środa, 22 listopada 2017

Pomyśl...



Wiesz co jest najgorsze?
Gdy człowiek który jest dla Ciebie całym światem, w jednej chwili o Tobie zapomina.
Musisz żyć ze świadomością , że pewnego dnia, w pewnej godzinie jakaś kobieta zajmie miejsce u jego boku... Twoje miejsce.
Twoje serce rozleci się wtedy na milion kawałków, będziesz płakać, błagać o Zmieniacz czasu, cierpieć i marzyć by znów obudzić się w jego ramionach.
Ale czy nie jesteś wtedy egoistką?
On jest szczęśliwy, nie pamięta ciebie, lecz na swój sposób jest szczęśliwy.
Może zacząć żyć bez jażma wojny, może być sobą, robić co mu się podoba, oraz co doprowadza się do rozpaczy... może spotykać się z kim tylko będzie chciał.
I czy możesz coś z tym zrobić?
Jesteś mądra... jesteś najmądrzejszą czarownicą pokolenia, ale nie masz najmniejszego pomysłu jak sprawić by on wrócił , jak zmienić coś , czego nie możesz.
Masz czekać? Łatwo dawać wszystkim dobre rady...
Dasz radę, Przebolejesz, Pozbierasz się, Zapomnisz...
Naprawdę? Uważają, że to takie proste?
Może bądź wredna? Może daj odczuć im to co sama czujesz?
Ale nie chcesz by Twoi przyjaciele cierpieli... nie życzysz takiego cierpienia nikomu.
Z resztą co miałabyś powiedzieć? Ginny niech Harry zapomni o Twoim istnieniu wtedy porozmawiamy?
Luna niech Nevill wyjedzie i wróci z inną kobietą, którą zamiarza poślubić.
To nie tak powinno być. To nie powinno tak wyglądać!
Miałaś być szczęśliwa! Do cholery! Zasługiwała na to!
Przez wszystkie lata w Hogwarcie walczyłaś u boku Harrego i Rona, przez te wszystkie lata spychałaś strach i cierpienie na dno duszy, żeby nic Ci nie przeszkadzało w racjonalnym myśleniu, dzięki czemu tyle razy unikaliście  śmierci.
Teraz gdy Voldemort został pokonany powinnaś  być szczęśliwa, układać sobie życie z mężczyzną którego kocha i który kocha.... kochał Cię.
To nie  była miłość od pierwszego wejrzenia, ani od drugiego, trzeciego, czwartego....sto dwudziestego, trzysta piątego... to zdarzyło się nagle i niespodziwanie.
Przecież go nienawidziłaś, prawda? Może zacznij w ten właśnie sposób o nim znowu myśleć.
Jak o chłopaku który za każdym razem gdy cię widział, musiał cię obrazić, który uważał , że jako czarownica z mugolskiej rodziny, jesteś niegodna, który zawsze się wywyższał i kpił z innych...
Przestań myśleć o jego silnych ramionach, kojącym głosie, słodkich ustach, poczuciu humoru i co najgorsze i najtrudniejsze... zapomnij o oczach w których gdy na ciebie patrzył widziałaś miłość...
A może przestudiuj to słowo? MIŁOŚĆ?
To rodzaj miłości bezinteresownej, opierającej się na altruizmie i duchowej więzi, często motywowanej religijnie. Nazywana jest także „miłością oddania”.
Znasz te ckliwe teksty o miłości?
Kochać to zgadzać się na to, by się starzeć z drugim człowiekiem.
Lepiej smucić się i kochać, niż żyć bez miłości w weselu.
Jedno serce wystarczy do życia. Na miłość to za mało.
Jest ich bardzo wiele, prawda? I napewno znasz większość, ale ten ostatni do Ciebie pasuje.
Będziesz żyła, och wierz mi będzie ciężko ale sobie poradzisz, będziesz oddychać, codzień wstawać, będziesz funkcjonować, oraz będziesz nawet się uśmiechać!
Nie wierzysz?
Uwierz!
Minie wiele dni, miesięcy, nawet lat, ale pewnego dnia mimowolnie na twojej twarzy zawita uśmiech, może być delikatny, ledwie zauważalny, ale możesz być pewna, że Twoja rodzina i Twoi przyjaciele go zauważą, będą wtedy szczęśliwi bo czekali długi czas właśnie na szczęście, na ten lekki uśmieszek.
Myślisz, że kłamię?
Nie jesteś jedyną nieszcześliwą kobietą moja droga.
Myślisz, że masz monopol na cierpienie? Muszę cię zmartwić.
Jesteś jedną z wielu, które przez to przechodzą, ty masz jednak przewagę nad innymi.
Pytasz jaką? Już odpowiadam.
Pomyśl... zrób to na spokojnie, odpowiedz na pytanie szczerze.
Co jest lepsze? Gdy mężczyzna przestaje cię kochać przez cholerne zaklęcie, czy gdy przestaje cię kochać z dnia na dzień?
Tak... możesz wypisać sobie listę za i przeciw, możesz nawet sporządzić wykres.
Ja powiem ci to co ja uważam.
Każda kobieta ma prawo cierpieć, każda kobieta która została sama, ponieważ z jakiś przyczyn został jej odebrany partner ma prawo cierpieć, każda!
Więc powiadam ci, że nie ma lepszego wyjścia. Tak powiedziałam, że masz przewagę.
Ale nie mówiłam nic o tym, dlaczego.
Mam ci powiedzieć? Dobrze więc...
Masz tą jedną małą przewagę Hermiono Granger, że nie zostałaś sama, nie będziesz sama płakać po nocy, nie będziesz samotnie siedzieć w czterech ścianach i myśleć o tym jedynym.
Będą przy Tobie przyjaciele. Wątpiłaś w nich? Oczywiście, że nie. Byłaś ich pewna, nadal jesteś.
Może ci się wydawać, że nie wiedzą co czujesz, możliwe że masz rację, ale przypomnij sobie przeszłość Ginny.
Straciła Harrego, starciła go gdy zerwał z nią dla „jej własnego dobra”. Tak wiem. Nie pochwalałaś tego, ale panna Weasley... przepraszam! Pani Potter przetrwała, poczekała, cierpiała, oczywiście , że cierpiała! Ale teraz jest szczęśliwa!
Wiem, wiem, to nie to samo, bo Harry ją cały czas kochał, ale ona nie była tego pewna, musiała nauczyć się żyć bez niego, więc pomoże ci.
Ale dobrze wiesz, że nie o nią, ani o resztę Twoich przyjaciół mi chodzi, prawda?
Być może  straciłaś mężczyznę, którego kochałaś, ale masz jego cząstkę, czujesz ją gdy się rusza, gdy kopie.... Gdy dotkniesz swojego zaokrąlonego brzucha i pogłaszczesz go, to Twoje dziecko... Wasze dziecko tam jest, jest i czeka na spotkanie z Tobą, tak jak ty z nim.
Sądzisz, że ci nie wystarczy? Właśnie. Będziesz kochać tą małą istotkę z całego twojego serca.
To są Twoje słowa! A teraz mi powiedz?
Jak możesz mieć serce, jeżeli je straciłaś dla tego faceta?
Widzisz? Jednak je masz, nadal biję w Twojej klatce piersiowej, nie mówię, że zapomnisz o nim! Oj nie ma takiej możliwości, nadal będziesz miała dla niego miejsce w sercu, ale pomyśl? Kto zapełni resztę?
No właśnie....
A teraz Hermiono Granger... odpowiedz mi na jedno podstawowe pytanie...
Dlaczego siedzisz na niewygodnym krześle, w mrocznym korytarzu w Mungu?
Dlaczego nikt nawet siłą nie zmusi cię do opuszczenia tego miejsca?
Dlaczego Granger! Dlaczego do cholery marnujesz czas na głupie mrzonki!
Jeden głupi uzdrowicel! Jeden bęcwał powiedział, że być może gdy pacjent wybudzi się ze śpiączki, może cię nie pamiętać... MOŻE!
To nie jest wcale pewne! Więc obudź się z łaski swojej! Obudź się i wejdź do tej Sali.
Stań oko w oko ze swoim przeznaczeniem.
Przecież się nie boisz... jesteś Gryfonką, to do czegoś zobowiązuje... prawda?
Hermiona otworzyła oczy i otarła łzy z policzków.
-Jestem odważna- wyszeptała kłądąc ręce na brzuchu- A ty będziesz ze mną.
Wstała i na chwiejnych nogach weszła do pokoju.
Okna były zasłonięte, tylko przez szpary wpadało trochę światła.
A on? Leży na łóżku, jego blade obliczę cię przeraża, wiem o tym.
Nadal z tobą jestem, więc idź...
-Cześć- szepnęła i niepewnie usiadła na brzegu łóżka.
Ujęła jego chłodną dłoń i zaczęła gładzić.
-Wydaje mi się, że mnie słyszysz...- zaczęła i odetchnęła głęboko- Może nie uwierzysz, ale wydaje mi się, że Twoja mama jest przy mnie. Wiem... dziwne, ale słyszę jej głos, jakbym z nią rozmawiała w głowie, i wiesz co? To bardzo inteligętna kobieta.
To jest oczywiste.
-Boję się- szepcze Hermiona- Boję się, że gdy się obudzisz to nie będziesz pamiętał o mnie i o naszym dziecku... Pamiętasz badanie? Gdy okazało się, że będziemy mieć córeczkę? Myślałam, że będziesz zły. No wiesz, tyle słyszałam o tych waszych bredniach... więc myślałam, że nie będziesz zachwycony córką, ale gdy ujrzałam Twój uśmiech, nabrałam pewności, że nasza mała będzie dla Ciebie całym  światem.... tak jak ja...
Wiem, że mnie kochałeś, wiem, że wyobrażałeś sobie nasz życie aż do samego końca, więc błagam obudź się i bądź.... bądź ze mną, z naszą córeczką... nie każ mi uczyć się żyć bez ciebie... błagam...
Płacz nic nie pomoże Hermiono...
Nie pomożesz mu w ten sposób...
Zaszkodzisz dziecku...
Granger przestań!
Uspokój się!
-Nie płacz kocie- Hermiona wstała gwałtownie i spojrzała na blondyna który z trudem otwierał właśnie oczy.
-Draco?- wyszeptała i delikatnie, jak gdyby dotykała najcenniejszej rzeczy na świecie, pogładziła go po policzku –Draco?
-Cześć gryfoneczko- uśmeicha się z wysiłkiem- Chyba trochę pospałem.
-Draco!- Hermiona wyciąga różdżkę i nie odrywając wzroku od mężczyzny wysyła patronusa.
Już po chwili uzdowiciele odpychają cię od łóżka, chwila konsternacji, że pacjent się obudził, że Obliviate nie zadziałało.
-Widocznie miał pan dużo szczęścia- powiedział jednen z medyków opuszczając pokój.
Co tak stoisz?
-Draco...- podbiegasz do łóżka i całujesz go z całej siły- Tak się bałam.
-Ej o co?- pyta z błyskiem w oku- Przecież obiecałem ci, że będę? Że zawsze będę Hermiono, pamiętasz? Ja frak, ty biała suknia...
-Pamiętam- przytaknęła rozbawiona- Jeden z najlepszych dni w moim życiu.
-Każdy dzień ze mną jest najlepszy Granger- zakpił.
-To prawda- przyznała mu rację i pocałowała czule- Kocham cię Draco.
-Ja ciebie też Hermiono- odparł poważnie i dotknął jej brzucha- Nasza córka też się cieszy, że wreszcie się obudziłem.
-Jest trochę zła, że tak długo spałeś, ale ci wybaczy- zażartowała Hermiona i spoważniała- Nazwiemy ją Narcyza.
Biedne dziecko...
Nigdy nie lubiłam swojego imienia, wiesz? Ale mam nadzieję, że mojej wnuczce przyniesie ono szczęście.
Ja już tego dopilnuje Hermiono.
Żegnaj, moja misja skończona, ale zawsze będę was pilnowała.
                

Dawno mnie nie było, za co przepraszam, ale brak czasu i weny robi swoje :)
Miało być smutne zakończenie, ale uzmysłowiłam sobie , że ja przecież kocham szczęśliwe zakończenia!
Mam nadzieję , że się podobało :)

sobota, 7 października 2017

Polana

Opowiadanie które wzięło udział w konkursie :) Nie wygrało , ale czy tak jestem z niego zadowolona:)


Hermiona po cichu przedzierała się przez Zakazany Las, by po chwili znaleźć się na łące kryjącej najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek widziała gryfonka.
Mało kto znał to miejsce, wpływ na to miał zakaz dyrektora Dumbledore’a na wchodzenie na teren lasu, gdzie władzę sprawują Centaury. Uczniowie nie byli bezpieczny w tym pięknym, choć tajemniczym i pełnym niebezpieczeństw miejscu.
Młoda gryfonka po wojnie gdy jej przyjaciele cieszyli się wolnymi chwilami w przerwach między zajęciami i grali w quidditcha, ona wolała siadać pomiędzy drzewami i przypatrywać się im z uśmiechem.
Pewnej nocy gdy znów nawiedzały ją koszmary wojny, zarzuciwszy na ramiona szlafrok wyszła na błonie, mając nadzieję, że świeże powietrze pomoże jej ukoić nerwy.
Nagle przed nią pojawił się duży pies.
-Kieł?- zdziwiła się, na co pies zawył i ruszył biegiem w stronę Zakazanego Lasu.
Hermiona pokręciła głową z niedowierzaniem i już miała ruszyć dalej, gdy pies zatrzymał się i spojrzał na nią, po czym zaszczekał.
-Mam iść z tobą?- zapytała Hermiona na co wielki bryt wznowił bieg.
Gryfonka chwyciła różdżkę i weszła do lasu.
-Lumos- wyszeptała, a po jej ciele przeszedł dreszcz strachu.
Wiedziała, że to niebezpieczne, chodzić w nocy w koszuli nocnej po Zakazanym Lesie, ponieważ tego chce pies...
-Wariuje- mruknęła, starając nadążyć się za Kłem.
Nagle znalazła się na polanie i ujrzała widok jakiego nie spodziewała się nigdy ujrzeć.
Łąka była otoczona drzewami, na środku znajdował się staw, a przy nim... całe stado czarnych stworzeń.
-Testrale- domyśliła się Hermiona- Nie sądziłam, że was kiedykolwiek ujrzę- powiedziała z bólem w głosie.
Testrale wyglądały dokładnie tak, jak opisał jej kiedyś Harry – ich spojrzenie było puste, ich skóra oblepiała ciało, tak, że widać było kości.
Kieł położył się u stóp gryfonki, która idąc za jego przykładem usiadła.
-Chciałeś żebym tu przyszła, co?- zapytała głaszcząc psa po łbie, na co Kieł mruknął zadowolony- To piękny, ale przerażający widok- mruknęła- Wszyscy walczący z Voldemortem będą mogli je zobaczyć...
-Wałęsanie się po ciszy nocnej jest zakazane Granger-usłyszała za sobą wściekły głos, który tak dobrze znała.
-Panie profesorze...- wyjąknęła wstając szybko- Ja...
-Gryffindor traci dwadzieścia punktów- warknął- Wracaj do dormitorium!
-Mam pozwolenie od profesor McGonagall- powiedziała szybko, a widząc jego zmrużone oczy kontynuowała- Nie mogę zasnąć, więc pani profesor zezwoliła na spacery pod warunkiem, że nie będą mi towarzyszyć Harry i Ron.
