poniedziałek, 21 września 2015

Powrót do domu...



 Dzięki wspaniałej becie miniaturka dzień wcześniej :)
Taka nietypowa para... :) Mam nadzieję, że się spodoba :)

Beta: Kite Millie

Luna spojrzała w swoje odbicie i uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Może i miała zostać w domu, ale co poradzi na to, że stęskniła się za przyjaciółmi? Pójdzie tam tylko na chwilę! Dosłownie półgodziny i wróci do łóżka.
Poprawiła sukienkę i weszła do kominka by przenieś się do Hogwartu. Dziewczyna z uśmiechem przemierzała Hogwarckie korytarze. Tyle tu przeżyła. Były to zarówno dobre jak i złe chwile…
****
 – Nie chcę już z tobą być – powiedział Ron, wzruszając ramionami.
 – Co ja takiego zrobiłam? – zapytała, powstrzymując łzy – Jesteśmy razem od pół roku i nagle ci się znudziłam?
 – Postanowiłem dać Lavender szansę – odparł rudzielec i odwrócił się – Myślałem, że zrozumiesz…
****
Po zerwaniu z Ronem, przez miesiąc dochodziła do siebie. Po tym czasie dyrektor poprosił ją, by wyruszyła na poszukiwania pewnej księgi. Na szczęście nie podróżowała sama…
****
Luna patrzyła na mężczyznę z nadzieją w oczach.
 – Zapomnij o tym – warknął i ruszył do drzwi.
 – Nie mam takiego zamiaru – odpowiedziała i szybko do niego podeszła – Powiedziałeś, że mnie kochasz i proszę cię, żebyś nie cofał tych słów..
 – Dlaczego?
 – Ponieważ to oznacza, że moje uczucia są odwzajemnione – wyszeptała z nieśmiałym uśmiechem.
****
Właśnie dzięki temu zdarzeniu nie była sama…
Weszła do Wielkiej Sali i od razu znalazła się w ramionach pani Weasley.
 – Tak się o ciebie baliśmy skarbie – zawołała.
 – Nic ci nie jest? – zapytała Ginny.
 – Czemu nie wracałaś? – dodał Ron.
 – Usiądź i opowiadaj! – poprosił Harry.
Blondynka uśmiechnęła się nieśmiało i zajęła miejsce przy stole gryfonów, gdzie siedział cały Zakon.
 – Ja.. – zaczęła.
 – Gdzie byłaś? Nie mogłaś się z nami kontaktować? – posypały się pytania, na które nie nadążała odpowiadać.
 – Ja… – znów zaczęła i uśmiechnęła się do przybyłych – Układałam sobie życie…
 – Bez nas? – oburzył się Ron.
 – A miałam brać ciebie pod uwagę? – prychnęła.
Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni zachowaniem Luny.
 – Zmieniłaś się – odezwała się zaskoczona Ginny.
 – Każdy się zmienia – powiedziała blondynka – Gdzie Hermiona?
 – Żebyśmy wiedzieli – warknął Ron, zakładając ramiona na piersi.
 – Też zniknęła, tak jak ty! – powiedział Harry – Ale cieszę się, że wróciłaś.
 – Ja też – Luna rozejrzała się po pomieszczeniu – Tęskniłam za tym miejscem.
 – Trzeba było nie znikać – odparł zirytowanym głosem Ron.
 – Nie mam ochoty znosić twojego zachowania – odpowiedziała, wstając, nagle złapała się stołu, podtrzymując się, by nie upaść.
 – Luna! – krzyknął Harry i ją złapał.
Posadził ją ostrożnie na krześle.
 – Nic mi nie jest – uspokoiła ich.
 – To co… – zaczął Ron, podchodząc, lecz nie dokończył.
 – Zbliż się do niej łasico, a nie przeżyjesz tego dnia – warknął Snape, pojawiając się znikąd i klęknął przed blondynką. – Podobno Krukoni są tacy inteligentni – zadrwił Snape, podając jej fiolkę z eliksirem.
 – Na pewno mądrzejsi od Ślizgonów – odparła Luna, pijąc eliksir – Sam widziałeś, że wstawałam wolno! Po prostu mi się w głowie zakręciło!
