środa, 19 lipca 2017

Przyjaciele

Niezbetowana!
Poszukuje bety :) Ktoś chętny?



Hermiona zaśmiała się widząc córeczkę raczkującą po dywanie i gaworzącą wesoło.
Uwielbiała momenty w którym mogła bez obaw myśleć o szczęśliwej przyszłości swojej rodziny.
Wojna była już tylko bolesnym wspomnieniem, rzadko pozwala sobie wracać wspomnieniami do tamtych chwil, oraz do zdarzenia które rozegrało się po wygranej bitwie.
Właśnie kilka godzin później postanowiła zacząć myśleć o swoim szczęściu, a nie o innych, o ich pomysłach na jej życie, ich wyborach oraz pouczeniach.
W chwili gdy Harry pokonał Voldemorta, w chwili gdy poczuła jak wielki ciężar spada jej z ramion, gdy zdała sobie sprawę, że nic już nie zagraża ludziom których kocha, że wreszcie może wybrać drogę która zaprowadzi ją do szczęścia.
Więc wybrała i nie żałowała tej decyzji .... tylko czasami gdy leżała w nocy w ramionach męża zastanawiała się, czy gdyby napisała do swoich byłych przyjaciół, czy gdyby chociaż chciała im opowiedzieć w liście co u niej słychać, gdyby chciała ich przytulić i dowiedzieć się czy są tak jak ona szczęśliwi. Ale zawsze gdy siadała przy biurku i zaczynała przelewać swoje myśli na papier ogarniał ją strach, że nie da się naprawić ich relacji, nigdy też nie dostała od nich żadnego listu, ani nawet kartki świątecznej.
Gdy zaczęła naukę w Hogwarcie, zaprzyjaźniła się z Harrym i Ronem była pewna, że zawsze będą razem, że choć każde wybierze inną ścieżkę, będą mieć siebie i swoje wsparcie.
Rzeczywistość okazała się brutalna...
-Gaga- Hermiona podeszła do córeczki i wzięła ją na ręce.
-Tatuś zaraz przyjdzie- powiedziała i pocałowała ją w policzek, na co dziewczynka się zaśmiała- Moje słoneczko- wyszeptała przytulając ją do siebie.
Gdy usłyszała pukanie do drzwi, ruszyła otworzyć.
Od trzech dni byli w domku na plaży, gdzie w trójkę spędzali wakacje.
Aż trzy dni jej mąż wytrzymał bez pracy... więc w nagrodę otrzymał sześć godzin możliwości powrotu do biura.
-Dzień dobry – odezwała się blondynka stojąca na ganku i patrząca na nią nieśmiało.
-Dzień dobry- odparła Hermiona – W czym mogę pomóc?
-Hermiona Granger- upewniła się dziewczyna, a gdy była gryfonka przytaknęła blondynka uśmiechnęła się promiennie- Mam na imię Emma.
-Miło mi- Hermiona zmarszczyła czoło- Wiem, że mój mąż nałożył na to miejsce zabezpieczenia, więc w jaki sposób udało ci się je ominąć?
-Draco powiedział mi jak mam to zrobić – przyznała rumieniąc się.
-Więc znasz fretke- mruknęła Hermiona- Więc...
-Chcę żebyś pogodziła się z Harrym i Ronem- powiedziała szybko.
-Skąd ... o czym ty mówisz?- Hermiona spojrzała na nią zaskoczona- Wejdź.
Gdy znalazły się w salonie, Hermiona wskazała Emmie miejsce,  a córeczkę posadziła na podłodze.
-Wiem, że dla ciebie to szok, nie wiesz czemu tu jestem i...
-Harry i Ron cię przysłali? Skąd ich znasz? Skąd znasz Dracona?- zaczęła pytać Hermiona.
-Jestem Emma... Emma Potter- przedstawiła się ponownie- Wyszłam za Harrego ponad rok temu.
-Naprawdę?!- wykrzyknęła Hermiona- Jest szczęśliwy? A Ron? Czy...
-Oni nie wiedzą, że tu jestem-  przyznała Emma- Wiem co wydarzyło się po wygranej  bitwie, Harry przyznał co powiedział, Ron też dodał swoje i wyszło jak wyszło, ale oni za tobą tęsknią, chcą żebyś była znów w ich życiu!
-Więc dlaczego ich tu nie ma?
-Bo są cholernie uparci- prychnęła Emma.
-Jak poznałaś Harrego?- zapytała Hermiona zaciekawiona.
-Na szkoleniu Aurorów- wyjaśniła- Jestem uzdrowicielką, więc na tych szkoleniach mam dużo pracy, a Harry jak na złość nie przejmował się swoim życiem...
-Co masz na myśli?- Hermiona spoważniała.
-Ryzykował jakby nic już się w jego życiu nie liczyło- powiedziała cicho Emma- To było jego odreagowanie tych wszystkich lat.
-Za mało było mu adrenaliny?!- krzyknęła była gryfonka.
-Każdy przeżywał inaczej koniec wojny- wytłumaczyła- Weź pod uwagę, że całe jego życie się zmieniło. Nie było już złotej trójcy...
-Nie odezwali się przez ten czas ani razu- mruknęła Hermiona wkładając śpiącą córeczkę do łóżeczka.
-Nie wiedzieli co powiedzieć- Emma wyciągnęła z torebki listy przewiązane czerwoną wstążką- Harry pisał do ciebie, lecz nie chciał ich wysyłać.
-Dlaczego?- zapytała Hermiona cicho wpatrując się w listy.
-Nie wiem- przyznała blondynka- Odpowiedzią są listy, których nie czytałam.
-Harry wie, że je wzięłaś?.
-Nie- uśmiechnęła się lekko- Ale tęskni za tobą, a ja chcę żeby był szczęśliwy.
-Mogę je przeczytać?
-Nawet musisz- usłyszeli stanowczy głos , gdy odwróciły się, ujrzały Lucjusza Malfoya opierającego się o framugę.
-Czemu?- zapytała zaskoczona Hermiona.
-Bo masz tyle samo listów do tych durniów w szufladzie biurka- prychnął.
-Skąd wiesz?- oburzyła się.
-Znam cię – wzruszył ramionami- Więc słuchaj tej kobiety i pogódź się z tymi idiotami.
-Wiesz, że cię kocham?- zapytała uśmiechając się i podeszła do niego.
-Ja ciebie też- mruknął całując ją lekko- Udowodniłem to właśnie, chcąc żebyś się z nimi pogodziła!
-Ależ ty wspaniałomyślny- zakpiła, skradła mu całusa i spoważniała- Przepraszam na chwilę- powiedziała zabierając listy i wyszła do ogrodu.
Powoli rozłożyła list z najstarszą datą. Był napisany miesiąc po bitwie.