-Mądra decyzja- mruknął Snape- Ale nie sądzę by nasza droga Minerwa była zadowolona, gdy dowie się, że Panna Granger wałęsa się po Zakazanym Lesie, gdzie w każdej chwili mogą ją zaatakować Centaury.
-Ona jest tu bezpieczna Severusie- usłyszeli spokojny głos za plecami Hermiony.
Kieł niechętnie podniósł łeb, lecz po chwili znów drzemał obok stojącej gryfonki.
-Ronan- Severus skłonił się – Granger szacunek!
-Ja... niewiem co mam...- zaczęła przerażona.
-Spokojnie Hermiono- uspokoił ją Centaur, wychodząc z cienia drzew.
Gryfonka zmarszczyła czoło zdając sobie sprawę, że gdzieś go już widziała,
Do pasa był mężczyzną z rudymi włosami i brodą, od pasa kasztanowy koń z długim czerwonawym ogonem.
-Przyjaciele Hagrida, są moimi przyjaciółmi- wytłumaczył centaur na jej nieme pytanie.
-Czyżby Magorian zmienił zasady?- zakpił Snape.
-Wiesz dobrze, jak ja , że po pokonaniu Voldemorta, Magorian zawdzięcza wiele Harremu Potterowi i jego przyjaciołom- odparł Ronan.
-Ale my nic...- zaczęła Hermiona.
-Harry Potter pozbył się czarnoksiężnika który i nam zagrażał, więc i on ma prawo wejść do Zakazanego Lasu bez obaw, tak jak i ty moja droga.
Choć Firenzo był uważany za zdrajcę gdy zaczął uczyć w Hogwarcie, był nadal jednym z nas, co za tym idzie, gdy w czasie bitwy uratowałaś mu życie, nasze stado jest ci za to wdzięczne.
Hermiona zauważyła zdziwienie na twarzy profesora Snape’a.  Wywnioskowała z tego, że nie wie jaką rolę odegrała w czasie bitwy, z czego była zadowolona, ponieważ nie chce wracać do chwili w której musiała wymierzyć różdżkę w inną czarownice.
-Granger wracaj do Hogwartu- warknął Mistrz Eliksirów- A my Ronanie mamy pewne sprawy do omówienia.
-Stado już na ciebie czeka- odparł centaur i zwrócił się do Hermiony – Jesteś mile widziana w lesie Hermiono.- po czym ukłonił się i zniknął między   drzewami.
-Minus dziesięć punktów za nie słuchanie poleceń nauczyciela- głos Snape’a wyrwał ją z zamyślenia- Kieł wracaj do Hagrida!- warknął mężczyzna i ruszył za Ronanem.
Ku zdziwieniu Hermiony, pies wstał i pobiegł w stronę zamku.
-To mi się śni?- wyszeptała Hermiona wpatrując się w Testrale.
Gdy znalazła się w dormitorium obiecała sobie częściej wracać na polanę ukrytą w Zakazanym Lesie.
-Miona wstawaj!- usłyszała poirytowany głos przyjaciółki.
-Ginny jeszcze momencik- jęknęła chowając głowę pod kołdrę.
-Za dziesięć minut jest śniadanie- powiedziała rudowłosa ściągając z niej pościel- Wstawaj!
-Już- mruknęła niechętnie Hermiona siadając na łóżku- Wadą bycia Twoją współlokatorką jest to, że zawsze musisz być wszędzie na czas!
-A zaletą?- zapytała z uśmiechem Ginny.
- Jak jakąś znajdę, dam ci znać- zażartowała gryfonka za co oberwała poduszką rzuconą przez pannę Weasley.
Dzięki powtarzaniu siódmego roku, Ginny znalazła się  w klasie wraz z bratem i jego przyjaciółmi, co najbardziej podobało się Harremu, który spędzał ze swoją dziewczyną każdą wolną chwile, nie mniej Hermiona także była zachwycona, ponieważ mogła dzielić z nią dormitorium.
-Gdzie wczoraj spacerowałaś?- zapytała Ginny gdy szły do Wielkiej Sali na śniadanie.
-Byłam w Zakazanym Lesie- odparła hermiona.
-Gdzie?!- wykrzyknęła rudowłosa zatrzymując się gwałtownie- To niebezpieczne Hermiono Jean Granger!
-Wiem jak się nazywam – mruknęła starsza gryfonka i pociągnęła rudowłosą by znów ruszyła- Nic mi nie grozi.... okazało się , że centaury nie mają nic przeciwko mojej obecności w lesie.
-Ale co tam robił Snape?- zastanawiała się Ginny, gdy Hermiona opowiedziała jej o zajściu poprzedniej nocy.
-Niewiem i wolę w to nie wnikać- odparła Hermiona poważnie- Zawsze gdy zaczynamy podejrzewać o coś Snape’a kończy się czymś złym.
-Oj nieprawda- Ginny machnęła lekceważąco ręką.
-Kamień filozoficzny- przypomniała jej Hermiona- Wspomnę jeszcze o podejrzenia co do jego zaangażowania by Harry wziął na czwartym roku udział w turnieju...
-Nie nasza wina, że jest o wszystko podejrzewany- rudowłosa wzruszyła ramionami- Taki ma charakter.
-Nie mów nic chłopakom!- poprosiła gdy weszły do Wielkiej Sali.
- Sie wie- mruknęła Ginny i już po chwili siedziała obok szczęśliwego Harrego i niezbyt zadowolonego obecnością siostry Rona.
-Możecie na chwilę przestać być tacy....- poprosił z niesmakiem Ron patrząc na przyjaciela całującego Ginny- Obleśni?
-Obleśni Ronald?!- oburzyła się rudowłosa- Powiem mamie jak nas nazwałeś!- zagroziła i uśmiechnęła się z satysfakcją na widok przerażonej miny brata.
Hermiona zaśmiała się cicho i spojrzała na stół nauczycielski.
Mistrz Eliksirów był pogrążony w rozmowie z dyrektorem, co ją zdziwiło ponieważ od zawsze było wiadomo, że Snape nienawidzi rozmów podczas posiłków, za co gryfoni zawsze tracili punkty...
Gdy nadeszły Eliksiry, Hermiona usiadła w pierwszej ławce wraz z Ginny, która tak jak starsza gryfonka była bardzo dobra w tym przedmiocie co niezmiernie frustrowało Snape’a i ślizgonów.
-Dzisiaj uwarzycie eliksir Słodkich Snów- warknął Snape wchodząc do Sali i machnięciem różdżki wyczarował przepis na tablicy- Do dzieła! I radzę wam dobrze się spisać!
Hermiona od razu wzięła się do dzieła. Znała ten przepis na pamięć.
Najpierw wyciągamy kociołek cynowy rozmiar 2.- powtarzała sobie czynności krok po kroku w głowie- 30 dag much, 1 kg bezoaru, 2 rogi dwurożca, 1 kieł węża. Do kociołka wlewamy 1l wody, podgrzewamy do temperatury 100°C i dodajemy 1 róg dwurożca. Mieszamy to wszystko 4 razy według wskazówek zegara. Po 4 razach mieszamy raz bardzo szybko w drugą stronę. Powinien być zielony. Kroimy cały bezoar w kostki i wrzucamy do kociołka. Następnie mieszamy powoli przez 10 sekund według wskazówek zegara i kolor powinien być żółty. Dodajemy teraz 15 dag much i 2 razy mieszamy w przeciwnym kierunku do ruchu wskazówek i powinien mieć kolor żółto-pomarańczowy.
-Miona co mam teraz zrobić?- jęknął Ron patrząc na wywar przypominający błoto.
-Zacznij od początku- mruknęła i kontynuowała swoją pracę- Dodajemy teraz 2 róg dwurożca i znowu mieszamy 4 razy wg wskazówek i 1 raz na odwrót. Powinno się otrzymać kolor zielony. Teraz dodajemy kieł węża, mieszamy przez 15 sekund szybko według wskazówek zegara i otrzymujemy kolor czerwony i po 30 sekundach dodajemy resztę much i mieszamy 3 razy. Kolor tego Eliksiru musi być biały.- Hermiona spojrzała na wywar i zadowolona oceniła swój eliksir na Wybitny.
-Koniec czasu- powiedział Snape i zaczął przechadzać się po Sali i oceniać pracę uczniów- Minus dziesięć punktów za to błoto Weasley!- warknął stając przy kociołku Rona- Draco następnym razem po dodaniu much mieszaj dwa razy, nie trzy, Longbottom minus dwadzieścia za to śmierdzące coś w twoim kociołku! Pansy dodajemy jeden kieł węża nie trzy! Weasley i Granger- stanęł przy stoliku dziewczyn i niechętnie spojrzał na ich dzieła- Dostatecznie- prychnął- Żegnam! Granger zostajesz!
Hermiona wzruszyła ramionami na nieme pytania przyjaciół i gdy wszyscy wyszli podeszła do biurka za którym usiadł profesor.
-Wypij to dziś w nocy- warknął wskazując na fiolkę z Eliksirem Słodkich Snów- I nie wałęsaj się po Zakazanym Lesie!
-Nie wałęsam się- oburzyła się Hermiona- Nie robię nic złego!
-Przeszkadzasz mi!- wykrzyczał wstając i patrząc na nią wściekłym wzrokiem- Nie chcę cię tam widzieć, zrozumiano?
-Więc proszę tam nie chodzić!- odparła zanim ugryzła się w język.
-Minus pięćdziesiąt punktów- wysyczał – Zjeżdżaj!
-Do widzenia- mruknęła i szybko opuściła lochy.
Gdy znalazła się na korytarzu przy wejściu do dormitorium gryfonów, usiadła na jednym z parapetów i zmarszczyła czoło.
Snape nie chce by kręciła się po Zakazanym Lesie, wiedziała, że nie powinna wyciągać pochopnych wniosków, ale jak powiedziała  Ginny, Snape już tak został stworzony, żeby być o wszystko podejrzewanym. Z reguły gryfonka od razu podzieliłaby się swoimi spostrzeżeniami z przyjaciółmi, ale wiedziała, że wtedy Harry i Ron nie spoczęli by, aż nie znajdą na Snape’a dowodów jakiejkolwiek winy, więc wolała zająć się tą sprawą sama.
Więc usiadła tam gdzie ostatnio, czekając na pojawienie się Mistrza Eliksirów.
-Nie rozumiesz najprostszych poleceń- warknął Snape pojawiając się obok niej.
-Sam pan do tego doprowadził profesorze- przyznała Hermiona odważnie patrząc mu w oczy.
-W jaki sposób?- zapytał unosząc prawą brew w górę.
-Kazał Pan mi się dzisiaj trzymać stąd z daleka- odparła z lekkim uśmiechem.
-A jeżeli to zrobiłem, ty dodałaś dwa do dwóch i wyszło ci sześć?- zakpił.
-Ja dodałam dwa do dwóch i wyszedł mi odpowiedni wynik- powiedziała.
-Granger nie mam czasu na te jakże uroczę pogawędki, więc nie wchodź mi w drogę- to powiedziawszy odwrócił się i ruszył w głąb lasu.
-Ale ja Panu z chęcią pomogę!- zawołała za nim, na co Snape gwałtownie się odwrócił.
-Niby w czym?- prychnął.
-Tego jeszcze nie rozgryzłam- przyznała- Ale wiem, że musi to być coś ważnego.
-Granger- westchnął – Nie możesz, jak reszta dzieciaków cieszyć się z ostatnich beztroskich chwil w życiu?
-Beztroskie chwilę w życiu już dawno się skończyły profesorze- odpowiedziała poważnie.
-Inni tak nie uważają.
-Inni sami siebie oszukują- sprostowała- A ja nie mam zamiaru im niszczyć tych złudzeń.
-Próbujesz wszystko naprawiać Granger, a to nie zawsze dobrze się kończy- powiedział Snape- Wracaj do zamku.
-Ale ja nie chcę- wyszeptała i zrezygnowana usiadła z powrotem.
Wszyscy uważali, że należy cieszyć się nowym, lepszym światem bez widma Voldemorta, lecz ten świat był okupiony krwią i śmiercią niewinnych ofiar.
Hermiona widziała rzeczy o których nikomu nigdy nie opowie. Widziała cierpienie, śmierć...
-Właśnie przez wojnę widzę cię malutki- szepnęła do małego testrala, który odłączył się od matki i podszedł do niej.
-Przez wojnę dowiedziałaś się o sobie rzeczy, dzięki którym dokonasz odpowiednich wyborów w życiu- usłyszała za sobą nieznany głos, gdy się odwróciła ujrzała centaura.
-Kim jesteś?- zapytała wstając.
-Zwą mnie Zakałą- odparł i podszedł bliżej- W tym lesie, na tej polanie dzieją się rzeczy magiczne panno Granger.
-Co masz na myśli?- rozejrzała się wokoło.
-Przekonasz się gdy księżyc dwa razy pożegna się z niebem- odparł i odszedł pozostawiając zdumioną Hermione samą.
-Księżyc dwa razy pożegna się z niebem- powtórzyła i uśmiechnęła się promiennie- Za dwa dni!- rozgryzła słowa Zakały i wróciła do Zamku.
Gdy dwa dni później zjawiła się na polanie ujrzała Severusa Snape’a stojącego w miejscu które zawsze wybierała.
-Nie powinno cię tu być- powiedział nie odwracając się.
-Dlaczego?- zapytała stając obok niego.
-Ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła- warknął.
-Ja już byłam w piekle profesorze- przypomniała, mimowolnie gładząc napis wyryty na ręce.
-O tym powinnaś zapomnieć- spojrzał na nią z ukosa- Jak najszybciej, by nie oszaleć.
-Oszaleć?- zmarszczyła czoło- Nie sądzę żeby tak to się skończyło.
-Mało sypiasz, w dzień uczysz się i tracisz energię, której nie ładujesz podczas snu- wyliczał- Schudłaś, choć twoi tak zwani przyjaciele pilnują na posiłkach być jadła, co prowadzi do wniosku, że skrywasz sekret Granger.
-Każdy z nas ma jakiś uraz po wojnie- odparła cicho.
-Większość je leczy- prychnął.
-Ja także- zdenerwowała się- I to nie mój... uraz jest teraz ważny! Co tu się będzie dziać?
Nagle nad nimi zabłysło światło.
-Nie zdążysz uciec- mruknął Snape, wyciągając różdżkę- Trzymaj się mnie i radzę żebyś nie sprawiała mi kłopotów!
-O czym pan mówi?- zdziwiła się, lecz za jego przykładem chwyciła swoją różdżkę.
-Nie wiem czy znajdziemy się w tej samej rzeczywistości- mówił szybko Snape- Musisz znaleźć wyjście z sytuacji w której się obudzisz. Nie możesz powiedzieć, jak się tam dostałaś, musisz grać swoją rolę Granger najlepiej jak umiesz!
-Co pan ma na myśli?!- wykrzyknęła gdy światło się do nich zbliżało.
-Musisz znaleźć wyjście Granger- usłyszała jeszcze i znalazła się nagle  na środku innej polany, stała w środku okręgu który budowali ... centaury.
-Co ja tu robię?- zapytała zauważywszy Ronana.
-Świat idzie naprzód- odparł centar- Istnieją różne rzeczywistości, każdy z nas ma wpływ na swój los, lecz tylko nieliczni mogą wybrać życie, które im odpowiada.
- Raz na sto lat – dodał Zakała- Gdy Zakazany Las znajdzie się pod wpływem Marsa, można przenieść się w inną rzeczywistość.