 – Miałaś siedzieć w domu! – powiedział wściekły, patrząc na nią uważnie.
 – Dobrze się czuję – uśmiechnęła się czule i ku zaskoczenie wszystkich pogładziła go po policzku!
 – Luna… – zaczął Ron.
 – Zamilcz – warknął Snape, nie patrząc nawet w jego stronę, po czym zwrócił się do Luny – Zawsze musisz robić wszystko po swojemu? Mam nadzieję, że nasze dziecko będzie miało charakter po mnie – mruknął, wstając i kierując się do wyjścia.
 – Merlin na pewno się nad nami zlituje – zaśmiała się Luna.
 – Jakie dziecko?! – wykrzyknął rudzielec.
 – Severusie, o co chodzi? – zapytał zdumiony Dumbledore.
 – Luna, powiesz nam, co się dzieje? – Ginny usiadła obok niej.
 – Ja… – zaczęła blondynka, ale przerwał jej Snape.
 – Nie wasz cholerny interes! – warknął, wziął ją za rękę i skierował się do wyjścia.
 – Severusie… – zaczęła Luna, lecz wystarczyło jedno spojrzenie Mistrza Eliksirów, by zrozumiała, że nic nie skłoni go do pozostania w Hogwarcie.
Gdy znaleźli się w domu, Luna usiadła w fotelu, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, który podszedł do barku i nalał sobie Ognistej.
 – Alkohol nie sprawi, że zapomnę o twoim zachowaniu – powiedziała po chwili Luna.
 – Moim zachowaniu? – prychnął – Czyżbym nie był uroczy?
 – Kochanie..
 – Severusie! – usłyszeli.
 – Są za drzwiami – zaśmiała się blondynka, gdy Severus zaczął się nerwowo rozglądać dookoła.
 – Wiem – warknął i usiadł w fotelu obok niej.
 – Nie masz zamiaru otworzyć – domyśliła się.
 – Nie – przyznał, wzruszając ramionami.
 – Dlaczego?
 – To są wkurzający kretyni! – odparł.
 – Czemu tak uważasz?
 – Którego słowa nie zrozumiałaś? Wkurzający  czy kretyni?! – zapytał, marszcząc czoło.
 – Zachowujesz się jak rozkapryszony pięciolatek! – podsumowała Luna i ruszyła, by wpuścić gości do środka.
 – Coś ty powiedziała?! – wykrzyknął, wstając gwałtownie.
 – A którego słowa nie zrozumiałeś? – zapytała słodko – Rozkapryszony  czy pięciolatek?
 – W co ja się wpakowałem – mruknął, opadając na fotel. gdy po chwili do salonu wszedł Dumbledore w towarzystwie Minerwy, Pottera i Weasley’ów, założył ramiona na piersi i popatrzył na nich z nienawiścią.
 – Nie wierzę! – Minerwa opadła na kanapę – Jesteście małżeństwem?!
 – Małżeństwem? – powtórzył Harry – Skąd pani to wie?!
 – Może stąd, że dopiero teraz zauważyłyśmy obrączkę na palcu Luny – odpowiedziała Ginny.
 – Niemożliwe – mruknął blady Ron – Przecież Luna nie mogła zostać żoną tego…
 – Kogo Weasley?! – zapytał Snape z jadem w głosie – Luna nie ma obowiązku nikomu się tłumaczyć! A tym bardziej ja!
 – Czemu nic nie wiedzieliśmy? – zapytała Minerwa – Jak to możliwe, że tak dobrze to ukrywałeś…
 – Nic nie ukrywałem – uśmiechnął się krzywo.
 – Severus też ma obrączkę na palcu – wytłumaczyła Luna na widok ich zdumionych spojrzeń – Ale żadne z was tego nie zauważyło, choć codziennie widzieliście się z nim…
 – Ja.. – Minerwie zabrakło słów.
 – To prawda – przyznał dyrektor zdumiony, lecz po chwili się roześmiał – Ale nas przechytrzyłeś Severusie! Gratuluje!
 – Gratulujemy – Pani Weasley chwyciła Lunę w objęcia.
 – Dziękuję – blondynka uśmiechnęła się lekko.
