochoty- powiedział i skierował się do wyjścia.
-Jak mam cię przekonać do zaprzestania niszczenia życia własnego dziecka, jeżeli nie chcesz współpracować?!- wykrzyknęła wzburzona idąc za nim.
Malfoy zatrzymał się gwałtownie i odwrócił w jej stronę, przez co Ginny wyładowała w jego ramionach. Spojrzała w górę zaskoczona.
- Nie pogrywaj się ze mną- wyszeptał jej do ucha , po czym puścił ją i wyszedł.
Rudowłosa stała przez chwilę w bezruchu , po czym  pokręciła głową.
-Co to miało być?- wyszeptała.
Usiadła w ogrodzie i przymknęła oczy.
Tęskniła za rodziną, za gwarem panującym w Norze.
Nie wiedziała jak Lucjusz, może żyć bez rodziny, a tak będzie jeżeli nie pogodzi się z małżeństwem syna.
Zostanie sam w wielkim , pustym domu…
-Ciekawe czy pieniądze ogrzeją go w nocy- mruknęła i zatkała sobie ręką usta.
Nie wiedziała co się  z nią dzieje! Może i Malfoy był przystojny, ale to nadal był nadęty , bezuczuciowy ojciec Dracona! Ginewro Molly Weasley weź się w garść!
-Co masz dziś w planach?- zapytał następnego dnia przy śniadaniu ignorując zdarzenia z poprzedniego dnia.
-Pewien sposób- odparła niepewnie.
-Niby jaki?- spojrzał na nią podejrzliwie.
-Cały dzień będziemy zachowywać się miło wobec siebie- uśmiechnęła się szeroko.
-Czyś ty postradała rozum?!- warknął.
-To ci wybaczam ponieważ martwisz się o moje zdrowie- powiedziała wspaniałomyślnie – Będziemy mówić do siebie tylko miłe…
-Widzimy się jutro- mruknął Lucjusz wstając.
-Nie ma takiej opcji- zawołała Ginny i złapała go za rękę.
Malfoy spojrzał na nią mrużąc oczy, następnie na ich dłonie.
Ginny rumieniąc się cofnęła rękę.
-Nie będzie tak źle!- zawołała chcąc ukryć zmieszanie- Na pewno znajdziesz we mnie dużo pozytywnych cech a ja w tobie…. Postaram się- obiecała solennie i rozbawiona wskazała wyjście do ogrodu- Chodźmy na spacer , na plaży porozmawiamy.
-Przyznaj Weasley czemu to robisz- warknął niechętnie idąc za nią.
-Hermiona jest moją przyj…
-Prawdziwy powód- przerwał jej.
-Gdy miesiąc dobiegnie końca, na pewno ci powiem- obiecała.
Lucjusz tylko spojrzał na nią przeciągle, ale nic nie powiedział.
-Draco nie jest zły- zaczęła po chwili Ginny.
-Masz zamiar chwalić mojego syna?- zakpił.
-Nie- zaprzeczyła ze śmiechem udając przerażoną- Chodzi o to, że choć na początku uważałam go za nic nie wartego aroganta, gdy go już poznałam i zobaczyłam jak zmienił się pod wpływem Hermiony zaczęłam na niego inaczej patrzyć.
-Więc Granger go zmienia- warknął Lucjusz- To nie jest dobra wiadomość.
-Jest- zawołała rudowłosa- Hermiona też zmienia się przy Draconie! Jest pewniejsza siebie, jest cały czas uśmiechnięta i…
-I?- Lucjusz uniósł brwi czekając na ciąg dalszy.
-Nie ma już koszmarów- wyszeptała Ginny i spojrzała w dal.
-Wojna na każdym odbija piętno – powiedział po chwili Lucjusz bez cienia kpiny- Każdy musi sobie z tym poradzić.
-Draco też je miał- Ginny ujrzała zdziwienie na twarzy blondyna, które zaraz zniknęło pod maską obojętności- Nie wiedziałeś…. Oboje sobie pomogli, są szczęśliwi i jako ich najbliżsi powinniśmy ich wspierać.
-Nie jesteś jej rodziną- przypomniał.
-Jestem- odparła stanowczo- Hermiona jest dla mnie jak siostra i … tylko my jej zostaliśmy.
-Ma rodziców- warknął.
-Nie ma- zaprzeczyła- Nie żyją, myślałam że wiesz.
-Nie wiedziałem o wszystkich ofiarach Czarnego Pana-  odpowiedział.
-Nie chciałam żeby… po prostu myślałam, że Draco wam powiedział.
-Nie- padła sucha odpowiedź- Muszę trochę popracować Weasley.
Ginny westchnęła patrząc za odchodzącym blondynem.
Jej zadanie będzie trudniejsze niż mogłoby się to wydawać, chyba że…
-Mama by mnie zabiła- mruknęła wyciągając z barku dwie butelki Whisky- Ale innego rozwiązania nie ma!
Zdecydowanym krokiem weszła do gabinetu w którym Lucjusz pracował, nie zważając na jego wściekły wzrok , chwyciła za rękę i wyciągnęła na taras.
-Siadaj- rozkazała i podała mu jedną butelkę.
-Co ty wymyśliłaś?- prychnął.
-Upijemy się- odparła i usiadła naprzeciwko niego- A potem sobie porozmawiamy!
-Skąd ten głupi pomysł?- zapytał odkręcając butelkę.
-Moi bracia zrobili tak jeden raz, gdy Bill został zaatakowany przez wilkołaka- odpowiedziała- Bill miał problemy by się z tym pogodzić, więc razem się upili i wszystko wróciło do normy.
-Masz głupie pomysły Weasley- warknął wyczarowując szklanki.
-Nie- uśmiechnęła się i nalała sobie bursztynowego płynu do szklanki.
-Piłaś kiedyś?- zapytał mrużąc oczy , gdy wypiła odrobinę i się skrzywiła.
-Kremowe piwo- odpowiedziała – I raz spróbowałam Whisky gdy Diabeł z Draco przyszli do Hermiony na urodziny.
-Zapowiada się ciekawie- mruknął z kpiącym uśmieszkiem.
-To nam pomoże- zapewniła i wypiła duszkiem całą zawartość szklanki.
Ginny nie mogła się ruszyć, wszystko ją bolało, nie miała siły otworzyć oczu.
-Czyżby ktoś miał kaca?- usłyszała rozbawiony głos Lucjusza.
Rudowłosa z trudem otworzyła oczy i spojrzała w stronę drzwi.
-Daj mi to- poprosiła słabym głosem widząc w jego ręce fiolkę.
-Znaj moją dobroć-  powiedział.
Ginny szybko wypiła eliksir na kaca i rozglądnęła się po pokoju.
-Nie pamiętam jak się tu znalazłam- wyszeptała i usiadła.
-Ja natomiast pamiętam- odpowiedział z kpiącym uśmieszkiem.
-To…-  dopiero teraz zauważyła , że ma na sobie tylko koszulkę nocną-Jak?!
-Nie oglądałem cię nago głupia- warknął widząc jej przerażenie- Tym zajął się skrzat, nie mam w zwyczaju wykorzystywać pijanych nastolatek.
-Nie jestem nastolatką- mruknęła.
-Kobietą też nie- powiedział i wyszedł.
Ginny opadła na poduszki i próbowała sobie przypomnieć co się wczoraj zdarzyło.
Pamiętała tylko urywki.
-Mógłbyś kiedyś pogodzić się ze szczęściem syna!
- Harry to przeszłość, wiesz jak to jest? Wydaje ci się , że kogoś kochasz, ale potem gdy już możecie być razem okazuje się , że to tylko zauroczenie. Może to i lepiej? Zmienił się, choć nadal jest moim przyjacielem.
-Czemu tylko ja mówię? Ty w ogóle pijesz?
-Niby na ciebie alkohol tak nie działa? Wcale nie jestem pijana!
-Zaniesiesz mnie? Nie jestem ciężka prawda?
-Nie wykorzystujesz okazji? To jest bardzo dobra cecha, twoja przyszła żona będzie szczęściarą…
-Przyszła żona?- mruknęła Ginny chowając twarz w dłoniach- Picie ci nie służy , oj nie służy.
Rudowłosa musiała wymyślić sposób by przekonać Lujcusza do małżeństwa Dracona.
Nigdy się nie poddawała , więc postanowiła spróbować metody Hermiony gdy Harry z Ronem nie chcieli słuchać logicznych argumentów.
Gdy zeszła na śniadanie i zastała jak co rano Lucjusza z gazetą w ręce , postanowiła przystąpić do realizacji swojego planu. Wyciągnęła różdżkę i wyszeptała zaklęcie.
-Witam w ten piękny i słoneczny poranek- zawołała z uśmiechem siadając na swoim miejscu.
-Coś ty zrobiła?- warknął patrząc na nią z mordem w oczach.
-Teraz musisz mnie wysłuchać- powiedziała – Nie mogąc się ruszyć , nie wyjdziesz- odchrząknęła- Zaczynajmy!
-Niby co?
-Opowiem ci o Hermionie- odparła- Mione poznałam w pociągu , gdy pierwszy raz jechałam do Hogwartu.  Siedziała sama w przedziale zamartwiając się gdzie podziewa się Harry z Ronem… potem okazało się, że Zgredek ..
-Wiem co ten skrzat zrobił- przerwał jej Lucjusz.
-Zaprzyjaźniłam  się z Hermioną, mogłam na nią liczyć w każdej sytuacji- kontynuowała- Może i jest z rodziny mugoli, ale jest najzdolniejszą czarownicą pokolenia! Powinieneś być  dumny, że została Twoją synową! 
-Dumny , że mój syn poślubił sz…
-Szlama to obraźliwe słowo- wykrzyknęła Ginny wstając gwałtownie- Co ci obrażanie jej? Co da ci , że będziesz chciał wrócić miesiąc wstecz i przerwać uroczystość? Twój syn się zakochał i nie sądzę  żeby Twój sprzeciw zmusił go do zakończenia związku z Hermioną! Ty będziesz stratny! To od ciebie Twój jedyny syn się odwróci, zostaniesz sam ze sobą! Dlaczego? Ponieważ Hermiona urodziła się w otoczeniu ludzi którzy nie mieli tyle szczęścia co my i nie wiedzą czym tak naprawdę jest magia!
Zastanów się nad tym Malfoy!- powiedziała pochylając się nad nim i patrząc w oczy- Naprawdę rozdzielenie tych dwoje da ci satysfakcję?- zapytała.
Malfoy zmarszczył czoło, po czym chwycił jej twarz w dłonie i złączył ich usta w pocałunku.
Ginny na początku była zaskoczona , lecz już po chwili oddawała pocałunki.
Nie wiedziała kiedy znalazła się na jego kolanach, podświadomie dotarło do niej , że zaklęcie rzucone na Malfoy’a już nie działa.
Całowali się namiętnie, Ginny sunęła rękami po wysportowanym ciele blondyna… gdy nagle usłyszeli stukanie w okno.
Rudowłosa szybko zeszła z kolan mężczyzny i rozglądała się zaskoczona po jadalni.
-To puchacz – powiedział Lucjusz podchodząc spokojnie do okna i odebrał od sowy list- Od Granger- mruknął i jednym ruchem ręki spalił list.
-Co zrobiłeś?!- krzyknęła podbiegając do niego.
-Nie można kontaktować się z innymi – przypomniał i przyciągnął ją ku sobie.
-Co robisz?- wyszeptała wpatrując się w jego usta.
-Umilam nam czas- warknął i pocałował ją z pasją.
Ginny Weasley zawsze lubiła mieć wszystko zaplanowane, wolała być wszystkiego pewna, nie lubiła niespodzianek , tajemnic …a  co najważniejsze nienawidziła z całego serca sytuacji w której się znalazła.
Jak nazwać relację jaka łączyła ją z Lucjuszem? Romans? Związek… prawdopodobnie to pierwsze.
Zero uczuć z wyjątkiem pożądania, tylko i wyłącznie.
Nadal próbowała go przekonać do małżeństwa Hermiony i Dracon. Nadal ignorował jej starania, teraz po prostu w przyjemny sposób ją uciszał.
Został jej jeden dzień, a ona nie miała pojęcia co zrobić.
Fakty mówiły same za siebie, zakochała się w facecie który jest od niej o wiele lat starszy, który na każdym kroku krytykuje jej rodzinę i przyjaciół, który nie liczy się ze staniem innych, który… który jest irytującym, aroganckim facetem!
-W kim ty się zakochałaś?- prychnęła Ginny i jak co rano zeszła na śniadanie.
-Dziś nasz ostatni dzień w tym raju- zawołała przywołując na ustach uśmiech- Więc postanowiłam przekonywać się  w pięknej scenerii!
-Czyli? – mruknął patrząc na nią  z nad gazety.
-Czyli plaża- odpowiedziała siadając.
-Mam inny pomysł- powiedział i wstał- Jak zjesz , przyjdź do gabinetu.
Ginny zmarszczyła czoło zastanawiając się co takiego może ją tam spotkać.
Gdy weszła Lucjusz wlał jedno wspomnienie do kamiennej misy.
-Bez pytań- zastrzegł- Nie chce nigdy więcej wracać do tego zdarzenia!
Zaintrygowana rudowłosa zanurzyła twarz w misie i ze zdumieniem zauważyła zdarzenie z przed kilku lat.
-Co chcesz z tym zrobić?- zapytała Narcyza rozglądając się po ulicy.
-Wiesz dobrze- warknął Lucjusz chowając dziennik do kieszeni płaszcza.
-To niebezpieczne- powiedziała zaniepokojona kobieta i wskazała księgarnię- Draco tam jest.
-Weasleyowie prawdopodobnie też- mruknął.
-Sądzisz , że to co robimy…
-Albo to zrobimy, albo Draco będzie zagrożony- przerwał jej Lucjusz.
-Niech nic złego się nie stanie- wyszeptała Narcyza.

