środa, 23 maja 2018

Nie jesteś sama


Hermiona zamknęła drzwi za przyjaciółkami i oparła się o nie oddychając głęboko.
Była im wdzięczna, że chciały dzielić z nią jej szczęście, ale to jutro, dziś chciała być sama.
Właśnie tu… w domu rodziców.
Zaczęła powoli krok po kroku chodzić po domu, co chwilę zatrzymywała się i dotykała jakiejś figurki, książki, ramki czy po prostu ściany i z uśmiechem wspominała czas spędzony z rodzicami.
Nie chciała myśleć o złych chwilach, nie chciała wracać do momentu gdy dowiedziała się o ich śmierci, nie chciała znów słyszeć własnego rozdzierającego krzyku, gdy powiedziano jej, że zostali zamordowani, nie chciała czuć znów tego bólu i wściekłości na niesprawiedliwość, chciała znów być z nimi w kuchni i przy gorącej czekoladzie opowiadać o świecie magii, o przyjaciołach i o jej planach. Ze łzami w oczach wracała do momentu w którym przybył do ich domu profesor Dumbledore i powiedział im, że jest czarownicą, pamiętała jak rodzice spojrzeli na nią z mieszaniną dumy i obawy i słowa taty Wiedzieliśmy, że jest wyjątkowa, nasz Hermionka jest wyjątkowa!
Zawsze ją wspierali, zawsze byli, a gdy ich zabrakło… Usiadła na schodach i schowała twarz w dłoniach. Tęskniła za nimi. Jutro jest dzień w którym powinni być obok niej, ojciec powinien prowadzić ją do ołtarza, a mama pomagać w wyborze sukni….
Nagle z rozmyśleń wyrwało ją pukanie do drzwi.
Zaskoczona, na progu ujrzała Harrego i Rona.
-Wiemy, że dziewczyny poszły, więc skorzystaliśmy z okazji i przyszliśmy porozmawiać- odezwał się Wybraniec z nieśmiałym uśmiechem.
-No i nie chcieliśmy żebyś była sama- dodał Ron.
-Chcecie gorącej czekolady?- zapytała cicho i z uśmiechem ruszyła do kuchni.
Właśnie do niej dotarło, że choć uwielbiała Ginny i Lunę, to właśnie ta dwójka jest dla niej jak rodzina, oni są jej rodziną.
-O czym chcieliście porozmawiać?- zapytała gdy siedzieli w kuchni przy stole z parującymi kubkami w dłoniach.
-Chcemy Twojego szczęścia- powiedział Ron i wymienili z Harrym szybkie spojrzenia- Więc choć nie lubimy…
-Twojego wybranka- dokończył szybko Harry i wzruszył ramionami- Chcemy cię wspierać, chcemy żebyś wiedziała, że gdyby cię zranił, to się z nim rozprawimy.
-Ma ci włos z głowy nie spaść!- zaznaczył porywczo Ron.
-I mu to powiedzieliśmy- przyznał Wybraniec poprawiając okulary.
-W myślach?- zażartowała Hermiona, a widząc ich poważne miny otworzyła szeroko oczy- Rozmawialiście z nim? Z własnej, nieprzymuszonej woli?
-Dla ciebie wszystko- mruknął rudzielec i wstał- I dlatego mamy ci coś do zakomunikowania…
-Chcieliśmy zapytać…
-Nie- zaprzeczył Ron- Nie wyobrażamy sobie innej opcji, więc jej nie pytamy Harry!
-Ale musimy chociaż dać jej szansę na…
-O czym mówicie?- Hermiona patrzyła to na jednego, to na drugiego- Powiecie wreszcie?
-Wiemy, że mój ojciec zaproponował, że poprowadzi cię do ołtarza- powiedział Ron.
-Tak, to bardzo miło z jego strony- odparła z lekkim uśmiechem.
-Powiedziałem mu, że to nieaktualne- rudzielec wyglądał na zadowolonego.
-Ale jak to?- Hermiona usiadła prosto- Dlaczego?
-Ponieważ, to nie on cię będzie prowadził, tylko my- odparli zgodnie.
-Jesteś dla nas jak siostra- Harry także wstał- I to my cię odprowadzimy, żeby każdy wiedział, że nie jesteś sama! Że masz nas!
-Na zawsze- dodał Ron.
-Chłopaki…- nie mogła wydobyć głosu. Otarła łzy które zaczęły płynąc po policzkach- Kocham was- wychlipała i padła w ich objęcia.

I nadszedł ten dzień, od rana nie mogła znaleźć sobie miejsca, nie mogła się doczekać by wreszcie zostać żoną tego odpowiedniego mężczyzny.
Gdy przypomniała sobie ich początki, to nie mogła uwierzyć, że są razem, ale doskonale pamiętała jak właśnie on Severus Snape się jej oświadczył.
-Ginny promienieje w ciąży- westchnęła gdy siedzieli w salonie.
-Mhy- mruknął tylko nie odrywając oczu od czytanej książki.
-Zawsze chciała mieć dużą rodzinę- powiedziała- Dzieci, które…
-Ona czy ty?- przerwał jej zirytowanym tonem.
-Ja….- mruknęła wpatrując się w ogień.
-Kiedyś się przekonasz- wzruszył ramionami, nadal na nią nie patrząc.
-Kiedy?- zapytała z nadzieją.
Mistrz Eliksirów odłożył książkę na bok i spojrzał na nią poważnie.
-O co ci chodzi Granger?.
-O nic- westchnęła.
-Chcesz mieć dzieci- odezwał się po chwili, siadając wygodnie i zakładając ramiona na piersi- I chcesz mieć rodzinę.
-Tak- przyznała, unikając jego wzroku, wiedziała, że wstał, że podchodzi, gdy chwycił ją za ręce i zmusił do wstania, przymknęła oczy.
-Spójrz na mnie kretynko- rozkazał rozbawiony.
-Musisz mnie obrażać?- oburzyła się.
-Jeżeli zachowujesz się nierozsądnie to tak- przyznał i pocałował ją namiętnie, na co odpowiedziała z ochotą- Słuchaj mnie uważnie! Będziesz matką,a ja idąc tym tokiem rozumowania będę ojcem,
-Chcesz mieć ze mną dziecko- powiedziała zachwycona.
-Chcę żebyś za mnie wyszła- dodał i uśmiechnął się krzywo na widok jej zdumienia.
-Naprawdę?
-Granger, czy właśnie w tej chwili musisz upodabniać się do tych kretynów i zadawać głupie pytania, gdy ja…- przerwała mu pocałunkiem.
-Wyjdę za ciebie choćby jutro- odezwała się gdy tylko złapała oddech-Kocham cię Severusie.
-Pięć punktów Granger- mruknął gładząc ją po policzku- Dla Slytherinu- dodał.

-Hermiono wyglądasz wspaniale!- zawołała Pani Weasley wchodząc do dawnej sypialni Ginny, gdzie trwały przygotowania panny młodej.
-Dziękuję- była gryfonka spojrzała w lustro i z niedowierzaniem przyglądała się sobie w pięknej białej sukni- Wszystko już gotowe?- zapytała z niepokojem.
-Severus warczy na wszystkich i karze zaczynać- zaśmiała się rudowłosa.
-W takim razie posłuchajmy go… ten jeden ostatni raz- zdecydowała Hermiona.
Ogród przed Norą wyglądał pięknie, nad głowami zawisły girlandy świateł i kwiatów, między krzesłami leżał biały dywan, obok paliły się świece, Hermiona z uśmiechem wzięła przyjaciół pod ręce i ruszyła do mężczyzny bez którego nie wyobrażała sobie życia.
Przypomniała sobie własną odpowiedź, na pytanie Ginny skąd wie, że Severus Snape jest odpowiednim kandydatem.
-Skąd?- zamyśliła się- Gdy zamykam oczy i wyobrażam sobie szczęście to z jakiś powodów zawsze widzę właśnie jego.
Prosta odpowiedź, a zawierała tak wiele…
Kocham go,
Jest moim oparciem,
Dba o mnie, nawet gdy warczy,
Przy nim czuję się bezpieczna,
Chcę z nim być do końca,
Nie wyobrażam sobie życia bez tego gbura…

Gdy stanęli przed ołtarzem, Snape odwrócił się w jej stronę i wyciągnął rękę, którą bez chwili wahania przyjęła.
-Kto oddaje tę kobietę, temu mężczyźnie?- zapytał Albus Dumbledore.
-My- odpowiedzieli dumnie Harry i Ron i nagle za nimi powstało zamieszanie.
Hermiona zaskoczona ujrzała jak prawie wszyscy goście wstają….
Państwo Weasley, Fred, George, Luna, Nevill, Ginny z Draconem, profesor McGonagall, Syriusz, Remus z Tonks oraz reszta Zakonu.
I wtedy usłyszała coś co spowodowało, że łzy nie chciały przestać płynąć.
-My- odezwali się wszyscy głośno i wyraźnie.
-Myślałaś, że nie masz nikogo?- wyszeptał jej do ucha Severus z przekąsem-Wszyscy skoczyli by za tobą w ogień.
-Wszyscy jesteśmy Twoją rodziną Hermiono- dodał Albus i odchrząknął – Zaczynajmy więc….
Czy pamiętała coś z ceremonii? Tak…. Oczy, czarne jak otchłań w której za każdym razem się zanurzała. Wiecie jakie to uczucie, gdy wszystko czego się pragnie, znajduje się na wyciągnięcie ręki?
Hermiona właśnie to czuła, gdy Severus Snape pewnym głosem powtarzał słowa przysięgi.
- To na zawsze Granger- uśmiechnęła się słysząc te słowa, gdy wkładał na jej palec obrączkę.
-Snape kochanie- poprawiła go i nie czekając na pozwolenie pocałowała go pierwszy raz jako żona.
I gdyby mogła, to ujrzałaby obok dwie postacie, które objęte przyglądały się jak ich mała córeczka, rozpoczyna nowe życie.
-Ona jest wspaniała Jean- odezwał się mężczyzna.
-I będzie szczęśliwa- dodała kobieta- Z tym mężczyzną i naszymi wnukami, George.
-Dwie wnuczki i wnuk- uśmiechnął się- Czeka ich dużo radości przy tych rozrabiakach.
-Ale o tym przekonają się za niedługo- wyszeptała Jean i posłała jeszcze jedno spojrzenie pełne miłości w stronę Hermiony, po czym oboje zniknęli by czuwać nad córką.



Wiem, że dawno mnie nie było, ale brak weny robi swoje...
Napisałam tą miniaturkę przed chwilą i mam nadzieję, że się podobała :)

niedziela, 22 kwietnia 2018

Złodziej

https://www.wattpad.com/562681641-miniaturki-%7Edramione%7E-%7Eseviome%7E-sevmione-oszala%C5%82a
Na tym blogu ktoś się za mnie podaje!
Ktoś bezczelnie kradnie moje miniaturki i podaje jako swoje!

niedziela, 28 stycznia 2018

Zapomnij o mnie

Witam :) Dawno mnie tu nie bylo, więc mam dla Was niespodzianke :)
Miłego czytania :)


Hermiona nie chciała iść na bal organizowany w Hogwarcie, co więcej nie chciała brać udziału w farsie jaką jest udawanie, że nadal tworzą z Harrym i Ronem wspaniałe Trio, które zawsze będzie razem.
Rzeczywistość po wojnie okazała się inna, niż wszyscy przypuszczali.
Harry zerwał z Ginny i zaczął szkolenie Aurorskie, Ron dostał się do drużyny Armat i cały swój czas poświęcał treningom, nie mieli czasu dla przyjaciółki, która najchętniej nie opuszczałaby mur Hogwartu. Właśnie w szkole czuła się najbezpieczniej. Cieszyła się, że Dumbledore zaproponował jej stanowisko Pani Price. Mogła bez obaw całe dnie spędzać pomiędzy regałami w bibliotece i zaczytywać się w książkach, które tak kochała.
Wieczory zaś spędzała w towarzystwie Ginny, która pobierała praktyki u profesor McGonagall.
-On znowu to zrobił!- wykrzyknęła rudowłosa wchodząc do komnat przyjaciółki.
-Co tym razem?- westchnęła Hermiona, domyślając się powodu wzburzenia przyjaciółki.
-Nazwał mnie gówniarą!- odparła rudowłosa siadając na jednym z foteli ustawionych przy kominku- On się nigdy nie zmieni!
-I tak cię to zdenerwowało?- zdziwiła się była gryfonka siadając naprzeciwko – Przecież, każdy wie , że Severus Snape nie należy do miłych mężczyzn.
-Do miłych, uroczych, przystojnych oraz szarmanckich- prychnęła panna Weasley- Wiesz, co ten dupek mi powiedział?- nie czekając na odpowiedź kontynuowała- Że Minerwa chyba postradała rozum wybierając mnie! Jego zdaniem nadaję się jedynie do irytowania ludzi!
-On się nigdy nie zmieni- wzruszyła ramionami Hermiona- Dobrze wiesz, że obrażanie Gryfonów to jego ulubione zajęcie.
-Mógłby sobie odpuścić- mruknęła Ginny i nagle jej twarz rozjaśnił uśmiech- Masz już sukienkę na bal?
-Gin…
-Wiem, wiem!- zawołała młodsza z kobiet unosząc ręce w geście poddania- Nie chcesz tam iść, rozumiem to , zważywszy na obecność Harrego i Rona. Ja i Harry mamy napięte stosunki, a ty … hm…
-Stracili zainteresowanie moim życiem- podpowiedziała jej smutniejąc.
-Bo są kretynami- podsumowała- Herm, nie możemy pozwolić by ta dwójka rujnowała nam życie, prawda?
-Prawda- przyznała niechętnie Hermiona.
-Nikt ci nie będzie kazał zamienić z nimi choćby słowa- pocieszała ją rudowłosa- Może w ogóle nie przyjdą? Zauważ, że bal organizuje Malfoy, więc nie sądzę, żeby byli zachwyceni zaproszeniem, nawet jeżeli dzieje się to w Hogwarcie.
-Może masz rację- zgodziła się była Gryfonka.
-Więc wracając do mojego pytania, masz już sukienkę?
-Nie- zaśmiała się Hermiona widząc podekscytowanie na twarzy przyjaciółki- Wiem, jak uwielbiasz zakupy, więc pójdziemy razem.
-I od razu poprawiłaś mi humor!- zawołała Ginny.