 – Eh, teraz jakby się Hermionka znalazła – westchnęła pani Weasley.
 – Ona się nie zgubiła – prychnął Snape.
 – Wiesz, gdzie jest? – zainteresowała się Minerwa.
 – A czy on czegoś kiedyś nie wiedział? – zaśmiała się Luna i spojrzała na zegarek – Hermiona miała zjawić się na balu za godzinę, więc jeżeli teraz wyślemy jej wiadomość, to pojawi się tutaj…
 – Hermiona jest w Anglii? – zdziwiła się Ginny.
 – Wrócili wczoraj – odparł Severus, popijając Ognistą.
 – Wrócili? – Pani Weasley spojrzała na nich uważnie – Z kim wróciła?
 – Malfoy Manor coś ci mówi? – odpowiedział Snape z wrednym uśmieszkiem.
 – To niemożliwe! – wykrzyknął Ron i wraz z Harrym wybiegli.

 – Nie w ten sposób powinieneś im o tym powiedzieć – zganiła go Luna, gdy reszta towarzystwa poszła w ich ślady.
 – Tylko mi mają przeszkadzać? – prychnął Snape.
 – Musimy tam iść – Luna wstała i chwyciła go za rękę – Nie możemy zostawić Mionki samej.
 – Nie będzie sama – mruknął Mistrz Eliksirów i przyciągnął Lunę do siebie – To raz, a dwa chyba nie chciałaś się idiotko teleportować?!
 – Chciałam… – odpowiedziała niepewnie i zmarszczyła czoło.
 – Widać Krukoni wcale nie są tacy inteligentni, jeżeli to dopiero do ciebie dotarło – zakpił.
 – Nie jestem jeszcze przyzwyczajona, że w ciąży czegoś nie mogę robić – wytłumaczyła i spojrzała na niego zmartwiona – To jak się tam dostaniemy?
 – Kominek coś ci mówi? – kręcąc głową popchnął ją w stronę sieci fiuu.
 – Ale przecież nie mamy połączenia…
 – Mamy – na jej uniesioną brew wzruszył ramionami – Granger rekwiruje alkohol, ty moje cygara, więc musimy mieć jakieś inne źródła…
 – Porozmawiamy o tym później – przerwała mu – Żeby czasami przez te wasze krętactwa chochliki nie wyżarły wam ostatnich szarych komórek – dodała poważnie i zniknęła.
Gdy pojawiła się w Malfoy Manor, Hermiona leżała na kanapie i czytała książkę.
 – Luna jak miło, że wpadłaś – zawołała była gryfonka i wstała.
 – Nie cieszyłbym się tak z naszej wizyty Granger – warknął Snape, pojawiając się obok Luny.
 – Dlaczego? – zapytała, ale zanim ktoś jej odpowiedział, usłyszała pukanie do drzwi.
 – Harry, Ron, Ginny, państwo Weasley, profesor McGonagall i Dumbledore – wyliczyła Luna.
 – Oni tu są? – zapytała Hermiona, blednąc – To nie tak miało wyglądać…
 – Widocznie plany się zmieniły – oznajmił Snape, siadając w jednym z foteli i przywołał do siebie szklaneczkę Ognistej – Niech przedstawienie się zaczyna!
 – Jesteś… – zaczęła Luna, lecz tylko prychnęła i spojrzała na Hermionę – Gdzie…
 – W pracy – odpowiedziała szybko Hermiona i odetchnęła głęboko – Dlatego nie pojawiliśmy się jeszcze w Hogwarcie… – powiedziawszy to, ruszyła ku drzwiom.
 – Pani, jacyś ludzie – przy drzwiach stała skrzatka i zaczęła jej się nisko kłaniać.
 – Wiem, Rundy – przerwała jej Hermiona z uśmiechem – Poradzę sobie, możesz odejść – otworzyła drzwi i stanęła oko w oko z czerwonym z wściekłości Ronaldem.
 – Co to ma znaczyć?! – wrzasnął na powitanie.
 – Też miło cię widzieć – odparła i otworzyła szerzej drzwi – Wejdźcie, proszę.