Ginny wróciła do gabinetu i spojrzała na Lucjusza.
-Chroniłeś syna- powiedziała po chwili ciszy.
-Nie mam zamiaru o tym rozmawiać- warknął.
-Więc czemu mi to pokazałeś?
-Postanowiłem zakończyć tą komedię- odparł.
-To znaczy?- jej serce zaczęło bić jak oszalałe.
-Nie przeszkodzę Draconowi- powiedział –Koniec miesiąca życia.
Ginny spojrzała na Lucjusza. Stał wyprostowany i dumny.
-Żałujesz- wyszeptała.
-Wielu rzeczy- warknął i skierował się do wyjścia – Zdobyłaś to co chciałaś- powiedział i zostawił ją samą.
-Wcale nie- westchnęła oplatając się ramionami.
Teleportowała się do Nory gotowa stawić czoło pytaniom całej rodziny.
-Ginny!- krzyknęła Pani Wealsey gdy tylko córka weszła do domu.
-Witaj- rudowłosa  przytuliła się do matki- Ale za wami tęskniłam- wyszeptała i w następnej chwili się rozpłakała.
-Maleńka- Pani Weasley poprowadziła córkę do salonu i usadziła na kanapie- Co się stało?
-Mamo zrobiłam to… Hermiona może być z Draco i jego ojciec nie stanie im na drodze…
-Ale jakim kosztem- westchnęła kobieta i spojrzała na zegar- Twój ojciec zaraz wróci, twoi bracia będą na kolacji..
-Nie wiem czy jestem w stanie im powiedzieć… nie mogą się dowiedzieć- Ginny wstała i zaczęła krążyć po pokoju- Nie wiem co robić! Rano byłam szczęśliwa, teraz jestem… nie jestem sama! Merlinie! Przecież ja się tak nigdy nie zachowuje!
-Miłość zmienia człowieka- Pani Weasley się uśmiechnęła.
-Nie jesteś zniesmaczona?- zapytała poważnie Ginny- To Malfoy i jest sporo starszy.
-Dla mnie najważniejsze jest wasze szczęście- odpowiedziała poważnie- Pamiętaj , że ja i ojciec zawsze będziemy cię wspierać, a Twoi bracia po krzykach , pogróżkach i ostrzeżeniach pogodzą się z każdą twoją decyzją.
-A co ja mam zrobić?- zapytała lecz zdawała sobie sprawę , że ta decyzję musi podjąć sama.
-Znam cię i wiem, że już podjęłaś decyzję- powiedziała pani Wesley i wstała- Idę szykować kolację, a ty rób to co powinnaś.
Rudowłosa uśmiechnęła się lekko i za pomocą kominka przeniosła się do Malfoy Manor.
Wiedziała , że go tam spotka, tak jak zdawał sobie sprawę , że nie będzie to łatwa rozmowa.
Weszła niepewnie do holu i rozejrzała się z westchnieniem.
Zapewne gdyby w tym domu Hermiona nie cierpiała , gdyby nie przebywał tu kiedyś Voldemort to byłaby w stanie tu zamieszkać.
-Najpierw przekonaj tego uparciucha do siebie- mruknęła pod nosem i skierowała się do gabinetu.
Lucjusz nie siedział za biurkiem jak się spodziewała, lecz stał przed kominkiem zatopiony w myślach.
Ginny chrząknęła chcąc zwrócić na siebie uwagę, blondyn przybrał nieprzenikniony wyraz twarzy.
-Cóż cię tu sprowadza?- zapytał- Czyżbyś znów chciała układać życie innych?- zadrwił.
-Raczej swoje- odparła pewnie i odetchnęła głęboko- Pamiętasz , że gdy wymyśliłam dzień bycia dla siebie miłymi… obiecałam ci , że gdy to się skończy powiem dlaczego chcę żeby Hermiona była z Draconem… tak naprawdę, a nie śpiewka „Bo to moja przyjaciółka”…
-Czyżby nadszedł czas zwierzeń- prychnął.
-Całe życie chciałam być inna, chciałam mieć bogatszych rodziców, nie chciałam być najmłodsza, nie chciałam mieć samych braci, chciałam coś znaczyć…, zawsze było coś nie tak, potem pojawił się Harry i Hermiona. Z Ronem zawsze … byli- wzruszyła ramionami- Zazdrościłam im tego, do czasu aż Hermiona nie przyszła do mojego pokoju, gdy pierwszy raz spędzała u nas wakacje, mogła spać sama w pokoju Charliego i Billa, lecz wolała ze mną… od tamtej pory zawsze była przy mnie, w każdej chwili mogłam na nią liczyć, tylko dzięki niej udało mi się wrócić do codzienności po moim pierwszym roku w Hogwarcie, zawdzięczam jej wiele, zawsze mogę na nią liczyć… dlaczego chcę żeby była z Draconem? Dlatego , że go kocha. Dlatego , że przy nim jest szczęśliwa i dlatego , że on ją kocha- uśmiechnęła się lekko- Nigdy nie uwierzyłabym gdyby ktoś mi powiedział , że Draco Malfoy może kogoś kochać, ale gdy patrzy on na Hermionę…- spojrzała na Lucjusza- Gdy pierwszy raz ich zobaczyłam razem, stali na skaju Zakazanego Lasu przytuleni do siebie, nagle Draco pocałował ją w czoło jakby to była najnaturalniejsza rzecz pod słońcem, a Hermiona uśmiechnęła się do niego… poczułam wtedy zazdrość… Chciałam żeby ktoś mnie tak pokochał jak blondas Hermionę… byłam straszną egoistką! Zamiast się cieszyć szczęściem przyjaciółki byłam zazdrosna! Dlatego nie chciałam dopuścić żeby ich związek …
-Z poczucia winy- nie mógł uwierzyć Lucjusz- Spędziłaś ze mną miesiąc z powodu cholernego poczucia winy.
-Spędziłam z tobą osiemnaście dni z powodu poczucia winy- poprawiła go- Reszta była dla mnie.
-Dla ciebie?- arystokrata założył ramiona na piersi- O czym ty mówisz?
-Zakochałam się w tobie- powiedziała i nie wiedzieć czemu odwróciła się i wybiegła z Malfoy Manor.
Lucjusz niechętnie wstał i ruszył za nią. Nie był durnym gryfonem i nie zamierzał tracić czegoś, a w tym przypadku kogoś cennego.
Ginny stała wyprostowana przed wielką bramą z zaciśniętymi pięściami zastanawiała się gdzie powinna się teraz przenieś.
-Weasley żądam miesiąca życia- powiedział władczym głosem stając za nią.
-Co?- obróciła się i spojrzała na niego zdumiona- Po co?
-Po miesiącu zażądam następnego- zignorował jej pytanie.
-Ale…
-Potem następny…
-Lucjuszu….
-Nie mam zamiaru pozwolić ci odejść jeżeli byłaś na tyle głupia żeby do mnie przyjść, to zostaniesz na zawsze- warknął – Co za tym idzie nie masz prawa zmienić zdania.
-Kocham cię i te Twoje głupie gadanie- zaśmiała się Ginny i zarzuciła mu ramiona na szyję.
-Głupoty?!- oburzył się.
-Nie oszukujmy się- zaśmiała się- Te tradycje arystokratów są po prostu bezsensu.
- Weasley jesteś…
-Wspaniała- przerwała mu- Wiem o tym- pocałowała go czule.