Hermiono
Rozumiem Twoją potrzebę ucieczki, poukładania swojego życia samej.
Staram się poukładać w głowie wszystko co ostatnio zdarzyło się w naszym życiu.
Powinniśmy w trójkę siedzieć właśnie w wieży gryfonów i cieszyć się życiem ucznia siódmego roku.
Powinniśmy planować co będziemy robić w przyszłości.
Niestety nie jest nam to dane.
Jesteś dla mnie jak siostra, więc mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa tam gdzie odeszłaś.
Bo odeszłaś Hermiono, to nie jest ucieczka, choć znając ciebie właśnie nią miała być.
Chciałaś ruszyć naprzód z Malfoy’em... myślałaś, że się nie dowiem?
Przypadek i mapa Huncwotów. Kilka razy Malfoy był w Twoim pobliżu, więc obserwacja wydawała mi się jedynym wyjściem. Nikomu nie powiedziałem, nikt nie wie, gdzie i z kim jesteś.
Zauważyłem na palcu Malfoy’a obrączkę, więc spodziewam się,że zmieniłaś nazwisko.
Cieszę się, że jesteś szczęśliwa... Hermiono mam nadzieję, że pewnego dnia usiądziemy razem, znowu będziesz poprawiała Rona, on będzie jadł za dwoje , a ja będę czuł się jak w domu.
Musi upłynąć trochę czasu, z czego zdaję sobie sprawę.
Wiem, że cię zraniliśmy. Po bitwie... powinniśmy zrozumieć Twoje potrzeby, chęć samotności i przemyślenia wszystkiego. Zawsze myślałem, że będziecie z Ronem razem, więc nasze przypuszczenia co do Twojego związku z Malfoy’em nas ... przesadziliśmy.
Przepraszam.
Tęsknie Twój Harry

Hermiona przypomniała sobie chwilę po bitwie.
Wszyscy byli szczęśliwi, wszyscy chcieli świętować wygraną wojnę.
A ona chciała sprawdzić czy z Lucjuszem wszystko dobrze. Widziała jak walczył w szeregach Zakonu, niestety gdy doszło do ostatecznego starcia Harrego i Voldemorta ,gdy wybraniec pokonał Czarnego Pana, Lucjusz nie czekając na nic, wraz z aurorami ruszył by zatrzymać uciekających śmierciożerców. Harry i Ron chcieli by została z nimi, nie rozumieli po co chce opuszczać przyjaciół, każde z nich w złości powiedziało za dużo, więc teleportowała się...

Hermiona ze łzami w oczach sięgnęła po następny list, potem następny i następny.
Ostatni był napisany dwa tygodnie temu.
Odetchnęła głęboko i zaczęła czytać.

Od roku jestem żonaty Hermiono.
 Powinnaś tu być i cieszyć się razem z nami.
Wróć.