-Musisz zdecydować czy chcesz zostać czy wrócić- zakończył Ronan i były to ostatnie słowa jakie usłyszała.
Severus nie należał do rannych ptaszków, nienawidził wczesnego wstawania, więc uczniowie którzy mieli z nim poranne zajęcia, najwięcej musieli przetrwać.
Tym razem Snape obudził się wyjątkowo wcześnie , było mu ciepło i przyjemnie, przytulił się do leżącej obok kobiety i zamknął powrotem oczy, by po chwili krzyknąć i usiąść.
-Co ty do cholery robisz w łóżku Granger?!- wykrzyknął wściekły.
Hermiona spojrzała na niego zaspana.
-Ja też cię kocham- prychnęła i ziewnęła- Jest dopiero szósta i jakbyś zapomniał mamy dzisiaj sobotę, więc nie mam zamiaru robić ci śniadania mój drogi! Możesz o tym zapomnieć!- powiedziawszy to na nowo okryła się kołdrą i próbowała zasnąć.
- Ty…- zaczął Snape i wyciągnął rękę po różdżkę żeby wyrzucić tą idiotkę ze swojego łóżka gdy jego wzrok padł na obrączkę którą miał na palcu- Co do ….
-Severus co się z tobą dzieje?- zirytowała się Hermiona siadając- Jest rano, a ty krzyczysz jak opętany!
Snape siłą chwycił ją za rękę i ujrzał podobną obrączkę.
-Kiedy…
-Nie mamy dzisiaj rocznicy- zaśmiała się i pocałowała go szybko w usta- Więc nie martw się, dzisiaj nie zapomniałeś.
Mistrz Eliksirów szybko wstał z łóżka i zamknął się w łazience.
Nie spodziewał się, że w innej rzeczywistości może być z tą upartą gryfonką.
Był  zaskoczony...raz na sto lat ma się szansę innego życia, a on trafia na Granger!
Myślał... miał nadzieję, że to będzie Lily...
-Severusie co ty tam tak długo robisz?- usłyszał zaniepokojony głos Granger.
Odetchnął głęboko i otworzył drzwi.
-Jestem jakiś nieswój dzisiaj- mruknął i lekko się zarumienił widząc swoją uczennice ubraną jedynie w jego koszule!
-To nic nowego- zaśmiała się Hermiona i cmoknęła go w policzek- Na szczęście dzisiaj nie masz żadnych lekcji więc możemy spędzić cały dzień razem!
-Mam do sprawdzenia eseje- próbował znaleźć wyjście z sytuacji.
-Wczoraj wszystkie sprawdziłeś- przypomniała mu- Pamiętasz? Żeby cały weekend móc spędzić ze mną.., wiem że nadal gniewasz się, że wyciągnęłam cię na przyjęcie Zakonu, ale sam przyznaj, że było wspaniale! Harry i Ginny są tak zdenerwowani pojawieniem się na świecie Jamesa, to za parę tygodni... i nie waż się śmiać z Harrego!- dodała surowo- Zobaczymy jak ty będziesz się zachowywał gdy ja będę w ciąży!- powiedziała i zamknęła się w łazience.
-W ciąży?- powtórzył otwierając szeroko oczy. Żeby Granger zaszła w ciążę, musieliby... przecież jest jego uczennicą na Merlina! Nie może się do niej zbliżyć!
Ubrał się szybko i wyszedł na błonie. Wiedział , że musi odnaleźć wyjście z sytuacji, to naturalne, że nie odpowiada mu życie z Granger!
Rok zajęło mu przekonywanie centaurów, by wyjawili mu miejsce w którym następuje przeniesienie do innego wymiaru! Stracił rok! I na co?
Gdy znalazł się w Zakazanym Lesie , swoje kroki skierował do miejsca gdzie wszystko się zdarzyło.
Na łące nie było nikogo oprócz testrali.
-Ronan?!- zawołał Snape wiedząc, że właśnie rudy centaur jest odpowiedzialny za tą część lasu.
-Sam wybrałeś swoje przeznaczenie- usłyszał głos, lecz nie potrafił zidentyfikować miejsca z którego wychodzi.
-Nie wybrałem Granger!- wściekł się.
-Przypomnij sobie swoje myśli, a uzyskasz odpowiedź- usłyszał i poczuł, że został sam.
-Swoje myśli- warknął opierając się o najbliższe drzewo- Myśl Snape! Co mogłeś wtedy pomyśleć?
Wreszcie szczęśliwy
Te dwa słowa... i to ma niby oznaczać Granger?
Wiedział, że nie ma innego wyjścia, na szczęście gryfonka nie będzie pamiętała niczego co zdarzy się w tym wymiarze.
-Granger moją żoną- mruknął wracając do zamku.
Nagle przystanął i wpadł na pewien pomysł.
Wspiął się po schodach i już po chwili znajdował się w gabinecie dyrektora, podszedł do kamiennej misy i zmarszczył czoło.
Dumbledore przechowuje najważniejsze wspomnienia w swojej bibliotece, na szczęście Severus Snape ma do niej dostęp. Mistrz Eliksirów uśmiechnął się szyderczo i spojrzał na buteleczki opisane i poukładane równo na półkach.
Hermiona Snape
-Ciekawe- mruknął , wlał wspomnienia do misy i zanurzył głowę.
Znalazł się w gabinecie i ujrzał siebie, Granger i Dumbledore’a.
-Czy dobrze zrozumiałem- powiedział dyrektor z uśmiechem- Chcecie się pobrać?
-Tak proszę pana- przyznała Hermiona i uśmiechnęła się do Severusa promiennie, na co ten ku zgorszeniu Snape’a operującego przyciągnął ją do siebie i pocałował.
-Pośpiesz się Albusie, zanim ci idioci się tu pojawią- rozkazał Mistrz Eliksirów.
-Nie będę stał zakochanym na drodzę- zaśmiał się Dumbledore- Obrączki...
-Mam- Severus wyciągnął z kieszeni dwa złote kółeczka.
-Przygotowany jak zawsze- powiedział dyrektor na co dwoje Snape’ów prychnęło w tym samym czasie.
-Szybki ślub- mruknął Snape wracając do gabinetu- Ciekawe...
-Severusie co ty wyprawiasz?- zapytała Hermiona wchodząc do środka.
-Skąd wiedziałaś gdzie jestem?- zmrużył oczy.
-Z mapy Harrego- kobieta wzruszyła ramionami jakby to było oczywiste.
-Skąd to do cholery masz?- wyrwał jej mapę z ręki.
-Przecież Harry mi pożyczył, żebym wiedziała gdzie jest Ginny- odparła marszcząc czoło- Pamiętasz? Ginny lunatykuje czasami, więc gdy była na praktykach u Pani Hooch...
-Praktykach? Rolanda uczyła Weasley’ówne? - prychnął z niesmakiem.
-Severusie o czym ty mówisz?- Hermiona podeszła do niego i położyła rękę na jego czole- Nie masz gorączki...
-Oczywiście, że nie Granger- odsunął się od niej.
-Więc dlaczego...- westchnęła głęboko- Wiedziałam, że za długo wczoraj pracowałeś! Wróciłeś wyczerpany! Od dziś masz zacząć o siebie dbać!
-Niby kogo to obchodzi czy o siebie dbam- warknął przyglądając się mapie.
-Jak kogo?!- wykrzyknęła- Mnie oczywiście!
Snape spojrzał na nią zamyślony. Podsumowując... ma żonę, Granger jest jego żoną...
Troszczy się i martwi o niego... czemu mu się to do Merlina podoba?!
-Muszę coś sprawdzić- powiedział oddając jej mapę- Zostaw mnie na chwilę samego... proszę- dokończył niechętnie..
-Nie wiem co się dzieję, ale dobrze- zgodziła się- Zachowujesz się tak jak przed ślubem- zaśmiała się- Wrócił dawny nietoperz...
-Wyjdź Granger- wysyczał przez zaciśnięte zęby.
-Idę- pocałowała go czule, na co zaskoczony odpowiedział- Tylko się nie przepracuj kochanie- poprosiła i wyszła pozostawiając Severusa zaskoczonego.
-Całowałeś się z uczennicą Snape- mruknął pod nosem wracając do myślodsiewni- I najgorszę, że ci się to podobało...
Następne wspomnienie było opisane Prawdziwi przyjaciele.
Gabinet dyrektora pierwszy raz od dawna był zapełniony rudowłosymi członkami rodziny Weasley’ów, obok nich stał niezdecydowany Harry wraz z Luną i Nevillem.
Na przeciwko nich Hermiona niepewnie przestępowała z nogi na nogę, Snape stał nieporuszony z założonymi rękami, a profesor Dumbledore patrzył na wszystkich z uśmiechem.
-Moi drodzy- odezwał się po chwili ciszy- Uspokójmy się i porozmawiajmy....
-Hermiona wyszła za mąż, profesorze!- głos zabrał Harry- Chcemy wiedzieć dlaczego...
-Porozmawiamy na osobności?- poprosiła Hermiona i chwyciła Rona i Ginny za rękę- Choć Harry.
Gdy wyszli Pani Weasley opadła na krzesło.
- Powiedz mi tylko jedno Severusie- poprosiła- Nie zmusiłeś jej?
-Nie- odparł poważnie.
-Więc gratuluje- uśmiechnęła się radośnie- Artur napewno prześle wam życzenia, gdy tylko wróci z pracy! Och tak się cieszę!
-Hermiona z profesorem- mruknął Fred- Więc...
-Więc nasze żony jeszcze się nie urodziły- dokończył ze śmiechem George,a widząc wściekłe spojrzenie matki, odchrząknął- My już pójdziemy.
-Tak...- Fred zaczął cofać się w stronę drzwi- Przecież my żartujemy, mamo... gratulujemy profesorze! Żegnamy!
Pani Weasley pokręciła zrezygnowana głową.
-Nie mam do nich siły- powiedziała- Są po....- nie dokończyła ponieważ do gabinetu powróciła Hermiona z przyjaciółmi.
Harry wraz z Ronem podeszli do Snape’a i spojrzeli na niego poważnie.
-Jest naszą przyjaciółką- powiedział rudowłosy- Jak siostra...
-Więc może pan nie uwierzyć, ale jak dowiemy się, że przez pana cierpi, znajdziemy pana i...- Harry westchnął- Jesteśmy zdolni do wszystkiego by ją chronić.
-Zdaje sobie z tego sprawę Potter- warknął Snape.
-To dobrze- tym razem Ginny stanęła przed Mistrzem Eliksirów- Trudno uwierzyć w to co powiedziała nam Hermiona, ale ona nie kłamie , więc gratuluje profesorze- wyciągnęła w jego stronę rękę.
Snape spojrzał na nią zaskoczony, ale szturchnięty przez Hermionę uścisnął dłoń rudowłosej.
Severus odszedł od kamiennej misy i usiadł na jednym z krzeseł ustawionych przy biurku.
Nie zmusił Granger do ślubu, więc idąc tym tokiem rozumowania, dziewczyna się w nim musiała zakochać.. zakpił sam z siebie. Oczarował ją swoim uroczym charakterem czy przystojną twarzą?
-Veritaserum- mruknął- Wtedy Granger przyzna się, dlaczego została moją żoną- myślał wpatrując się w obrączkę na palcu.
-Witaj Severusie!- do gabinetu wszedł profesor Dumbledore i z uśmiechem spojrzał na kamienną misę- Czyżbyś chciał sobie coś przypomnieć?
-Nie- warknął młodszy nauczyciel wstając- Muszę..
-Spotkałem Hermionę na korytarzu- kontynuował dyrektor nie zważając na słowa Mistrza Eliksirów.
-Mieszka tu więc, to nic nadzwyczajnego- odparł Snape wzruszając ramionami.
-Była jakaś zamyślona- odparł Albus- Jesteście małżeństwem dwa lata.
-Co masz na myśli?- Severus zmarszczył czoło.
-Hermiona promienieje- powiedział Dumbledore z uśmiechem.
Snape bez słowa wyszedł z gabinetu, zatrzymał się dopiero na trzecim piętrze.
Wszedł do pustej Sali i zaczął się zastanawiać.
-Prawdopodobieństwo poczęcia dziecka w moim wypadku sięgało 3% do cholery- mruczał chodząc po klasie- W jaki sposób mogło się to udać? Wszystko jest nie tak! To nie miała być Granger!
Ronan ...- zmarszczył czoło próbując sobie przypomnieć słowa centaura- Rzeczywistość nie zawsze jest taka jak w marzeniach, ale pamiętaj, że nie jest ona wcale gorsza, a w wielu przypadkach o wiele lepsza.
Granger jest lepszym wyborem, niż Lily? To do rudowłosej wzdychał od dziecka, a Hermiona?
Musi znaleźć wyjście z sytuacji. Doskonale zdaje sobie sprawę, że może to potrwać tydzień,  a może to nawet przeciągnąć się do kilku lat, w obu tych przypadkach gdy wróci do swojego czasu, tam nic się nie zmieni, będzie w momencie w którym został przeniesiony.
Więc… Jesteś mężem Snape- prychnął pod nosem i ruszył do swoich komnat.
Gdy tylko wszedł zobaczył pierwsze zmiany.
Na pustych do tej pory ścianach wisiały ramki ze zdjęciami, w salonie zamiast jego starych mebli, znalazły się nowe fotele i kanapa, na stoliku zawsze zawalonym książkami, teraz stał wazon z kwiatami.
W lochach zamiast zimnej i nieprzyjemnej aury, teraz wyczuwało się ciepło i wygodę.
Do tych zmian Severus mógł się przyzwyczaić, ale czerwone róże?
Wyciągnął różdżkę i jednym jej machnięciem zmienił kolor na niebieski.
-Severusie musimy porozmawiać- powiedziała Hermiona wchodząc do środka.
Snape wiedział, że aby znaleźć wyjście z sytuacji musi wcielić się w swoją rolę, więc podszedł do niej i pocałował namiętnie.
Hermiona zarzuciła mu ramiona na szyję i oddała pocałunek z pasją.
-I takie przywitanie rozumiem- zaśmiała się zarumieniona- Musimy zamienić parę słów.
-Coś się stało?- zapytał siadając na fotelu, jakie było jego zdziwienie, gdy gryfonka zamiast na kanapie usiadła mu na kolanach, jak gdyby było to najnormalniejsze zachowanie pod słońcem.
-Nigdy o tym nie rozmawialiśmy- zaczęła ostrożnie i Snape poczuł jak jej ręką gładzi go po karku, co przyjął z miłym zaskoczeniem. Może bycie mężem Granger nie jest takie złe?
-O czym?- spróbował nadać swojemu głosowi surowy ton, lecz pierwszy raz od dawna mu się to nie udało.
-Będziemy mieć dziecko!- zawołała Hermiona wstając- Taka mała istotka... kiedy zapytasz? Tak się składa, że za siedem miesięcy, więc ...- machnęła ręką w powietrzu zbierając myśli, gdy Snape wpatrywał się w nią oniemiały. Podejrzenia, że jest w ciąży, to co innego w porównaniu z faktem, że on Severus Snape będzie ojcem!
-Będę miał dziecko- powtórzył cicho.
-Będziemy mieć dziecko- poprawiła go Hermiona.
-Będę ojcem- dodał.
-A ja mamą!- zawołała podekscytowana- Cudownie, prawda? Kupiłam w księgarni na Pokątnej kilka podręczników opisujące przebieg ciąży...