Gdy wszyscy znaleźli się w salonie, Hermiona usiadła obok Luny i czekała…
 – Nie wierzę, że znikasz sobie na dwa lata i nagle wracasz, i gdzie cię znajdujemy?! – Wrzeszczał dalej Ron – W jaskini tych Śmierciożerców! Jak mogłaś związać się z fretką?!
 – Nie związałam się z fretką – przerwała mu i zaczęła się denerwować. Dlaczego musi go właśnie teraz nie być…
 – To niby z kim? – zapytał Harry.
 – Niby nie powinno cię to interesować – odezwał się Lucjusz Malfoy, wchodząc do środka – Severus mnie zawiadomił – odpowiedział na widok zaskoczonej miny Hermiony.
 – Na szczęście – mruknęła i szybko do niego podeszła.
 – Jaki jest powód waszej jakże niechcianej wizyty? – warknął, przyciągając do siebie Hermionę, która uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
 – Powiedz nam, że to nie z nim się związałaś – poprosiła Ginny.
 – Wyszłam za Lucjusza – odparła Hermiona dumnie, gdy poczuła, jak jej mąż napina wszystkie mięśnie – I nie, nie zmusił mnie, i nie, nie poi mnie eliksirami, i nie, nie przetrzymuje mnie tu siłą, i nie, nie odejdę od niego – dokończyła, patrząc wyzywająco na Rona i Harrego.
 – To miał być zwykły bal – mruknął Harry.
 – Oh, drogi chłopcze, na balach w Hogwarcie zawsze zdarza się coś niespotykanego – odpowiedział uśmiechnięty dyrektor – Cieszymy się bardzo, że obie wróciłyście do Anglii i, jak widzę, jesteście w dobrych rękach.
 – W najlepszych – Hermiona przytuliła policzek do ramienia blondyna, a Luna chwyciła Severusa za rękę.
Ginny odetchnęła głęboko i podeszła do Hermiony.
 – Przepraszam – powiedziała i po chwili obie trwały w mocnym uścisku.
 – Ja też cię przepraszam – wychlipała Hermiona.
 – I znowu się zaczyna – odezwał się zrezygnowanym tonem Malfoy, patrząc na płaczącą żonę.
 – Nie można sobie już popłakać? – zapytała Luna, ścierając z policzka łzy.
 – Nie jest to niezbędne – mruknął Snape, podając jej chusteczkę i westchnął, kiedy ją zignorowała i przytuliła się do jego piersi, w ten sposób wycierając resztę łez.
 – Tak się cieszę, że wszystko się wyjaśniło – powiedziała wzruszona Pani Weasley.
 – Nie przeszkadzamy już – Dumbledore wstał – Pora wracać na bal!
 – Odezwiemy się jutro – obiecała Ginny, a Ron i Harry przytaknęli.
 – Dobrze – Hermiona pożegnała się ze wszystkimi, i gdy zostali sami wtuliła się w Lucjusza.
 – Wszystko w porządku? – zapytał, zmuszając ją, żeby spojrzała mu w oczy.
 – Jak najlepszym – odparła.
Bała się tego spotkania, bała się reakcji przyjaciół na jej małżeństwo z Lucjuszem.
Na szczęście wszystko ułożyło się wspaniale i mogła teraz cieszyć się chwilami z ukochanym.

 – Ron zerwał z Luną w sposób wysoce naganny! – powiedziała Hermiona.
 – Nie chciał dawać jej nadziei – Ginny próbowała tłumaczyć brata.
 – Ale w taki sposób?
 – Nie przesadzaj Mionka – rudowłosa machnęła lekceważąco ręką – Już po sprawie!
 – Moim zdaniem nie jest po sprawie! Widziałaś Lunę? Jest załamana!
 – Przejdzie jej…
 – Odkąd stałaś się taka nieczuła? – zdziwiła się Hermina.
 – Jestem taka jak zawsze – oburzyła się rudowłosa.
 – Kiedyś ochrzaniłabyś Rona, a Lunę pocieszała!
 – Widocznie mam inne sprawy na głowie!
 – Widocznie tak! – wykrzyknęła Hermiona i odeszła od przyjaciółki.