W sobotę wybrały się do Hogsmeade. Hermiona nie wiedziała, jak Ginny w ciągu pięciu sekund od wejścia do sklepu, wybrała dla niej pięć kreacji i zaciągnęła do przymierzalni.
-Znam cię- prychnęła tylko, słysząc jej ciche protesty- Jeżeli dam ci dużo czasu, na myślenie z zakupów nici! Zacznij od czerwonej!
Hermiona nie mając wyboru założyła czerwoną balową suknię.
-Ona jest wielka- mruknęła Hermiona wychodząc z przymierzalni- A ta kokarda na plecach jest okropna.
-Możliwe, ale kolor jest dla ciebie odpowiedni- odparła Ginny oglądając ją z każdej strony-Nie da się ukryć, że czerwona sukienka ma moc. Każdy cię w niej zauważy!
-Tego na pewno nie chcę- zastrzegła i wycofała się do przymierzalni.
-Dobrze- zgodziła się wspaniałomyślnie rudowłosa- To załóż następną, a ja idę sprawdzić czy nie mają tu peleryn!
Hermiona niepewnie spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Zielona suknia leżała na niej znakomicie, podkreślając jej figurę w miejscach w których powinna.
-Gin?- zawołała wychodząc by pokazać się przyjaciółce.
-Odpowiednia suknia na jutrzejszy bal- usłyszała za sobą i odwróciła się przestraszona.
Przed nią stał Lucjusz Malfoy, jak zwykle dumny i dostojny. Patrzył na nią z nikłym zainteresowaniem, po czym jego usta wykrzywiły się w lekki uśmieszek.
-Zieleń to kolor Slitherinu, a mimo to Pani pasują- powiedział i wyszedł, pozostawiając ją w szoku.
-Herm wspaniała!- po chwili krzyk Ginny przywrócił ją na ziemie- Musisz ją kupić!
Nie wiedziała czy sprawiły to słowa Gin, czy blondyna, ale zielona suknia znalazła się w jej posiadaniu i nie mogła pozbyć się odczucia, że dzięki niej jej życie wreszcie nabierze barw.




W niedzielny poranek Hermione obudziła sowa stukająca w szybę, szybko wstała nakarmiła puchacza i odwiązała list od nóżki, gdy tylko zamknęła za ptakiem okno, usiadła w fotelu i otworzyła kopertę.
Przeczytała dwa, trzy, cztery razy i nie mogła uwierzyć własnym oczom!
- Oni….- pisnęła ze złości i za pomocą kominka przeniosła się do komnat Ginny.
Jak przewidywała jej przyjaciółka w najlepsze spała.
-Ginewro Molly Weasley!- wykrzyknęła stając na łóżkiem.
Rudowłosa usiadła gwałtownie i spojrzała na nią z wyrzutem.
-Umarł ktoś?- warknęła rozespana.
-Niestety jeszcze oddychają- odparła Hermiona i rzuciła jej list.
Ginny niechętnie zaczęła czytać.


Droga Hermiono,
Z racji dzisiejszego balu, wypada abyśmy pojawili się na nim razem.
Podejrzewam, że nie masz partnera, więc możesz dotrzymać mi towarzystwa.
Harry przesyła pozdrowienia, pyta także czy nie pomogłabyś mu w przygotowaniu referatu na temat klątw rzucanych w czasie ataków na mugoli.
Ron




-A mówiłam rodzicom, żeby go wydziedziczyli- powiedziała Ginny siadając wygodnie i patrząc na Hermionę- Mam pewien pomysł.
-Niby jaki?- westchnęła Hermiona podejrzliwie patrząc na przyjaciółkę.
-Może nie wiesz, bo nie zwróciłaś na to uwagi, ale na każdym balu, każdy męski pracownik Hogwartu powinien zaprosić do tańca każdą kobietę, która także pracuje w szkole, więc Snape, Dumbledore, Flitwick, Hagrid, a nawet Filch będą nas prosili do tańca, jak i zapewne Malfoy, więc masz nikomu nie odmówić!
-Czemu ma to służyć?- zapytała marszcząc czoło.
-Masz im pokazać, że bez nich umiesz dobrze się bawić- wytłumaczyła- Oni nadal uważają, że nic się nie stało, że za każdym razem, gdy sobie coś umyślą ty pojawisz się i zrobisz za nich wszystko!
-To prawda- przyznała Hermiona siadając obok rudowłosej- Ale co mam odpisać Ronaldowi?
-Ja to zrobię- zaproponowała Ginny i podeszła do biurka, wzięła pióro i skreśliła na kartce dwa słowa, po czym pokazała je Hermionie.
-Jesteście kretynami-przeczytała i roześmiała się- Gin...jesteś niezastąpiona.
-Oczywiście, że masz rację- zaśmiała się panna Weasley- A teraz zjedzmy śniadanie i czas zacząć przygotowywać się na bal!


Hermiona niepewnie stała przed wejściem do Wielkiej Sali. Ginny zniknęła popołudniu, gdy profesor McGonagall poprosiła ją o pomoc.
Miała nadzieję, że przyjaciółka będzie jej towarzyszyć od samego początku.
Odetchnąwszy głęboko weszła do środka, i od razu poczuła wiele spojrzeń kierowanych w jej stronę. Znała niewiele osób, poza profesorami Hogwartu, kilkoma członkami Zakonu Feniksa i może czwórką byłych uczniów.
Stanęła z boku przypatrując się pięknym dekoracją.
-Tu jesteś!- usłyszała zirytowany głos Rona- Wszędzie cię szukaliśmy!
-Znaleźliście- odparła marszcząc czoło- Witajcie.
-Tak, tak- Weasley machnął ręką- Czemu nie chciałaś mi towarzyszyć?
-Daj spokój – powiedział Harry i przytulił Hermione- Miło cię widzieć.
-Ciebie też- odparła- Jak idzie ci szkolenie?
-Jest ciężko, ale jakoś daje radę – przyznał przeczesując swoją gęstą czuprynę- Tylko te eseje, na które się upierają, są koszmarne.
-Napewno mają na celu poszerzenie twojej wiedzy Harry- odparła głosem tak dobrze im znanej kujonki.
-Zapewne- zgodził się nieprzekonująco Wybraniec.
-Gdzie Gin?- zapytał Ron rozglądając się po sali.
-Pomagała Profesor McGonagall- odparła Hermiona zastanawiając się jak przez dwa lata, mogły się tak ochłodzić ich stosunki. Kiedyś spędzali ze sobą każdą chwilę, a teraz prowadzili nic nie znaczącą rozmowę, jak zwykli znajomi…
-Jestem głodny- powiedział po chwili rudzielec- Ciekawe czy Malfoy pomyślał o jakimś dobrym jedzeniu.
-Bo to najważniejsze- prychnęła Hermiona.
-Wiesz, że nie jestem zadowolony z tego balu i z tego, że mama zażądała żebym tu przybył- odparł Ron – W dodatku zorganizował go Malfoy!
-Twoja mama kazała ci tu przyjść?-zdziwiła się Hermiona.
-Harremu też- dodał rudzielec wskazując na przyjaciela.
-Uważa, że naszym obowiązkiem jest wspieranie akcji, na rzecz której organizowana jest dzisiejsza uroczystość- wyjaśnił Wybraniec.
-I nie chcieliście tu sami przyjść?- dopytywała.
-Po co?- zdziwił się Ron- Co tu by nas przyciągało?
-Może ja?- zapytała zirytowana.
-Mionka…- zaczął Harry pojednawczym tonem- Mamy dużo na głowie, przecież przysyłasz listy, więc…
-Na które rzadko dostaje odpowiedź- przypomniała- Jesteście… brak mi słów!
-Więc najlepiej odejść od nich Panno Granger- usłyszała za sobą niski głos.
-Malfoy- mruknął pod nosem Ron z nienawiścią.
-Dla ciebie Pan Malfoy- odparł ten wyniośle i zwrócił wzrok na Hermione- Czas rozpocząć bal, zaszczyci mnie Pani pierwszym tańcem?- zapytał wyciągając w jej stronę dłoń.
-Hermiono…- usłyszała ostrzegawczy głos Rona.
-Ona nie chce z panem tańczyć- odezwał się Harry.
-A jednak- odparła Hermiona i uśmiechnęła się do blondyna- Z przyjemnością- powiedziała i po chwili wirowała po parkiecie w objęciach Lucjusza Malfoy’a. Kątem oka zauważyła Ginny tańczącą z jak zwykle posępnym Severusem Snape’em i wychodzących Rona i Harrego.
-Widzę, że nie martwi panią wyjście przyjaciół- odezwał się mężczyzna.
-Wręcz się z niego cieszę- przyznała szczerze i zarumieniła się- Przepraszam.
-Za co?- uniósł rozbawiony jedną brew w górę- Za radość z wyjścia tej dwójki należy dziękować, a nie przepraszać.
-Chyba ma pan rację- zaśmiała się.
Postanowiła nie przejmować się dziś wieczorem byłymi przyjaciółmi, tylko skupić się na dobrej zabawie. Była mile zaskoczona, gdy Lucjusz Malfoy poprosił ją więcej niż raz do tańca, musiała przyznać, że był wyśmienitym tancerzem. W chwilach odpoczynku zaskoczona zauważyła, że Ginny prawie cały czas jest w pobliżu Snape’a. Mistrz Eliksirów, choć wyglądał na niezadowolonego, tańczył z rudowłosą bardzo często, a gdy ktoś inny poprosił ją do tańca, śledził każdy ich krok.
-Chyba o czymś nie wiem- mruknęła pod nosem.
-Czyżby domyślała się Pani o zażyłości łączącej tą dwójkę?- zapytał Malfoy stając obok niej z dwoma kieliszkami szampana, podał jej jeden i wskazał tańczącą parę.
-Narazie to podejrzenia- odparła szczerze i uśmiechnęła się lekko- Lecz znając Ginny, będę bardzo zaskoczona tym co z niej jutro wyciągnę.
-Nie wątpię- przyznał rozglądając się po Wielkiej Sali- Mam nadzieję, że podoba się Pani dzisiejsza uroczystość.
-Jest w szlachetnym celu, więc jak najbardziej- powiedziała zakładając włosy za ucho i spojrzała na niego poważnie- Bardzo się cieszę, że zbiórka pieniędzy zostanie przekazana na pomoc dzieciom z uboższych rodzin.
-Należy się tym zająć- przytaknął.
Hermiona chciała już coś powiedzieć, lecz obok niej pojawił się Hagrid.
-Hermionka!- zawołał zachwycony na jej widok- Cholibka, aleś ty się wystroiła! Pięknie wyglądasz! Jakżem cię tylko zobaczył, to wiedziałem, że muszę z tobą zatańczyć!
-Też tak uważam- zaśmiała się Hermiona i chwyciła wielką dłoń gajowego.
Taniec z pół-olbrzymem nie był łatwym zadaniem, ale była gryfonka cieszyła się z towarzystwa Hagrida. Jako jeden z nielicznych zawsze znajdował dla niej czas.
-Hermiono, muszę cię o coś prosić , ale nie wiem jak cholibka- powiedział Hagrid podczas tańca- Nie chcę cię urazić, czy coś…
-Możesz być ze mną szczery- odpowiedziała- Nawet o to proszę.
-Uważaj na Mafloy’a- rzekł, a widząc jej zmarszczone czoło, szybko dodał- Wiem, żeś jest bardzo mądra, ale pamiętaj o jego przeszłości, znam go nie od dziś, zawsze ma jakiś ukryty cel.
-Będę o tym pamiętać- obiecała.
Gdy piosenka się skończyła, uściskała przyjaciela i usiadła przy jednym z wolnych stolików.
-Witam- powiedziała rozbawiona, gdy Ginny opadła na krzesło obok niej.
-Jutro zdam ci raport- mruknęła zmęczona rudowłosa, po czym uśmiechnęła się uroczo- Ale dziś mam zamiar wykorzystać czas, żeby rozruszać tego ponuraka- oznajmiła wskazując na Snape’a, który stał w kącie sali, rozmawiając z Lucjuszem. Jak gdyby wyczuł, że o nim mowa, bo spojrzał w ich kierunku mrużąc oczy.
-Trzymam cię za słowo- Hermiona chwyciła do ręki szklankę z sokiem i spojrzała na przyjaciółkę- Chłopaki wyszli.
-Widziałam- westchnęła Ginny krzywiąc się- Może to i lepiej, nie mamy czym się przejmować.
-Pewnie masz rację- kobieta przygryzła dolną wargę, zastanawiając się jak rozpocząć pewien temat.
-On może coś knuć, ale nie musi- odezwała się Ginny, jakby czytając jej w myślach, a widząc zaskoczenie na twarzy Hermiony, wzruszyła ramionami- Hagrid ze mną też tańczył- pokręciła zrezygnowana głową- Musiałam wysłuchać wad Severusa Snape’a, a ma ich masę, po czym Hagrid podzielił się ze mną spostrzeżeniami na temat Malfoy’a,
-Nie mam nic, co mógłby ode mnie chcieć- odparła Hermiona- Może po prostu dzisiaj jest miły?
-Wierzysz w to?
-Próbuje- westchnęła- On nie pamięta, niech tak pozostanie.
-A gdyby sobie przypomniał?- zapytała Ginny cicho.
-Nie wiem- odparła szczerze Hermiona- Było dla mnie trudne, wrócić do tego co było przed tamtym zdarzeniem, ale umiem już udawać, że zapomniałam.
-Udawanie nie jest do końca dobre.
-Możliwe, ale co mi pozostaje?- zadała pytanie, na które chyba sama nie chciała poznać odpowiedzi.
-Możesz spróbować- podsunęła rudowłosa bawiąc się wisiorkiem w kształcie kruka, który Hermiona pierwszy raz u niej widziała- Nie musi to się źle skończyć.
-Nie musi- przyznała, po czym wstała- Koniec gdybania na dziś! Mam zamiar się dobrze bawić, ty też, prawda?
-Tak- Ginny również wstała i uśmiechnęła się na widok Mistrza Eliksirów idącego w ich stronę- Czas wrócić na parkiet!
Hermiona z uśmiechem obserwowała jak rudowłosa chwyta za rękę Severusa Snape’a, a ten z beznamiętnym wyrazem twarzy przyciąga ją do siebie.
-Może weźmy z nich przykład panno Granger- odezwał się Lucjusz stając obok niej.
-Hermiono- poprawiła go- Mam na imię Hermiona.
-Lucjusz- przedstawił się z krzywym uśmieszkiem- Więc Hermiono, jeżeli wiemy jak się do siebie zwracać, może czas na taniec?
-Tak- zgodziła się i z gracją podała mu swą dłoń.