Tylko tyle... aż tyle.
Hermiona otarła łzy i spojrzała na Lucjusza który usiadł obok i założył ramiona na piersi.
-Więc?- mruknął od niechcenia.
-Tęsknie za nimi- przyznała wpatrując się w swoje ręce w których nadal spoczywał krótki liścik.
-To zaproś ich do swojego życia.
-Swojego?- zapytała cicho.
-Naszego- poprawił się i westchnął widząc jej promienny uśmiech- Nigdy nie chciałem, żebyś straciła przeze mnie przyjaciół.
-To nie była Twoja wina!- wykrzyknęła oburzona.
-Oczywiście, że nie- prychnął- Więc idź do tych głąbów.
-Arina...
-Umiem się zająć własną córką- warknął.
-Wiem kochanie- pocałowała go w policzek- Chcę żebyś coś sobie zapamiętał...
-Co takiego?- zapytał unosząc brwi.
-Nigdy, w żadnej sekundzie nie żałowałam, że wybrałam życie z tobą- powiedziała poważnie patrząc mu w oczy.
Lucjusz skinął głową i pocałował ją w czubek głowy.
-Idź Hermiono- powiedział – Tylko nie zapomnij wspomnieć tym głąbą , że jesteś moja i nie mają prawa cię krzywdzić.
-Zapamiętam- zaśmiała się i pobiegła do Emmy.
-Chcę się z nimi zobaczyć- powiedziała szybko.
-Naprawdę?- ucieszyła sie Emma- Więc ruszajmy!
Blondynka teleportowała ich w nieznane Hermionie miejsce. Wokoło był las i pastwiska, oraz tylko jeden dom.
-Harry woli spokój i ciszę- powiedziała Emma z lubością wdychając świeże powietrze- To miejsce od razu nas zachwyciło.
-Nie wątpię- odparła Hermiona i przygryzając wargę spojrzała na drzwi- Ucieszy się?
-Sprawdźmy- zaproponowała Emma wpuszczając byłą gryfonkę do środka- Harry! Wróciłam!
-Twoja mama przysłała sowę...- odezwał się Harry wychylając głowę z kuchni, gdy zobaczył Hermionę, poprawił okulary i potrząsnął głową- Miona?
-Witaj...- zaczęła, lecz nie dane było jej skończyć, bo Harry wybiegł z domu i teleportował się, pozostawiając dwie kobiety zdezorientowane na środku przedpokoju.
-Nie spodziewałam się tego- mruknęła Emma.
-A ja się tego bałam- jęknęła Hermiona, a w jej oczach pojawiły się łzy.
Nagle w miejscu w którym zniknął Harry pojawił się znowu wraz z Ronem, który zaspany próbował się wyrwać z uchwytu przyjaciela.
-Potter całą noc pomagałem bliźniakom w sklepie- stękał rudzielec- Daj mi spać!
-Spójrz!- wykrzyknął Harry i wskazał na Hermione.
Ron od razu gdy ją zobaczył wyprostował się i gwizdnął.
-Któż to wrócił- mruknął, po czym podszedł do niej i mocno przytulił- Nie zostawiaj mnie już nigdy z nim samego! Jest nieznośny!
-A ty jesteś taki wspaniały- zakpił Harry i przyłączył się do uścisku- Hermiono Jane Granger...
-Malfoy- mruknął niechętnie Ron.
-Malfoy- poprawił się Wybraniec- Masz zakaz niszczenia Złotej Trójcy!
-Bez ciebie jesteśmy podobno nie-do-wytrzymania- prychnął Ron.
-No i tęskniliśmy za tobą- dokończył Harry z uśmiechem.
-Ja za wami też- załkała Hermiona i wtuliła się w przyjaciół.
-To ja może was zostawię i...- zaczęła Emma.
-Dziękuję- wyszeptał Harry i pocałował żonę namiętnie.
-Nie ma sprawy panie Potter- zaśmiała się blondynka oddając pocałunek.
-Oni mogą tak cały dzień- powiedział Ron robiąc śmieszną minę- Nie mam pojęcia czemu taka ładna kobieta wybrała Harrego na męża...
-Byłeś już zajęty skarbie- odparła Emma puszczając oczko do Hermiony, a Harry ukrył twarz we włosach żony powstrzymując śmiech.
-To wyjaśnia wszystko- przyznał Ron prostując się dumnie, na co cała trójka wybuchnęła śmiechem- Jesteście nieznośni!
-Pogódź się z tym- powiedział Harry-  Usiądziemy?
-I porozmawiamy- dodała Hermiona- Kilka rzeczy muszę wam opowiedzieć.
-Idźcie- Emma popchnęła Harrego w kierunku salonu.
-A ty?- zdziwił się.
-Ja znajdę sobie zajęcie- zaśmiała się- A wy musicie porozmawiać na osobności.
-Kocham cię- powiedział Harry i pocałował ją szybko, po czym ruszył za przyjaciółmi do salonu.

Hermiona późno w nocy wyszła z kominka w Malfoy Manor i zaskoczona ujrzała Lucjusza w fotelu ze szklanką ognistej Whisky w dłoni.
-Czemu nie jesteście już na plaży?- zapytała podchodząc do niego i usiadła mu na kolanach.
-Wiedziałem, że najpierw tu przyjdziesz- odparł Lucjusz – Więc Draco zajmuje się siostrą.
-Nie wiem jak ci dziękować- wyszeptała i rozpłakała się.
-Za co?- warknął.
-Harry przyznał, że co jakiś czas dostawał krótkie notki opisujące co się u mnie dzieje- powiedziała i wtuliła się w niego mocno- Wiem, że to ty wysyłałeś.
-Nie mam zamiaru się do niczego przyznawać.
-Ważne, że ja znam prawdę- zaśmiała się przez łzy.
-Masz być szczęśliwa- warknął Lucjusz ścierając jej z twarzy słone krople- Nawet jeżeli oznacza to powrót tej dwójki do Twojego życia.
-Arina i ty jesteście najważniejsi- powiedziała stanowczo- I to wy sprawiacie, że jestem szczęśliwa, ale Harry i Ron są dla mnie jak bracia i bardzo za nimi tęskniłam.
Hermiona ułożyła się wygodnie i uśmiechnęła się do męża, który mruknął zadowolony i przytulił ją mocniej do siebie.
-A teraz posłuchaj...
Ron ożenił się z Padmą, mają rocznego synka Travisa, mieszkają niedaleko Nory.
Harry i Emma poznali się dwa miesiące po zakończeniu wojny i mieszkają w Szkocji!
Mają piękny dom na odludziu.
-Nie mam ochoty o nich słuchać- wyszeptał Lucjusz do ucha Hermionie i pocałował ją w czułe miejsce na szyi.
-Ja nie wątpię, że zawsze znajdziesz ciekawsze zajęcie- zaśmiała się i pocałowała go- Więc zakończę moją opowieść, z jednym małym ogłoszeniem...
-Jakim?
-Jutro Potterowie i cała rodzina Weasley’ów przyjdą do nas na kolację- oznajmiła wesoło.
-Granger!- wykrzyknął Malfoy prostując się gwałtownie i złapał w ostatniej chwili żonę ratując ją przed upadkiem.
-Kochanie musiałeś się tego spodziewać- zaśmiała się gdy znów usiadł wygodnie.