Trzy lata później
- Zabiję go- mruknął Lucjusz patrząc na Harrego Pottera składającego życzenia Ginny.
-Za co?- zdziwił się Draco patrząc to na ojca, to na wybrańca.
-Parę rzeczy się znajdzie- warknął, a widząc kpiący uśmieszek syna, prychnął- Więc nie przeszkadza ci , jak jakiś facet za bardzo zbliża się do Twojej żony?
-Oczywiście, że nie- Draco machnął lekceważąco ręką.
-Więc Ronald może nadal obejmować Her…
-Weasley odwal się od mojej żony! Ty gnomie co ty sobie wyobrażasz?!- wykrzyknął Draco i szybko podszedł do Hermiony i odciągnął ją od rudzielca.
-Nie patrz na Harrego jakbyś go chciał zabić- poprosiła Ginny podchodząc do Lucjusza z uśmiechem na ustach.
-Nie mogę ci tego obiecać- odparł obejmując ją władczym gestem- Niech się do ciebie nie zbliża , koniec tematu.
-Zawsze jak nie chcesz spełnić prośby kończysz temat- przypomniała ze śmiechem.
-Kończę, a ty i tak robisz wszystko po swojemu- mruknął.
-Narzekasz?- mruknęła przytulając się do niego.
Malfoy niezauważalne się uśmiechnął.
Cztery razy kończył temat i cztery razy ta rudowłosa zrobiła wszystko tak jak zaplanowała.
Pierwszy raz , gdy zignorowała jego zdanie o ślubie tylko i wyłącznie ze świadkami… musiał znosić całą jej rodzinę przez całą ceremonię i przyjęcie…
Drugi raz , gdy zabronił zmieniać wystrój Malfoy Manor… gdy wrócił wszystko wyglądało inaczej, lecz nawet na torturach nie przyzna , że spodobały mu się zmiany.
Trzeci raz gdy postanowiła zostać matką, nie zważała na jego obiekcję, zrobiła to co wychodzi jej najlepiej… uwiodła go i po dziewięciu miesiącach na świecie pojawiła się   Josephine  Malfoy.
Czwarty raz gdy postanowiła urządzić święta właśnie w ich domu… mimo jego odmowy cały salon Malfoy Manor jest wypełniony bliskimi tej małej rudowłosej.
Jego córeczka śpi na górze w swoim pokoju , obok w kołysce śpij jego wnuk Scorpius.
Więc co on tu do cholery robi?
Odpowiedź było niestety prosta. Wystarczy jedno spojrzenie i robi co Ginewra sobie wymyśli.
Na starość stał się … warknął sam na siebie i przybrał beznamiętny wyraz twarzy i wyprostował się dumnie.
Ginewra robi z nim co tylko chce, Draco z Hermioną są w ich domu mile widziani, ale nikt  inny nie ma prawa się do niego zbliżyć! Lucjusz Malfoy nie jest miłym mężczyzną i nie ma zamiaru się zmieniać.
Spojrzał na Ronalda, który wraz z Harrym o czymś szeptali.
Obaj działali mu na nerwy . Ron przybył z Levander.  Żona rudzielca była irytujaca, na szczęście jedno spojrzenie sprawiło , że ta kobieta się do niego nie zbliży.
Potter pojawił się z tą walniętą Lovengood. Miał nadzieję, że wyjadą gdzieś daleko szukając tych nieistniejących stworzeń o których cały czas opowiada blondyna i będzie miał wybrańca z głowy.
-Chcesz ich zabić?- zapytał Draco pojawiając się z dwoma szklankami wypełnionymi po brzegi Ognistą Whisky i podał jedną ojcu.
-Mam to w planach- odpowiedział i spojrzał podejrzliwie na syna- Co ty knujesz?
-Czemu uważasz…- Draco przerwał na widok rozbawienia na twarzy ojca- Matka chce żebyśmy spędzili z nią sylwestra.
-I?- mruknął znudzony Lucjusz.
-Pomyśleliśmy o domku na plaży…
Lucjusz przypomniał sobie miesiąc który tam przeżyli trzy lata temu.
-Wybierzcie domek w górach- powiedział  i sparzał na żonę która wyczuła jego wzrok uśmiechnęła się promiennie w jego stronę- Domek na plaży będzie zajęty….

niedziela, 2 października 2016

Jedno ponowne spotkanie, może naprawić wszystko"



Beta: Kite Millie
Życie składa się z chwil, które pamiętamy lepiej lub gorzej. Hermiona niektóre sytuacje chciałaby zapamiętać na zawsze, a niektóre zapomnieć…