W poniedziałek wstając z łóżka skrzywiła się czując ból w nogach. Skutek całonocnego tańca.
Choć mogła przyzwyczaić się do tego dyskomfortu, jeżeli każdy bal będzie tak udany.
Bawiła się wyśmienicie w towarzystwie Malfoya’a. Postanowiła więc cieszyć się chwilą, a nie myśleć o jego motywach.
Rozmyślania przerwał jej puchacz Ginny.


Wieczorem w moich komnatach.
Dowiesz się wszystkiego!
GW


-Najwyższy czas- mruknęła z uśmiechem.
Gdy po kolacji weszła do salonu rudowłosej, ujrzała cały pokój porozrzucanych ubrań.
-Okradli cię?- zapytała marszcząc czoło i przesunęła kilka sukienek by usiąść na kanapie.
-Zaprosił mnie na randkę… chyba- odparła Ginny chodząc po salonie i przyglądając się każdej rzeczy.
-Chyba?
-Powiedział, że mam być przy wyjściu o dwudziestej- westchnęła i usiadła na podłodze- Miona ja naprawdę nie wiem co się dzieję.
-Spotykasz się z Severusem Snape’em- powiedziała Hermiona z niedowierzaniem- I mi nic o tym nie powiedziałaś!
-Powiedziałam!- oburzyła się Ginny wstając- Dzisiaj jest nasza pierwsza randka!
-Wczorajsza się nie liczy?- zapytała była gryfonka zakładając ramiona na piersi i uśmiechając się.
-Oh…- rudowłosa zarumieniła się- Sama byłam zaskoczona wczorajszym zachowaniem Severusa, wydawało mi się, że traktuje mnie lepiej, że przekonuje się do mojego towarzystwa, ale jakoś nie spodziewałam się…
-Że spędzi z tobą całą noc- dokończyła za nią Hermiona.
-To prawda- przyznała Ginny- Ale nie narzekam! Tylko…
-Tylko co?- zapytała zaniepokojona widząc smutek na twarzy przyjaciółki.
-Wiesz…. Tyle razy słyszałam, że on tak bardzo kochał matkę Harrego…
-Myślisz, że jesteś jej substytutem?- domyśliła się Hermiona, a gdy panna Weasley przytaknęła, podeszła do niej i ją przytuliła- Dał ci wisiorek.
-Kruka- przytaknęła dotykając zawieszki- To jego forma animagiczna.
-Z tego co pamiętam z opowieści Syriusza i Remusa, Lily była miłą i spokojną, choć odważną kobietą, w tym wszystkim jesteś podobna do niej jedynie z punktu widzenia odwagi, Gin!
Jesteś wredna, masz charakterek i umiesz postawić na swoim! Oczywiście, że jesteś miłą osobą, ale tylko dla tych, którzy na to zasługują! Nie masz się czym martwić!
-Mam nadzieję- mruknęła i spojrzała na Hermionę z uśmiechem- Pierwszy raz przespałam całą noc.
-Naprawdę?- ucieszyła się była gryfonka i uściskała rudowłosą- Tak się cieszę!
-To chyba dzięki niemu- zamyśliła się- Żadnego koszmaru przez całą noc… śniłam o szczęściu…
-Zasługujesz na nie!- zawołała Hermiona i wskazała na bałagan- To na co się decydujesz?
Gdy po godzinie wracała do swoich komnat, przystanęła na trzecim piętrze i zamyśliła się.
Na uczcie powitalnej Dumbledore kategorycznie zakazał wałęsania się po tym korytarzu.
Wiedziała, że nie powinna, ale nie mogąc się powstrzymać chwyciła różdżkę i powoli skradała się zakazanym korytarzem.
Na samym końcu ujrzała wielkie, drewniane drzwi.
-Alohomora -wyszeptała i poczuła jak jej serce przyśpiesza.
Jakie było jej zdziwienie, gdy na środku pomieszczenia ujrzała wielkie lustro.
-Zwierciadło Ain Eingarp- domyśliła się podchodząc bliżej- AIN EINGARP ACRESO GEWTEL AZ RAWTĄ WTE IN MAJ IBDO- przeczytała- ODBIJAM NIE TWĄ TWARZ ALE TWEGO SERCA PRAGNIENIA- dotarło do niej, że właśnie o tym lustrze opowiadał jej Harry, to w nim ujrzał rodziców.
Zamknęła oczy zastanawiając się, czy powinna w nie spojrzeć. Czy jej sens? Czyż nie wiedziała jakie ma pragnienie?
Pokusa jednak była zbyt silna, gdy tylko spojrzała w nie, wiedziała, że przepadła.
-Nie powinna Pani tego robić- usłyszała za sobą dobroduszny głos.
Odwróciła się i stanęła oko w oko z Albusem Dumbledorem.
-Przepraszam!- zawołała- Ja nie wiem dlaczego, ale musiałam sprawdzić co tu jest, a teraz…
-Żałuje Pani- pokiwał głową ze zrozumieniem- Harry też żałował po czasie.
-Ponieważ marzenia nie przywrócą życia jego rodzicom- pokiwała ze zrozumieniem głową i zawstydzona spojrzała raz jeszcze w zwierciadło- To lustro nie dostarcza , ani wiedzy, ani prawdy.
-Nie- przyznał jej rację dyrektor- Ludzie tracą tak cenny czas oczarowani tym co widzą.
czasami nawet popadają w szaleństwo, nie wiedząc, czy to, co widzą w zwierciadle, jest prawdziwe lub choćby możliwe.
-Mogę w to uwierzyć- uśmiechnęła się smutno.
-Nieraz jednak zwierciadło pokazuje, pragnienia które mogą się spełnić- pocieszył ją starzec- Pan Weasley został zawodnikiem quiditcha.
-Tak, to prawda, ale…
-Nieraz warto spróbować Panno Granger- przerwał jej z uśmiechem- Przypomniałem sobie, dlaczego Pani szukałem.
-Tak?
-Chciałbym aby pomogła Pani, Lucjuszowi w zakupie najważniejszych pomocy dla dzieci, na których cel były zbierane datki na balu.
-Oczywiście dyrektorze- powiedziała nie zdając sobie sprawy, że na jej twarzy zawitał uśmiech.
-Marzenia się spełniają panno Granger- powtórzył i wyszedł.
Była gryfonka nie mogąc się powstrzymać spojrzała raz jeszcze w zwierciadło.
-Warto spróbować- pomyślała.


Na drugi dzień, gdy w południe odnosiła książki oddane przez uczniów w odpowiednie miejsca, do biblioteki wszedł Lucjusz Malfoy.
-Witam Panno Granger- przywitał się stając przed nią i patrząc na stos książek w jej rękach- Zapomniała Pani o różdżce?
-A po co mi ona w tym właśnie momencie?- zapytała podchodząc do regału i odłożyła jedną z ksiąg.
Malfoy jedynie prychnął w odpowiedzi i machnięciem różdżki odesłał wszystkie książki na odpowiednie miejsca.
-Co pan zrobił?!- wykrzyknęła zbulwersowana.
-Pomogłem- mruknął w odpowiedzi- Mój czas jej cenny.
-Mój też- odparła i z godnością przeszła obok niego, zachodząc w głowę, dlaczego zachowuje się zupełnie inaczej niż na balu.
-Wątpię- powiedział to na tyle głośno, by go usłyszała. Skrzywiła się lekko, lecz po chwili patrzyła na niego wyzywająco.
-Czyżby tylko na balach i przyjęciach jest Pan miły?- zapytała unosząc wysoko głowę, nie chcąc by widział jej zmieszanie.
-Zazwyczaj- uśmiechnął się iście ślizgońsko i podał jej pergamin- Zaczynajmy… Hermiono.
-Mogłeś od tego zacząć… Lucjuszu- odparła i usiadła przy jednym ze stolików- Co to za kwota?
-Tyle zostało zebrane na balu- odpowiedział znudzonym tonem.
-To bardzo dużo!- zawołała zachwycona- Tyle rzeczy można za to kupić dla dzieci!
-Tę kwotę należy pomnożyć razy dwa- powiedział.
-Dlaczego?
-Ponieważ zgodnie z umową,którą zawarłem z Dumbledorem, podwajam kwotę, którą udało im się zebrać- wytłumaczył.
-To wspaniale!- ucieszyła się i pchnięta impulsem objęła go ramionami, lecz po chwili cała czerwona usiadła na krześle- Przepraszam.
-Wybaczam- odparł chłodno i wskazał pergamin- Najlepiej będzie, jeżeli napiszesz, wszystko co niezbędne do zakupienia, wtedy wydam dyspozycję i rzeczy zostaną dostarczone do Hogwartu.
-Och…- zamyśliła się- Zbliża się zimna, więc na pewno ciepłe ubrania, nowe buty, oczywiście nowe szaty, ponieważ większość dzieci których rodziców nie stać na nowe, już z nich wyrosła, należy też zaopatrzyć ich w nowe kociołki, te wypożyczane ze szkoły, są w złym stanie, książki...co jeszcze….
-Panno Granger… Hermiono- poprawił się widząc jej zmarszczone czoło- Ma Pani plany na jutrzejszy wieczór?
-Nie- odparła szybko.
-Więc mam nadzieję, że zgodzisz się towarzyszyć mi na dość nudnym spotkaniu z francuską delegaturą – powiedział- Potrzebuję kogoś kto ich oczaruje.
-I wybrałeś mnie?- zdziwiła się- Chyba nie bardzo wiem, jak czarować, bez użycia różdżki.
- Sądzę, że sobie doskonale poradzisz- odparł wstając- wypisz wszystko co należy zakupić i przekażesz mi to jutro, a teraz wybacz, ale mam spotkanie.
-Do widzenia- zdążyła powiedzieć zanim wyszedł.
Gdy tylko znalazła się w swoich komnatach, ujrzała Ginny siedzącą u niej na kanapie.
-Stało się coś?- zapytała widząc zamyśloną rudowłosą.
-Chyba zgłupiałam do reszty- mruknęła ta w odpowiedzi.
-Więc jest nas dwie- westchnęła Hermiona i opadła obok przyjaciółki.
-Malfoy?
-Mhy… Snape?
-Mhy- przytaknęła Ginny i spojrzała w sufit- Miłość jest ślepa?
-Prawdopodobnie- Hermiona uśmiechnęła się lekko- Pamiętasz co Luna miała napisane na ścianie w swoim dormitorium?
"To niemożliwe.." - powiedział rozsądek. "To ryzykowne.." - powiedziało doświadczenie. "To bezsensowne.." - powiedziała duma. "Mimo wszystko spróbuj.." - powiedziało serce.- zarecytowały razem.
-Myślisz, że warto spróbować?- zapytała Ginny cicho.
-Chyba tak- odparła panna Granger patrząc na swoje dłonie- Choć będzie to trudne.
-Snape prawdopodobnie się mną bawi- wyznała rudowłosa, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy.
-Dlaczego tak myślisz?- Hermiona objęła ją mocno.
-Wczoraj było wspaniale, był… był sobą, ale czułam się ważna, czułam, że cieszy się z mojego towarzystwa- powiedziała po chwili ciszy- Ale na kolacji byliśmy w mogolskiej części Londynu, a gdy wracaliśmy…
-To?
-Gdy byliśmy w pobliżu Pokątnej, powiedział, żebym sama wróciła do Hogwartu przez kominek w Świńskim Łbie.
-Nie chciał z tobą wrócić?- zdumiała się hermiona.
-On się mnie wstydzi- Ginny wzruszyła ramionami- Myślałam, że się zmienił, miałam nadzieję, że po wojnie wreszcie zacznie.., że da mi szansę, a on?
-Może sam nie wie… znaczy Ginny, sama dobrze wiesz, jaki jest Snape- zaczęła Hermiona- Może on też się boi?
-Czego?
-Ciebie- zaśmiała się na widok szoku na twarzy przyjaciółki- No wiesz, jesteś młodą kobietą, może uważa, że …
-Nie znudzę się nim!- zawołała- Przecież kocham tego kretyna od dwóch lat!
-Od dwóch?!- tym razem Hermiona podniosła głos- Ginewro Molly Weasley! Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
-Bo myślałam, że to zauroczenie- rudowłosa wstała- Ale jednak miłość, więc co mam robić?
-Daj mu czas.
-Może… a co z Malfoy’em?
-Zaprosił mnie na spotkanie ze swoimi klientami – przyznała- Nie wiem czy powinnam iść.
-Powinnaś- zdecydowała za nią Ginny- Co na siebie założysz?
-Ja… - w tym właśnie momencie przed nimi zmaterializował się skrzat z dużym pudełkiem w rękach.
-Dla pani, panno Granger- powiedział, ukłonił się i zniknął z cichym pyknięciem.
-Co to takiego?- zastanawiała się głośno Hermiona wpatrując w pudełko, które leżało na stole.
-Otwórz, to się dowiesz- zaproponowała Ginny, a widząc, że przyjaciółka nie ruszyła się z miejsca, sama odpakowała przesyłkę- Jaka piękna!
W środku znajdowała się najpiękniejsza suknia jaką kiedykolwiek widziały.
-Musiała kosztować majątek- westchnęła z zazdrością Ginny i podała jej kartkę która była w pudełku.