Lucjusz Malfoy nie lubił tłumów w swoim domu, nienawidził gdy inni zabierali mu cenny czas, który mógł spędzić z rodziną.
Gdy wrócił po bitwie do Malfoy Manor, był zmęczony i ranny. Lecz najważniejsze było dowiedzenie się czy Granger nic się nie stało. Skrzaty od razu dostały rozkaz by sprawdziły gdzie jest przyjaciółka Pottera i w jakim jest stanie. Jakie było jego zdziwienie gdy jeden ze skrzatów wskazał drzwi biblioteki.
Gy je otworzył ujrzał śpiącą na kanapie gryfonkę, gdy cicho wypowiedział jej imię, wstała gwałtownie i z płaczem do niego podbiegła.
-Nigdy mnie nie zostawiaj- łkała wtulając się w niego mocno.
-Już po wszystkim- mruczał gładząc ją po włosach.
On arystokrata stracił głowę i serce dla czarownicy mugolskiego pochodzenia.
I nie miał zamiaru jej stracić.
Więc teraz stał w obszernym salonie i wpatrywał się w gości swojej żony.
Hermiona z Ginny nie mogły się nagadać, stały już od dwudziestu minut przy kominku i opowiadały wszystko co im przyszło na myśl.
Nigdy by nie pomyślał, że Ginewra wyjdzie za Zabiniego. Kto by pomyślał, że Weasley’ówna wybierze ślizgona. Choć nigdy też nie spodziewał się, że jego syn ożeni się z Luną Lovengood, dzięki której już za kilka miesięcy zostanie dziadkiem.
Wszystko było dobrze, nareszcie nie ma tajemnic i niedomówień.
Malfoy ruszył schodami i po chwili znalazł się w pokoju w którym smacznie spała jego mała córeczka.
-Zawsze można cię tu znaleźć- usłyszał po chwili.
Hermiona stała w drzwiach i uśmiechała się promiennie.
-Czemu nie jesteś ze swoimi gośćmi?- zapytał cicho.
-Naszymi- poprawiła go podchodząc- Wszystko jest na dobrej drodze.
-Co masz na myśli?
-Wszyscy są szczęśliwi- powiedziała całując go w policzek- Więc chodź i ciesz się z innymi Malfoy.
-Mam z czego, prawda?- uśmiechnął się krzywo.
-Oczywiście- przyznała- Masz cudowną żonę i dzieci, więc ...- posłała mu buziaka i wyszła.
Lucjusz ruszył za nią kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Mam dobry gust- mruknął zamykając drzwi do pokoju córeczki.



Napisałam ją dość dawno, została odnaleziona, więc wstawiłam :)
 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Rudowłosy piegus



Voldemort spojrzał na zgromadzonych przy stole z wściekłością wypisaną na twarzy, każdy czuł jak powietrze gęstnieje, wszyscy wstrzymywali oddech czekając na ruch Czarnego Pana.
-Zakonowi znowu udało pokrzyżować się moje plany- wysyczał Voldemort złowrogim tonem.
-Zdobędziemy tę księgę panie- odezwał się Malfoy wstając i kłaniając się.
-Mam nadzieję Lucjuszu- odparł Czarny Pan- Inaczej każdy z was poczuje moją wściekłość- powiódł wzrokiem po zebranych i uśmiechnął się szyderczo- Dziś zawiniłeś Severusie, przez ciebie Granger udało się uciec z pułapki- powiedział i skierował różdżkę na swojego sługę – Crucio...
Severus usiadł gwałtownie na łóżku i schował twarz w dłoniach by się uspokoić.
Takie koszmary były  prawie co noc. Codziennie od tygodnia śnił o torturach które spotykały go po nieudanej akcji, widział śmierć wielu ludzi, smutek, żal, wściekłość, bezsilność tylko te uczucia towarzyszyły mu w nocy.
Przeklnął pod nosem i wstał. Nie było mowy by znów zapadł w sen, przeszedł do biblioteki i nalał sobie ognistej whisky do szklanki, usiadł przy kominku  i zatopił się w myślach.
Całe jego życie to jeden wielki koszmar, tylko jedna osoba sprawiała, że wszystkie złe myśli odchodziły w niepamięć.
Przy małej, rudowłosej kobiecie zapominał o swojej przeszłości i widział rzeczy które sprawiały, że z chęcią wstawał rano z łóżka.