-Ja...- Mistrz Eliksirów nie potrafił znaleźć odpowiednich słów.
Właśnie stała przed nim piękna, młoda kobieta, która wszystko na to wskazuje, go kocha i będzie miała dziecko, co więcej idioci, których uważa za przyjaciół nie mają nic przeciwko ich związkowi...
-Cieszysz się Severusie?- zapytała Hermiona niepewnie.
-Tak- odparł zgodnie z prawdą, stanął przed nią i zaryzykował- Dlaczego ja?
-Co masz na myśli?- zdziwiła się.
-Dlaczego wybrałaś mnie.
-Bo cię kocham- zaśmiała się, uważając pytanie za żart- Za to, że nawet gdy jesteś zły starasz się mnie chronić, gdy cię irytuje nie krzyczysz już tak głośno, gdy mam ochotę na rozmowę o uczuciach...- tu zamyśliła się- Najczęściej każesz mi iść wtedy do Ginny, ale liczy się fakt, że znalazłeś na mnie jakiś sposób- pocałowała go w haczykowaty nos- Kocham cię gburze... choć to przezwisko od czasu naszego ślubu już do ciebie nie pasuje.
-Stałem się mięczakiem?- oburzył się.
-Widziałby to kto- prychnęła wtulając się w niego- Po prostu jesteś szczęśliwy, ale pamiętaj, że uczniowie nadal się ciebie boją!
-I niech tak zostanie- pomyślał, gdy Hermiona go pocałowała.
Minął tydzień gdy Severus mógł z ręką na sercu przyznać, że Hermiona Granger zaczyna zdobywać jego serce, jakby ckliwie to nie zabrzmiało,ta dziewczyna jest w stanie jednym spojrzeniem sprawić, że zrobi wszystko o co go poprosi, a co go najbardziej zdziwiło?
Wcale tego nie wykorzystywała, co go wprawiło w miłe zaskoczenie.
W swoich szkolnych czasach, gdy Lily coś od niego chciała, patrzyła na niego maślanym wzrokiem, od notatek z Eliksirów, przez poprawę referatu na Transmutację, po krycie jej gdy wymykała się z Potterem na błonie.
Mistrz Eliksirów musiał przyznać, że prawdopodobnie Lily zostaje w tym momencie tylko mglistym wspomnieniem szczęśliwych lat, gdy jeszcze byli przyjaciółmi.
Reszta została wymazana na zawsze.
Severus po zajęciach z czwartorocznymi puchonami, opuścił salę do Eliksirów i szybkim krokiem ruszył do komnat by wraz z Hermioną zjeść kolację. Wspólne posiłki spodobały się mężczyźnie.Hermiona okazała się inteligentną rozmówczynią i zawsze znajdowali tematy do rozmów.
-Panie profesorze!- usłyszał wołanie. Odwrócił się i spojrzał z niechęcią na drugorocznego gryfona.
- O co chodzi?- warknął, mając nadzieję, że dzieciak zniknie.
-Pana żona... – chłopiec po biegu próbował zaczerpnąć tchu- W ambulatorium... madame Pomfrey kazała pana zawołać i...
Snape nie czekał, od razu pobiegł do Skrzydła Szpitalnego.
Gdy tylko wszedł do środka, ujrzał bladą Hermionę leżącą na łóżku pod oknem, a Dumbledore wraz z McGonagall rozmawiali o czymś zawzięcie, gdy pielęgniarka machała różdżką nad byłą gryfonką.
- Severusie!- wykrzyknęła Minerwa- Jak dobrze, że jesteś.
-Co się stało?- zapytał podchodząc do łóżka, czuł jak jakaś niewidzialna obręcz zaciska się na jego sercu.
-Hermiona źle się poczuła- wyjaśnił Albus- Spacerowała ze mną po błoniach, gdy krzyknęła z bólu i chwyciła się za brzuch...
-Dziecko- wyszeptał przerażony- Co z dzieckiem?.
-Narazie nic nie wiadomo- odparła załamana Minerwa- Ale napewno Poppy zrobi wszystko...- zamilkła gdy pielęgniarka odeszła od Hermiony z poważną miną.
-Co z nią?- zapytał Snape.
-Mam złe wieści- powiedziała cicho.
-Co masz na myśli?- zdenerwował się.
-Prawdopodobnie dojdzie do poronienia- westchnęła- Być może będę mogła coś zrobić, lecz...
-Mów , że kobieto!- wykrzyknęła profesor McGonagall, lecz już chwilę później zbladła-Przepraszam...
-Istnieje pewien czar, który może uratować dziecko, ale jest on bardzo niebezpieczny- wytłumaczyła- Gdyby Hermiona nie znalazła w sobie dość siły na walkę , może...
-Mam wybór- warknął oburzony- Albo pozwolę zginąć dziecku, albo i dziecku i Hermionie.
-Masz czas- próbowała go uspokoić Poppy- Może jeszcze wszystko będzie dobrze...
Snape odwrócił się i wyszedł ze skrzydła szpitalnego.
Szedł szybkim krokiem przez korytarze Hogwartu, a każdy uczeń przerażony schodził mu z drogi.
Gdy znalazł się na błoniach nie wiedział co robić, nieświadomie ruszył w stronę Zakazanego Lasu.
Już po chwili znajdował się na łące gdzie wszystko się zaczęło.
Usiadł na trawie wpatrując się w testrale.
Ma wybór... Nagle przed jego oczami zobaczył Hermionę, jej uśmiechniętą twarz.
-Cholera- krzyknął chowając twarz w dłoniach.
Musiał przyznać, że ta gryfonka fascynowała go od dawna. Zdolna, odważna i dobroduszna.
Czym niby sobie na nią zasłużył?
Nagle wszystko stało się jasne.
Kocha tą dziewczynę i nie może wyobrazić sobie lepszego życia.
Gdy znalazł się w skrzydle szpitalnym, od wejścia poszukał wzrokiem madame Pomfrey.
-Masz ratować Hermionę- zawołał stanowczo- Ona jest najważniejsza.
-Nie będzie takiej potrzeby mój drogi- uspokoił go Albus- Z Hermioną i dzieckiem wszystko w porządku.
-Severus?- usłyszał cichy szept, szybko spojrzał na żonę leżącą z otwartymi oczami na łóżku.
-Jak się czujesz?- zapytał siadając przy niej.
-Lepiej- uśmiechnęła się słabo- Z dzieckiem wszystko dobrze.
-Wiem – powiedział i pogłaskał ją po włosach- Ale ty jesteś ważniejsza.
-Kocham cię- wyszeptała wzruszona.
-Ja ciebie też- odparł z pewnością jaka zdumiała jego samego.
I nagle, właśnie w momencie gdy jego życie było pełne, znalazł się na polanie ... i dostał w twarz.
-Och oczywiście Severusie!- prychnęła Hermiona- Twój plan na NASZE  życie jest po prostu wspaniały! Widujemy się tylko w wakację, wyjeżdżamy wtedy gdzieś daleko, gdzie nas nikt nie zna... - gryfonka klasnęła w dłonie- A gdybyśmy natknęli się na kogoś znajomego mamy udawać, że się nie znamy.. tak? I jak tu mieć jakieś zastrzeżenia?- dokończyła i zaśmiała się przez łzy-Jesteś ...- zamknęła oczy i odetchnęła głęboko- Nie mam zamiaru się ukrywać i czekać dziesięć miesięcy w roku na chwilę w której znajdziesz dla mnie czas- spojrzała na niego - Kocham cię... ale jeżeli nie chcesz ze mną być, to wolę to od razu zakończyć...- nie uzyskawszy z jego strony odpowiedzi potrząsnęła lekko głową ocierając łzy z policzków- Myślałam...
Snape nie czekał na ciąg dalszy, czekanie równało się ze stratą.
Po prostu przyciągnął gryfonkę do siebie i pocałował namiętnie.
-Severusie- wyszeptała zarumieniona- Nie wiem, w jakiej rzeczywistości byłeś, ale jeżeli to jest twoja odpowiedź, to jestem szczęśliwa.
-Nie mam zamiaru pozwolić ci odejść- warknął- To co przeżyłem, było...
-Wspaniałe?- zasugerowała z uśmiechem.
-Tak- przyznał szczerze.
-Jak widzę, Severusie rzeczywistość okazała się lepsza- odezwał się Ronan pojawiając się obok nich.
-Nie myślałem o powrocie- zamyślił się Mistrz Eliksirów.
-Ja też nie- przyznała Hermiona- Tam gdzie się znalazłam, byliśmy razem ale w tajemnicy...
-Byłaś w alternatywnej rzeczywistości- wytłumaczył Centaur- Ty natomiast Severusie...
-Byłem w przyszłości- dokończył z uśmiechem samozadowolenia.
-Więc wiesz co nas czeka?- zapytała podekscytowana Hermiona- Powiedz! Albo nie! Albo tak?
Powinnam wiedzieć, ale wtedy nie byłoby niespodzianki- gryfonka zmarszczyła czoło pogrążając się w myślach.
-Dziękuję Ronanie- Severus skłonił się- Jestem Twoim i Twojego stada dłużnikiem.
Ronan jedynie skłonił głową. Mistrz Eliksirów wziął Hermionę za rękę i pociągnął w stronę szkoły.
-Jednak mi powiedz...- odezwała się po chwili- Lub nie... Severusie uważasz, że powinnam wiedzieć? Sama nie wiem...
Snape uśmiechnął się gdy dotarło do niego, że wszystko co przeżył, dopiero się wydarzy i był z tego powodu wyjątkowo zadowolony.
W myślach przypominał sobie zdarzenia które go właśnie czekają:
-Zaciągnięcie Granger do Dumbledora, żeby udzielił im ślubu.
-Akceptacja głąbów... to znaczy Pottera i reszty...
-Szczęśliwe życie z tą gadułą.
Hermiona nigdy nie dowiedziała się co zdarzyło się w czasach, gdzie przebywał Severus. Wszystko przeżyła pierwszy raz, wszystko było wspaniałe i magiczne.
Dzięki magii Centaurów, zdobyła Mistrza Eliksirów i odmieniła nie tylko swoje, ale i jego życie.
I choć często słyszy: -Granger ja przez ciebie zwariuje! Cholera! Hermiono zabierz tego futrzaka z mojego gabinetu! Moja gorsza połówko Twoją córkę trzeba przewinąć... I oddaj ją gdy to zrobisz!
Tak... wspaniała rzeczywistość.

sobota, 2 września 2017

Kochasz Ginny Weasley?


Harry Potter spojrzał na swoją dziewczynę z szeroko otwartymi oczami.
-Nie?- wyszeptał wstając z kolan.
-Nie chcę skazywać się na...- zagryzła dolną wargę szukając odpowiednich słów- Harry chcę przez pewien czas żyć chwilą.
-Skazywać? Na mnie?- mruknął przeczesując ręką włosy- Co to oznacza?
-Chcę pobyć ... sama- dodała prostując się- Harry... to koniec.
-Koniec- powtórzył i schował pudełeczko z pierścionkiem do kieszeni.
-Wybacz Harry, ale nie chcę teraz o niczym myśleć- powiedziała dotykając jego ramienia, na co odsunął się jakby go oparzyła.
-Świetnie- warknął i aportował się do domu. Wszedł do swojej sypialni i machnięciem różdżki spakował wszystkie swoje rzeczy do kufra.
-Harry!- usłyszał radosny głos Syriusza- Świętujemy! Gdzie Ginny?- gdy stanął w progu zmarszczył czoło- Co robisz?
-Odmówiła- zawołał wściekle Harry kopiąc kufer- Powiedziała, że z nami koniec!
-Co zrobiła?- Tonks zjawiła się obok Łapy i patrzyła to na jednego to na drugiego.
-Odmówiła- odparł zaszokowany Syriusz, po czym potrząsnął głową- Jej strata! Co ty robisz Harry?!
-Wyjeżdżam!- zdecydował siadając na łóżku i zamyślił się.
-Gdzie?- zapytała Tonks siadając obok niego.
-Myślisz, że przyjęliby mnie do szkoły Aurorów w Szkocji?- spojrzał na nią poważnie.
-Harry...- wstrzymała oddech i spojrzała w jego pełne bólu  oczy- W Anglii też jest...
-Szkocja- przerwał jej stanowczo.
-Są tam bardzo wymagający- przypomniała sobie Tonks- Są najlepsi, lecz trzeba tam poświęcić się całkowicie! Ćwiczenia są wyczerpujące, psychika...
-Przyjmą mnie?
-Napewno- odparła niechętnie- Chłopca który przeżył przyjmą z przyjemnością, ale nie licz na taryfę ulgową.
-Nie chcę taryfy ulgowej- powiedział zawzięcie i spojrzał na swojego ojca chrzestnego- Ja muszę to zrobić!
-Obiecaj mi jedno- odezwał się po chwili Syriusz- Nie zerwiesz z nami kontaktu.
-Z wami- podkreślił.
-I Remusem- dodała Tonks.
-Z nikim innym- skrzywił się- Hermionie i Ronowi wyjaśnię wszystko w liście, ale nie chcę narazie z nikim się kontaktować.
-Dobrze- zgodził się na takie rozwiązanie Syriusz- A teraz chodź, nie sądzisz chyba, że puszczę cię tam samego.
Gdy znaleźli się w Szkocji, zgodnie ze wskazówkami Tonks podeszli do budki telefonicznej i Syriusz stuknął różdżką w słuchawkę, w chwilę później znaleźli się na korytarzu Szkockiej Szkoły Aurorów.
-W czym mogę pomóc?- zapytał młody chłopak podchodząc do nich.
-Chcę się dostać do szkoły- odparł poważnie Harry.
-Rekrutacja zakończyła się miesiąc temu- powiedział kadet i przypatrzył się Wybrańcowi, zauważywszy bliznę na czole pokiwał lekko głową- Ale przewiduje, że dla Pana zrobią wyjątek panie Potter.
Harry pożegnawszy się z Syriuszem, znalazł się w swoim pokoju, znajdowało się tu tylko wąskie łóżko, szafa oraz stolik przy łóżku.
-Kadet Potter jak sądzę- odezwał się mężczyzna w średnim wieku stając w drzwiach.
-Tak proszę pana- odparł Harry stając przed nim.
-Jestem Kapral Harrison- przedstawił się mężczyzna- Ćwiczenia rozpoczynają się o piątej rano, o ósmej śniadaniem, następnie zajęcia do czternastej, obiad po którym znów są ćwiczenia sprawnościowe aż do kolacji...- spojrzał na niego poważnie- Jeżeli chce pan zapomnieć o otaczającym go świecie, to dobrze Pan trafił.
-Mam nadzieję- powiedział Harry poważnie.
Tonks miała rację, że ćwiczenie w Akademii są wyczerpujące, każdego dnia przez miesiąc Harry padał bez tchu na łóżko i zasypiał od razu. Dopiero po trzydziestu dniach zaczął przyzwyczajać się do morderczych treningów. Nikt nie przejmował się, że to Harry Potter, jak inni kadeci musiał się starać by nie zostać wyrzuconym.
Dwa miesiące później do Akademii została przyjęta nowa Uzdrowicielka, którą jako pierwszy poznał właśnie Harry.
-Twoja kartoteka robi wrażenie- powiedziała podchodząc do łóżka na którym leżał i wertując gruby plik kartek- Złamania, utrata kończyn, wstrząśnienia mózgu...
-Uzdrowisz mnie?- przerwał jej – Muszę wracać na trening.