Na jutrzejsze spotkanie.
Mam nadzieję, że Ci się spodoba.
LM


-Nie mogę jej przyjąć!- mruknęła dotykając delikatnie kryształków którymi pokryty był dekolt.
-A jednak- zaśmiała się Ginny- Masz już strój na jutro, więc nie masz już odwrotu!


Hermiona niepewnie czuła się w tak drogiej kreacji. Sukienka przylegała do jej ciała, jak druga skóra, plecy były odkryte, miała długie rękawy, oraz delikatny tren.
-Wyglądasz cudownie!- zawołała rudowłosa, gdy ujrzała przyjaciółkę- Teraz fryzura i makijaż.
O dwudziestej usłyszała pukanie do drzwi, Ginny posłała jej buziaka i za pomocą kominka przeniosła się do siebie.
-Witaj- uśmiechnęła się nieśmiało, otwierając drzwi. Malfoy prezentował się wspaniale w idealnie skrojonej szacie wyjściowej.
-Wyglądasz zjawiskowo Hermiono- powiedział i pocałował ją w rękę- Gotowa?
-Oczywiście- odparła rumieniąc się delikatnie- gdzie idziemy?
-Do Srebrnego Węża- Lucjusz spojrzał na nią z ukosa, gdy szli do punktu, gdzie mogli się teleportować- Francuzi mają osobliwy sposób bycia- odchrząknął- Gdybyś poczuła się niekomfortowo, powiedz.
-Dobrze- obiecała i przymknęła oczy, gdy przyciągnął ją do siebie by przenieść ich do restauracji.
Hermiona znała to miejsce z opowiadań Levander. Wiedziała, że każda kobieta marzy, by zjeść tu kolację. Było to bardzo drogie i wykwintne miejsce. Przyjmowało tylko wpływowych gości, więc na wolne miejsce czekało się miesiącami.
Gdy tylko pracownicy ujrzeli Malfoy’a, od razu zaprowadzono ich na miejsce.
Okazało się, że przybyli pierwsi. Lucjusz kurtuazyjnie odsunął Hermionie krzesło, gdy usiadła zajął miejsce obok niej.
-Na pewno jestem odpowiednią osobą by ci tu towarzyszyć?- zapytała cicho, przytłoczona bogactwem, które ich otaczało.
-Jak najbardziej- odparł i wstał, gdy podeszło do nich dwóch mężczyzn.
Jeden był miłym staruszkiem po sześćdziesiątce o imieniu Albert, oraz młody mężczyzna starszy od Hermiony o dwa lata.
-Bonsoir!Mam na imię Gaston- przedstawił się i ucałował dłoń Hermiony, jak przed nim Lucjusz, lecz była gryfonka nie odczuła teraz tej samej przyjemności co w obecności blondyna.
-Hermiona.
- Enchante- odparł mężczyzna- Piękna kobieta, z pięknym imieniem.
Hermiona uśmiechnęła się grzecznie i nieznacznie przysunęła w stronę Lucjusza.
Przez całą kolację starała się być miła i odzywała się od czasu do czasu.
Niestety przez większość czasu Lucjusz rozmawiał z Albertem o miotłach wyścigowych o których Hermiona nie miała pojęcia, więc pozostawała jej rozmowa z Gastonem.
-Czym się zajmujesz moja droga?- zapytał mężczyzna, gdy podano danie główne.
-Pracuje w Hogwarckiej bibliotece- odparła z uśmiechem- Wspaniała praca i…
-Excusez-moi- skrzywił się- Biblioteka to strasznie nudne miejsce.
-Nie prawda- oburzyła się- Książki skrywają wiele sekretów, można się…
-Nuda- machnął lekceważąco ręką- Co taka piękna kobieta, robi tam całe dnie?
-Powiedziałabym, ale zapewne nazwiesz to nudą- odparła zaciskając usta.
-Parodon? Nuda?- skrzywił się- Książki są nudne madame.
-Zależy dla kogo- zauważyła.
-Zapewne- chwycił jej dłoń i spojrzał w oczy- A czymże zajmujesz się jutro?.
-Obmyślaniem, jak mnie przekonać bym cię nie zabijał- warknął Malfoy patrząc na mężczyznę z nienawiścią i wyjął rękę Hermiony z jego uścisku- Mam nadzieję, że omówiliśmy najważniejsze rzeczy Albercie- powiedział wstając i nadal trzymając rękę Hermiony skierował się do wyjścia- Będziemy w kontakcie.
-Oczywiście- usłyszała jeszcze, po czym zaleźli się na zewnątrz.
-Impertynent!- warknął Lucjusz kierując się w sobie tylko znanym kierunku, Hermiona musiała biec by za nim nadążyć, gdyż nadal nie puścił jej dłoni.
-Lucjuszu…
-Jego zachowanie było niedopuszczalne!
-Lucjuszu…
-Dopilnuje by więcej nie pojawił się w Anglii!- zagrzmiał blondyn przyśpieszając.
-Malfoy!- zawołała tracąc cierpliwość.
Blondyn przystanął i spojrzał na nią zaskoczony.
-Po pierwsze mam szpilki na nogach- odezwała się odzyskując oddech- Po drugie za szybko idziesz! Po trzecie jest mi zimno- dokończyła cicho.
Lucjusz od razu zarzucił na jej ramiona swoją pelerynę i zmarszczył czoło.
-Musisz wybaczyć mi moje zachowanie, ale ten …
-Idiota- podpowiedziała, na co zareagował lekkim uśmiechem.
-Można tak go nazwać- zgodził się wspaniałomyślnie- Mam nadzieję, że swoim zachowaniem nie zrujnowałem ci wieczoru.
-Uratowałeś go- zaśmiała się- Ten cały Gaston działał mi na nerwy!
-Więc mogliśmy wcześniej skończyć to spotkanie- stwierdził Malfoy i spojrzał na byłą Gryfonkę marszcząc czoło.
-Ubrudziłam się?- zapytała zmieszana i uniosła rękę chcąc otrzeć usta.
-Nie- odparł chwytając jej dłoń.
Hermiona zarumieniła się, na co Lucjusz uśmiechnął się lekko.
-Co powiesz na spacer do siedziby mojej firmy?.
-Z przyjemnością- zaśmiała się przekrzywiając głowę, by lepiej mu się przyjrzeć- Czyżbyś chciał mnie zatrudnić? Rozmowy kwalifikacyjne powinny być przeprowadzane w godzinach pracy.
-Ja pracuję całą dobę panno Granger- powiedział podając jej ramie.
Hermiona musiała przyznać, że czas spędzony z blondynem upłynął jej bardzo szybko.
W Malfoy Corporation spędzili półgodziny w czasie której, Lucjusz podpisał parę dokumentów, a Hermiona obejrzała wszystkie księgi znajdujące się na półkach.
-Masz tu pozycję, których nigdzie nie można znaleźć!- krzyknęła zachwycona.
-Jeżeli jakaś ci odpowiada, to ją zabierz- poradził przeglądając papiery na swoim biurku.
-Bałabym się, że je zniszczę- pokręciła niezdecydowana głową- A gdyby nie daj Merlinie…
-To są tylko książki- westchnął Lucjusz- Jeżeli jakaś się zniszczy, co w Twoich rękach jej nie czeka, to kupię nową.
-Biorę- zdecydowała i chwyciła pierwszą z brzegu- Ostrzegam, że przeczytam wszystko po kolei!
-Cała przyjemność po mojej stronie- wyprostował się i roześmiał na widok rozanielenia na jej twarzy- Jeżeli książki tak na ciebie działają, to praca w bibliotece jest chyba tym czego zawsze pragnęłaś.
-Oczywiście- przytaknęła- A myślałeś, że gdzie chciałabym pracować?
-W Ministerstwie- odparł bez zastanowienia.
Hermiona zamyśliła się.
-Myślałam o tym, ale oznaczałoby to kontakty z prasą, oraz wiele okazji na bale i przyjęcia w których musiałabym brać udział- skrzywiła się- Nie lubię być na świeczniku, a na pewno taką rolę bym otrzymała w Ministerstwie…. Przyjaciółka Harrego Pottera.
-Sądzę, że masz rację- skrzyżował ramiona na piersi- Byłabyś pionkiem.
-Tak- westchnęła, po czym spojrzała na niego poważnie- Odpowiesz mi na jedno pytanie?
Skinął głową opierając się o biurko.
-Co sprawiło, że się zmieniłeś?- zapytała cicho- Dlaczego chcesz ze mną spędzać czas…. Masz w tym jakiś interes?
Lucjusz wpatrywał się w nią bez słowa przez dłuższą chwilę, po czym podszedł do niej i wskazał drzwi.
-Chcę żebyś gdzieś ze mną poszła.
-Gdzie?- zapytała.
-Zaufaj mi- poprosił i wyszedł z gabinetu.
-Ufam ci- szepnęła sama do siebie i ruszyła za blondynem.
-Skorzystamy z kominka- powiedział- Malfoy Manor Hermiono.
-Ja…- skuliła się- Ja nie chce…
-Zaufaj mi- powtórzył.
Hermiona odetchnęła głęboko i wzięła w garść trochę proszka fiu.
-Malfon Manor- powiedziała zamykając oczy.
Gdy je otworzyła zaskoczona ujrzała przestronny, jasny salon.
Stanęła na dywanie i rozglądała się dookoła, do chwili w której Lucjusz nie stanął obok niej.
-Dom przeszedł pewne zmiany- odezwał się.
-Zauważyłam- mruknęła- Dlaczego chciałeś byśmy tu się przenieśli.
-Ponieważ tu przechowuje najważniejsze rzeczy- odparł i różdżką przywołał kamienną Myślodsiewnie.
-Co chcesz mi pokazać?- zaciekawiona podeszła do naczynia.
-Pewne wspomnienie, które otrzymałem w prezencie- powiedział i zaprosił ją gestem dłoni.


Hermiona już po chwili stała w ciemnym lochu i znów poczuła ten sam ból co wtedy.
Na zimnej podłodze leżał blondyn cały we krwi.
-Pomogłaś mi- Lucjusz zjawił się obok niej i z beznamiętnym wyrazem twarzy, patrzył na samego siebie.
-Pamiętasz co się wtedy wydarzyło?- zapytała cicho nie odrywając oczu od jego zakrwawionej postaci.
-Miałem mgliste wspomnienia- odparł po chwili ciszy- Aż do chwili, w której Severus nie stworzył eliksiru, który przywrócił mi pamięć ostatecznie.
-Niemożliwe!- wykrzyknęła patrząc na niego w szoku- Rzuciłam Obliviate! Nie mógł tego naprawić! Nie możesz pamiętać!
-Zapominasz, że Severus jest Mistrzem Eliksirów- powiedział i po chwili znów znajdowali się w salonie- Sprawia, że rzeczy niemożliwe są jednak możliwe.
-Ale…- zająknęła się, lecz Lucjusz nie dał jej czasu na zastanowienie. Przyciągnął ją gwałtownie do siebie i wbił się w jej czerwone usta z całą desperacją, którą czuł od chwili w której wróciły jego wspomnienia.
-Nie dam ci czasu na myślenie- wymruczał, gdy na chwilę się od siebie oderwali- Potem będzie na to czas.
-Ach zamilcz Malfoy- warknęła przyciągając z powrotem jego usta do swoich.


Hermiona nigdy nie miała problemów z pamięcią.
Mogła wyrecytować każde słowo, które padło w rozmowie z profesorem Dumbledorem na początku roku, lub zaśpiewać każdą piosenkę, którą wymyślili bliźniacy w czasie nauki w Hogwarcie. Miała doskonałą pamięć, lecz nocy z Lucjuszem nie pamiętała.
Wspomnienia kończyły się w chwili gdy ją pocałował. Potem wszystko działo się tak szybko.
Wiedziała jednak, że była tam gdzie chciała być.
Gdy otworzyła oczy i ujrzała śpiącego blondyna, westchnęła ze szczęścia.
Tęskniła za nim. Tęskniła za jego dotykiem. Tęskniła za jego głosem. Tęskniła za wszystkim co miało jakikolwiek związek z jego osobą.
Dlaczego rzuciła czar, który sprawił , że o niej zapomniał?