Nie spodziewał się, że pewnego pochmurnego dnia gdy wejdzie do Nory by wziąść udział w spotkaniu Zakonu, pojawi się Dumbledor ze zmokniętą i przemarzniętą rudowłosą, która gdy tylko weszła do ciepłego salonu Państwa Weasley opadnie na najbliższy wolny fotel, zwinie się w kulkę i zaśnie nie spojrzawszy na nikogo.
-Albusie...- zaczęła zaskoczona Minerwa, lecz dyrektor przerwał jej pokręciwszy głową, wyciągnął różdżkę i po chwili dziewczyna była sucha.
Pani Weasley przykryła ją kocem i spojrzała na Dumbledora czekając co ma do powiedzenia.
-Nie obudzi się- powiedział dyrektor wzdychając i usiadł obok Pana Weasley’a na kanapie.
-Kim ona jest?- zapytała Hermiona marszcząc czoło- Rudowłosa...
-Nie jest z nami spokrewniona – odparła szybko Ginny- Prawda mamo?
-Nie znam jej- przyznała Pani Weasley.
-Wychowała się w Bułgarii- powiedział Snape- I była uczennicą Durmstrangu.
-Skąd to wiesz?- zdzwiła się Minerwa.
-Ma na nadgarstku tatuaż – odparł znudzonym głosem Mistrz Eliksirów.
-Znak wieczności...- Hermiona niepewnie podeszła do rudowłosej i przyjżała się dokładnie- Czemu uczniowie Durmstragu ... ale... Wiktor nie ma tatuaża!
-Krum nie jest nikim ważnym- prychnął Snape.
-Jest mistrzem...
-Nie jest ważny dla arystokracji kretynko- warknął Snape tracąc cierpliwość.
-Więc ta dziewczyna jest cenna dla Voldemorta- domyślił się Harry.
-Nawet nie wiesz jak bardzo- odezwał się cicho Dumbeldore.
Wszyscy spojrzeli na niego zaskoczeni. Dyrektor wydawał się zmęczony i nieobecny.
-Kim ona jest Albusie?- zapytał Remus.
-Ma na imię Sijana- odparł i spojrzał na obecnych poważnie – Sijana Grindewald.
-Grindewald?!- wykrzykneli wszyscy i patrzyli raz na śpiącą dziewczynę , raz na dyrektora.
-Wnuczka Gellerta- powiedział dyrektor – Tom dowiedział się, że Sijana ma pewne zdolności...
-Zdolności?- Snape spojrzał z powątpieniem na śpiącą dziwczynę.
-Umiem  spać i przeklinać – mruknęła Sijana i otworzyła niechętnie oczy.
-Przydatna umiejętność- mruknął Ron, za co został obdarowany karcącym spojrzeniem matki.
-Czarny Pan nie wspomniał ani słowem o jakimś dzieciaku który jest cenny- powiedział Snape.
-Nie jestem dzieciakiem- oburzyła się Sijana wstając- Dla Twojej wiadomości mam dwadzieścia dwa lata!
-Nie interesuje mnie to- prychnął Mistrz Eliksirów.
-Nadęty kretyn- mruknęła Sijana tupiąc nogą, w tym momencie fotel za nią rozpadł się w drobny mak- Przepraszam- wetschnęła Sijana i machnięciem ręki naprawiła mebel.
-Jak to robiłaś?!- wykrzyknął zafascynowany Fred.
-Nie chcesz z nami pracować?!- dołączył do brata George.
-Magia bezróżdżkkowa-  Hermiona pokręciła z niedowierzaniem głową- Tylko potężni czarodzieje...
-Wiemy czym jest magia bezróżdżkowa Granger- przerwał jej Snape i spojrzał na rudowłosą- Ale to nie może być jedyne na czym zależy Voldemortowi.
-Może chodzi o to,że dziadziuś przekazał mi prawie wszystko o magii, horkruksach i coś tam o czymś tam- dokończyła siadając na fotelu.
-Coś tam o czymś tam?!- wykrzyknął zirytowany Snape- Czy ty wiesz idiotko...
-Sijana- poprawiła go i z wyższością odgarnęła swoje kręcone włosy z ramion- Coś ci powiem ...staruszku- bliźnicy parsknęli śmiechem , na co Sijana puściła im oczko- Nie interesuje mnie co ty chcesz, jestem tutaj bo zmusił mnie dziadek!
-Niby jak?- zapytała Hermiona.
-Przysięga- mruknęła Sijana- „Gdy nadejdą czasy gdzie Czarny Pan będzie walczył o władzę, gdy Zakon będzie potrzebował wsparcia ....”- spojrzała na Dumbledora- Przepraszam teraz, ale to słowa dziadunia „gdy ten stary drops będzie potrzebował pomocy”...
-Można się było domyślić, że Gellert tak o mnie mówi- zaśmiał się Dumbledre, po czym spoważniał- usiądźcie moi drodzy- gdy wszyscy  zajęli miejsca kontynował- Sijana potrafi za pomocą run tworzyć bariery które pomogą nam ochronić Hogwart gdy dojdzie do ostatecznej bitwy.
-To odbędzie się w Hogwarcie?- zapytała Tonks zmartwiona.
-Trzeba będzie ewakuować wszystkich uczniów... jak mamy to zrobić? Kiedy to się zdarzy?- pytała Hermiona.
-Jak się zamkniesz- warknął Snape zamykając oczy.
-Co się dzieje?- zapytała Sijana , lecz Mistrze Eliksirów nie mówiąc ani słowa apotrował się.
-Wezwał go- zgadła Ginny i podrapała się po nosie.
-Jakie bariery?- zapytał Lupin chcąc omówić najważniejsze rzeczy.