-Bycie miłym nie boli- mruknęła odrzucając swoje długie włosy do tyłu.
-Wybacz- odetchnął głęboko uspakajające się- Nie mam czasu na pogawędki.
-Od dziś tu pracuje, więc przyzwyczaj się do nich- odpowiedziała z uśmiechem- Jestem Meg.
-Harry- nawet się nie skrzywił gdy nastawiała mu bark.
-Przyzwyczaiłeś się do bólu- domyśliła się i skierowała wzrok na kartotekę- Lepiej nie narażać życia, bez sensu.
-Mam swoje powody- warknął i wyszedł trzaskając drzwiami.
Meggi zmarszczyła czoło. Od swojej poprzedniczki dowiedziała się, że Harry Potter jest częstym gościem skrzydła szpitalnego. Nie przejmuje się swoim zdrowiem, ryzykuje. Jakby tylko adrenalina dawała mu ukojenie.
-Kobieta- domyśliła się uzdrowicielka- Co ta miłość robi z ludźmi- prychnęła wracając do pracy.
Trzy miesiące później Meg miała dość Harrego Pottera! Prawie codziennie znajdował się na jednym z łóżek z jakimś urazem. Jego ciało zaczynało pokrywać coraz to więcej blizn.
-Możesz z łaski swojej przestać się zabijać?- warknęła rzucając w jego stronę fiolkę z eliksirem który pomoże zrosnąć się jego nodzę.
-Nie- odparł i wypił do dna lekarstwo.
-Więc nie ucieszy cię fakt, że porucznik zgodził się ze mną- uśmiechnęła się złośliwie.
-O czym ty mówisz?- zmarszczył czoło.
-Zostajesz tutaj przez dwa dni- powiedziała wzruszając ramionami.
- Nie mogę!- krzyknął próbując wstać, lecz popchnęła go z powrotem na łóżko.
-Nie będę z tobą dyskutowała Potter- stanowczy głos kazał mu pozostać na miejscu. W drzwiach stał porucznik i patrzył na niego surowo.
-Panie poruczniku- Harry mimo bólu wstał i zasalutował.
-Dwa dni- powiedział mężczyzna- Margaret się zajmie twoimi wszystkimi złamaniami.
-Tak jest- odparł Potter wiedząc, że z porucznikiem nie ma co dyskutować.
-Widzisz!- odezwała się Meggi ze śmiechem- Jak chcesz to nawet miły jesteś!
-Dlaczego to robisz?- mruknął kładąc się i zamykając oczy. Od dawna nie miał chwili na prawdziwy odpoczynek.
-Nie lubię jak miłość niszczy ludzi- odparła.
Harry uchylił powieki i przyjrzał jej się. Była ładną blondynką, jej brązowe oczy jasno świeciły, była od niego niższa o głowę i co zawsze go dziwiło, na jej ustach zawsze widniał uśmiech.
-Miłość nie jest zła- powiedział- Wzgardzona tak.
-Nie wierzę w nią- wzruszyła ramionami.
-Czemu?
-Bo jakoś mnie nie spotkała- zaśmiała się- Widocznie ma do mnie daleko.
-Może źle szukasz.
-Ja nie szukam- odparła i podała mu kartkę i pióro- Masz czas dla siebie Potter. Napisz do rodziny czy kogoś. Potem dostaniesz eliksiry, które powinny wyleczyć twoje rany i być może parę blizn zniknie.
Harry westchnął. Odkąd zaczął treningi jego ciało się zmieniło. Musiał zmienić wszystkie ubrania jakie ze sobą zabrał. Przez treningi jego ciało jest muskularne, co sprawiło pisk Tonks gdy w ostatni weekend znalazł godzinę by się z nią spotkać.
-Wyglądasz inaczej!- zawołała wchodząc do jego pokoju.
-Lepiej?- zapytał przytulając ją.
-O wiele- przyznała –Jak się czujesz?
-Dobrze- wzruszył ramionami- A ty? Syriusz pisał, że ostatnio źle się czułaś.
-Tak- zaśmiała się i usiadła na jego łóżku- Tak się składa, że wysłali mnie na przymusowy urlop.
-Stało się coś?- zaniepokoił się Harry.
-Jestem w ciąży- powiedziała i pogłaskała się po lekko zaokrąglonym brzuchu- Trzeci miesiąc!
-Gratuluje!- wykrzyknął – Jak zareagował Remus?
-Pierwsze był przerażony- przyznała Tonks- Ale gdy w Mungu przeprowadzili badania i nic złego nie dzieje się z płodem, uspokoił się.
-Boi się , że przekaże wilkołactwo dziecku- domyślił się harry.
-Wtedy też będę to maleństwo kochać- powiedziała poważnie Nimfadora.
-Ja też- dodał harry- Super! Naprawdę!
Teraz gdy leżał na szpitalnym łóżku zaczął zastanawiać się nad swoim życiem. Minęło siedem miesięcy od jego pojawienia się w Akademii. Okazał się pojętnym uczniem, ryzykował i to się opłaciło w  jego drodzę zawodowej. Awans otrzymał miesiąc temu, teraz zaczął działać także w terenie co coraz bardziej mu się podobało.
Meg mignęła za kotarą otaczającą jego łóżko. Zmarszczył czoło i spojrzał na kartkę papieru.
Korciło go by napisać do Hermiony i Rona, ale się powstrzymał.
Nie chciał rozdrapywać ran, a to by nastąpiło gdyby zaczął kontaktować się z przyjaciółmi.
-Ustalmy coś Potter- Meg wtargnęła za kotarę i spojrzała na niego poważnie.
-O co chodzi?- zapytał poprawiając się na łóżku.
-Masz trzy miesiące!
-Na co?- podrapał się po głowie nie rozumiejąc jej toku rozumowania.
-Na użalanie się nad sobą- odparła stanowczo.
-Nie użalam się nad sobą- warknął.
-Robisz to- prychnęła.
-Nie jest to twoja sprawa- powiedział patrząc na nią ze złością.
-Może i nie, ale jak mówiłam nienawidzę, gdy ta cała miłość niszczy ludzi- jej słowa wywarły na nim wrażenie.
-Niby co mam zrobić?
-Możesz przez trzy miesiące się nad sobą użalać, ale...- położyła prawą rękę na sercu- W każdy weekend który masz wolny, jeżeli nie masz akcji, spędzisz ze mną!
-I co niby będziemy robić?- zapytał zakładając ramiona na piersi.
-Jeszcze nie wymyśliłam- przyznała niechętnie.
-Jest jeden warunek-zaznaczył, gdy lekko skinęła głową kontynuował- Powiesz mi dlaczego nie wierzysz w miłość.
-Mówiłam ci, że jej nie spotkałam- zdenerwowała się- Nie słuchałeś?
-Nie wierzę- wyprostował się- Rodzice...
-Nie mam- przerwała mu- Kontynuując w sierocińcu też nie było miłości, oraz w szkole też.
-W sobotę się zgłoszę- mruknął kładąc się wygodnie i zamknął oczy.
Gdy Meg odeszła, Harry zastanowił się nad jej życiem. Miała widocznie równe ciężkie przejścia jak on, więc gdzie znajduje siłę by codziennie się uśmiechać? Była od niego młodsza o rok, a wiedzą przewyższała większość doświadczonych uzdrowicieli. Postanowił poznać tą dziewczynę.
Przez cały tydzień Harry tylko dwa razy znalazł się w skrzydle  szpitalnym.
W weekend Meggi czekała na niego przy drzwiach Akademii.
-Gdzie idziemy?- zapytał pojawiając się obok niej.
-Zwiedziłeś Szkocję?- uśmiechnęła się lekko gdy zaprzeczył.
-Loch Ness, Zamek Dunrobin, Ullapool, Isle of Skye, Kuss, Loch Lomond i Inveraray- wymieniała- Co chesz pierwsze zobaczyć?
-Isle of Skye- zdecydował po chwili. Meg wyciągnęła w jego stronę rękę i aportowała ich na miejsce.
-Dobrze wybrałeś. Jest idealna na wędrówki i górskie wspinaczki. Zachwyca kolorowym portem w Portree, w którym o poranku rybacy sortują świeżo złowione owoce morza.
Harry musiał przyznać jej rację. Spędzili cały dzień na chodzeniu po górach, gdy się zmęczyli Meg wyczarowała koc i kosz piknikowy.
-Jak ona wygląda?- zapytała Meggi nalewając herbaty z termosu.
-Kto?- Harry ugryzł kanapkę i spojrzał na nią podejrzliwie.
-Ta kobieta...
-Ginny- odparł niechętnie Wybraniec- Rudowłosa.
-Wystarczy mi tyle informacji- machnęła ręką i podała mu herbatę- Zapytałam z ciekawości.
-A mogę teraz ja ci zadać pytanie?- zapytał pijąc łyk ciepłego płynu.
-To chyba sprawiedliwe.
-Gdzie się tego wszystkiego nauczyłaś... masz umiejętności których zdobycie zajmuje wiele lat.
-Od najwcześniejszych lat- zaśmiała się- W sierocińcu było wiele dzieci, które chorowały- wzruszyła ramionami- Miałam czas, więc pomagałam jak mogłam naszym opiekunkom. W wieku dziesięciu lat zaczęłam uczyć się zaklęć i wysłano mnie do szkoły dla – tu uśmiechnęła się krzywo – Dla uzdolnionych. Nauka, nauka i nauka.
-Jesteś radosna, a nie miałaś łatwego życia- zauważył.
-Ty też, a jednak dzisiaj widzę twój uśmiech i jesteś odprężony- powiedziała.
-Tym razem ci się udało- przyznał rozbawiony.
-A następny weekend też będzie udany- obiecała i miała rację.
Harry zaczął dzięki niej znów odczuwać radość z życia.
Minął rok od jego pojawienia się w Akademii.
Zdobył umiejętności, które pozwoliły mu stać się jednym z najlepszych Aurorów w Szkocji.
A życie prywatne? Meggi stała się jego nieodłącznym elementem, coraz częściej zauważał jakie ma piękne oczy, czy uroczy uśmiech.
Margaret zastanawiała się, co źle zrobiła, że Harry Potter stał się dla niej ważny. Codziennie czekała z niepokojem czy znów coś mu się stanie, a w weekendy starała się zająć jego czas by nie myślał o Ginny Weasley.
Naprawdę nie sądziła, że miłość ją znajdzie! Przecież się nawet o nią nie upominała! A jednak...
Więc co teraz?
W sobotę wybrali się do Ullapool. Spędzili przyjemnie czas pływając łódką, po czym usiedli w po czym postanowili zjeść coś w porcie. Meggi nie zauważyła obluzowanej deski na trapie i o mało nie wpadła do wody, tylko szybki refleks Harrego uratował ją od kąpieli. Złapał ją w swoje silne ramiona i przytulił do siebie.
-Dziękuję- wyszeptała rumieniąc się.
-Zawsze do usług- uśmiechnął się i ją puścił.
Meg wiedziała, że przepadła. Harry usiadł na jednej z ławek.
-Kochasz ją nadal?- zapytała cicho Meg siadając obok niego i wpatrując się w wodę, nie chciała widzieć jego twarzy, bała się także usłyszeć odpowiedź, ale nie mogła teraz stchórzyć...
-Nie- odparł stanowczo i zmusił kobietę by spojrzała mu w oczy- Od dawna jestem zakochany w tobie.
-Na-naprawdę?- wyjąkała z niedowierzaniem.
-Tak- przyznał i spojrzał na jej usta- Mam nadzieję, że nie zrobię teraz z siebie kretyna- mruknął i pocałował ją delikatnie, poczuł ulgę, gdy nie napotkał oporu, ramiona Meggi znalazły się na jego szyi przyciągając go bliżej.
-Kocham cię- usłyszał jej szept gdy oderwali się od siebie.
-Nigdy masz nie wątpić, że cię kocham- powiedział poważnie zmuszając ją by spojrzała mu w oczy- Wiem co czuję Meggi. Jesteś dla mnie najważniejsza, to ciebie widzę gdy zamykam oczy i właśnie ciebie chcę widzieć gdy je otwieram.
-Romantyczne- uśmiechnęła się lekko- Harry Potter jest romantyczny.
-Tylko dla ciebie- zaśmiał się cicho- Dla ciebie wszystko.
-To działa w obie strony Potter- powiedziała gładząc go po policzku- Kocham cię i jesteś dla mnie najważniejszy. Wiem co czuję Harry.
-Kto wygrał?-Wybraniec zmarszczył czoło i z błyskiem w oku wciągnął ją na swoje kolana.
-Oboje wygraliśmy- zachichotała – Ja pomogłam zapomnieć ci o Ginny, a ty udowodniłeś, że miłość istnieje.
-Zawsze wygrywam Margaret- zawołał i pocałował ją namiętnie.
Minęło półtora roku od ucieczki z Anglii. Harry postanowił poznać wreszcie swoją dziewczynę z najbliższymi.
Meg wynajmowała mieszkanie niedaleko Akademii. Wybraniec widział jej zdenerwowanie, chciała wypaść jak najlepiej przed jego chrzestnym i Remusem.
Sama przygotowała kolację, nie pozwalając Harremu wchodzić do kuchni.
Potter zaśmiał się i wyszedł do miejsca gdzie mieli się zjawić ich goście.
-Harry!- zawołał Syriusz i przytulił go mocno- Jak mogłeś kazać tyle nam czekać na spotkanie?!
-Musieliście trochę potęsknić- zaśmiał się za co oberwał w ramię od Łapy.
-Jak się czuje Tonks?- zapytał gdy powoli ruszyli w stronę mieszkania Meg.
-Dobrze- odparł Remus- Jeszcze kilka dni i Teddy powinien być z nami.
-I oczywiście żałuje, że nie może poznać Meggi- dodał Syriusz i szturchnął Harrego- Jakie kwiaty lubi Margaret?
-Tulipany- odparł od razu Wybraniec.
Huncwoci spojrzeli po sobie i oboje wyczarowali w swoich dłoniach bukiety.
-Lizusy- prychnął Harry rozbawiony i zaprosił ich do środka.
Było jasne, że Meg zrobiła na nich duże wrażenie. Swoją urodą jak i inteligencją.
Gdy kolacja się skończyła i Syriusz z Remusem zaczęli się zbierać , Harry poczuł, że to właściwy moment.
-Chciałbym żebyście chwilę poczekali- poprosił i podszedł do Meg, ta spojrzała na niego z uśmiechem, nie mogąc się powstrzymać pocałował ją namiętnie- Wyjdź za mnie- poprosił i z bijącym sercem czekał na odpowiedź od której zależała reszta jego życia.
Co jeżeli odmówi? Nie wyobrażał sobie życia bez tej blondynki. A ona stała i wpatrywała się w niego wstrzymując oddech.
Tej scenie przypatrywało się dwóch mężczyzn, którzy modlili się w myślach by ten młody mężczyzna stojący przed Meggi wreszcie był szczęśliwy.
-Tak- wyszeptała.
-Tak?- upewnił się Harry, a gdy przytaknęła złapał ją w objęciach i pocałował namiętnie.
Gdy oderwali się od siebie włożył jej na palec pierścionek.
-Gratuluje!- Syriusz pierwszy ruszył z gratulacjami.
-Tonks mnie zabije, że ją to ominęło- mruknął Remus przytulając Meg- Możecie się jej spodziewać za niedługo!
-Zapraszamy- zaśmiała się Meg.
Gdy zostali sami Meg zarzuciła mu ramiona na szyję.