****

 Granger, co ty tutaj robisz? – zapytał Lucjusz Malfoy, wchodząc do swojego gabinetu – Nie powinnaś być w szkole?
 – Już ją skończyłam – odparła i spojrzała na niego poważnie – Podobno szuka pan sekretarki….
****
 – Obiecaj, że to nie będzie na chwilę – poprosiła cicho, gdy leżeli u niego w sypialni.
 – To będzie na zawsze głupia Gryfonko – odparł i pocałował ją w czoło – Zapamiętaj sobie, że Malfoy’owie nie oddają czegoś, co jest dla nich cenne.
 – Strasznie się plątasz w tym wznawianiu miłości – odważnie spojrzała mu w oczy.
 – Widocznie nie mam takiej wprawy – odparł z iście ślizgońskim uśmieszkiem.
 – Kocham cię – wyszeptała mu do ucha.
 – Ja ciebie też Granger – warknął, nie chcąc zabrzmieć ckliwie.
                                               ****
 – Granger, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – warknął Malfoy.
 – Och przepraszam – pocałowała go czule – Zamyśliłam się.
 – Miałaś mi coś powiedzieć – odparł, podchodząc do barku.
 – Miałam – uśmiechnęła się tajemniczo.
 – No więc.. – ponaglił ją, nalewając sobie Ognistej Whisky i wyciągając cygaro.
Hermiona podeszła do niego i wyrwała mu cygaro z ręki.
 – Granger, co ty do cholery robisz? – oburzył się.
 – Nie możesz palić w moim towarzystwie – odpowiedziała.
 – Odkąd ci to przeszkadza? – warknął – Jedno cygaro po pracy jeszcze nikomu…
 – Naszemu dziecku może zaszkodzić – przerwała mu i z uśmiechem czekała na jego reakcje.
 – Dziecku – powtórzył i przyciągnął ją do siebie – Granger …
 – Tak? – spojrzała mu w oczy i zobaczyła radość…
 – Zero cygar – obiecał głaszcząc ją po policzku, po czym pocałował namiętnie.
****
 – Jak mogłaś być tak nieodpowiedzialna i iść do Hogwartu, gdy kazałem ci odpoczywać?! – wykrzyknął Snape, gdy tylko przekroczyli próg domu.
 – Wstałam i poszłam – odpowiedziała Luna z uśmiechem – Tak się cieszę, że wszystkim spotkałam…
 – Miałaś leżeć – warknął.
 – Miałam, ale stwierdziłam, że naszej małej wilii nic się nie stanie – odparła, gładząc się po brzuchu.
 – Ale mogłaś zemdleć po drodze – narzekał dalej – Gdyby cię nikt nie znalazł…
 – Nie kracz – przerwała mu i pocałowała namiętnie – Wszystko ułożyło się doskonale…
 – Kiedyś cię zabiję – mruknął, opierając brodę o czubek jej głowy. Poczuł, jak zachichotała.
 – Wiesz, że cię kocham? – zapytała i spojrzała na niego czule.
 – Coś o tym słyszałem – odpowiedział i przytulił ją mocniej – Skrzacie, ja przez ciebie kiedyś oszaleje…
 – Może nie będzie tak źle – zaśmiała się i przyznała w duchu, że bardziej szczęśliwa chyba nie mogłaby być.










czwartek, 10 września 2015

Zapomniane chwile...

czwartek, 10 września 2015
Zapomniane chwile...
Zapraszam do czytania :)
Beta: Kite Millie

Harry Potter spojrzał przed siebie i uśmiechnął się na widok swojej najlepszej przyjaciółki.
 – Mionka! – zawołał i przytulił ją mocno. – Jak dobrze, że przyjechałaś!
 – Nie mogłabym nie zjawić się na twoich urodzinach – odpowiedziała z promiennym uśmiechem. – Wszystkiego Najlepszego!
 – Dzięki – pocałował ją w policzek, na co ona odsunęła się jak oparzona. – Stało się coś? – zaniepokoił się.
 – Jestem zmęczona – wytłumaczyła, odwracając wzrok. – Chyba muszę odpocząć…
 – Przygotowałem ci pokój na Grimmauld Place – powiedział, przypatrując się jej uważnie. Gdy zbladła, zmusił ją, by na niego spojrzała. – Hermiono, co się dzieje?