 – Co chcesz przez to powiedzieć Ronald?! – wykrzyknęła wściekła Hermiona.
 – To, że nie musisz wracać do Hogwartu! – warknął. – Możesz wreszcie przestać zachowywać się jak kujonka?
 – Ron! – Harry spojrzał na niego zaskoczony. – Nie mów tak do Hermiony!
 – Ale to prawda! – wybuchnął Ron. – Niby jej zależy na naszej przyjaźni, a jakoś nie chce z nami wyjechać!
 – Chcę skończyć szkołę! – powiedziała stanowczo. – Powinniście to zrozumieć i mnie wspierać!
 – Wspierać? – prychnął Ron. – Chcemy, żebyś wyjechała z nami! To tylko rok!
 – Po co?! Ty i Harry będziecie przechodzić kurs aurorski, a Ginny dostała się do drużyny! A ja?
 – Znajdziesz coś dla siebie – wtrącił Harry.
 – Chcę wrócić do Hogwartu…
 – To wracaj! – krzyknął Ron. – Ale to koniec naszej przyjaźni!
 – Ron! – Harry nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.
 – Koniec tematu – rudzielec wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
 – Mionka – zaczął Harry delikatnie.
 – Też uważasz, że zostając, nie mogę być już twoją przyjaciółką? – zapytała ze łzami w oczach.
 – Nie – zaprzeczył gwałtownie. – Na zawsze będziesz moją przyjaciółką! Ron też to przemyśli. Będziemy do siebie pisali i się widywali… Przecież będziemy nadal w pobliżu.
 – Mam nadzieję – wyszeptała cicho.

Lecz listy nie wystarczyły. Hermiona zajęta nauką, Harry z Ronem kursem, a Ginny treningami mieli coraz mniej czasu na spotkania. Gryfonka ukończywszy szkołę, z ulgą przyjęła pracę w ministerstwie.

Hermiona szybkim krokiem szła w kierunku gabinetu ministra. Musiała przekazać mu ważne dokumenty przed spotkaniem z Francuską delegacją.
Zamyślona nie zauważyła blond postaci zmierzającej w jej kierunku, niestety mężczyzna również nie zwracał na nic uwagi pogrążony w myślach.
Gdy się zderzyli, Hermiona pisnęła. Na szczęście blondyn dzięki szybkiemu refleksowi uchronił ją przed upadkiem.
 – Witam Granger – usłyszała nad sobą zmysłowy głos.
Gdy otworzyła oczy, ujrzała szare tęczówki.
 – Witam – wyszeptała rumieniąc się.

Te zderzenie spowodowało, że życie Hermiony nie było już takie samo.