-Znam runy- wytłumaczyła Sijana rysując za pomocą palca wskzującego symbole w powietrzu- Chronią one , bądź atakują.
-Masz wielką moc- powiedział Harry – Ale... gdzie jest twój dziadek? On żyje, prawda? Czemu nam nie pomoże? Albo twoi rodzice?
-Moi rodzice nie żyją, a dziadek nie jest w stanie pomóc nawet sobie- odparła –Więc tylko ja mogę ochronić Hogwart, żeby choć trochę odkupić winy dziadka.
Rozmowy trwały jeszcze długo, gdy wybiła północ , Severus wszedł zmęczony do swoich komnat i zdumiony ujrzał Albusa siedzącego na kanapie w salonie.
-Co ty tu robisz?- zapytał opadając na fotel.
-Musimy porozmawiać o Sijanie- odparł dyrektor poważnie- Ma jeszcze jedną umiejętność...
-Jaką?- zmarszczył czoło Snape widząc powagę przyjaciela.
-Wróżbiarstwo nie jest jej obce... Severusie Voldemort cię zabije...
Jak miał na to zareagować? Co ma zrobić człowiek, który dowie się w jaki sposób dokona żywota?
Snape wiedział jak zginie, pozostało pytanie co z tym faktem zrobi...
Czy chce nadal żyć i egzystować, czy jednak odejść z tego świata i nareszcie odzyskać spokój.
Przygotowania do ostatecznej bitwy były trudne.Trzeba było stworzyć plan ewakuacji uczniów, obrony murów, oraz uważyć jak najwięcej eliksirów leczniczych. Gwardia Dumbledora znów działała, uczniowie przygotowywali się do bitwy, nauczyciele starali się  przekazać im jak najwięcej wiedzy w jak najkrótszym czasie.
Wszystko działo się szybko, wszyscy byli zajęci, więc mało kto zwracał uwagę na coraz bledszą skurę Mistrza Eliksirów, na jego coraz bardzie beznamiętny wyraz twarzy, nikt, z wyjątkiem Sijany która gdy tylko ujrzała moment śmierci Snapa, postanowiła pomóc mu jak tylko mogła.
Więc przychodziła.. codziennie przed śniadaniem gdy w gabinecie pił herbatę i przygotowywał listę ingerencji które wieczorami zdobywał w Zakazanym Lesie, przychodziła po kolacji gdy zamykał się w laboratorium i ważył eliksiry dla Zakonu, wreszcie czekała nocami przy Bramie Hogwaru i lewitowała go do Skrzydła Szpitalnego gdy nie był w stanie przejść kilku kroków.
Sam nie wiedział kiedy ta kobieta wdarła się do jego codzienności.
-Severusie – Albus wszedł do jego gabinetu gdy Mistrz Eliksirów sprawdzał eseje trzeciego roku.
-O co chodzi?- Snape nie oderwał wzroku od kartek , tylko czekał na słowa starca.
-Chodzi o Sijane- powiedział dyrektor, na co Severus niechętnie na niego spojrzał.
-Co z nią?- zapytał marszcząc czoło.
-Wraz z panną Granger były na misji...-Zaczął Albus.
-Gdzie ona jest?- krzyknął wstając.
-W skrzydle szpita....- Snape wybiegł z gabinetu pozostawiając dyrektora samego.
Gdy tylko znalazł się w skrzydle szpitalnym, madame Pomfrey wskazała mu łóżko za parawanem w najdaszej części Sali.
Gdy ją zobaczył zacisnął pięści i przeklnął głośno widząc jej podrapaną twarz , złamaną rękę oraz zakrwiawione ubranie.
-Jak zawsze uroczy- wyszeptała Sijana.
-Otwórz oczy- rozkazał.
-Nie chcę- mruknęła.
-Uparciuch- warknał i pochyliwszy się nad nią pocałował ją namiętnie.
-Tym bardziej nie chcę ich otwierać- powiedziała próbując złapać powietrze.
-Sijana- powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu.
-O co chodzi?- zapytała otwierając oczy.
-Coś ty ze sobą zrobiła?!- wrzasnął zirytowany.
-Ja? Nic – odparła próbując usiąść, gdy się poruszyła pisnęła z bólu.
- Kto ci to zrobił?!- chciał się dowiedzieć.
-Ta wariatka w czarnych włosach- mruknęła Sijana.
-Bella- warknął Snape- Pożałuje!
-Oczywiście, że tak- przytaknęła łapiąc go za rękę- Ale nie teraz!
-Co zrobiłaś?
-Próbowałyśmy z Hermioną ...
-Granger- prychnął Snape- Gdzie ona jest?
-To jest ciekawe.....- zaczęła.
-Dlaczego?
-Hermiona została zabrana do jednego z domów członka zakonu- zaśmiała się Sijana.
-Co mnie interesuje Granger do cholery!- zdenerwował się- Masz zakaz udziału w misjach , zrozumiano?
-Ponieważ?- prychnęła- Pomagam wam!
-Jak narazie leżysz w skrzydle szpitalnym!
-Wiem, że ci na mnie zależy więc...
-Nie zależy- warknął i wyszedł zostawiając ją samą.
Przez cały tydzień gdy leżała w skrzydle szpitalnym  nie odwiedził jej ani razu, unikał jak ognia myślenia o niej oraz rozmawiania na jej temat.
Ta mała za bardzo zalazła mu za skórę, nie może sobie na to pozwolić. Musi skupić się na swojej misji.