-Umiesz zaskakwiać Potter- wymruczała z ustami przy jego ustach.
-Zapamiętaj to- poradził jej i pocałował namiętnie.
Potem wszystko potoczyło się szybko. Meg jak i Harry chcieli być ze sobą, więc logicznym wyjściem dla nich był ślub. Poczekali do momentu w którym Tonks mogła się aportować. Zostawiła Teddiego ze swoimi rodzicami i zjawiła się na ich ślubie.
Harremu spodobało się w Szkocji więc kupili właśnie tam dom, gdzie po ślubie zamieszkali.
Syriusz odwiedzał ich często, gdy pewnego dnia zjawił się w domu Potterów, Harry podejrzewał, że usłyszy dzisiaj coś poważnego.
-Więc?- zapytał Harry gdy usiedli w salonie , a Meggi zostawiła ich samych.
-Nie wiem od czego zacząć- mruknął Syriusz chowając twarz w dłoniach.
-Nie strasz mnie- zaniepokoił się Wybraniec.
-Zaczęłam się z kimś spotykać- wyznał wstając.
-To dobrze- odparł Harry marszcząc czoło- Ona wie, że się z nią spotykasz?
-Potter wiedz, że gdy jestem zainteresowany jakąś kobietą, ona jest tego świadoma- obruszył się.
-A dowiem się kim ona jest?- zapytał.
-Jest młodsza- powiedział spacerując po pokoju.
-I?- dopytywał harry.
-I Twoją przyjaciółką- wyrzucił z siebie Black.
-Z hermioną?!- wykrzyknął Harry patrząc na mężczyznę z niedowierzaniem- Jak...jak to się stało?
-Bo ja do cholery wiem?!- Syriusz stanął przy oknie i przez chwilę zbierał myśli- Zaczęła wpadać do Tonks by pomagać przy małym, potem zaczęła zostawać na kolacjach, jak wszyscy spali ona siedziała ze mną w bibliotece i rozmawiała...
-Ma koszmary- domyślił się Harry.
-Skąd...
-Miała je już na piątym roku- powiedział Wybraniec stając obok niego- Mało kto wie, że przez pewien czas ja z Ronem spaliśmy na podłodzę  w Pokoju Wspólnym a ona na kanapie. Wtedy pomagało.... Więc... jesteście razem?
-Tak- przytaknął Syriusz i spojrzał na Harrego z powagą- Ona jest... Harry zakochałem się w niej jak szczeniak!
-A ona w tobie- zaśmiał się Harry i wzruszył ramionami- Znam Hermionę, jeżeli zaczyna się z kimś spotykać musi do tej osoby coś czuć. Mam nadzieję, że masz wobec niej poważne zamiary!
-Najpoważniejsze- przyznał Syriusz i westchnął- Ona chce wiedzieć gdzie jesteś.
-Dowie się- Harry spojrzał w stronę kuchni z którego dobiegało podśpiewywanie Meg- Chcę jej przedstawić Meggi, ale jeszcze nie teraz. W pracy mam urwanie głowy, a moja żona nie jest gotowa jeszcze na to spotkanie.
-Czego się obawia?- zaniepokoił się Syriusz..
-Ginny- powiedział Harry krzywiąc się- Musi oswoić się z myślą, że jest dla kogoś najważniejsza.
-Jest dla ciebie idealna, mam nadzieję, że wkrótce wrócicie- odparł.
Harry Potter po trzech latach był gotowy do powrotu. Meggi także chciała wreszcie poznać ludzi, którzy tyle znaczyli dla jej męża.
Jaka okazja byłaby najlepsza? Ślub Hermiony I Syriusza wydawał się idealnym pomysłem.
-Harry!- wykrzyknął zdumiony Syriusz wstając od stołu.
-Udała nam się niespodzianka- zaśmiał się Wybraniec lądując w objęciach swojego ojca chrzestnego.
-Udała?- zapytał Black i spojrzał ponad ramieniem mężczyzny- Meggi! Wyglądasz... promiennie!
-Nie dopytuj- zaznaczył Potter i z uśmiechem patrzył jak jego żona wita się z Łapą.
-To znaczy...
-Wiesz, że jesteś dla mnie jak ojciec?- Harry spoważniał, a gdy Syriusz przytaknął , pociągnął do siebie Meg i pocałował ją w czoło, kładąc rękę na jej płaskim jeszcze brzuchu- To wiedz, że będziesz dziadkiem...
-Harry! Meg!- zawołał i objął ich- Gratuluje! Zaraz wszystkich obudzę i...
-Nie- powstrzymał go Harry dziękując w duchu, że kuchnia od zawsze miała nałożone zaklęcie ciszy- Meggi jest zmęczona podróżą, a ja też dzisiaj nie mam siły na to co się może zdarzyć...
-Hermiona mnie zabije- mruknął Syriusz, ale pokiwał ze zrozumieniem głową- Jutro czeka nas ciężki dzień... – spojrzał na przerażoną minę Meggi- Posłuchaj... ja, jak i Remus i Nimfadora jesteśmy szczęśliwi, że Harry cię poznał i  zmieniłaś jego życie, a inni na pewno tak samo zareagują...
-Po kazaniu Hermiony- dodał Harry.
-Po kazaniu Hermiony- powtórzył rozbawiony Syriusz- Twój pokój jest wolny, więc możecie tam spać.
-Z wielką chęcią- zgodził się Wybraniec i wziął żonę za rękę- Wyśpimy się i stawimy im jutro czoło.
-Nie brzmi to dobrze- wyszeptała kobieta.
Harry westchnął i wziął jej twarz w dłonie, zmuszając by na niego spojrzała.
-Kocham cię Margaret Potter i masz przestać zamartwiać się czymkolwiek- powiedział stanowczo patrząc w jej piękne oczy- Jesteś najlepszą rzeczą jaka mi się w życiu przytrafiła! Zrozumiano?
-Zrozumiano Potter- zaśmiała się i pocałowała go czule.
-Twoi rodzice byliby szczęśliwi- odezwał się Syriusz przypatrując im się.
Harry odpowiedział mu uśmiechem i wraz z Meggi opuścił kuchnię kierując się do sypialni.
-Sądzisz, że zaakceptują mnie?- zapytała blondynka kładąc się obok niego do łóżka.
-Nie będą mieli wyboru- warknął Harry,chcąc przerwać jej czarne myśli- Wszyscy się zmieniliśmy i ułożyliśmy sobie życie Meg.
-Zawsze sobie ciebie wyobrażali z Ginny- mruknęła krzywiąc się- Jutro ją poznam i...
-I masz wtedy pamiętać, że ty jesteś panią Potter i nigdy bym tego nie zmienił- zakończył dyskusję namiętnym pocałunkiem.
-Kocham cię Harry- wyszeptała kładąc głowę na jego ramieniu.
-Ja ciebie też Meggi- odparł i pocałował ją w czubek głowy- Śpij skarbie.

Ranek na  Grimmauld Place 12 zapowiadał się jak każdy inny.
Hermiona zdawała sobie sprawę z tego, że zegar wskazuje dziewiątą rano i na pewno w kuchni znajdują się już prawie wszyscy Weasley’owie jak i Lupinowie, ale tak dobrze leżało jej się w objęciach Syriusza, że nie miała ochoty opuszczać łóżka.
-Zaraz wtargnie tu Molly i każe nam wstawać- zaśmiał się Syriusz przytulając ją mocniej do siebie.
-Nie zdziwiłabym się- odparła Hermiona i ziewnęła- Czemu wczoraj tak późno się położyłeś?- zapytała przecierając oczy- Chyba już zasnęłam..
-Rozmawiałem z Harrym i...- nie dokończył, gdy jego narzeczona gwałtownie usiadła i spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
-Z Harrym?!- krzyknęła- Był tu?!
-Jest- powiedział ze śmiechem Syriusz- Nie chciał wczoraj w nocy robić zamieszania...
-Gdzie on jest?!
-Jest ranek więc może...
-W kuchni?- zapytała siebie samą Hermiona i wybiegła z pokoju w samej koszulce Syriusza która służyła jej do spania.
-Miałem na myśli sypialni-dokończył Syriusz gdy został sam i wstał powoli- Ale to może być ciekawsze...
Hermiona wbiegła do kuchni i rozejrzała się po wszystkich.
Ginny z Molly szykowały śniadanie, bliźniacy grali w eksplodującego durnia, Tonks oparta na ramieniu Remusa przysypiała, Pan Weasley czytał gazetę, a Ron czytał list prawdopodobnie od Levander.
Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni.
-Gdzie jest Harry?- zapytała podekscytowana.
-Harry?- zdziwił się Remus przytulając do siebie Teddego.
-Syriusz powiedział, że Harry wczoraj...- nie dokończyła tylko wybiegła,a  reszta ruszyła za nią.
Ginny po drodzę poprawiła włosy i uśmiechnęła się lekko. Minęły trzy lata, wiedziała już, że z Harrym może być szczęśliwa, czekała na chwilę gdy wróci, a urodziny jego ojca chrzestnego połączone ze ślubem jego przyjaciółki były najlepszą okazją. Jednak uśmiech spełzł z jej ust gdy Hermiona otworzyła gwałtownie drzwi pokoju który od zawsze należał do harrego i spojrzała na łóżko w którym leżał Wybraniec. Pierwsze co rzuciło się w jej oczy to jego szeroka muskularna klatka piersiowa, przez trzy lata zmężniał i zmienił się w prawdziwego mężczyznę, ale co najbardziej zaskoczyło pannę Weasley był fakt, że Harry nie jest sam w łóżku.
-Harry!- krzyknęła Hermiona.
Wybraniec w oka mgnieniu trzymał w ręce różdżkę i celował nią w pannę Granger.
-Miona?- spojrzał na nią zaspanym wzrokiem- Jeszcze pięć minut- mruknął opadając na materac i przyciągnąwszy do siebie Meggi, która się zdążyła obudzić , chciał spać nadal.
-Kochanie mamy gości- mruknęła rumieniąc się.
Harry spojrzał na nią ze słabym uśmieszkiem.
-Wiem- powiedział pewnym głosem- Ale miałem nadzieję, że sobie pójdą.
Usiadł przykrywając po samą szyję Meggi i pocałował ją w czoło.
-Witam- spojrzał na wszystkich.
-Nie przygotowałeś się?- zaśmiał się Syriusz.
-Nie sądziłem, że muszę tu rzucać na pokój zaklęcia ochronne- odparł szczerząc się Wybraniec- Jeżeli pozwolicie, to ubierzemy się i zejdziemy do kuchni, wtedy porozmawiamy- zasugerował i jednym machnięciem różdżki wyrzucił wszystkim za drzwi zatrzaskując je za nimi.
-Nie było to zbyt grzeczne- zachichotała Meg siadając.
-Ale da im trochę do myślenia- odparł przyciągając ją do siebie- Witaj kochanie- powiedział i jak co rano pocałował ją na dzień dobry.
-Witaj- wymruczała i skradła mu następnego całusa.
-Jeżeli będziesz się źle czuła tam na dole, to wystarczy słowo , a wyjdziemy- powiedział poważnie, gdy ubrani wychodzili z pokoju.
-Spokojna głowa Potter- uspokoiła go- Najważniejsze dla mnie jest to, że mnie kochasz.
-I nie zapominaj o tym- zaśmiał się i trzymając się za ręce zeszli do kuchni gdzie wszyscy na nich czekali.
Hermiona zdążyła się przebrać i krążyła niespokojnie po kuchni, co jakiś czas patrząc czujnie na Ginny, która od wejścia siedziała cicho pogrążona w myślach. Cała rodzina Weasley’ów wydawała się nadal trwać w szoku, każdy myślał , że po powrocie Harry i Ginny będą razem , a teraz?
-Harry?- odezwała się widząc jak dwójka nowo przybyłych staje w wejściu.
-Witam Mionka- rozłożył ramiona i już po chwili tulił swoją najlepszą przyjaciółkę.
-Jak mogłeś mnie nie obudzić?- zapytała zła odpychając go po chwili i kładąc ręce na biodrach- Harry Potterze!
-Syriusz mówił, że sen ci jest potrzebny- odparł bez mrugnięcia okiem Wybraniec- Mówił coś o tym, że się starzejesz i...
-Ze względu na Twoich rodziców cię nie zabiję- Syriusz przewrócił oczami i spojrzał na swoją narzeczoną- Hermiono, Harry jak i Meggi byli wczoraj zmęczeni,musieli odpocząć.
-I  mieli rację- odezwała się Tonks ziewając- W soboty się śpi do południa- spojrzała oskarżycielsko na roześmianego Teddiego i podeszła do Meggi- Dobrze was widzieć- powiedziała obejmując młodą kobietę.
-Też się cieszę- Meg uśmiechnęła się promiennie- Teddy nie daje wam spać?- zapytała witając się z Remusem i całując chłopczyka w czoło, na co ten roześmiał się i wyciągnął rączki w jej stronę.
Meggi nie czekając na pozwolenie wzięła go i przytuliła.
-Harry...Harry!- zawołał rozbawiony Syriusz, gdy spostrzegł, że jego chrześniak stoi z głupim uśmieszkiem i wpatruje się w Meggi jak w ósmy cud świata. Nie tylko on to zauważył.
Ginny mocno chwyciła kubek by nie zacząć krzyczeć.
-Co?- zapytał Wybraniec patrząc na Łapę z wysoko uniesioną brwią.
-Czas na prezentację.
-Tak- przytaknął Harry i podszedł do Meggi.
Tonks zabrała jej z rąk chłopca i spojrzała na nich z uśmiechem dodając im odwagi.
-Poznaj Meg- Harry spojrzał na prawo- Molly Weasley wspaniała kobieta, zastępowała mi matkę od początku przyjaźni z Ronem- zaczął, na co rudowłosa kobieta zarumieniła się wzruszona. Przewidywała, że gdy Harry ułożył sobie życie, gdy Syriusz i Remus z pewnością w głosie zapewniali, że jest szczęśliwy. Współczuła tylko Ginny, która miała nadzieję, że Wybraniec za nią zatęskni- To Artur Weasley, pracuje w Ministerstwie i gdy miałem dwanaście lat rozwaliłem z Ronem jego samochód, A to właśnie Ron, obok niego Fred i George, potem Hermiona, którą znasz z moich i Syriusza opowieści, - Harry spojrzał na Ginny, która jako jedyna nie wstała i pogłaskał delikatnie Meg po plecach- A to Ginny siostra Rona.- dokończył prezentację i zobaczył w oczach rudowłosej podejrzany błysk.
-Jego była dziewczyna- odezwała się słodkim głosem wstając i podchodząc do Meg- Opowiadał ci o mnie?
Margaret wiedziała, że rudowłosa jest wściekła, wiedziała także, że to ona jest najważniejsza dla Harrego, a nie dziewczyna stojąca naprzeciwko niej, więc uśmiechnęła się szczerze.
-Nie mamy przed sobą żadnych sekretów- powiedziała – Więc tak opowiadał.
-Ginny...- odezwała się Pani Weasley obawiając się co jej córka wymyśli.
Harry natomiast zmrużył oczy i był gotowy zareagować w chwili w której Meg będzie zagrożona.
-Chcę tylko dokonać odpowiedniej prezentacji mamo- uspokoiła ją Ginny i znów zwróciła się do Meg- Pewnie ci powiedział, że mi się oświadczył...
-Teraz już przesadzasz Gin- wtrącił się Ron. Wiedział, że jego siostra chce zranić tą kobietę, choć nic jej nie zrobiła, oprócz pojawienia się w życiu Harrego.