Pierwszy raz w historii Hogwartu rodzice pierwszorocznych uczniów mieli prawo być na uczcie powitalnej i zobaczyć, jak ich dzieci zostają przydzielane do domów.
Harry z Ginny z uśmiechem patrzyli na swojego syna.
 – Tak szybko to minęło – mruknęła cicho Ginny, przytulając się do męża.
 – Będzie tu szczęśliwy – powiedział Harry i zmarszczył czoło.
 – Co się stało? – zapytała Ginny.
 – Mam zwidy – odparł, kręcąc z niedowierzaniem głową.
 – Kogo widziałeś? – zaciekawiła się.
 – Hermionę – powiedział.
 – To niemożliwe... – Ginny zaczęła się rozglądać i pisnęła: – To ona!
Zaczęła przedzierać się przez tłum dumnych rodziców i stanęła przed brązowowłosą kobietą.
 – Mionka? – zapytała niepewnie.
 – Witaj Ginny – Hermiona uśmiechnęła się promiennie.
Harry podchodząc do nich, nie mógł uwierzyć, jak zmieniła się jego przyjaciółka przez trzynaście lat. Zniknęła szopa na głowie, miała teraz piękne loki, jej oczy lśniły w sposób, jaki on widywał tylko wtedy, gdy była zachwycona nową książką.
 – Co tutaj robisz? – Ginny przytuliła ją mocno.
 – To samo co wy – zaśmiała się. – Korzystam z przywileju bycia rodzicem i chcę zobaczyć, jak moja córka zostanie przydzielona.
 – Masz córkę? – zapytał zdziwiony Harry.
 – A to takie dziwne? – zmarszczyła czoło.
 – A kto jest ojcem? – Ginny za późno ugryzła się w język.
Hermiona zarumieniła się.
 – Zapomniałam już, jaka jesteś bezpośrednia – zaśmiała się cicho i spojrzała na drzwi Wielkiej Sali. – Mój mąż trochę się spóźni, ale na pewno przyjdzie.
 – A kto… – zaczęła Ginny, lecz przerwał jej Dumbledore, stając na środku.
 – Witam rodziców – odezwał się głośno. – Proszę o zajęcie miejsc, zaraz profesor McGonagall wprowadzi naszych nowych uczniów.
 Ginny pociągnęła Hermionę za sobą. Gdy wszyscy usiedli, drzwi się otworzyły.
 – Nasz James to ten chłopiec…
 – Podobny do Harry'ego – dokończyła Hermiona z uśmiechem.
 – A twoja córka? – zapytała Ginny, lecz odpowiedź Hermiony przerwała profesor Mcgonagall.
 – Gdy wyczytam wasze nazwisko, usiądziecie i Tiara Przydziału postanowi, do którego domu traficie – profesor transmutacji zwróciła się do pierwszorocznych. Rozwinęła listę z nazwiskami. – Blake Alkon.
Na środek wszedł pyzaty chłopiec, który ze strachem rozglądał się dookoła.
Gdy usiadł, profesor założyła mu na głowę Tiarę Przydziału.
 – Hufflepuff – wykrzyknęła Tiara.
 – Mój synek! – krzyknęła zachwycona kobieta z końca Sali.
Przydział trwał, gdy do Sali wszedł Lucjusz Malfoy.
 – Ciekawe co on tu robi – mruknęła cicho Ginny.
Hermiona uciszyła ją machnięciem ręki i z napięciem wpatrywała się w Tiarę.
 – Sophie Malfoy – wyczytała McGonagall.
Mała blondynka o kręconych włosach usiadła pewnie na miejscu i z uśmiechem czekała na werdykt.
 – Hmm – W sali nastąpiła cisza. Malfoy’owie od pokoleń zostawali przydzielani do Slitherinu po sekundzie! – Jesteś mieszanką wybuchową swoich rodziców. Pasujesz do gryfonów jak i ślizgonów… Gdzie cię przydzielić? Gdzie będziesz mogła odnaleźć siebie? Już wiem… Griffindor!
 – Ten stary kapelusz zaraz spłonie! – wykrzyknął zbulwersowany Malfoy, idąc szybkim krokiem ku McGonagall.
 – Tatusiu – Sophie spojrzała na niego niepewnie.
 – Lucjuszu! – oburzyła się Hermiona, wstając i podchodząc do Sophie.
Położyła jej ręce na ramiona i odchrząknęła. Blondyn podszedł do dziewczynki i przyklęknął przed nią.
 – O co chodzi? – zapytał, próbując powstrzymać złość.
 – Jesteś na mnie zły?
 – Nie – odparł od razu i pogłaskał ją po policzku. – Jestem wściekły na tą cholerną podróbkę kapelusza!
 – Ponieważ przegrałeś – prychnęła Hermiona i przytuliła Sophie. – Jestem z ciebie dumna!
Sophie uśmiechnęła się promiennie.
 – Ona nie może być gryfonką! – warknął Malfoy.
 – Ale nią jest – odparła radośnie Hermiona i przytuliła go. – Możesz się z tym pogodzić?
 – Thomas będzie ślizgonem – zapowiedział stanowczo. – Tak jak Scorpius – wskazał jedenastoletniego blondyna siedzącego dumnie przy stole ślizgonów.
 – Tego jestem pewna – zaśmiała się Hermiona i pociągnęła Lucjusza do stołu, przy którym były dwa wolne miejsca.
Przydział nadal trwał, lecz większość rodziców zamiast na swoje dzieci nie mogło oderwać wzroku od Hermiony i Lucjusza.
 – Zaraz zacznę rzucać niewybaczalnymi – warknął Malfoy tak, by go usłyszano.
Hermiona przewróciła oczami i pogładziła go po ramieniu.
 – Nie denerwuj się – wyszeptała. – Za niedługo wrócimy do domu.
 – Sophie powinna wrócić z nami – mruknął, patrząc na córkę siedzącą z uśmiechem przy stole gryfonów.
Rozglądnął się po Wielkiej Sali i z satysfakcją zauważył Potterów, którzy nadal trwali w szoku. Uśmiechnął się do nich z wyższością, co nie umknęło uwadze Hermiony.
 – Mają prawo mi wygarnąć – powiedziała, opierając policzek o jego ramie.
 – Nie mają – zaprzeczył stanowczo. – Niech tylko spróbują podnieść na ciebie głos!
 – Nie możesz zawsze mnie chronić – odparła z lekkim uśmiechem.
 – Mogę i będę to robić. – Wskazał na córkę – Sophie też ma być szczęśliwa, więc lepiej, żeby żaden okropny gryfon się do niej nie zbliżył! Najlepiej nich zachowuje się tak jak ty!
 – A co w moim zachowaniu było takie złe, że chcesz, by nasza córka robiła to samo? – zapytała, mrużąc oczy.
 – Byłaś tak zajęta nauką, że nie miałaś czasu na nic innego, Granger – prychnął.
 – Kamień filozoficzny, komnata tajemnic, uwolnienie Syriusza… – zaczęła wymieniać z błyskiem w oku.
 – Zamilcz – warknął. – Popełniłem błąd – mruknął. – Nasza córka ma być grzeczną, cichą i stroniącą od innych…
 – Zamknij ją w domu, w najwyższej wieży i zabezpiecz wejście zaklęciami – zakpiła Hermiona. – Rzecz jasna musisz też pomyśleć o fosie wokół dworu, jakichś krokodylach w niej, no i może jakieś olbrzymy, żeby… – przerwała, widząc jego wściekłą minę. Zachichotała cicho i pocałowała go w policzek. – Będzie dobrze, zobaczysz.
Gdy przydziały się skończyły, rodzice mogli porozmawiać ze swoimi pociechami. Sophie z zarumienionymi od wrażeń policzkami podbiegła do rodziców.
 – Tu jest wspaniale! – zawołała.
 – Mówiłem ci – odezwał się Scorpius, podchodząc do nich. – Dziadku, przypomnisz tacie o przysłaniu mi Błyskawicy 2.0?
 – Oczywiście – obiecał Lucjusz i spojrzał na niego z dumą. – W tym roku na pewno dostaniesz się do drużyny!
 – Jasne że tak! – przytaknął Scorpius. – Idę coś zjeść – powiedział i przytulił na pożegnanie Hermionę i Lucjusza. – Sophie pamiętaj, że jutro idziemy razem na boisko! Pokażę ci nowe sztuczki!
 – Pamiętam – odparła dziewczynka i pomachała blondynowi.
 – Mam nadzieję, że nie wpadniecie w kłopoty już pierwszego dnia – mruknęła Hermiona, patrząc na córkę wymownie.
 – Oczywiście, że nie – przyrzekła Sophie z uśmiechem i spojrzała na ojca. – Tato a wiesz, że wieży gryfonów pilnuje Gruba Dama? – pytała podekscytowana Sophie. – A duchy mówiły…
 – Hermiono… – usłyszeli. Gdy się odwrócili, zobaczyli Ginny z niepewną miną. – Mogłybyśmy porozmawiać?
 – Teraz jesteśmy zajęci Weasley – warknął Malfoy.
 – Możemy – odpowiedziała Hermiona, ignorując słowa męża.
Pocałowała córkę i Lucjusza i wyszła wraz z rudowłosą na błonie.
 – Gdzie pójdziemy? – zapytała.
 – Nad jezioro – Ginny uśmiechnęła się lekko. – Pamiętasz?
 – Nasze miejsce – zaśmiała się. – Chodźmy.
Gdy usiadły, chwilę milczały, aż Ginny przerwała ciszę.
 – Jak to się stało?
 – Wiedziałaś... – Hermiona zaczęła bawić się rąbkiem sukienki.
 – Podejrzewałam – przyznała Ginny – ale myślałam, że nic z tego nie będzie.
 – Ja też… Ale widocznie los mi sprzyjał.
 – Dlaczego nam nie powiedziałaś? Wiem, że nasze kontakty się urwały…
 – Wyjechaliśmy do Australii, gdzie Draco otworzył firmę i chciał, by Lucjusz prowadził ją wspólnie z nim. – Hermiona wzruszyła ramionami. – Dlatego też w Anglii nikt nie wiedział o naszym związku. Gdy się zaczęliśmy spotykać, postanowiliśmy nie rozgłaszać tego, więc…
 – Więc nikt nic nie wiedział – dokończyła Ginny. – Masz córkę z Lucjuszem Malfoyem.
 – I sześcioletniego syna – dodała z czułością. – Thomas został u Dracona i Astorii.
 – Gdy napisałaś, że często wpadasz na Malfoya w Ministerstwie, wiedziałam, że ma w tym jakiś cel, nie sądziłam jednak, że skończy się to waszym małżeństwem – powiedziała z niedowierzaniem rudowłosa. – Ron dostanie zawału...
 – Co u niego słuchać? – zapytała Hermiona, wzdychając.
 – Ożenił się z Levander – Ginny skrzywiła się. – Lev nie zmieniła się ani trochę, Ron także… Nadal jest uparty i nierozważny.
 – Więc dobrze, że jego tu nie spotkałam – mruknęła Hermiona. – Nie skończyłoby się to dobrze.
 – Twój mąż raczej nie pozwoliłby Ronowi cię obrazić – zaśmiała się Ginny.
 – To prawda – przytaknęła Hermiona i uśmiechnęła się lekko. – Lucjusz dba o mnie i dzieci… Gin, czy twoi rodzice nie są na mnie źli za to, że przestałam się odzywać?
 – Mama powiedziała, że cię rozumie – uspokoiła ją rudowłosa. – Ochrzaniła Rona za jego zachowanie w stosunku do ciebie i przewidziała, że, gdy ułożysz sobie życie i będziesz szczęśliwa, wrócisz… Nie sądziłam, że minie tyle lat, aby nadszedł ten moment.
 – Cieszę się, że wróciliśmy do Anglii – powiedziała Hermiona.
 – Na stałe? – zapytała podekscytowana Ginny.
 – Na stałe – przytaknęła Pani Malfoy.
 – Więc może być tak jak dawniej? – Ginny spojrzała na nią z nadzieją. – Przyjaciółki na zawsze?
 – Na zawsze. – Hermiona przytuliła rudowłosą. – Wracajmy do szkoły, mamy mało czasu, żeby pożegnać się z naszymi dziećmi.
Gdy uczniowie rozeszli się do swoich dormitoriów, rodzice zaczęli wracać do domów, lecz większość nadal siedziała i wpatrywała się w Hermionę i Lucjusza, którzy siedzieli w towarzystwie wybrańca i jego żony. Malfoy nie wyglądał na zainteresowanego rozmową i znudzony rozglądał się po Wielkiej Sali, gdy nagle zaklął pod nosem i ruszył szybkim krokiem do wyjścia.
 – Lucjusz? – zawołała zaskoczona Hermiona i pobiegła za nim.
Harry z Ginny niewiele myśląc, poszli w jej ślady.
 – Po co on idzie do lochów? – zapytała Ginny, gdy dogonili Hermionę.
 – Chyba zaskoczył go widok pewnej osoby – odpowiedziała kobieta niepewnie.
 – Myślałam, że przyjaźni się ze Snape’em – odezwał się Harry.
 – Kiedyś tak… – Hermiona westchnęła. – Draco powiedział mi, że po wojnie doszło pomiędzy nimi do kłótni i od tamtego czasu się nie widzieli… – Stanąwszy przed drzwiami do prywatnych komnat Mistrza Eliksirów, spojrzała na przyjaciół z lekkim uśmiechem. – Szlaban?
 – Jak za dawnych lat – zaśmiał się Harry, lecz spoważniał, gdy drzwi się otworzyły i stanął w nich Snape.
 – Granger, Potter i oczywiście Weasley – mężczyzna prychnął. – Przynajmniej nie ten ryży pomiot.
 – Ronald nie jest… – zaczęła Ginny, lecz po chwili zrezygnowała. – Nieważne.
Snape skwitował jej słowa uniesioną brwią i otworzył szerzej drzwi.
 – Chyba ktoś cię szuka Lucjuszu – powiedział rozbawiony.
Hermiona zaskoczona ujrzała Lucjusza spokojnie siedzącego w fotelu z ognistą Whisky w ręku.
 – To ja się martwię, że coś się stało, a ty po prostu przyszedłeś się napić? – zawołała wzburzona.
 – Charakterek to ona ma – zaśmiał się Snape, a cała trójka spojrzała na niego.
Nigdy nie widzieli go tak zrelaksowanego i… szczęśliwego.
Nagle Ginny pisnęła.
 – Co się stało? – zapytała Hermiona i spojrzała w kierunku, który wskazała przyjaciółka.
Na kominku stało zdjęcie przedstawiające Severusa z…
 – Fleur? – zaskoczona Hermiona zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu.
Kolorowe narzuty, kwiaty w wazonach, obrazy na ścianach nie były raczej wymysłem Snape’a.
 – Przecież ona wyjechała po wojnie… po kłótni z Billem – wyjąknęła Ginny.
 – Nie wyjechałam daleko – odezwała się blondynka stając w drzwiach. – Miło was widzieć.
 – Ten dzień jest pełen niespodzianek – mruknął Harry.
 – Moment! – zawołała Hermiona. – Przecież ty – wskazała oskarżycielko na męża – pokłóciłeś się podobno z nim. – Snape prychnął. – A ty – blondynka przytuliła się do Mistrza Eliksirów – po wojnie miałaś wyjść za Billa!
 – Panna –muszę – wiedzieć – to – wszystko – wróciła – Snape westchnął. – Jak ty z nią wytrzymujesz?
 – Mam ciekawe życie – odparł Lucjusz i podszedł do żony, która z lekkim uśmiechem pozwoliła mu się objąć.
 – Nadal chcę wiedzieć, co się stało – powiedziała Hermiona.
 – Usiądźcie – zaproponowała Fleur i przywołała kubki i dzbanek pełen ciepłej herbaty. – To długa historia… – Amour – zaczęła Fleur rozmarzonym głosem… Miłość dla mnie jest najważniejsza, nie interesowały mnie nigdy pieniądze i pozycja. Chciałam, żeby mężczyzna, z którym będę, był ze mnie dumny, a nie z tego że mnie ma. Rozumiecie? – zapytała, a gdy Hermiona z Ginny przytaknęły, kontynuowała: – Gdy poznałam Billa, naprawdę myślałam, że wreszcie ktoś interesuje się mną a nie moim wyglądem! Niestety po pewnym czasie Bill zaczął zachowywać się tak, jakbym była jego trofeum – westchnęła. – Nie gniewaj się Żeniewiew, lecz Twój brat musiał pomylić zauroczenie z miłością. Nie chciałam tego dłużej ciągnąć, więc zerwałam nasze zaręczyny i postanowiłam wrócić do Francji do rodziny i właśnie tu rozpoczyna się moja historia…
 – Nie musisz im opowiadać wszystkiego – warknął Snape, a widząc jej minę, prychnął i wypił duszkiem bursztynowy płyn ze swojej szklanki.
 – Chcę im wytłumaczyć, jak to się stało, że jesteśmy małżeństwem – odparła stanowczo, odgarniając swoje długie blond włosy.
 – Wytłumaczę to prosto i szybko – powiedział. – Dumbedore zwariował i zatrudnił ją – wskazał Fleur, która wzniosła oczy do góry – żeby pomagała Poppy w skrzydle szpitalnym, a ta wariatka postanowiła w wolnym czasie zatruwać mi życie i skończyło się to ślubem, koniec! Żegnam!
 – Uprzejmość nie boli – zganiła go Fleur i spojrzała na kobiety z przepraszającym uśmiechem. – Ominął najważniejsze fakty! Pierwsze spotkanie, pierwszy pocałunek, oświadczyny, ślub, narodziny Chloe!
 – Chloe? – zapytał niepewnie Harry.
 – Nasza córeczka – wyjaśniła Fleur. – Ma dwa latka i właśnie śpi w swoim pokoju.
 – Już nie – mruknął Snape i wskazał małą dziewczynkę o blond włoskach, która trzymając w ręce pluszowego misia, przecierała oczka, po czym nie zważając na nikogo, podeszła do Severusa i wdrapała się mu na kolana.
 – Ona nadal śpi – wyszeptała Fleur, patrząc z czułością na córeczkę, która wtuliła się w ojca i smacznie zasnęła.
 – Nic nowego – mruknął Snape i przykrył córkę narzutą.
 – Wiele się zmieniło – westchnęła Ginny. – A myślałam, że przydział Jamesa będzie najbardziej pamiętną chwilą.
 – A cóż innego się stało? – zapytała Hermiona rozbawiona i uśmiechnęła się do wszystkich. – Dobrze, że tak to się skończyło… Mi odpowiada takie zakończenie.
 – Mi też – przyznał Harry i pocałował Ginny w czoło. – Wracajmy do domu.
Rudowłosa pożegnała się z Fleur i Hermioną i po obietnicach, że spotkają się we wtorek na Pokątnej używając sieci fiuu przeniosła się z Harrym do domu.
 – My też już chodźmy – odezwała się Hermiona. – Masz mi parę rzeczy do wyjaśnienia – dodała.
 – Ta noc będzie długa – wyszeptał jej do ucha Lucjusz i wziąwszy ją za rękę, wyprowadził z komnat państwa Snape.