 – Nie mogę – wyszeptała i odetchnęła głęboko. – Ja chciałabym… ja muszę… ja wyjeżdżam.
 – Gdzie? Kiedy?
 – Do rodziców… najlepiej dzisiaj – wzruszyła ramionami. – Nic mnie tutaj nie trzyma, więc…
 – Jak nic? – oburzył się. – Jestem ja i Ron!
 – Macie swoje życie – przypomniała. – A ja muszę zapomnieć.
 – O czym? – zmarszczył czoło. – Mionka wiem, że wojna…
 – Wojna nie ma tu nic do rzeczy – przerwała mu. – To znaczy ma… Muszę zapomnieć o tym, o czym nie chcę zapominać, ale, jeżeli chcę zacząć wszystko od nowa, muszę to zrobić!
 – Co? – pokręcił głową, nic nie rozumiejąc. – O czym ty mówisz?
 – Nie ważne – mruknęła i rozejrzała się naokoło. – Cześć Ron!
Rudzielec podszedł do niej i przytulił przyjaciółkę.
 – Dobrze cię widzieć – uśmiechnął się.
 – Hermiona chce wyjechać – odezwał się Harry.
 – Czemu? – Ron spojrzał na przyjaciółkę z powagą.
 – Ponieważ… – zaczęła i potrząsnęła głową. – Nic się nie zmieniło…
 – Co się miało zmienić? – dziwił się Harry.
 – Harry, Hermiona ma prawo robić, co uważa za stosowne – odparł Ron.
 – Czemu nie może zostać?! – zawołał zdenerwowany.
Ron chciał odpowiedzieć, lecz obok nich pojawił się Stworek.
 – Pierścionek ze skrytki, panie – powiedział, kłaniając się, podał mu pudełeczko i zniknął.
 – Jaki pierścionek? – zapytał cicho Ron.
 – Mam zamiar oświadczyć się Ginny – odparł z uśmiechem Harry, obracając pudełeczko w dłoni.
 – Muszę…. – wyjąknęła Hermiona i, odwróciwszy się na pięcie, odeszła.
 – Co się z nią dzieje? – zaniepokoił się Harry.
 – Cierpi – mruknął Ron, chowając ręce w kieszeni.
 – Co? Przez kogo?! – wykrzyknął Wybraniec.
 – Przez… – rudzielec przerwał i przeczesał czuprynę. – Harry, wolę się nie wtrącać…
 – Chodzi o naszą przyjaciółkę!
 – Wiem! – Tym razem Ron podniósł głos. – I dlatego nie chcę się mieszać!
 – Ron!
 – Dobrze – rudzielec rozłożył ręce w geście poddania. – Przyjdź za godzinę do mojego pokoju.
 – Po co?
 – Po prostu przyjdź – warknął Ron.
Gdy Harry został sam, usiadł na trawie i przypomniał sobie chwilę, w której Hermiona się od niego oddaliła. Było to rok po wojnie, gdy wrócili do Londynu. Wyjechali pomóc Aurorom w odnalezieniu dziennika Grindewalda. Nie pamiętał zbyt dobrze, co się działo, ponieważ, gdy dotknął dziennika, zadziałało na niego zaklęcie, które sprawiło, że zapomniał ostatnie trzy miesiące. Madame Pomfrey oznajmiła, że w pewnym momencie może wrócić mu pamięć, lecz nie można tego przyśpieszyć.
Harry wszedł do sypialni, którą dzielił z Ronem za każdym razem, gdy zjawiał się w Norze.
 – Co tu robi myślodsiewnia? – zapytał, patrząc na kamienną misę na środku pokoju.
 – Stoi – odparł Ron, wzruszając ramionami. – Mam jedno wspomnienie, które zachowałem. – Wyciągnął fiolkę i pokazał ją Harry’emu. – Nie wiem czemu, ale wolałem być przygotowany.
 – Na co?
 – Oglądnij je – poprosił Ron, siadając na łóżku.
Harry westchnął, wlał wspomnienie do misy i zanurzył głowę.