-Wiem o tym- odparła Meggi i mając dość tej dziewczyny pocałowała Harrego w policzek i spojrzała na rudowłosą- W sumie powinnam ci podziękować, że mu odmówiłaś, dzięki czemu Harry pojawił się w Akademii Aurorów i w moim życiu.
-Jak słodko- parsknęła Ginny krzywiąc się- Na jak długo?
-Na zawsze- odpowiedział w tej chwili harry i spojrzał na Weasley’ówne z dozą wyższości.
Szanował całą rodzinę rudzielców, był im wdzięczny za wsparcie i miłość, ale nie pozwoli by Ginny odzywała się w ten sposób do Meg. Nie mógł sobie wyobrazić, że rudowłosa tak się zachowa, sądził, że czas przez który się nie widzieli nie zmieni jej aż tak, niestety się mylił.
-Na zawsze?- zapytała Hermiona i przypatrzyła się im uważnie,w  końcu jej wzrok spoczął na dłoni Harrego , która obejmowała brzuch kobiety.
-Dziecko?- Ginny wyglądała na oszołomioną- Złapała cię na dziecko? To wiele wyjaśnia.
-Skończ to Ginewro- warknął Syriusz i spojrzał na nią nie kryjąc wściekłości- Nie masz prawa...
-Nikt mnie nie złapał na dziecko – tym razem Harry zabrał głos cedząc słowa przez zaciśnięte zęby, tłumiąc wściekłość. Wszyscy zgromadzeni w Kuchni mogli właśnie w tej chwili dokładnie zauważyć jak zmienił się Wybraniec, nie tylko z wyglądu, lecz także z zachowania. Nie był już potulnym i grzecznym chłopcem, który nikogo nie chciał urazić, był mężczyzną którego czyny mówiły same za siebie. Pokonał Voldemorta, a później został najlepszym Aurorem w całym kraju, nic więc dziwnego, że nie pozwalał Ginny na obrażanie kobiety którą trzymał w ramionach- Chcieliśmy tego dziecka, więc radzę ci zapamiętać , żeby nie obrażać mojej żony, zrozumiano?
-Żony?- wyszeptała wstrząśnięta Hermiona.
-Żony- przytaknął Harry i spojrzał z uśmiechem na Meggi , a gdy upewnił się, że nic nie jest w stanie wytrącić jej z równowagi kontynuował – Ginewro odrzuciłaś mnie, więc niedorzeczne jest teraz twoje zachowanie.
-Szybko się pocieszyłeś- warknęła.
-Zajęło mi to rok- przyznał- Ale gdy już poznałem Meg , nie miałem zamiaru czekać.
-Dałeś  jej dwie minuty- zaśmiała się Tonks.
-To jak na niego dużo- dodał Remus ze śmiechem.
-Te dwie minuty przeznaczyłam na moją odpowiedź- Meggi spojrzała na męża- W chwili w której powiedział, że mnie kocha, wiedziałam, że nie mogę go stracić.
-Masz swojego Chłopca który przeżył- prychnęła Ginny wychodząc.
-Harry...- zaczęła Pani Weasley blada na twarzy- Przepraszam za nią.
-Nie jest to Pani wina- uśmiechnął się uspokajająco.
-Może gdybyś z nią porozmawiał- zasugerowała cicho Hermiona.
-Jeżeli myślisz, że pobiegnę za nią i zostawię żonę, żeby porozmawiać  z Ginny to się mylisz- powiedział stanowczo Harry- Nie jestem jej nic winien, wybaczcie jeżeli sądziliście, że mój powrót będzie wyglądał inaczej..
-Zmieniłeś się stary- mruknął Ron i potrząsnął głową- Chyba na lepsze.
-Napewno- dodał Syriusz i gwizdnął- Dziś koniec z Potterami! Ja i ta oto niewiasta jesteśmy najważniejsi- powiedział wskazując na Hermionę, która wzniosła oczy ku górze i prychnęła, po czym podeszła do Meggi i wyciągnęła w jej kierunku rękę.
-Miło mi Cię poznać- powiedziała z uśmiechem.
-Mi Ciebie też- odparła Meg czując, że pierwsze lody zostały stopione.
Harry spojrzał na Hermionę i zauważył łzy zbierające się w kącikach jej oczu. Syriusz szeptał jej coś do ucha, próbując ją uspokoić.
-Muszę porozmawiać z Mioną- powiedział cicho Meggi.
-Też tak sądzę- przyznała kobieta i skinęła głową.
Harry pocałował ją szybko, podszedł do przyjaciółki i wziąwszy za rękę zaprowadził do biblioteki..
-Ja....- Hermiona opadła na kanapę – Zaskoczyłeś mnie Harry... dlaczego mi nie powiedziałeś? Dlaczego Syriusz mi nie powiedział!
-Obiecał- odparł Harry chowając ręce do kieszeni spodni- A ja? Najpierw nie szukałem kontaktu z nikim z was, bo to za bardzo bolało, nie chciałem myśleć o Gin i wszystkim..., a potem gdy Meg pojawiła się w moim życiu- uśmiechnął się na myśl o żonie- Hermiono ja naprawdę chciałem podzielić się z wami moim szczęściem, ale nie wiedziałem jak wrócić i ..- wzruszył ramionami.
-Rozumiem- westchnęła była gryfonka- Naprawdę kibicowałam wam... tobie i Ginny, ale dobrze się stało, że...- Hermiona się zarumieniła i uciekła wzrokiem.
-Co się stało?- zapytał Harry mrużąc oczy- Ukrywasz coś!
Kobieta westchnęła i spojrzała na niego poważnie.
-Gdy wyjechałeś Gin cieszyła się życiem- Hermiona spojrzała na swoje ręce- Nasze kontakty się rozluźniły, miała też na to wpływ niechęć Ginny do Syriusza, gdy dowiedziała się o naszym związku.
-Łapa nic mi o tym nie mówił.
-Bo nie wiedział- Hermiona zamyśliła się- Nie chciałam żeby się martwił, a Gin... miała swoje życie i rzadko na siebie wpadałyśmy.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że ty i Syriusz- Harry zaśmiał się kręcąc głową.
-A ja, że ożeniłeś się i będziesz miał dziecko- odgryzła mu się Hermiona, chciała coś jeszcze dodać gdy do środka niepewnie zaglądnął Ron.
-Mogę się przyłączyć?- zapytał patrząc na nich z niepokojem.
-Pewnie- zgodził się Harry i w trójkę usiedli i spojrzeli na siebie.
-Trochę czasu minęło od ostatniego spotkania- mruknął Ron.
-Gratuluje ślubu i syna- powiedział Harry patrząc na rudzielca.
-Dzięki stary- Ron wyszczerzył się w uśmiechu- Lav i Hugo są wspaniali- powiedział i spoważniał- Mam nadzieję, że nie przejmujesz się Ginny- wyciągnął rękę by nikt mu nie przeszkodził- Moi rodzice przeprosili już Twoją żonę, mam więc nadzieję, że nie czuje się niekomfortowo. Ginny musi ułożyć sobie życie i musi nauczyć się, że nie wszystko się jej należy.
-Mówisz tak... mądrze- zaśmiała się Hermiona.
-Ojcostwo postarza człowieka- zażartował Ron- I widocznie wbija trochę oleju do głowy.
Cała trójka wybuchnęła śmiechem, każdy z nich właśnie w tamtej chwili poczuł się tak jak kilka lat temu, gdy po lekcjach siedzieli w Pokoju wspólnym, bądź nad jeziorem i po prostu cieszyli się swoim towarzystwem.
-Hermiono teraz najważniejsze pytanie- odezwał się po  chwili Harry- Jak się czujesz jako przyszła Pani Black?
-Wspaniale- odparła była gryfonka- Nie mogę doczekać się jutrzejszej ceremonii!
-Dzieciaki skończcie gadać i chodźcie na śniadanie!- usłyszeli głos Syriusza.
-Czy on mnie nazwał dzieciakiem?- oburzyła się Hermiona i wyszła, by po chwili Harry z Ronem mogli usłyszeć kazanie jakie otrzymał Syriusz od narzeczonej.
-Oni są siebie warci- zaśmiał się ron.
-Też tak uważam- przyznał Harry i westchnął przeczesując rękami włosy-  Ron..
-Wiem co chcesz powiedzieć – przerwał mu rudzielec- Inaczej wyobrażaliśmy sobie życie po wojnie, ja miałem być z Hermioną, ty z Ginny, ale ....- tu się cicho roześmiał- Lavender jest wspaniała, dała mi syna, a ja z Hermioną jesteśmy przyjaciółmi, ona związała się z Syriuszem... wolę nie opowiadać jak do tego doszło, zapewne Łapa ci opowiedział- odetchnął z ulgą, gdy Harry przytaknął- Ty jesteś żonaty i będziesz ojcem... nie wracajmy do przeszłości...-odetchnął głęboko- Podejrzewam... wiem, że martwiłeś się jak moi rodzice i my zareagujemy na nowości w twoim życiu, ale o to możesz być spokojny! Gin jest moją siostrą i kocham ją, ale sama dokonała wyboru, więc nie masz powodu... no wiesz- wstał i machnął ręką- Nie ma rozmowy stary! Cieszmy się i świętujmy, że nasza Hermiona wychodzi za mąż i...
-I?- zapytał Harry.
-I chodźmy na śniadanie bo jestem strasznie głodny!- zawołał rudzielec ,i jak na potwierdzenie tych  słów zaburczało mu w brzuchu.
Gdy znaleźli się w kuchni, wszyscy siedzieli przy stole i jedli śniadanie, Harry zajął wolne miejce obok Meg i podkradł jej z talerza kanapkę.
-To moje!- zaśmiała się szturchając go w bok.
-Co twoje, to i moje- przypomniał puszczając do niej oczko i wgryzł się z uśmiechem w kanapkę, po czym komicznie się skrzywił- Meg! Z czym ona jest?!
Kobieta uśmiechnęła się promiennie i pogłaskała go po głowie.
-Z masłem orzechowym, dżemem, sałatą, szynką, ogórkiem i cebulą- wyliczyła, a większość mężczyzn przy stole skrzywiła się.
-Jak można coś takiego jeść- mruknął Ron otrzepując się – W sumie Lav gdy chodziła z Hugo w ciąży, jadła śledzie z lodami malinowymi, więc...
-Twoja matka jadła przy tobie na śniadanie, obiad i kolację korniszony z płatkami- przypomniał sobie Artur Weasley- W ciąży z bliźniakami...
-Jadłam tylko rzeczy na literę D- dopowiedziała Pani Weasley.
-Kobiety w ciąży mają swoje własne smaki- zakończyła rozmowę Tonks wzruszając ramionami- Ja jadłam wszystko co miałam po ręką, nie ważne która była godzina, a gdy już mówię o godzinie, o której mają być Twoi rodzice Hermiono?
-O szesnastej- odparła przyszła Pani Black i spojrzała na narzeczonego- Trzeba im przygotować pokój.
-Zrobione- uśmiechnął się dumnie- Pokój obok sypialni Harrego jest gotowy.
Hermiona pocałowała go z radością w policzek.
-Remus ci przypomniał?- zapytała po chwili z błyskiem w oczach.
-Ja...- Syriusz najpierw się oburzył, następnie wzruszył ramionami i westchnął- Tak.
Na co wszyscy się roześmiali.

Wieczorem rodzina Weasley’ów wróciła do Nory, przybyli państwo Grangerowie, więc Harry korzystając z czasu w którym bez przeszkód można było wyjść z domu, zabrał Meggi na wycieczkę do Hogwartu. Za zgodą Dumbledora mógł pokazać żonie miejsce w którym przeżył przygody i które uważał za swój dom.
-Tu jest wspaniale Harry!-wykrzyknęła Meggi z uśmiechem.
-Też tak uważam- odparł i zaprowadził ją do chatki stojącej w pobliżu szkoły.
-Tu mieszka Hagrid?- zapytała domyślając się, z kim jej mąż chciałby się przywitać.
-Tak- przytaknął i zapukał, gdy to zrobił ze środka było słyszeć ujadanie psa- Kieł- mruknął z uśmiechem.
-Już, już- usłyszeli tubalny głos i po chwili drzwi się otworzyły i stanął przed nimi Hagrid- Kim...- zaczął , ale spojrzawszy na Harrego jeszcze raz , otworzył szerzej drzwi- Cholibka! Harry! Nie poznałem cię! Wchodźcie! Gdzieś się podziewał przez tyle czasu?
-Zostałem Aurorem- odparł zwięźle Harry, wiedząc, że na dłuższe opowieści będzie jeszcz czas- Wróciliśmy wczoraj, a chciałem ci przedstawić Meggi... moją żonę.
-Toś mnie zaskoczył- mruknął półolbrzym i potrząsnął ręką młodej kobiety- Miło cię poznać!
-Nawzajem- odparła Meg z uśmiechem.
-Siadajcie!- zawołał i odsunął z kanapy Kła by mogli usiąść- Zaparzę herbatę! Miałem też tutaj ciastka co żem wziął od Molly... cholibka takie zaskoczenie!
-Nie kłopocz się Hagridzie- przerwał mu Harry- Chciałem ci przedstawić Meg i musimy wracać do Syriusza. Spotkamy się jutro na ślubie.
-Och tak! Nadal nie mogę uwierzyć, że Hermiona i Syriusz- zaśmiał się- Jakbyście widzieli co nasz drogi Syriusz musiał zrobić, żeby Hermiona wyszła z mojej chaty- machnął ręką- Ale pewnie Syriusz ci już o tym opowiadał.
-Coś wspominał- mruknął Harry powstrzymując śmiech.
-Ja żem wtedy był skołowany!- huknął ze śmiechem Hagrid- Hermiona nie chciała wyjść, Syriusz chciał wyważyć drzwi...
-Romantycznie- zaśmiała się Meggi.
-Ja też byłem romantyczny- przypomniał Harry i pocałował ją delikatnie, po czym pożegnali się z Hagridem i wrócili do domu na Grimmauld Place.
Hermiona gdy tylko ich ujrzała w drzwiach wybuchnęła płaczem.
-To nie wróży nic dobrego- mruknął Harry.
Syriusz wpadł na korytarz i spojrzał na narzeczoną zaniepokojony, a za nim weszli jej rodzice.
-Co się stało?- zapytał Łapa patrząc na nią uważnie- Mówiłem, żebyś sama nie próbowała remontować nic w tym domu! Wszędzie można napotkać klątwy, które moja irytująca matka nałożyła na chyba każdy mebel w tym cholernym domu!
-Nic nie zrobiłaam- załkała wtulając się w ramię swojej mamy.
-Więc co się stało?- zapytała Pani Granger.
Hermiona chciała odpowiedzieć, gdy właśnie w tym momencie przez kominek wypadł Ron, a za nim Lavender, która podeszła do Hermiony i poklepała ją lekko po plecach.
-Poradzimy sobie bez niej- odezwała się pocieszająco blondynka.
-O czym wy mówicie?- zapytał Harry, ale podejrzewał jaką odpowiedź usłyszy.
-Ginny odmówiła obecności na ślubie- mruknął Ron, opierając się o ścianę i chowając twarz w dłonie- Mama próbuje przemówić jej do rozumu.
-To moja wina- wyszeptała Meggi patrząc ze współczuciem na Hermionę.
- Nie twoja!- wykrzyknęła przyszła panna młoda.