 – Gdzie idziemy? – zapytała i zatrzęsła się z zimna.
Lucjusz zarzucił jej na ramiona swój płaszcz, po czym wyszli na błonia.
 – Chcesz się dowiedzieć wszystkiego, to znajdziemy miejsce do rozmowy – odparł po chwili.
 – A nasza sypialnia ci nie odpowiada?
 – W naszej sypialni na pewno nie myślałbym o rozmowie – mruknął, na co Hermiona się zarumieniła.
 – Więc gdzie chcesz porozmawiać? – zapytała zaciekawiona.
 – Znasz miejsce, gdzie można się ukryć i obserwować wszystkich, nie zdradzając się? – zapytał z chytrym uśmieszkiem.
 – Ale… ale o tym miejscu nikt nie wie! – zawołała.
 – Ja wiem – odparł i wskazał na budynek ukryty na skraju zakazanego Lasu.
Gdy weszli do środka, Hermiona ujrzała wygodną kanapę, regał z książkami, stół i dwa krzesła.
 – Przychodziłam tu, gdy chłopaki byli na treningu, a ja chciałam pobyć sama – powiedziała z lekkim uśmiechem.
 – Ja chowałem się tutaj – zaśmiał się Lucjusz – gdy miałem dość wszystkiego, przychodziłem tu i miałem święty spokój.
 – Teraz się już nie chowasz – zauważyła.
 – Teraz nie mam powodu – pocałował ją czule.
 – Opowiesz mi? – zapytała po chwili.
Lucjusz wzruszył ramionami.
 – Nie darujesz mi – stwierdził i pociągnął ją na kanapę, a gdy usiedli, objął ją i zamknął oczy.
 – Co chcesz wiedzieć?
 – Przez trzynaście lat nie miałeś kontaktu ze Snape’em?
 – Od czasu do czasu nasze drogi się skrzyżowały – odparł.
 – Czemu mi nie powiedziałeś?
 – Nie pytałaś – spojrzał na nią, mrużąc oczy. – Czym się martwisz?
 – Przestraszyłam się – wyznała i zaczęła bawić się obrączką na palcu.
 – Czego?
 – Że może żałujesz – wyjaśniła i odsunęła się od niego.
 – Czego mam do cholery żałować?! – zapytał, marszcząc czoło.
 – Może tego, że jednak zabrałeś mnie na to przyjęcie – odparła cicho.
Hermiona wstała i wyjrzała przez okno, przypominając sobie wieczór, w którym Lucjusz Malfoy pokazał, jaką rolę dla niej wyznaczył w swoim życiu.

Urodziny Lucjusza Malfoy’a były tematem numer jeden w Ministerstwie. Każdy chciał dostać zaproszenie na przyjęcie. Niestety okazało się, że Draco postanowił urządzić je z dala od Londynu i zaprosić tylko nielicznych krewnych i bliskich przyjaciół swojego ojca.
Hermiona obawiała się tam iść. Bała się, w jaki sposób zostanie przyjęta w grono wpływowych, czysto krwistych czarodziei. Wiedziała już, że kocha tego nadętego i wrednego mężczyznę, ale nie była pewna jego uczuć…
Westchnęła i przejrzała się w lustrze. Wyglądała ładnie. Zielona suknia do ziemi pasowała do niej. Hermiona miała nadzieję, że ta noc nie będzie katastrofą.
Gdy usłyszała pukanie, szybko otworzyła i uśmiechnęła się do Astorii.
 – Denerwujesz się? – domyśliła się żona Dracona, poprawiając futro. – Nie masz czym!
 – Łatwo ci mówić – mruknęła. – Będzie tam, prawda?
 – Chodzi ci o tą głupią lalunie? – prychnęła Astoria. – Kathrina Goyle ma tupet! Kiedyś chciała być na moim miejscu i zostać żoną Dracona! A teraz robi maślane oczy do Lucjusza!
 – Nie wydaje mi się, żeby mu to przeszkadzało – wyznała.
 – Zobaczymy, jak zachowa się dzisiaj – pocieszyła ją Astoria. – Znasz zasady czarodziei?
 – Jakie zasady? – zapytała przerażona Hermiona, lecz przerwało jej pojawienie się Draco, z którym mieli się przenieść na miejsce.
 – Poradzisz sobie – powiedziała jeszcze Astoria.