-Hermino jak się czujesz?- zapytała Pani Weasley wchodząc do pokoju.
-Dobrze- odparła starając się uśmiechnąć.
-Potrzebujesz czegoś?- rudowłosa poprawiła jej poduszki, starając się nie patrzeć na zabandażowaną rękę.
-Nie, dziękuję- odwróciła wzrok w stronę okna-Jak się czuje Pan Malfoy?
-Nadal jest nieprzytomny- usłyszała cichą odpowiedź- Nie zawracaj sobie głowy teraz Lucjuszem, najważniejsze abyś wyzdrowiała.
Hermiona nie mogąc uwierzyć w to co usłyszała. Spojrzała na kobietę marszcząc czoło.
-Jak mogę nie przejmować się…
-Źle mnie zrozumiałaś Hermiono- uspokoiła ją Pani Wealsey- Lucjusz wyzdrowieje, nic mu już nie grozi.
Gryfonka pokiwała ze zrozumieniem głową i przymknęła oczy. Gdy usłyszała, że drzwi za rudowłosą się zamknęły, usiadła i dotknęła bandaży.
Krzywiąc się odwinęła je i ze łzami w oczach wpatrywała się w napis, który otrzymała od Bellatriks Lestrange.
-SZLAMA- przeczytała i ze złością wstała z łóżka.
Pobyt w Malfoy Manor był najgorszym okresem w jej życiu.
Tortury były niczym, w porównaniu ze strachem… nie bała się śmierci, bała się, że może nie wytrzymać bólu i zdradzić przyjaciół i Zakon.
Westchnęła i po cichu wyszła z pokoju. Wiedziała, że Malfoy leży w pokoju obok.
Gdy go zobaczyła, przypomniała sobie moment, gdy do lochu w którym leżała wrzucono mężczyznę całego we krwi.
Od razu rzuciła się by mu pomóc. Jakie było jej zdziwienie gdy dotarło do niej, że to Lucjusz.
Nie miała pewności czy to nie żadne podstęp, ale nie mogła go tak zostawić.
Oczyściła jego rany, wodą którą zostawiano jej co rano.
Chcąc, nie chcąc Hermiona zdjęła koszulę blondyna by sprawdzić czy wszystkie rany, zostały zdenazyfikowane. Pisnęła na widok blizn na jego ciele.
-Chyba ten jaszczur uwielbia się znęcać nad wszystkimi- mruknęła.
Malfoy ocknął się po godzinie, gdy ją zobaczył pochylającą się nad nim warknął.
-Co ty tu robisz?- wychrypiał próbując usiąść.
-Postanowiłam sobie posiedzieć w lochach- odparła odgarniając poplątane włosy na plecy, odkrywając wielkie siniaki na szyi.
-Kto ci to zrobił?- zapytał blondyn opierając się o zimną ścianę.
-Rudolfus Lestrange- wzruszyła ramionami- Nie spodobała mu się moja odpowiedź.
-Ile tu jesteś?
-Nie wiem- rozejrzała się po ciemnym wnętrzu- Straciłam poczucie czasu. Właśnie w tym momencie usłyszała krzyk pełen cierpienia.
Hermiona zakała uszy i zaczęła mruczeć pod nosem. Jakie było jej zdziwienie gdy poczuła obejmujące ją ramiona. Spojrzała na blondyna, a ten z beznamiętnym wyrazem twarzy unikał jej wzroku.
-To co tu się dzieje, może wydawać ci się najgorsze co cię w życiu spotkało- odezwał się po chwili- Ale te krzyki oznaczają, coś co powinno dać ci nadzieję.
-Nadzieję?!- wykrzyknęła- Niby jaką?
-Osoba która w tym momencie jest poddawana torturom, jeszcze żyje- odparł surowym głosem, odsunął się od niej i wstał opierając się ręką o ścianę- Co oznacza, że nie zginie dzisiaj.
-Ale…
-Snape cię uwolni- powiedział podchodząc do drzwi celi- To kwestia czasu.
-A pan?
-Ja?-prychnął- Często tu trafiam- warknął- I nie tylko ja.
-Snape- domyśliła się- To niebezpieczne...
-Znamy swoje zadanie- powiedział kończąc temat.
Malfoy został wypuszczony pod koniec dnia.
Ją uratowano na drugi dzień. Do końca życia będzie pamiętać tą ulgę, gdy znalazła się w Muszelce.
Wreszcie była bezpieczna. Okazało się,że osobą której krzyki słyszała, była Ginny, która teraz znajdowała się w Norze, pod opieką Pani Weasley, która za pomocą kominka kursowała między swoim, a Billa i Fleur domem.
Na drugi dzień po uratowaniu, późno w nocy usłyszała krzyk Billa.
-Fleur przygotuj pokój!- zawołał do żony.
Hermiona krzywiąc się z bólu wstała i powoli podeszła do drzwi uchylając je.
W tym momencie Bill razem ze Snape’m wchodzili po schodach podtrzymując słaniającego się na nogach Malfoy’a.
-Granger wracaj do pokoju!- warknął Mistrz Eliksirów.
Hermiona stała jednak nadal wpatrując się w blondyna.
-Dlaczego nie lewitujecie go?!- zapytała Fleur otwierając drzwi pokoju, do którego wnieśli Lucjusza.
-Nie możemy używać czarów- usłyszała Hermiona- Czarny Pan zadbał, by Lucjusz cierpiał dłużej, każda próba uleczenia go za pomocą czarów, może skończyć się dla niego…
Więcej nie było dane usłyszeć Hermionie, ponieważ ktoś zamknął drzwi.
Wróciła do łóżka, lecz nie mogła zasnąć.
Jedno napawało ją nadzieją. Jeżeli Malfoy przebywa teraz w Muszelce, nie będzie już cierpieć.
-Voldemort musi czuć się zagrożony- mruknęła- Dlatego znęca się nawet nad swoimi ludźmi.
Lucjusz Malfoy został poddany torturom, gdy sprzeciwił się wysłania Dracona na niebezpieczną akcję. Gryfonka wiedziała, że Draco także jest szpiegiem Zakonu, nie zawsze mu ufała, tak jak Lucjuszowi i Snape’owi, ale zdawała sobie sprawę że codziennie narażają swoje życie.
-Oszalałeś!- nad ranem Hermionę obudziły krzyki dobiegające z kuchni.
Wstała więc i powoli ubrała.
Domyśliła się, że rzucono Silencio by nie słyszała kłótni.
Gdy pojawiła się w kuchni, Fleur i Bill wpatrywali się ze złością w Remusa Lupina.
-Co się dzieje?- zapytała zwracając tym na siebie uwagę.
-Hermiono powinnaś odpoczywać- odezwał się Remus.
-Nic mi nie będzie- odparła i spojrzała na Billa- Więc?
-Nie zrobić tego co on chce!- krzyknęła Fleur stanowczo- Koniec! Pas!
-To jedyny sposób- wytłumaczył mężczyzna zmęczonym głosem.
-Trzeba zostać- powiedziała francuska- Hermina jest chora! I Malfoy! Nie można ich zostawić! Pas!
-O czym wy mówicie?- Hermiona zmarszczyła czoło.
-Remus chce byśmy opuścili dom- wyjaśnił Bill.
-Dlaczego?
-Czarny Pan może chcieć znaleźć Lucjusza- wyjaśnił Remus.
-Ale…
-Dlatego Albus chce, byście przenieśli się do Nory.
-Ja zostanę- powiedziała od razu Hermiona.
-Mówić!- prychnęła Fleur- Mówić wam, że ona tak powie!
-Ale Hermiono….
-Nie można pomóc Malfoy’owi bez magii- zaczęła cicho- Ja poradzę sobie sposobami mugolskimi. Moi rodzice są dentystami- przypomniała- Ale zawsze to lekarze, więc nauczyli mnie pieerwszej pomocy i …
-Nie rozumiesz- przerwał jej Lupin- W każdej chwili mogą zjawić się tu śmierciożercy!
- Mogą- przyznała- Ale jeżeli narzucisz na dom jeszcze kilka zaklęć ochronnych to będziemy bezpieczni. Jeżeli ktoś się zbliży, będę o tym wiedzieć.
-Świstoklik- podsunął Bill- Mogę przygotować Świstoklik, który przeniesie Hermionę do Nory gdy zajdzie taka potrzeba.
-Ty chcieć to zrobić?- zdenerwowała się Fleur- Nie możemy ich zostawić!
-Nie chce tego robić- odpowiedział jej rudowłosy- Ale nie chcę także żeby stała ci się krzywda!
-Nic mi nie będzie!
-Hermiono na pewno sobie poradzisz?- zapytał Bill gryfonkę.
-Tak- przytaknęła.
Reszta potoczyła się szybko. Bill i Fleur spakowali najważniejsze rzeczy i przenieśli się do Nory.
Lupin nałożył na Muszelkę dodatkowe osłony, które zapewnią gryfonce większe bezpieczeństwo.
-Pamiętaj by nosić Świstoklika przez cały czas- powtórzył wskazując na medalion który zawisł na szyi Hermiony.
-Wiem- uspokoiła go- Dam radę.
-Gdyby coś się działo…
-Dam wam znać- obiecała.
Gdy została sama, rozejrzała się po kuchni.
-Musi coś zjeść- powiedziała sama do siebie i przygotowała zupę.
Weszła do pokoju Malfoya.
Leżał na łóżku z zamkniętymi oczami, wiedziała, że nie śpi. Wiedziała także, że cierpi, ponieważ rany były głębokie, a nie można było ich uleczyć.
-Przyniosłam obiad- odezwała się odsuwając zasłonę, by wpuścić trochę światła do pokoju.
-Nie jestem głodny- warknął- I z łaski swojej zasłoń to cholerne okno!
-Nie- odparła lekko i usiadła na brzegu łóżka- Usiądź.
-Gdzie jest ta irytująca francuska?- zapytał ignorując jej prośbę.
-Przenieśli się do Nory.
-Zostawili cię ze mną samą?!- wykrzyknął wściekły siadając i krzywiąc się z bólu- Czy oni do reszty zdurnieli?
-Bill chce bezpieczeństwa dla swojej żony- wyjaśniła Hermiona- Jest to zrozumiałe. Gdyby znaleźli nas śmierciożercy mam świstoklika.
-Postarali się- zakpił i próbował chwycić łyżkę do ręki, ale przez jej drżenie było to trudne- Cholerne cruciatusy!
-Pomogę ci- zaproponowała i nie zważając na jego wściekłą minę zaczęła go karmić.
-Nie jestem dzieckiem idiotko!- warknął.
-Oj za mamusie- uśmiechnęła się słodko.
Malfoy spojrzał na nią jak na wariatkę, po czym roześmiał się.
-Jesteś … brak słów- mruknął.
-Oto chodzi- odparła i wstała- Idę przygotować bandaże i wodę, zmienię ci opatrunki. Chcesz może z kimś się skontaktować?
-Draco- mruknął- Potrzebuję różdżki.
-Mam się z nim skontaktować?- zapytała poprawiając mu poduszki.
-To będzie zbyt niebezpieczne- warknął – Wezwałbym skrzata, ale Voldemort ma nad nim władzę.
-Więc jak…
-Potrzebuje różdżki Granger- powtórzył- Moja została zniszczona.
-Moja też- westchnęła.
-Nie masz różdżki?!- wykrzyknął wściekły.
-Mam- odparła- Remus zostawił mi jedną- wyciągnęła różdżkę i podała mu- Nie słucha mnie tak jak powinna.
-Nie należy do ciebie- mruknął i wyczarował Patronusa.
Hermiona wyszła , by po chwili wrócić i wziąć się za zmienianiem opatrunków.
Co innego rozbierać mężczyznę, gdy jest nieprzytomny , a co innego gdy patrzy na nią z kpiną.
-Czyżbyś się wstydziła?- zapytał z krzywym uśmieszkiem.
-Zamknij się- mruknęła rumieniąc się, gdy zdjął koszulę.
-Chyba widziałaś już nagiego mężczyznę, prawda panno Granger?
-Jak ty mnie irytujesz- powiedziała i szybko skończyła, po czym spojrzała mu w oczy- Nie zaczyna się z osobą, która ci gotuje.
-Szantaż- zaśmiał się- Prawdziwie gryfońskie zachowanie….a jednak ślizgońskie.
-Ja….- zaczęła, lecz przerwał jej hałas na dole- Ktoś tu jest.
-Siedź-warknął Malfoy głosem nieznoszącym sprzeciwu- To Dracon.
-Skąd wiesz?
-Wszedł przez kominek- odparł patrząc na nią ze zmarszczonym czołem- Czyżbyś się bała Granger?
-Żeby to raz- westchnęła, gdy Draco wszedł do pokoju.
-Jak widzę, macie się dobrze- powiedział na wstępie- I wyciągnął dwie różdżki, jedną podał ojcu, drugą Hermionie.
-Ale….- zaczęła wpatrując się w przedmiot- Ona nie należy do mnie.
-Olivander ją wybrał, więc nadaje się znakomicie- odparł Draco i spojrzał na ojca- Jak się czujesz?
-Bywało lepiej- Lucjusz obracał różdżkę w dłoni- Co się dzieje?
-Wścieka się jak zwykle- mruknął wzruszając ramionami- Wiesz, że od czasu waszego rozwodu i ucieczki matki nasza rodzina nie należy do ulubionych.
-Rozwodzie?- powtórzyła Hermiona- Ucieczka?
-Widać, że twój słuch ma się dobrze- warknął Lucjusz i znów zwrócił się do syna- Znasz zasady!
-Znam.
-Pamiętaj o nich- rozkazał Lucjusz stanowczo.
-Wiem- zdenerwował się Draco i spojrzał na zegarek- Muszę jeszcze sprawdzić co z Luną…
-Lovegood?-blondyn zmrużył oczy.
-To długa historia- mruknął Draco- Jesteśmy razem, resztę opowiem kiedy indziej.
Gdy wyszedł Hermiona wpatrywała się jeszcze przez chwilę w drzwi.
-Nie wiedziałam, że się rozwiodłeś- powiedziała po chwili.
-Czyżby to coś zmieniało?- zapytał unosząc brwi.
-Nie- mruknęła wychodząc.
Usiadła w kuchni i napisała list do Ginny, oraz Harrego i Rona.
Rudowłosa odpisała szybko, co ucieszyło Hermionę.
Dochodziła do zdrowia, a to najważniejsze.
Harry i Ron nie dawali znaku od chwili w której ją uratowano.
Irytowało ją to i martwiło.
Nie lubiła nie wiedzieć co dzieje się z jej przyjaciółmi.
Gdy nastała noc, Hermiona wyszła przed dom i spojrzała na morze.
Było przerażające podczas sztormu i piękne w spokojną pogodę.
Woda zawsze działała na nią uspokajająco.
Wiedziała , że musi być silna, ale to nie było wcale takie łatwe.
Chciała płakać, krzyczeć nad swoim bólem, nad wspomnieniami, nad rodzicami którzy o niej nie pamiętają.
-Chcę do taty- wyszeptała zamykając oczy.
-Zmarzniesz- usłyszała i pisnęła przerażona- To tylko ja- powiedział Lucjusz zarzucając na nią koc.
-Przestraszyłam się- przyznała- Czemu wstałeś?
-Nie jestem umierający- warknął.
-Co nie oznacza, że nie powinieneś o siebie zadbać- odparła i spojrzała na niego- Jesteś głodny?
-Nie- padła odpowiedź- Czemu to robisz?
-Co?
-Pomagasz mi.
-Jesteś szpiegiem- odparła- Narażasz dla nas życie.
-Masz o mnie zbyt wysokie mniemanie- mruknął.
-Nie- zaprzeczyła z uśmiechem- Po prostu chcę ci pomóc.
-Czemu nie krzyczysz?
-O czym ty mówisz?- zdziwiła się.
-Nie tłamś uczuć w sobie – poradził wstając.
-A ty tego nie robisz?- zapytała podnosząc się.
-Ja to co innego- odparł patrząc na nią z góry.
-Oj zamknij się- mruknęła i stając na palcach pocałowała go.
Sama nie wiedziała czemu to zrobiła, było to silniejsze od niej.
-Granger- warknął gdy się od niego oderwała i zarumieniona odwróciła wzrok.
-Tak?- cicho zapytała.
-Chodź tu- przyciągnął ją z powrotem i znów złączył ich usta.
Hermiona nie mogła uwierzyć, że cały wieczór spędziła w towarzystwie Lucjusza.
Gdy kładła się do łóżka z uśmiechem zasypiała.
Niestety gdy tylko zamknęła oczy, znów znajdowała się w Malfoy Manor, znów Bella z uśmiechem pochylała się nad nią… SZLAMA- słyszała.
-Hermiona!- usłyszała stanowczy głos i krzyknęła budząc się ze snu.
-Co się stało?- powoli docierało do niej że to był tylko koszmar.
Wtuliła się w Lucjusza, który usiadł na łóżku.
-Krzyczałaś- mruknął.
-Zostaniesz?- poprosiła.
-Tak- padła odpowiedź. Hermiona zasnęła chwilę później, czując się bezpiecznie w ramionach ślizgona.
Przez dwa tygodnie byli razem w domu, po czym do Muszelki przybyła Ginny.
-Miona ja widzę co się święci- powiedziała gdy usiadły w kuchni.
-Nie wiem o czym mówisz- odparła wpatrując się w kubek.
- On jest szpiegiem- wyjaśniła rudowłosa- Podsłuchałam jak moi rodzice o nim rozmawiali.
Voldemort będzie chciał aby wrócił do Malfoy Manor…
-On nie może tam wrócić!- wykrzyknęła Hermiona wstając- To niebezpieczne!
-Miona- zaczęła uspokajającym tonem Ginny- On to zrobi i dobrze o tym wiesz, ale to nie to jest najgorsze….
-O czym ty mówisz…
-On sprawdzi jego wspomnienia- ostrzegła ją rudowłosa- Pamiętasz jak Snape uczył Harrego Oklumencji?
-Lucjusz na pewno….- zamilkła układając sobie w głowie co właśnie usłyszała.
-Miona…
-Nie chcę tego robić- wyszeptała.
-Może kiedyś… po wojnie…
-Wiesz ile mnie to kosztowało przy rodzicach, nie wiem czy jestem w stanie jeszcze raz przez to przejść- wyznała chowając twarz w dłoniach.
-Jutro Snape ma przybyć do Muszelki- powiedziała Ginny obejmując przyjaciółkę- Porozmawiaj z nim.
-Dobrze- zgodziła się Hermiona.
Gdy rudowłosa wróciła do domu, Hermiona powoli wychodziła po schodach.
-Znasz oklumencje?- zapytała bez zbędnych wstępów.
-Dlaczego cię to interesuje?- Lucjusz siedział przy oknie z książką w dłoni.
-Zastanawiałam się- wzruszyła ramionami- Madame Pomfrey przesłała eliksir, który powinien uleczyć rany- powiedziała podając mu mały flakonik- Nie powinien ci zaszkodzić.
-Nareszcie-mruknął wypijając całą zawartość- Czuję…
-To działa jak eliksir słodkich snów- wyjaśniła i patrzyła jak kładzie się na łóżko. Położyła się obok niego i delikatnie się przytuliła.
-Co się dzieje Granger?- zapytał zasypiając.
-Stracę cię- odpowiedziała w ciszę. Spojrzała na jego spokojną twarz i załkała-Tak będzie dla ciebie najbezpieczniej.
Chwyciła różdżkę i skierowała w stronę śpiącego blondyna.
-Obliviate- wyszeptała i szybko wyszła.
Wysłała patronusa do dyrektora, który zjawił się z Mistrzem Eliksirów.
-Uważam, że dobrze Pani zrobiła- powiedział Dumbledore po wysłuchaniu gryfonki- Choć wiem ile to Panią kosztowało.
-Lucjusz wróci do Malfoy Manor- odezwał się Snape stojąc przy oknie i wpatrując się w ciemność na zewnątrz- Voldemort chce mieć wszystkich najważniejszych śmierciożerców przy sobie.
-A Pani przeniesie się do Nory- odparł dyrektor- Najlepiej jak najszybciej.
-Pójdę po swoje rzeczy- mruknęła i wybiegła na górę. Spakowała wszystko to torebki i zaglądnęła do Lucjusza, który nadal spał.
-Może jeszcze na mnie spojrzysz tak jak wczoraj- powiedziała gładząc go po policzku- Uważaj na siebie- poprosiła, pocałowała go delikatnie i wybiegła bojąc się, że zaraz się rozpłacze.