Snape siedział w gabinecie i pogrążony w myślach wpatrywał sie w palącą się świece.
-Wuju!- Draco wpadł do środka i usiadł w krześle naprzeciwko biurka- Snape!
-Czego?!- zapytał mężczyzna.
-Hermiona...
-Hermiona?- powtórzył Snape unosząc prawą brew w górę.
-Nie domyślałeś się?
-Wiedziałem, ale nie sądziłem, że to potrwa dłużej niż miesiąc- mruknął.
-Trwa już rok- odparł z dumą Draco.
-Przyszedłeś się tym chwalić? Czy się pożalić?- prychnął.
-Hermiona kazała mi przekazać, że z Sijaną wybierają się na misję – powiedział.
-Ona jest...- warknął Snape i po chwili stał przed drzwiami komnat w których mieszkała Sijana, już miał zapukać gdy drzwi się otworzyły i rudowłosa uśmiechnęłą się do niego.
-Zapraszam Panie Snape- powiedziała otwierając szerzej drzwi.
-Co ty wyprawiasz?!- zapytał  wchodząc do środka.
-Chcę żebyś się wszystkiego dowiedział!- odpowiedziała i wskazała mu krzesło- Usiądź i słuchaj!
-Sijana...
-Siadaj!- rozkazała i odetchnęła głęboko gdy spełnił jej prośbę- Bycie Grindewald nie jest proste...
Rodzice... zabił ich Voldemort... mama się tego spodziewała, więc od dziecka uczyła mnie panowania nad moją mocą, ale także władanie magią innej osoby.
-Innej?
-Moja mama była potężną czarownicą- uśmiechnęła się promiennie- Geny też miała potężne, bo wyglądam zupełnie jak ona, a wszyscy Grindewaldowie są blondynami...
-Wróć do meritum- warknął.
-Też cię kocham- odparła i nie zważając na jego zaskoczony wyraz twarzy kontynowała- Mama umiała oddać część swojej mocy do medalionu- powiedziała wyciągając spod koszuli łańcuszek na którym wisiał medalion w kształcie insygniów.
-Chcesz powiedzieć...
-To właśnie medalion zainteresował Voldemorta- przyznała- Nie wie tylko, że tylko ja mam dostęp do tej mocy.
-Czemu twój dziadek cię nie chroni?- zapytał Snape po chwili milczenia.
-Dziadek umiera- odpowiedziała cicho- Nie pozostało mu wiele czasu, chce odejść w spokoju...
-Zostawia cię samą!
-Nie jestem sama- sprostowała-Mam ciebie! I nawet nie waż się zaprzeczać!
-Sijana...
-Mam nadzieję, że to co powiedział ci Dumbledore do ciebie dotarło- nie pozwoliła mu przerwać- Masz przeżyć, a potem... od ciebie zależy czy będę obecna w Twoim życiu, czy nie.
-Co masz na myśli- zapytał wstając.
-Jeżeli przeżyjemy chcę żebyś o mnie zawalczył, chcę być z tobą ... Severusie po prostu chcę żebyś zaczął żyć- powiedziała i pocałowała go namiętnie.
Tą noc spędzili razem, tak jak każdą przez następny tydzień, przez ten czas nie rozmawiali o przyszłości. I w tamtym czasie Severus nie miał ani jednego koszmaru jakie towarzyszą mu już od lat.
Pierwszy raz od dłuższego czasu czuł coś na kształt.... szczęścia.
Pukanie do drzwi przywołało Snape’a do teraźniejszości.
-Czego chcesz?- warknął na widok Dracona z uśmiechniętym dwulatkiem w ramionach.
-Wiem, że się cieszysz na nasz widok- prychnął blondyn wchodząc i stawiając syna na podłodze.
-Scor zachowuj się- mruknął Severus siadając na kanapie.
-Dobrze- odparł chłopiec i podbiegł do regału w którym na najniższej półce zawsze czekały na niego zabawki.
-Jak się czujesz?- zapytał Draco częstując się bez pytania ognistą.
-Wspaniale- zakpił Snape odbierając szklankę z bursztynowym płynem z rąk chrześniaka, który wetchnął i znów podszedł do barku.
-Mogłeś ją zatrzymać- powiedział blondyn.
-Nic dobrego by z tego nie wyszło- odparł zirytowany.
-Ja nie pozwoliłbym na wyjazd Hermiony- Draco wzruszył ramionami- Ona musi być ze mną, innej opcji nie ma, jak inaczej miałbym jej pilnować?
-Pilnować?
-A pamietasz kamień filozoficzny, uwolnienie Blacka, włamanie się do Gringotta? – wyliczał blondyn – Ta wariatka musi być przeze mnie pilnowana, całe życie! Taka moja rola.
-Zakochany dureń- prychnął Snape.
-Zakochany i szczęśliwy dureń- dodał Malfoy z uśmiechem.
Sijana widziała, że Snape jest trudnym człowiekiem, dużo złego go w życiu spotkało, więc nie ufał innym.  Ale nie mogła pozwolić by strach przed bólem , przeszkodził jej w próbie zdobycia serca tego nietoperza.