Hermiona była przerażona. Wiedziała, że większość gości już jest, lecz nie spodziewała się, że tych kilka bliskich osób to ponad setka gości!
Gdy weszli, pierwszą osobą, którą zauważyła, była Kathrina Goyle w pięknej czerwonej sukni okalającej jej nieskazitelne ciało. Hermiona poczuła się nieatrakcyjna i już chciała po cichu się wycofać, gdy w coś uderzyła plecami. Kiedy odwróciła się, ujrzała Lucjusza, który patrzył na nią i jakby czytał w jej myślach.
 – Witaj – powiedział i złożył na jej ustach delikatny pocałunek, a nim Hermiona odzyskała jasność umysłu, wziął ją za rękę i zaprowadził ku drzwiom, przez które wchodzili nowi goście. – Miło mi was widzieć – przywitał się. – Poznajcie Hermionę…
 – Och, nie wiedziałam – zawołała postawna dama i uśmiechnęła się do gryfonki. – Miło mi panią poznać, jestem Ariel Parkinson, a to mój syn Henry – wskazała mężczyznę obok siebie. – Cieszymy się Lucjuszu…
 – Gratulacje – odezwał się pan Parkinson i wziąwszy żonę pod ramię, ruszył do salonu.
 – Z jakiej okazji te gratulacje? – zdziwiła się Hermiona i spojrzała na Lucjusza, który uśmiechał się tylko lekko.
 – Jak to możliwe?! – wykrzyknęła Katherina, pojawiając się obok nich. – To ja miałam być na jej miejscu!
 – Z jakiej to okazji? – zapytał Lucjusz znudzonym głosem.
 – Jestem dobrze urodzona Lucjuszu – tym razem kobieta odezwała się spokojnie. – Mam pozycję i pieniądze…
 – Które możesz sobie wsadzić – mruknął Draco, stając obok ojca.
 – Wasza rodzina schodzi na samo dno – warknęła Katherina. – Najpierw ty Draconie wybierasz na żonę tą… tą córkę zdrajcy, który nawet nie wychował jej zgodnie z zasadami czystości krwi! A teraz ty Lucjuszu zaręczasz się z…
 – Z Hermioną Granger, która wraz z Harrym Potterem uratowała nasz świat – odpowiedział za ojca Draco. – Ale na Pottera możesz nadal narzekać…
 – A najlepiej będzie, jeżeli opuścisz moje przyjęcie – Lucjusz spojrzał na nią, mrużąc oczy. – Nie przypominam sobie, żebym cię zapraszał.
 – Z przyjemnością wyjdę! – wykrzyknęła i wyszła, trzaskając drzwiami.
 – Niewychowana – mruknął Lucjusz.
 – Jakie zaręczyny? – Hermiona patrzyła to na Lucjusza, to na Dracona.
 – Chyba Astoria mnie woła – powiedział Draco i szybko opuścił korytarz.
 – Wyjdźmy na spacer – zaproponował Lucjusz i zarzuciwszy Hermionie na ramiona pelerynę, wyprowadził ją do ogrodu.
 – Ja nic nie rozumiem. – Hermiona usiadła na ławce stojącej obok fontanny.
 – Istnieją różne prawa i zasady w rodzinach czarodziejów – powiedział po chwili Lucjusz, nadal stojąc.
 – Jakie zasady?
 – Gdy mężczyzna myśli o ślubie, na przyjęciu wydanym z okazji swoich urodzin jego wybranka wita z nim gości – opowiedział.
 – Więc… – Hermiona spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Chcesz się ze mną ożenić?
 – A myślałaś, że dlaczego z tobą jestem? – zapytał, unosząc brwi.
 – Żeby… – kobieta spojrzała na swoje ręce.
 – Dlaczego? – powtórzył pytanie, klękając przed nią i zmuszając, by na niego spojrzała.
 – Nie sądziłam, że myślisz o mnie poważnie – wyznała.
 – Więc dlaczego ze mną byłaś?
 – Ponieważ cię kocham – odparła od razu.
 – Gdy wojna się skończyła, jedyne o czym myślałem, to o świętym spokoju – powiedział Lucjusz po chwili. – Potem spotkałem ciebie i samotność nie wydawała mi się już taka wspaniała.
 – Więc mnie kochasz – Hermiona pogłaskała go delikatnie po policzku.
 – Nie Granger, mam za dużo wolnego czasu, więc pomyślałem, że trochę twojego towarzystwa dobrze mi zrobi – warknął, wstając. – Oczywiście, że cię kocham, idiotko!
 – Więc oświadcz się jak należy – powiedziała z uśmiechem.
 – Teraz, gdy wiesz, że cię kocham i chcę się z tobą ożenić, masz nade mną zbyt wielką władzę – odparł.
 – Więc za zapytam – zaśmiała się i wstała, obejmując go za szyję. – Ożenisz się ze mną?
 – I zniszczyłaś kolejną tradycję – mruknął i pocałował ją namiętnie. – Wyjdziesz za mnie?
 – Tak – odparła i po chwili na jej palcu pojawił się pierścionek.
 – Należał do mojej matki, więc teraz już nikt nie będzie miał wątpliwości, że należysz do mnie.

 – O czym myślisz – głos Lucjusza przywołał ją do rzeczywistości.
 – Nie miałam pojęcia, że gdy czarodziej wita gości ze swoją wybranką, oznacza to zaręczyny – powiedziała i spojrzała na niego poważnie. – Nie żałujesz, że nie wybrałeś panny Goyle?
 – Oszalałaś? – zawołał i przyciągnął ją do siebie. – Coś sobie ubzdurała Granger?
 – Nie żałujesz, że… Lucjuszu, czy nie jesteś zły, że wszyscy już o nas wiedzą?
 – Granger… – spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Czy ty naprawdę sądziłaś, że nie wracaliśmy do Anglii tylko dlatego, że nie chciałem, żeby o nas wiedział ktokolwiek z tego kraju?!
 – Przeszło mi to dziś przez głowę – przyznała zawstydzona.
 – Jesteś idiotką – warknął i odepchnął ją od siebie. – Jak mogłaś coś takiego pomyśleć po trzynastu latach?!
 – Reakcja otoczenia – odpowiedziała, rumieniąc się. – Przepraszam.
 – Nie wracaliśmy, ponieważ to ja się obawiałem, że możesz żałować – powiedział po chwili Lucjusz.
 – Że co proszę?! – wykrzyknęła zdumiona.
 – Potter, Weasley, Draco wszyscy oni są w twoim wieku i bardziej pasują do ciebie niż ja – odparł.
 – Jesteś idiotą Lucjuszu Malfoyu! – krzyknęła zbulwersowana. – Kocham cię, dotarło?!
 – A do ciebie? – zapytał z krzywym uśmieszkiem.
 – Powiedziałeś to specjalnie! – domyśliła się.
 – Przynajmniej zwróciłaś uwagę jakie irracjonalne rzeczy przychodzą ci do głowy – mruknął i pocałował ją namiętnie.
 – Miałeś mi powiedzieć – przypomniała, gdy oderwali się od siebie.
 – Nie pokłóciłem się ze Severusem – powiedział. – Po prostu wyjechałem – wzruszył ramionami. – A ta wielka kłótnia, o której mówił Draco, nie rozegrała się miedzy mną a Severusem, a między nim a tą francuską.
 – Więc kontaktowaliście się ze sobą, a ja jako twoja żona o tym nie wiedziałam! – zawołała.
 – Nie pytałaś kochanie – przypomniał rozbawiony.
 – Kontaktujesz się jeszcze z kimś? – zapytała na wszelki wypadek.
 – Nie – odparł i przytulił ją. – Z nikim, coś jeszcze chcesz wiedzieć?
 – Thomas nocuje u Astorii i Draco… Więc może zostalibyśmy tu na noc? – spojrzała na niego zalotnie.
 – Dziesięć punktów dla Griffindoru – wyszeptał jej do ucha, po czym pocałował namiętnie.