-O czym myślisz?- zapytał Lucjusz otwierając oczy.
-Ja…- zaczęła rumieniąc się- Nie sądziłam, że jeszcze ….- nagle dotarło do niej coś co powiedział. Usiadła gwałtownie- Ten eliksir… czy Snape ma go jeszcze? Czy mi go da? Albo chociaż powie, jak go uwarzyć?
-Granger….
-Mogłabym odzyskać rodziców!
-Hermiono…
-Porozmawiam z nim!- zawołała chcąc wstać. Malfoy warknął przyciągnął ją do siebie i zmusił by na niego spojrzała.
-Wysłuchaj mnie wreszcie- warknął- Po pierwsze Snape da ci ten eliksir, ale…
-Ale…
-Nie dawaj sobie zbyt wiele nadziei- upomniał ją- Nie zawsze działa.
-Na ciebie zadziałało- odpowiedziała ze łzami w oczach- Więc mam nadzieję, że na nich też.
-Możliwe- westchnął puszczając ją i kładąc się na plecach.
-A…- zaczęła bawiąc się rąbkiem jego koszuli którą miała na sobie.
-O co chodzi?- zapytał znudzonym głosem.
-Co będzie dalej?
-Z czym?- spojrzał na nią maszcząc czoło.
-Z nami- powiedziała i uniosła na niego wzrok.
-Nie wiem- przyznał- Nie myślałem o tym.
-Kłamiesz- odparła zła- Dokładnie sobie wszystko przemyślałeś.
-To prawda- przyznał z uśmieszkiem samozadowolenia.
-Więc dlaczego nie chcesz mi powiedzieć?- zapytała nic nie rozumiejąc.
-Nie wiem jak zareagujesz- mruknął siadając.
-Chcę wiedzieć- powiedziała, choć bała się co może usłyszeć.
-Kupię ci dom w pobliżu Malfoy Manor, będziesz blisko- odparł zakładając ramiona na piersi-Raczej nikt nie będzie podejrzewał naszego romansu- zakpił- Będą myśleć, że mam jakiś cel aby się z tobą pokazywać.
-Romans- powtórzyła i wstała- Ale ze mnie idiotka!- zawołała szukając swoich ubrań.
-A co myślałaś?- zapytał także wstając- Muszę zadbać o rodzinę i…
-Twoja rodzina składa się z dwóch osób!- odparła patrząc na suknię, którą miała na sobie i rzuciła ją z powrotem na podłogę- Z ciebie i Draco!
-Granger nie wiem o co ci chodzi- powiedział patrząc na jej poczynania z rozbawieniem.
-To się domyśl!- zawołała wychodząc z sypialni.
-Co ty do diabła robisz?!- krzyknął ruszając za nią.
-Nie mam zamiaru być Twoją kochanką!- spojrzała na niego zranionym wzrokiem- Nie mam zamiaru być kobietą, do której chodzisz jak masz chwilę czasu!
-Ale z ciebie idiotka!- warknął przyciągając ją do siebie, a gdy chciała się wyrwać, przygwoździł ją do ściany- Wysłuchaj mnie Granger….
-Nie chce- zawołała , a po jej policzkach zaczęły płynąć łzy.
-Chciałem dać ci czas – powiedział- Żebyś się zastanowiła czy chcesz być ze mną.
-Zastanowiła?!- uderzyła o w nagą pierś- Czy ty jesteś ślepy! Kocham cię! Kocham cię od tych cholernych dwóch lat! Przez cały czas czekałam, na wiadomość w Proroku o twoim ślubie, bądź…
-Granger- mruknął i wbił się w jej usta- Nie było nikogo przez ten czas- wyznał- Cały czas wiedziałem, że ktoś był, że nie pamiętam kobiety która stała się dla mnie ważna- oparł swoje czoło o jej- Gdy Snape podał mi eliksir, wszystkie elementy układanki znalazły swoje miejsce.
-Chcesz żebym była Twoją kochanką…
-Żoną do cholery!- warknął, a widząc jej zaskoczenie zaśmiał się-Jak mówiłem chciałem dać ci czas- powiedział gładząc ją po policzku.
-Nie potrzebuje czasu- odparła cicho i uśmiechnęła się- Powiedz to…
-Kocham cię Granger…
-Hermiono- poprawiła go.
-Hermiono- powtórzył.
-A teraz pełnym zdaniem…
-Granger…
-Hermiono….
-Kocham cię idiotko- warknął i uniósł ją w swoich ramionach, Hermiona śmiejąc się oplotła go nogami w biodrach.
-A ja ciebie- powiedziała i pocałowała go namiętnie- Wracamy do sypialni?
Lucjusz już skierował się w stronę schodów, gdy obok nich pojawił się srebrny kruk.
-Mionka przyjdź- usłyszeli zapłakany głos Ginny.