-Mam tej sytuacji dość- warknął Harry i spojrzał na żonę uważnie- Załatwię to raz na zawsze.
-Nie rób nic pod wpływem emocji- poprosiła gładząc go uspokajająco po szerokiej piersi.
-Postaram się- obiecał i za pomocą sieci Fiu przeniósł się do Nory.
Gdy znalazł się w kuchni, ujrzał Ginny i Molly, obie stały w przeciwległych końcach pomieszczenia i patrzyły na siebie oskarżycielsko.
-Przepraszam, Pani Weasley, ale muszę porozmawiać z Ginewrą- powiedział Harry głosem ociekającym jadem, obie kobiety wzdrygnęły się widząc wściekłość Wybrańca.
Gdy zostali sami Harry usiadł przy stole i odetchnął próbując się uspokoić.
-Wyjaśnijmy sobie coś – zaczął zmęczonym głosem- Nie mam zamiaru przepraszać, więc jeżeli to chciałaś osiągnąć swoim dziecinnym zachowaniem to ci nie wyszło- spojrzał na rudowłosą i wskazał krzesło naprzeciwko- Siadaj!- Ginny pierwszy raz słyszała taki ton u Harrego, brzmiał jak ktoś kto nie zawaha się użyć siły, więc spełniła polecenie- Odrzuciłaś mnie...
-Miałam tylko siedemnaście lat!- krzyknęła wstając, lecz widząc jego nieruchomą sylwetkę opadała z powrotem- Mogłeś dać mi trochę czasu.
-Mogłaś o niego poprosić- odparł zakładając ręce na piersi- Jak sobie przypominam to zerwałaś ze mną definitywnie.
-Byłam zła- prychnęła.
-A ja załamany- powiedział wzruszając ramionami- Wybrałaś życie beze mnie co było trudne do przełknięcia, więc wyjechałem, dałem ci wolność której chciałaś.
-Myliłam się- powiedziała cicho patrząc na swoje dłonie.
-Ginny- Harry oparł się łokciami o stół i spojrzał na nią poważnie- Nie kochasz mnie, wtedy też mnie nie kochałaś, a ja ciebie. Oboje pomyliliśmy to z zauroczeniem. Czas zapomnieć o przeszłości.
-Nie wiem czy umiem- wyznała , a w jej oczach pojawiły się łzy- Wiem, że mogłam napisać, ale myślałam... byłam zagubiona, po wojnie wszystko miało być  łatwe i bezproblemowe!
-Niestety tak nigdy nie jest- mruknął Harry- Każdy z nas inaczej przeżył ostatnie lata, ja poznałem Margaret i wierz mi Ginny , to wcale nie wyglądało tak, że od razu po wyjeździe się z nią związałem. Przez rok prawie z nikim nie rozmawiałem, Meg nie miała ze mną łatwo.
A teraz przez złość na mnie , niszczysz ślub swojej przyjaciółki... wiem , że wasze relację nie są takie jak kiedyś, ale Hermiona dla nas wszystkich zawsze była oparciem i zasługuje na wszystko co najlepsze.
-Byłam wściekła- przyznała ze skruchą- I przestraszyłam się...
-Czego?- zdziwił się Potter marszcząc czoło.
-Że twoja żona zajmie moje miejsce- zarumieniła się- Tonks ją widocznie uwielbia, Hermiona na pewno się z nią zaprzyjaźni, moi bracia są nią oczarowani, nawet moi rodzice!
-Meg nie ma zamiaru zajmować twojego miejsca- powiedział Harry- Myślisz, że łatwo było jej ze mną się zjawić i z uśmiechem wejść do domu Syriusza, w którym znajdują się ludzie, którzy niekoniecznie muszą ją polubić? Do tego moja była dziewczyna, której notabene się oświadczyłem?
-Nie pomyślałam o tym- skrzywiła się.
-Więc zrób to teraz- poradził wstając i teleportował się na Grimmauld Place.
Hermiona siedziała na kanapie przytulając się do Syriusza, Lavender rozmawiała z Meggi i Ronem.
Harry stanął w drzwiach i w tym momencie obok niego pojawiła się Ginny.
Wymieniła z nim szybkie spojrzenie po czym chrząknęła chcąc by wszyscy zwrócili na nią uwagę.
-Hermiono...- zaczęła , a widząc wściekłe spojrzenie Syriusza uśmiechnęła się uspokajająco- Przepraszam... jeżeli nadal chcesz żebym była twoją druhną, to z radością nią będę- Hermiona skinęła głową ocierając łzy, gdy rudowłosa podeszła do Meggi, na co Wybraniec wyprostował się- Chcę cię przeprosić- powiedziała Ginny spuszczając głowę- Nie miałam prawa cię tak potraktować.
-Nie szkodzi- odparła Meg – Rozumiem.
Ginny podrapała się po głowie i rozejrzała.
-Najlepiej już pójdę, bo na pewno mama będzie chciała parę słów mi powiedzieć- wzruszyła ramionami- Ale mnie nie zabije, jeżeli jutro mam być druhną- puściła oczko do Hermiony która się cicho roześmiała i zniknęła z cichym trzaskiem.
-Harry Potterze!- wykrzyknęła Hermiona i rzuciła mu się na szyję- Dziękuję!
-Umiesz wszystko naprawić- zaśmiał się Ron,
-Możecie wybudować mi pomnik- zażartował po czym walnął się w czoło- A czekajcie! Przecież już jeden stoi w Ministerstwie!
-Skromny jak zawsze- odezwała się Meg podchodząc do niego.
Harry wyszczerzył się szeroko i przytulił ją mocno. Chyba już nic nie zepsuje ślubu jego najlepszej przyjaciółki.
W niedzielny poranek wszyscy domownicy siedzieli w kuchni jedząc wspólnie śniadanie, po którym Hermiona wraz z Tonks i Panią Granger przenieść się do Nory.
Meg z radością w tym czasie zajęła się Teddym, który jak na prawie dwuletnie dziecko przystało chciał wszystko zobaczyć i wszystkiego spróbować.
-Myślisz, że nasz syn też będzie miał tyle energii?- zapytał Harry łapiąc chłopca na ręce gdy ten zmęczony gonitwą po domu położył się na dywanie.
-A czemu nie córka?- zaśmiała się Meg i usiadła na kanapie. Wybraniec włożył Teddiego do łóżeczka które stało przy ścianie i zajął miejsce obok żony.
-Córka- powtórzył z uśmiechem.
-Zobaczymy co przyniesie nam los- zakończyła temat z uśmiechem.
-Cieszę się, że tutaj jesteśmy- odezwał się harry przyciągając ją do siebie i przymknął oczy.
-Ja też- przyznała wtulając się w jego ramię- Czemu nie jesteś z Syriuszem i resztą?
-Dziwnie oglądać spanikowanego Łape- Harry złożył na jej czole pocałunek po czym niechętnie wstał- Ale cóż... potem będę mógł się śmiać z jego nerwów!
-Sam nie byłeś lepszy- przypomniała.
-Ale ja byłem genialny i nie dałem ci czasu na zorganizowanie ślubu- posłał jej zadziorne spojrzenie.
-Geniusz- zakpiła i rzuciła w niego poduszką.
-Twój geniusz- powiedział i wyszedł.
Meg ubrała niebieską sukienkę, która sięgała jej do kostek i opinała jej zgrabne ciało.
-Wyglądasz pięknie- wyszeptał Harry gdy tylko ją zobaczył.
-Ostatni moment- zaśmiała się poprawiając mu krawat. Wszyscy będą ubrani w stroje wizytowe mugoli ze względu na rodzinę hermiony- Za miesiąc lub dwa już w nią nie wejdę.
-Nadal będziesz piękna- zamruczał jej do ucha i już chciał pocałować gdy w pokoju pojawił się patronus w kształcie wiewiórki.
-Hermiona chcę cię widzieć- usłyszał głos Lavender.
-Idź- ponagliła go Meggi.
Gdy Harry przeniósł się do Nory przystanął przy kominku chcąc przyzwyczaić się do rozgardiaszu jaki tu panował.
-U Syriusza jest spokojniej- powiedział gdy ujrzał Fleur.
-Tam nie mieć tyle kobiet-prychnęła francuska- Wiedzieć, że piją tam alkohol!
-Ale jest spokojniej!- podkreślił Harry wznosząc oczy do góry.
-Hermiona czeka w pokoju Żeniewiew- usłyszał, więc ruszył schodami na górę.
Gdy wszedł ujrzał Hermionę w białej sukni.
-Wyglądasz nieziemsko- przyznał z uśmiechem.
Hermiona zarumieniła się i przeczesała misternie ułożone włosy.
-Myślisz, że Syriuszowi się spodoba?- zaniepokoiła się.
-Spodobałabyś mu się w starym worku- uspokoił ją- Pomóc ci w czymś?
-Harry... bo ja zapomniałam- powiedziała zmieszana bawiąc się rąbkiem sukienki.
-O czym?
-O tradycji czarodziejskiej- odparła i pokręciła zirytowana głową- Skąd mogłam wiedzieć? Przecież byłam tylko na weselach Billa i Rona! Nie pamiętałam, że najbliżsi muszą napisać przemowę...
-To znaczy?- zmarszczył czoło.
-Ty i Ron zawsze byliście dla mnie najbliżsi- wyznała cicho spuszczając głowę.
-Mam przemówić na twoim ślubie?- chciał się upewnić poluzowując krawat.
-Ja wiem, że nie lubisz publicznych wystąpień...
-Dla ciebie  wszystko- przerwał jej i pogłaskał delikatnie po ramieniu.
-Dziękuję!- wykrzyknęła i rzuciła mu się na szyję- Ron też się zgodził!
-Harry uciekaj stąd!- Pani Weasley wraz z mamą Panny młodej wygoniła go z sypialni.
Lavender z Ginny ubrane w takie same sukienki stanęły przed nim z poważnymi wyrazami twarzy.
-Przypilnuj ich Harry- rozkazała Lavender – Żałuje, że zostawiłam Hugona u moich rodziców! Inaczej Ron by się przy nim pilnował!
-Nie mogą za dużo wypić- przypomniała mu Ginny i obie weszły do pokoju w którym znajdowała się hermiona.
Harry przeniósł się z powrotem na  Grimmauld Place 12.
Gdy wszedł do salonu roześmiał się na widok wszystkich mężczyzn siedzący z obrażonymi minami.
-Co się stało?- zapytał rozbawiony.
-Twoja żona- mruknął Fred.
-Ja muszę się napić!- jęknął Ron- Na trzeźwo nie będzie przemowy!
-W dzień własnego ślubu został mi odebrany mój własny trzydziestoletni alkohol!- oburzył się Syriusz.
-Teddy spędza czas z babcią- dołączył się Remus- Jedyna okazja do wypicia trzydziestoletniej whisky!
-Wasze dziewczyny, narzeczone i żony na pewno by się ucieszyły gdyby zobaczyły was pijanych na ślubie!- Harry usłyszał kpiący głos żony dobiegający z drugiego pokoju- Radzę wam się szykować!
Meg weszła do salonu i na widok męża uśmiechnęła się uroczo.
-Cześć- powiedziała.
-Ona wcale nie jest taka słodka- poskarżył się Bill.
-Znam jej możliwości- zaśmiał się Harry- Jak i cała Akademia. A teraz panowie moja żona ma rację, jeżeli jesteście gotowi , to ruszajmy do Nory. Czas Cię ożenić Łapo!
-To na co czekamy?!- zawołał mężczyzna i jako pierwszy skorzystał z sieci fiu.
Gdy zostali sami Meg spojrzała na Harrego.
-Podobno masz wygłosić przemówienie- powiedziała strzepując z marynarki niewidzialny paproch.
-Mam jeszcze trochę czasu, żeby coś wymyślić- pocieszył sam siebie.
Lecz nie zdawał sobie sprawy, jak czas szybko biegnie.
Ceremonia choć wzruszająca trwała krótko. Ani się obejrzał znajdowali się w Namiocie weselnym i nadeszła pora przemówień.
Harry z Ronem spojrzeli po sobie i w tym właśnie momencie wpadli na genialny plan.
-Witam.. Witamy- Wybraniec wskazał na przyjaciela- Na weselu Syriusza i...
-I naszej Hermiony- dokończył Ron a widząc uniesioną brew Syriusza wzruszył ramionami- Wybacz Łapo, ale to my znamy ją najdłużej.
-I to z nami wpadała w kłopoty- powiedział Harry, po czym spoważniał- Chyba o tym, że na każdym roku lądowaliśmy w gabinecie dyrektora nie powinienem wspominać.
-Spokojnie- pocieszył go Ron- Nie powiedziałeś, że łamaliśmy szkolne przepisy, ignorowaliśmy zakazy nauczycieli i w sumie kilka razy zdarzyło nam się złamać prawo...
-Ale to nie była nasza wina!- oburzył się zabawnie Harry- To Hermiona...
-Właśnie to ona!- przytaknął Ron- Zawsze chciała dobrze postępować, więc ....oczywiście za każdym razem musieliśmy jej pomagać!
-Tak!- Harry pokiwał głową- Czy wyobrażają nas sobie Państwo łamiących własnowolnie jakiś przepis?
-Byliśmy zawsze uczynni i grzeczni!- zawołał rudzielec.
-A ona?!- Harry wskazał na roześmianą Hermionę- Ta...kurde Ron jak mamy to wytłumaczyć?
-Myślisz, że ktoś nam uwierzy, że ta niewinnie wyglądająca kobieta, znaczy nasza Hermiona jest zdolna do tego wszystkiego?
-Oczywiście, bo czy nasze oczy mogą kłamać?- zapytali w tym samym momencie patrząc na wszystkich maślanymi oczami.
Wszyscy goście wybuchnęli śmiechem i zaczęli bić brawo.
-A tak poważnie- odchrząknął Ron.
-Syriuszu jesteś moim ojcem chrzestnym i kocham cię jak ojca, lecz...
-Jeżeli skrzywdzisz naszą Hermionę...
- Jeżeli zobaczymy w jej oczach łzy smutku...
-Jeżeli się nam poskarży...
-Jeżeli my się jej poskarżymy...
-Będziesz miał doczynienia z nami...w  wielu też przypadkach..
-Z całą Złotą Trójcą!- dokończyli i wznieśli kieliszki do góry.
-Za Hermionę i Syriusza!
- Za Hermionę i Syriusza!- powtórzyli wszyscy, a panna młoda podbiegła do przyjaciół i płacząc przytuliła ich mocno.
-Dziękuję chłopaki-wyszeptała.
-Przyjemność po naszej stronie- odparł Ron, a Harry z uśmiechem przytaknął.
Wesele trwało już kilka godzin gdy Meggi znalazła się w ramionach męża.
-Jak się bawisz?- zapytał całując ją lekko.
-Wspaniale- odparła wtulając się w jego ramię- A ty?
-Nasz ślub był lepszy- wyszeptał jej do ucha i uśmiechnął się szatańsko.
-Dlaczego tak sądzisz?- spróbowała przygładzić jego włosy.
-Dlatego, że wtedy zostałaś na zawsze moja- odpowiedział poważnie.
Meg spojrzała na niego ze wzuszeniem.
-Kochanie- zbliżyła swoje usta do jego- Byłam Twoja już przy pierwszym naszym spotkaniu.
Harry Potter musiał wyjechać do Akademii aby odnaleźć tam szczęście.
Margaret była dla niego całym światem, tak jak mała Lily i Thomas ich dwójka dzieci.