Hermiona z niepewną miną stanęła przed domem w dolinie Godryka. Z radością przyjęła zaproszenie Ginny na obiad, lecz obawiała się spotkania z państwem Weasley… i Ronem. Lucjusz zrobił wszystko, by wyplątać się z tego spotkania, zastrzegł jednak, że gdyby cokolwiek się działo, co oznaczało krzyki Ronalda, ma wysłać patronusa, a on zjawi się, by pokazać tej ryżej wiewiórze, gdzie jego miejsce.
 – Hermiono wchodź – Harry otworzył drzwi i spojrzał na nią z uspokajającym uśmiechem. – Będzie dobrze.
 – Mam nadzieję – wyszeptała.
Gdy tylko znalazła się w salonie, została zagarnięta w objęcia Pani Weasley.
 – Jak dobrze, że wróciłaś kochanie! – zawołała. – Tak się o ciebie martwiłam!
 – Też się cieszę, że znowu tu jestem – odparła Hermiona z radosnym uśmiechem.
Miło było widzieć rodziców Ginny. Zawsze byli dla niej mili i troszczyli się o nią, nie ważne, czy przyjaźniła się nadal z Ronem, czy nie.
 – Dziękuję za swetry Pani Weasley – powiedziała Hermiona. Przez te lata nie było świąt, by nie otrzymała paczki z swetrem.
 – Och, to nic takiego. – Pani Weasley zarumieniła się ze szczęścia.
 – A gdzie Thomas? – zapytała Ginny, wchodząc do pokoju wraz z siedmioletnią córką Lilly.
 – Został u moich rodziców – odparła. – Mój tata postanowił nauczyć wnuka zasad piłki nożnej.
 – Quidditch rządzi! – zawołała Lilly i pobiegła do Harryego. – Prawda, tato?
 – Prawda – zaśmiał się Potter.
 – Thomas też uwielbia quidditcha – powiedziała Hermiona. – Ale mój tata jest mugolem, więc Thomas postanowił nauczyć się od dziadka nowej gry.
 – Nauczysz mnie tato tej piłki? – zapytała Lily, patrząc na ojca błagalnie.
 – W przyszłym tygodniu – obiecał Harry i ze śmiechem obserwował wybiegającą córkę.
 – Jest do ciebie podobna jak dwie krople wody – zwróciła się Hermiona do Ginny.
 – James do Harryego, Liliy do mnie i jest sprawiedliwie – zaśmiała się Ginny. – A Thomas?
 – Cały Lucjusz – odparła Hermiona i spoważniała: – Ron będzie?
 – Za chwilę powinni być z Lav i dziewczynkami – odezwała się Pani Wealsey.
 – Mają dwie sześcioletnie bliźniaczki – wyjaśniła Ginny.
Gdy rozległo się pukanie, Hermiona poczuła jak jej serce mocniej bije. Obawiała się tego spotkania, nie wiedziała, co może się wydarzyć…
 – Merry i Wendy nie hałasujcie za bardzo – zawołała Lavender za córkami, gdy te od razu pobiegły do pokoju Lily.
Hermiona z ciekawością przyjrzała się kobiecie. Przez te lata prawie się nie zmieniła, a Ron lekko przytył, lecz także nie były to wielkie zmiany.
 – Hermiona! – wykrzyknęła Lavender – Jak miło cię widzieć! Słyszałam twoim wielkim powrocie!
 – Nie był to żaden wielki powrót – odparła, wzruszając ramionami i spojrzała na Rona. – Miło cię zobaczyć.
 – Ciebie również – odparł, wkładając ręce do kieszeni. – Więc Lucjusz Malfoy…
 – Tak – przytaknęła, nie wiedząc, do czego zmierza.
 – Nie spodziewałem się, że tak skończysz.
 – Czyli jak? – zmrużyła oczy.
 – Jako żona Malfoy’a – wzruszył ramionami. – Nie zmienia nic faktu, że był sługą sami wiecie kogo…
 – Voldemorta Ronald – poprawiła go. – I każdy z nas zrobił w życiu coś, czego później żałował. Lucjusz został oczyszczony z zarzutów – przypomniała. – Pomagał Zakonowi.
 – Pod koniec wojny – warknął Ron.
 – Ty pod koniec wojny uciekłeś – wypomniała Hermiona i ujrzała na tworzy byłego przyjaciela wściekłość.
 – A ty… – zaczął, podchodząc do niej, lecz Harry stanął pomiędzy nimi.
 – To nie czas ani miejsce na takie rozmowy – powiedział, patrząc na Rona poważnie. – Dawno nie widzieliśmy Hermiony, Ron, nie sądzisz, że lepiej wykorzystać ten czas na rozmowy niż kłótnie?
 – Jest żoną Malfoya! – wykrzyknął Ron.
 – I co z tego? – Hermiona założyła ramiona na piersi. – Ja z nim żyję, to ja jestem jego żoną i matką jego dzieci, to obok mnie codziennie się budzi i zasypia, i to ja jestem jedyną osobą na świecie, która powinna przejmować się faktem, że Lucjusz Malfoy jest moim mężem! A ty z jakiego powodu się tym interesujesz?
 – Ja… – Ron spojrzał na nią zaskoczony.
 – Jeżeli z powodu troski o moje dobro, to mogę uspokoić każdego zainteresowanego – kontynuowała dalej – Lucjusz jest dobrym mężem i ojcem i mnie kocha, nie ma więc żadnego powodu, by się o mnie bać!
 – Nadal jesteś sobą – stwierdził Ron po chwili ciszy i zaśmiał się pod nosem.
 – Nic się nie zmieniłaś przez te lata – dodał Harry z uśmiechem.
 – A powinnam? – Hermiona udała zdziwioną. – Nadal jestem panną wiem to wszystko, zmieniła się tylko osoba, która musi znosić mój charakter.
 – Przepraszam – powiedział Ron, omijając Harry’ego i stając przed nią.
 – Ja też przepraszam – odparła wzruszona i przytuliła go. – Zapomnijmy o tym, to było dawno temu.
 – Więc mogę wyjść na ulicę, nie martwiąc się, że Lucjusz Malfoy mnie zaatakuje? – zażartował Ron.
 – Prawdopodobnie jesteś bezpieczny – zaśmiała się Hermiona.
Reszta wizyty przebiegła w przyjemnej atmosferze.
Hermiona wróciwszy do domu, zaczęła przechadzać się po pokojach. Gdyby ktokolwiek w przeszłości powiedział, że zamieszka w tych murach, odesłała by go do munga. Śniła koszmary o zdarzeniach w Malfoy Manor przez długi czas. Gdy pierwszy raz Lucjusz ją przyprowadził do swojego domu, obawiała się, czy one nie wrócą, lecz w ramionach blondyna przez ostatnie lata nie przydarzył się ani jeden zły sen. Ściany odmalowano, większość mebli zmieniono, wpuszczono do środka więcej światła. Dwór nie wyglądał już tak strasznie, był przytulnym domem, gdzie Hermiona czuła się bezpiecznie.
 – Granger, gdzieś ty jest? – usłyszała zirytowany głos Lucjusza.
 – W bibliotece – zawołała i spojrzała w stronę drzwi, gdzie po chwili pojawiła się jej mąż. – Stało się coś?
 – Ty mi powiedz – warknął, podszedł do niej i zaczął się jej uważnie przyglądać. – Nic ci nie zrobić ten idiota? – zapytał.
 – Nic, a nic – zapewniła i zarzuciła mu ramiona na szyję. – Mogłeś iść ze mną.
 – Zabiłbym go, gdy tylko bym go ujrzał – powiedział.
 – Wiem, dlatego nie nalegałam, żebyś mi towarzyszył – zaśmiała się i pocałowała czule. – Czas odebrać Thomasa od moich rodziców.
 – Sophie napisała – mruknął Lucjusz, wypuszczając ją z objęć.
 – Co napisała? – zapytała podekscytowana Hermiona.
 – Nasza córka pierwszego dnia zarobiła szlaban – warknął, patrząc na nią sugestywnie.
 – Nie moja wina! – zawołała oburzona.
 – Twoje geny, twoja wina – odparł rozbawiony i pocałował ją w czoło. – Sophie wałęsała się po nocach.
 – Sama?
 – Ze Scorem i z synem tego durnego wybrańca – odpowiedział Lujcusz, zaciskając szczękę.
 – Ty bardziej przejmujesz się tym, że Sophie zaprzyjaźniła się z Jamesem niż tym, że ona i Twój wnuk zarobili szlaban – domyśliła się Hermiona.
 – Nasza córka nie powinna się z nim przyjaźnić! – wykrzyknął oburzony. – Scor też!
 – Ale będą, czy ci się to podoba, czy nie – zaśmiała się Hermiona.
 – Dobrze, że nie ma tam żadnego Weasleya – mruknął Lucjusz, wychodząc z biblioteki. – Jeszcze następnej złotej trójcy by brakowało.
 – Scor, Sophie i James… Nowa Złota Twójca… Nie jest to taka zła opcja – wyszeptała Hermiona i z uśmiechem ruszyła za Lucjuszem odebrać syna od swoich rodziców.



Wiem , że dawno mnie nie było, ale niestety ręka złamana i do tego wakacje, więc czasu i chęci na pisanie nie było :o ale na jakiś czas wena wróciła :) Mam nadzieję, że miniaturka się podobała :)