Gdy tylko weszła do komnat rudowłosej, wiedziała, że nie jest dobrze.
Dlaczego? Ponieważ panował idealny porządek. Ginny gdy była zła najczęściej sprzątała, a gdy była załamana żeby się rozładować przesuwała każdy mebel jaki stanie jej na drodze.
-Przemeblowanie zrobione- mruknęła Hermiona i szybko weszła do sypialni.
Ginny leżała w łóżku, a obok walały się zużyte chusteczki.
-Zostawił mnie- wyszeptała rudowłosa i zaniosła się płaczem- Ten kretyn się mną zabawił!
-Powiedz co się stało?- zapytała spokojnie Hermiona siadając obok przyjaciółki.
-Spędziliśmy razem noc- wyznała Ginny i schowała głowę pod kołdrę.
-Gin…
-Wyznałam mu miłość- powiedziała odrzucając przykrycie- Byłam na tyle głupia, że powiedziałam mu, że go kocham!
-A on…
-A on kazał mi wyjść!- usiadła i spojrzała na brązowowłosą- Powiedział, że go nie złapię, na te gadki o miłości, że jestem idiotką, jeżeli myślałam, że czeka nas wspólna przyszłość.
-Przecież na balu…
-Udawał- prychnęła- Udawał, żeby mnie zdobyć!- wściekła wstała i chwyciła wisiorek i zerwała go z szyi- Dostał to czego chciał!- krzyknęła i opadła na podłogę zanosząc się płaczem.
-Ginny- Hermiona szybko podbiegła do niej i mocno przytuliła.
-Kocham go- załkała rudowłosa zaciskając palce na kruku- Naprawdę go kocham.
-Wszystko się ułoży- pocieszała ją przyjaciółka.
-Nie- zaprzeczyła Ginny- On mnie nie chce.
Hermiona poczuła wściekłość. Wściekłość na Mistrza Eliksirów.
Spędziła godzinę na uspokojeniu przyjaciółki, gdy tylko Ginny zasnęła, Hermiona ruszyła do lochów.
Nie pukając wtargnęła do komnat Snape’a.
-Co to ma oznaczać Granger?!- krzyknął Severus wstając z kanapy z butelką Whisky w ręku.
Obok niego stała Minerwa McGonagall i Albus Dumbledore.
-Jak pan mógł ją tak potraktować?!- wykrzyknęła nie zważając na obecność profesorów.
-Jeżeli masz zamiar mi prawić kazania to ustaw się w kolejce- prychnął pociągając spory łyk z butelki.
Hermiona spojrzała na niego ze zdumieniem.
-Pan ją kocha- wyszeptała.
-Nie- zaprzeczył opadając na kanapę- Chciałem się z nią przespać, to wszystko.
-Kłamiesz!- krzyknęła Minerwa- Byłeś z nią szczęśliwy!
-Wydawało ci się- warknął- W Twoim wieku, wzrok już szwankuje.
-Idiota!- Hermiona wyciągnęła różdżkę - Aguamenti!
-Cholera Granger!- Snape spojrzał na nią z mordem w oczach.
- Ona cię kocha!- podeszła do niego i uderzyła go w pierś- Wiesz jaki kształt ma jej patronus?
Za każdym razem gdy na ciebie patrzyła, uśmiechała się!
Na Merlina czuje się przy tobie bezpieczna! Skąd wiem?! A stąd, że odkąd zacząłeś poświęcać jej czas, nie ma koszmarów, które miewała co noc, od czasu tortur w Malfoy Manor! A jej patronus to kruk idioto!
Snape patrzył na nią w szoku, Albus i Minerwa uśmiechali się lekko, wiedząc, że była gryfonka radzi sobie znakomicie.
-I jeszcze jedno- zaczęła poważnie- Błagam cię, jeżeli to faktycznie pożądanie to zostaw ją,ale jeżeli ją kochasz, to musisz ją przekonać, że nie jest żadnym substytutem Lily Evans.
Mistrz Eliksirów bez słowa ją minął i wyszedł trzaskając drzwiami.
-Udało się?- zapytała dyrektora.
-Wydaje mi się, że tak- zaśmiał się Dumbledore.
-Należy mu się szczęście- westchnęła z ulgą Minerwa i spojrzał na Hermionę- O co chodzi z Lily?
-Ginny nie była pewna, czy Snape jest zainteresowany nią, czy tym że jest podobna do matki Harrego- wyjaśniła Hermiona.
-Oh moja droga- dyrektor pokręcił z niedowierzaniem głową- Ta historia już naprawdę, powinna dawno zostać wytłumaczona.
-O czym pan mówi?- zdziwiła się.
-Severus nigdy nie kochał Lily- odparła Minerwa- James wraz z Syriuszem myśleli, że tak jest, a oni byli jedynie przyjaciółmi.
-Ale patronus…
-Patronus Severusa od początku miał kształt łani- powiedziała- Tak samo jak jego matki.
-Więc on naprawdę kocha Ginny- Hermiona uśmiechnęła się promiennie- To wspaniale!


Gdy tylko zjawiła się w swoich komnatach, padła na łóżko i zamknęła oczy.
Ten dzień był długi i…
-Czy on mi się oświadczył?- zapytała sama siebie, po czym za pomocą kominka przeniosła się do Malfoy Manor.
-Granger?- na kanapie siedział Draco wraz z Luną.
-Lunka!- krzyknęła Hermiona i przytuliła blondynkę- Jak się cieszę, że cię widzę!
-Ja też!- była krukonka uśmiechnęła się szczerze do kobiety- Jak się czujesz?
-Bardzo dobrze- odparła i spojrzała na blondyna- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam, ale …
-Ojciec jest w biurze- przerwał jej Draco kręcąc z niedowierzaniem głową- Ty i on…
-Przeszkadza ci to, że są szczęśliwi?- zapytała Luna stając obok Hermiony.
-Oczywiście, że nie- blondyn wzruszył ramionami- Ale mam do ciebie prośbę- przyglądał się przez chwilę swoim butą- Nie zrań go- zwrócił na nią wzrok.
-Nie zrobię tego- obiecała z uśmiechem,objęła Lunę na pożegnanie i przeniosła się do biura Lucjusza.


W holu panował tłok, zmarszczyła czoło, gdy zauważyła , że są to same kobiety.
-Co to ma znaczyć?- zapytała samą siebie i ruszyła w stronę gabinetu Lucjusza, lecz na jej drodze stanęła wysoka rudowłosa.
-Proszę wybaczyć- powiedziała z wyższością w głosie- Ale ja jestem następna!
-Do czego?- Hermiona zmierzyła ją wzrokiem. Wyglądała jakby wybierała się na randkę…
-Do pana Malfoy’a- odparła tamta odrzucając włosy do tyłu.
-Możesz zapomnieć- warknęła Hermiona czując jak wzbiera w niej wściekłość.
Wyminęła kobietę i bez pukania weszła do środka.
Lucjusz siedział wraz z dwoma mężczyznami za biurkiem, naprzeciwko siedziała skromnie ubrana młoda kobieta.
-Musi pani poczekać- odezwał się jeden z mężczyzn.
-Ja…- zaczęła , lecz dotarło do niej, że zazdrość wzięła nad nią górę, więc odwróciła się i chciała wyjść.
Lucjusz w tym momencie uniósł wzrok znad dokumentów, uśmiechnął się pod nosem, wiedząc co spowodowało wtargnięcie Hermiony do jego gabinetu.
Wstał więc powoli i wyszedł za nią.
-Hermiono- powiedział stanowczo, kobieta odwróciła się i spojrzała na niego zarumieniona.
-Oj dobrze wiesz co się stało- mruknęła, niechętnie do niego podeszła, czując na sobie wzrok wszystkich kobiet znajdujących się w holu.
-Zdaje sobie z tego sprawę- odparł przyciągając ją do siebie- Moja zazdrośnica- wyszeptał jej do ucha, po czym nie zważając na widownie pocałował ją czule.
-Co tu się właściwie dzieje?- zapytała gdy oderwali się od siebie.
-Poszukuje sekretarki- mruknął Lucjusz w odpowiedzi i wprowadził ją z powrotem do gabinetu.
-Panie Malfoy…- odezwał się jeden z mężczyzn.
-Pani Gracia jest przyjęta- przerwał mu blondyn- Proszę wprowadzić ją we wszystko.
-Oczywiście- po chwili,gdy zostali sami, Lucjusz stanął przed Hermioną i założył ramiona na piersi.
-Więc co cię sprowadza mała zazdrośnico?- zapytał z kpiną w oczach.
Hermiona znów się zarumieniła i zła na samą siebie chciała wyjść, ale Lucjusz jej nie pozwolił, tylko przycisnął ją do ściany.
-Zaczyna podobać mi się ta pozycja- wymruczał rozbawiony.
-Śmiejesz się ze mnie- poskarżyła się.
-Nie masz powodu do zazdrości- powiedział puszczając ją i usiadł za biurkiem.
-Odezwał się ten, który w ogóle nie był zazdrosny- prychnęła.
-Ten francuz jest skończony w Anglii- zaznaczył Lucjusz.
-Spodziewam się tego- zaśmiała się i usiadła na jego kolanach.
-Snape przysłał coś dla ciebie- powiedział blondyn i wskazał fiolkę stojącą na biurku.
-Eliksir!- wykrzyknęła i delikatnie wzięła buteleczkę do ręki- Teraz tylko muszę odnaleźć rodziców.
-Aurorzy już ich szukają- odparł, a widząc jej zdziwienie wytłumaczył- Jesteś bohaterką wojenną, nie zapominaj o tym. Ministerstwo ma u ciebie spory dług, więc pociągnąłem za odpowiednie sznurki i rozpoczęli poszukiwania.
-Ze względu na mnie, czy na groźnego Pana Malfoya?- zapytała wzruszona i pocałowała go- Dziękuję…- zarzuciła mu ramiona na szyję i spojrzała mu w oczy- A teraz wróćmy do meritum sprawy.
-To znaczy?- gładząc ją po udzie zamknął oczy.
-Oświadczyłeś mi się?- zapytała szybko, nie chcąc stchórzyć.
-Widocznie, źle to zrobiłem, skoro nie jesteś pewna- mruknął i wyciągnął z szuflady aksamitne pudełeczko. Hermiona uśmiechnęła się lekko i przygryzła dolną wargę- Jeżeli nie chcesz, abym cię wziął na tym cholernym biurku, to lepiej przestań to robić!
-Co?- drażniła się z nim, gładząc go po szyi- Czego mam nie robić?
-Granger…
-Tak?- zapytała zmysłowo i wyjęła z jego dłoni pudełeczko by położyć je na biurku.
-Kobiety najczęściej najbardziej chcąc zobaczyć pierścionek, a nie ciało pokryte bliznami- wychrypiał gdy zaczęła rozpinać mu koszulę.
Hermiona zmusiła go by spojrzał jej prosto w oczy.
-Kocham cię Malfoy- powiedziała stanowczo- Kocham każdą bliznę na twoim ciele, a pierścionek na pewno mi się spodoba, ale to ty jesteś najważniejszy!
-Hermiona Malfoy- mruknął i wbił się w jej usta.


Hermione obudził dźwięk uderzającego pioruna. Przerażona rozejrzała się po ciemnym pomieszczeniu i szybko wyskoczyła z łóżka. Słyszała jak na zewnątrz lunął deszcz, gdy doszło do niej drugie uderzenie, wybiegła z pokoju i nie zważając na bose stopy biegła przez Malfoy Manor, wpadła do gabinetu Lucjusza i ze łzami w oczach spojrzała na mężczyznę pochylającego się nad dokumentami. Usłyszawszy hałas uniósł głowę i zaniepokojony wyciągnął ręce do kobiety.
-Co się stało?- zapytał gdy usiadła mu na kolanach i drżąc na całym ciele przytuliła się mocno- Hermiono!
-Ja naprawdę próbowałam- wyznała cicho, powstrzymując płacz- Ale gdy cię nie ma, ja nie potrafię…
-O czym ty mówisz?- zmarszczył czoło, przywołując koc, by ją okryć.
-Boję się tu mieszkać- przyznała chowając twarz w zagłębienie jego szyi.
-Boisz się- powtórzył Lucjusz i zmusił ją by na niego spojrzała- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-To Twój dom- powiedziała- Twoje dziedzictwo.
-Granger mam więcej domów- warknął wstając z nią w ramionach i ruszył do sypialni- Nie powinnaś nic przede mną ukrywać! Zrozumiano?
-Tak- obiecała gdy położył ją na łóżko i chwilę później do niej dołączył.
-Jutro pokaże ci resztę moich posiadłości, Malfoy Manor zostanie dla Dracona, który na pewno zrobi z nim porządek- zdecydował Lucjusz.
-I nie masz nic przeciwko temu?- zdziwiła się Hermiona.
-Nie- odparł krótko- Jutro za mnie wychodzisz.
-Jutro? Myślałam…. Moi rodzice…
-Hermiono powiedziałem ci żebyś nie dawała sobie zbyt dużej nadziei- przypomniał.
-Wiem, ale …- pogładziła go po policzku i uśmiechnęła się z czułością- Z radością za ciebie wyjdę.