Czy lubiła samotność? Nienawidziła jej, od kiedy jej rodzice zginęli , oprócz dziadka nie miała nikogo. W szkole nie było łatwo być potomkiem Gerallta, jego czyny na zawsze odcisnęły piętno na nazwisku, które i ona nosiła, musiała być silna i nie okazywać słabości, nauczyła się panować nad swoją mocą.
Potem zjawił się Dumbledore, wstąpiła do Zakonu , spotkała wspaniałych ludzi i walczyła u ich boku.
Walka... nie chciała tego pamiętać, było to piekło, wielu poległo, wielu straciło swoich bliskich.
Udało jej się utrzymać bariery wokół zamku, na tyle by Harry wraz z Ronem i Hermioną zabili Nagini, wtedy myślała tylko o Severusie i o jego eliksirze. Widziała jego śmierć, widziała jak ten wąż go ukąsił, miała nadzieję, że przeżyje wojnę, ona i on...
 I przeżyła ,on także... więć powinni być razem, prawda?
Sijana weszła do kuchni, spojrzała na trzyletnią dziewczynkę , która podskakiwała w miejscu i z szeroko otwartymi oczami patrzyła na nią wyczekująco.
-Za trzy, dwa, jeden- wyliczała i uśmiechnęła się – Start!
Dziewczynka pisnęła cicho i szybko pobiegła do sypialni znajdującej się na końcu korytarza.
Snape warknął, gdy coś wyrwało go ze snu, właśnie dziś, od tygodnia nie miał koszmaru, gdy uświadomił sobie dlaczego otworzył oczy i ujrzał rudowłosą dziewczynką opartą łokciami o materac i uśmiechającą się szeroko.
-Obudziłeś się?- zapytała poważnie.
-Tak- odparł wyciągając do niej ręke.
-Mamusia mówi, że naleśniki już gotowe- powiedziała i weszła na łóżko by po chwili przytulić się do niego mocno- Tęskniłam za tobą tatusiu.
-I nie tylko ona- odezwała się Sijana i za przykłądem córki położyła się obok mężczyzny.
-Jak czuje się Gerellt?- zapytał i pocałował ją delikatnie.
-Tyle?- prychnęła i przyciągnęła go do siebie , po czym pocałowała namiętnie- Kocham cię... , a dziadek... jestem już gotowa, pożegnałam się z nim, Arianna także.
-Dziadzio dał mi misia!- zawołała Aria- Przyniosę ci go pokazać!
Snape wzrokiem odprowadził wybiegającą córkę z pokoju, po czym przytulił Sijanę do siebie.
-Masz zakaz wyjeżdżania- warknął.
-Tęskniłeś?- uśmiechnęła się figlarnie.
-Jak zawsze piegusie- mruknął całując ją.
-Warto było powalczyć?- zapytała wtulając sie w niego.
Snape zamknął oczy i przypomniał sobie chwilę w której przekonał się, że jego eliksir zadziałał.
Obudził się w szkrzydle szpitalnym i zdumiony odetchnął kilka razy.
-Żyjesz- zaśmiał się Albus stając obok jego łóżka.
-Gdzie jest Sijana?- zapytał wstając.
-Musisz odpocząć! –krzyknęła madame Pomfrey.
-Nic nie muszę- warknął – Więc gdzie jest?
- A po co ci ona?- usłyszał poważny głos, odwrócił się i spojrzał w brązowe oczy rudowłosej.
-Żeby ją zabić, za to, że się narażała!- krzyknął wściekły.
-Okazywanie uczuć idzie ci opornie- mruknęła- Draco gdy tylko zobaczył Hermionę to zaczął ją całować! A Harry oświadczył się Ginny, więc mógłbyś się postarać i...- Snape podszedł do niej i przerwał jej pocałunkiem- Dobrze ci idzie...- złączyła ich usta na nowo.
-Więc?- zapytała gdy oderwali się od siebie.
-Nie odejdziesz nawet na chwilę- warknął.
-Nigdzie się nie wybieram- odparła z uśmiechem.
-Warto piegusie- mruknął wtulając twarz w jej włosy.
-Tato mam!- zawołała Aria wskakując na łóżko i siadając na jego brzuchu- Ma na imię Merry- wskazała  na czerwonego misia.
-Czerwony?- spojrzał na żonę z niedowierzaniem.
-Spodobał jej się... to znaczy ona- zaśmiała się na widok jego miny- Czy tak nas kochasz- powiedziała i cmoknęła go  w policzek- Wstawaj! Naleśniki gotowe! Chodź Ari!
-Tatusiu pośpiesz się bo zjem wszystkie- zawołała dziewczynka wybiegając.
Sijana posłała mu całusa i poszła za córką.
Snape przymknął oczy. Wiedział czemu dziś nie miał koszmaru... jego rodzina wróciła.


Ten obrazek dał mi wene do napisania miniaturki :)
Mam nadzieję, że się podobała :)