Ginny usiadła obok Hermiony na ławce przed Norą i uśmiechnęła się do niej uspokajająco.
-Będzie dobrze- powiedziała z pewnością w głosie i wskazała dom- Znam kogoś, kto nie pozwoli cię skrzywdzić.
-Raczej obawiam się o Rona i Harrego- odparła Hermiona czując, że strach gdzieś znika.
-Sama powiedziałaś, że mają swoje własne życie i nie powinni wtrącać się do Twojego- przypomniała.
-To prawda- westchnęła- Ginny, jak to wszystko się skomplikowało? Byliśmy przyjaciółmi.
-Dorośliśmy Miona- rudowłosa wzruszyła ramionami i wyciągnęła przed siebie dłoń, na której lśnił pierścionek- I sami decydujemy z kim chcemy przeżyć życie.
-Severus Snape- zaśmiała się Hermiona.
-Lucjusz Malfoy- zawtórowała jej Ginny.
-Przybyli- powiedział Mistrz Eliksirów wychodząc do ogrodu- Ostrzegam, że wystarczy jedno słowo tych idiotów,żebym ich…
-Zabił- dokończyła za niego rozbawiona Ginny i zarzuciła mu ramiona na szyję- Nie martw się, jeżeli coś powiedzą to sama im coś zrobię- powiedziawszy to weszła do środka.
Hermiona chciała iść za jej przykładem, gdy poczuła jak Snape łapie ją za łokieć.
-Dziękuję Granger- powiedział nie patrząc na nią.
-Niech pan o nią dba- powtórzyła swoją prośbę i z uśmiechem weszła do Nory.
-Harry! Ron!- wykrzyknęła i objęła przyjaciół.
-Witaj Miona- Harry uśmiechnął się, ale zaraz spoważniał widząc Ginny- Ginny.
-Cześć- odparła miło rudowłosa i podeszła do Severusa, który stał wraz z Lucjuszem w kącie salonu i przytuliła się do jego boku. Snape uśmiechnął się pod nosem i objął ją ramieniem.
-Co to ma znaczyć?- zawołał Ron patrząc na siostrę.
-Moglibyśmy ci podpowiedzieć- zaproponował Fred.
-Ale nie możemy- odparł George- Angelina mi zabroniła- westchnął patrząc na swoją dziewczynę.
-Ona za często spotyka się z Kate- stwierdził jego brat bliźniak- One robią się niebezpieczne razem, wiesz o tym George?
-Też mi się tak wydaje Fred- przyznał rudzielec.
-Dorośnijcie- poprosiła Kate i pociągnęła Freda za rękę- Wychodzimy, za dużo miejsca zajmujecie panowie.
-Czy ona właśnie stwierdziła, że jesteś gruby?- zaśmiał się George.
-Raczej ty- prychnął Fred- Ja jestem piękny i…- resztę zdania zagłuszył trzask drzwi, gdy bliźniacy ze swoimi dziewczynami wyszli.
-Dlaczego…- zaczął Ron, ale przerwała mu Pani Weasley.
-Chłopcy dowiedziałam się czegoś, co mnie bardzo zasmuciło- odezwała się i spojrzała na nich surowo.
-Czego?- rudzielec zmarszczył czoło, próbując przypomnieć sobie, co takiego zrobił.
-Na przykład tego, że uważałeś Hermionę za wyjście awaryjne Ronaldzie!- oburzyła się Pani Weasley.
-Co zrobił?- zapytał groźnie Lucjusz i spojrzał na Hermionę.
-Kto by to pamiętał-machnęła lekceważąco ręką i uśmiechnęła się promiennie- Pani Weasley, nie ma czym się przejmować! Ronaldzie, Harry cieszę się, że was widzę i chcę wam coś oznajmić!
-Mam wrażenie, że mi się to nie spodoba- mruknął Ron, a Harry przytknął.
-Wyszłam za Lucjusza- powiedziała Hermiona i westchnęła widząc, czerwieniącego się ze złości
Rona.
-Ty...ty- jąkał się patrząc na nią oskarżycielsko- Jak mogłaś?!
-Oczywiście, że mogę ci to wytłumaczyć!- odparła za nią Ginny i wyczarowała tablicę, wzięła do ręki kredę i narysowała dwie postacie- To jest dziewczyna,a to chłopiec! A teraz słuchaj uważnie Ronaldzie, bo nie będę powtarzać dwa razy…- zrobiła pauzę, a widząc rozbawione miny, uśmiechnęła się wrednie- A zapomniałabym zapytać… Mam ci narysować skąd się biorą dzieci? Bo tak na marginesie- wymieniła spojrzenie z Severusem, którego mina mówiła jedno „ Jeżeli tego chcesz”- Jestem w ciąży.
-Oh Gin!- krzyknęła zachwycona Pani Weasley i zagarnęła w ją w objęcia- Tak się cieszę.
-Gratuluję Ginny!- Hermiona uśmiechnęła się promiennie- Będziesz wspaniałą mamą!
-Ale jak w ciąży?!- wykrzyknął Ron.
-Ginewro dokończ rysunek- odezwał się Snape i prychnął- Wealsey mam ci wytłumaczyć w jaki sposób Twoja siostra jest przy nadziei? Ze szczegółami?
-Severusie!- krzyknęła Ginny rumieniąc się.
-Hermiono dlaczego nam nie powiedziałaś?- zapytał Harry otrząsnąwszy się z szoku- Ginny rozumiem, bo nie mam z nią dobrych relacji.
-I będą jeszcze gorszę, już tego dopilnuje- mruknął Snape.
-Ale ty?- kontynuował Wybraniec.
-Próbowałam – odparła Hermiona poważnie- Próbowałam wszystkiego byście nadal byli obecni w moim życiu. Ale za każdym razem było coś ważniejszego, niż ja, więc wybaczcie, ale nie mam za co was przepraszać.
-Mogłaś nam powiedzieć!- krzyknął Ronald.
-Waż słowa kretynie- Lucjusz przypomniał o swojej obecności władczym głosem.
Przed nim pojawił się skrzat, kłaniając się nisko.
-List Panie- powiedział podając mu kopertę, po czym zniknął.
-Powiedziałam- Hermiona zwróciła się do rudzielca- Nie słuchałeś?
-Żartujesz?!- Ron wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć- Jesteś wściekła, bo mamy swoje życie!
-Właśnie o tym mówię!- tym razem Hermiona podniosła głos- Macie własne życie, ja mam swoje! Ale nadal miałam nadzieję, że będziecie mnie wspierać!
-Hermiono…- odezwał się Lucjusz.
-Zaraz- uniosła dłoń i spojrzała na Harrego- Mieliście szansę, jak widać nie zależało Wam na naszej przyjaźni tak jak mnie!
-Pomagaliśmy ci!- odparł Harry.
-Jak?- prychnęła Ginny.
-Granger- zaczął Malfoy, lecz znowu został uciszony, tym razem przez Ginny.
-Udajecie wielce urażonych, a prawda jest taka, że sami jesteście sobie winni!- powiedziała- Ty nie widzisz nic poza swoim nosem, a ty Harry Potterze, masz czelność odzywać się po tak długim czasie i zapraszać mnie…. - zamilkła, zdając sobie sprawę , że za dużo powiedziała, gdy Snape zbliżył się do Wybrańca z wściekłością wymalowaną na twarzy- Severusie!- przypadła do niego i zmusiła by na nią spojrzał- Oszalałeś?
-Nie ma prawa się do ciebie zbliżyć- warknął obejmując ją zaborczo.
-Nie pozwolę się zbliżyć- zapewniła i pocałowała go czule.
-Hermiono Granger!- tym razem Lucjusz nie miał zamiaru zostać zignorowany.
-Tak?- zapytała i spojrzała na niego ze zmarszczonym czołem.
-Odnaleziono Twoich rodziców- powiedział i w ostatniej chwili złapał mdlejącą żonę.




Hermiona odkładała książki na odpowiednie półki, gdy do biblioteki wbiegła Ginny .
-Ale ten facet mnie irytuje!- prychnęła siadając przy jednym ze stołów.
-Co się stało?- zapytała rozbawiona Hermiona.
-Odkąd jestem w ciąży, Severus oszalał- mruknęła opierając głowę na prawej ręce- Cały czas ma mnie na oku, musi wiedzieć gdzie wychodzę, z kim, jak się czuję, czego potrzebuje…
-Troszczy się- podsumowała była gryfonka.
-Tak- przyznała rudowłosa- Ale przesadza.
-Powiedziałaś mu o tym?- zapytała Hermiona siadając obok.
-Nie- westchnęła Ginny- Wiesz dlaczego?
-Zaraz się dowiem.
-Ponieważ Minerwa powiedziała mi ważną rzecz- odparła rudowłosa- Że pierwszy raz od dawna, Severus zachowuje się jak normalny mężczyzna, rozumiesz? Ma kogoś o kogo się troszczy, czuje się potrzebny, kochany.
-A tobie to przeszkadza?- zapytała Hermiona z błyskiem w oczach.
Ginny spojrzała na nią i uśmiechnęła się promiennie.
-Oj Mionka- zaśmiała się rudowłosa- Kocham go, naprawdę, jeżeli dzięki temu będzie spokojniejszy, to może być nadopiekuńczy- powiedziała- Przepraszam cię! Po prostu od czasu do czasu muszę na niego ponarzekać! A co z twoimi rodzicami?
Hermiona westchnęła.
-Odnalezienie ich to jedno- odparła – Teraz trzeba podać eliksir, ale muszę czekać na pełnie księżyca, by się udało.
-Wszystko będzie dobrze- zapewniła rudowłosa i przytuliła ją mocno- Zobaczysz!




Hermiona po cichu weszła do sypialni i na palcach ruszyła do łazienki, nie chcąc obudzić Lucjusza.
-Wiesz, która godzina?- usłyszała zirytowany głos.
-Nie- mruknęła tylko i zatrzasnął za sobą drzwi do łazienki. Odświeżyła się i przebrała w koszulę blondyna, która od dawna zastępowała jej pidżamę. Gdy wróciła do pokoju, Świece obok łóżka płonęły, a Lucjusz oparł się o węzgłowie i patrzył na nią mrużąc oczy.
-Może trochę się zasiedziałam- westchnęła wchodząc pod kołdrę i przytuliła się do mężczyzny.
-Miałaś się nie przemęczać- przypomniał obejmując ją- A siedzisz w tej cholernej bibliotece całe dnie.
-Wiem- przyznała i zaczęła rysować palcem kółka na jego nagiej piersi- Lucjuszu…
-Tak?- mruknął przymykając oczy.
- Nie byłam cały dzień w bibliotece- wyznała i poczuła jak się spiął.
-To gdzie?.
-W Mungu- powiedziała i pisnęła, gdy odsunął ją od siebie i wstał.
-Po cholerę poszłaś do Munga?!- warknął i spojrzał na nią poważnie- Granger!
-Malfoy- poprawiła go i klęknęła na łóżku tak, że mogła objąć go za szyję- Chciałam żeby Luna mnie zbadała.
-Luna?- zapytał, a gdy przytaknęła, spojrzał na jej płaski brzuch- Co ci powiedziała moja synowa?.
-Że jest w ciąży- odparła Hermiona i położyła się na łóżku- Będziesz dziadkiem.
-Dziadkiem- Lucjusz zmarszczył czoło i zajął miejsce obok Hermiony- Myślałem… cholera myślałem, że ty jesteś w ciąży.
- A to- mruknęła i uśmiechnęła się do niego- Jestem.
-Co?- zdezorientowany schował twarz w dłonie- Granger…
-Hermiona Malfoy, Twoja żona jest w ciąży- powiedziała kładąc się na nim i pocałowała go mocno.
Lucjusz objął ją w pasie i pokręcił zrezygnowany głową.
- Będę ojcem i dziadkiem…
-Będziesz – przytaknęła i poczuła jak w oczach zbierają się łzy- Jesteś szczęśliwy?
-Głupie pytania zadajesz- warknął i pocałował ją namiętnie- Jestem- odpowiedział.




Hermiona usiadła w ogrodzie z książką w ręce i z uśmiechem odetchnęła, ciesząc się ciszą i spokojem.
Lucjusz dowiedziawszy się o dziecku, zabronił jej wracać do pracy. Nie chciała się z tym zgodzić, dopóki jeden z ślizgonów pomylił zaklęcia i o mało nie wysadził biblioteki w powietrze.
-Hermiono?- usłyszała i zaskoczona ujrzała swojego męża stającego na tarasie.
-Nie jesteś w pracy?- zdziwiła się wstając.
-Miałem coś ważniejszego do zrobienia- odparł i wskazał na drzwi- Wejdź do środka.
-Stało się coś?- zapytała, ale posłuchała.
Gdy tylko znalazła się w salonie, książka upadła na podłogę, gdy rzuciła się w objęcia swoich rodziców.
-Jak ja za wami tęskniłam-załkała.
-Moje dziecko- wyszeptała pani Granger przytulając ją mocno.
-Moja mała dziewczynka- dołączył do nich pan Granger.
-Przepraszam- powiedziała Hermiona- Naprawdę musiałam to zrobić!
-Wiemy- uspokoił ją ojciec- Twój… mąż nam to wytłumaczył.
-Więc już wiecie- uśmiechnęła się była gryfonka.
-Dla nas liczy się Twoje szczęście- zapewniła pani Granger.
-Nie powiedziałem o wszystkim- odezwał się Lucjusz opierając się o gzyms kominka.
-Nie?- zapytała, a gdy przytaknął, spojrzała na rodziców- Jestem w ciąży.
-Naprawdę?!- zawołała pani Granger i z płaczem znów ją przytuliła.


Hermiona leżąc w łóżku spojrzała na sylwetkę śpiącego męża i uśmiechnęła się w ciemności.
Kto by mógł przypuszczać, że wszystko skończy się szczęśliwie?
-Lucjuszu?- wyszeptała przybliżając się do blondyna.
-O co chodzi?- zapytał zaspanym głosem przytulając ją do siebie.
-Dziękuję za Gastona- powiedziała i zachichotała gdy zaświecił światło i spojrzał na nią groźnie.
-Granger coś ty wymyśliła?
-Jakby nie patrzyć, gdyby nie ten irytujący francuz, nie wiadomo czy bylibyśmy w tym miejscu co jesteśmy- odparła wzruszając ramionami i pocałowała go czule.
-Miałem dać ci wtedy więcej czasu- przyznał Lucjusz- Ale zazdrość wzięła górę.
-Lucjusz Malfoy zazdrosny- powtórzyła głośno i pogładziła go po policzku- Nigdy nie miałeś do tego powodów. Czekałabym dłużej gdybym musiała.
-Dwa lata za długo- mruknął przyciągając ją do siebie.
-Wybaczyłeś mi już?- zapytała ze strachem. Wiedziała, że Lucjusz przez pewien czas był wściekły, za jej decyzję.
-Pozbawiłaś mnie wyboru- odpowiedział po chwili- Jestem dość dobry w oklumencji.
-Lucjuszu…- spojrzał na jej oczy pełne żalu i strachu i westchnął.
-Zrobiłaś to co uważałaś za słuszne- powiedział- Ale masz zakaz używania tego przeklętego zaklęcia, zrozumiano?
-Tak- obiecała i wtuliła się w niego mocno-Codziennie bałam się, że kogoś poznasz, miałam nadzieję, że los jeszcze się do mnie uśmiechnie…
-Uśmiechnął się- zaśmiał się Lucjusz, kładąc dłoń na jej zaokrąglonym brzuchu- Nawet dwa razy.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że będą to bliźnięta, ale jestem szczęśliwa- wyznała.
-Masz powody- mruknął całując ją w czoło- A teraz śpij.
-Dobranoc- odwróciła się do niego plecami i uśmiechając kiedy się do niej przytulił, kładąc rękę na jej brzuchu.
Bezpieczeństwo, miłość, rodzina… jednak było jej to dane.
Pomimo czaru, który mógł jej tego wszystkiego pozbawić… mimo … Obliviate...