Rozejrzał się dookoła. Ron był niedaleko niego, czytał pismo o Quidditchu, siedząc pod drzewem.
Harry nie rozpoznawał miejsca. Wokół nie było żywej duszy.
Wybraniec zastanawiał się, po co Ron każe mu oglądać, jak czyta… Był to rzadki widok, ale żeby aż...
Jego rozmyślania przerwał dźwięk teleportacji.
 – Nareszcie wrócili – mruknął Ron, chowając czasopismo do kieszeni i ruszył przed siebie.
Po chwili byli przy namiocie. Był to ten sam namiot, w którym mieszkali, szukając insygnia.
Ron wszedł do środka, gdy Harry jeszcze się rozglądał.
 – Co to ma znaczyć?! – usłyszał krzyk.
Wpadł do namiotu i stanął jak wryty na widok Hermiony całującej się z… nim!
 – My… – zaczęła Hermiona, rumieniąc się.
 – Ron wytłumaczymy ci – dodał Harry.
 – Co to ma być?! – Ron czerwony na twarzy wpatrywał się w przyjaciół.
 – Kocham Hermionę – odpowiedział Harry. – Wiem, że jesteś zaskoczony…
 – Zaskoczony? – prychnął rudzielec. – To, że ją kochasz, to wiedziałem od dawna!
 – Co? – Hermiona pisnęła. – Nie wierzę!
 – Jasne! Czemu Ronald miałby być spostrzegawczy? – oburzył się. – Otóż Miona, nie umiesz ukrywać uczuć! Pamiętaj, że byłem przez jakiś czas w tobie zakochany i cię poznałem bardzo dobrze!
 – No a skąd wiedziałeś, że ja… – zapytał Harry. – Przecież jestem, oczywiście już tylko teoretycznie, z Ginny.
 – Od dawna miedzy wami nic nie ma – Ron machnął ręką. – I…
Harry nagle poczuł ból głowy i wszystko zaczęło się rozmazywać.
Ocknął się na podłodze w sypialni, a nad nim pochylał się Ron.
 – Wiedziałem, że nie powinienem ci tego pokazywać – westchnął.
 – Ron – wyszeptał Harry, zamykając oczy, ponieważ w jego głowie zaczęły pojawiać się co raz to nowe obrazy i wspomnienia.

Harry wraz z Ronem i Hermioną w gabinecie dyrektora wpatrywali się w portret Albusa Dumbledore’a.
 – Co mamy znaleźć? – zapytała Hermiona, marszcząc czoło.
 – Dziennik Grindewalda moje dziecko – odparł dyrektor z uśmiechem. – Są w nim zawarte niezmiernie ważne informacje.
 – Ale dlaczego my? – westchnął Ron. – Dopiero skończyła się wojna…
 – I dlatego musicie ruszać jak najszybciej – przerwała mu McGonagall, wchodząc do gabinetu. – Dziennik jest bardzo cenny dla Czarodziei z Anglii. Niestety Bułgarzy dowiedzieli się, że dziennik zaginął i to prawdopodobnie w ich kraju...
 – Chcą go odnaleźć pierwsi – domyśliła się Hermiona.
 – Nie możemy na to pozwolić – dokończyła profesor transmutacji.
 – A każdy dobrze wie – odezwał się rozbawiony dyrektor – że gdzie diabeł nie może, tam gryfońską trójce pośle – zachichotał. – Wyszło mi to, prawda?
 – Spoważniej kiedyś – westchnęła Minerwa.
 – Mam ochotę na cytrynowego dropsa – poskarżył się dyrektor. – Widziałem je na obrazie jednego z byłych profesorów Hogwartu! – powiedział i zniknął.
Harry wpatrywał się jeszcze przez chwilę w puste płótno, po czym spojrzał na przyjaciół.
 – Co robimy?
 – Wyruszamy – mruknął Ron. – Miona jaka jest szansa, że masz już plan?
 – Duża. – Hermiona uśmiechnęła się chytrze.
**********
 – Szukamy już tego durnego dziennika miesiąc – prychnął Ron, opadając na łóżko. – Nie przypomina wam to czegoś?
 – Teraz nikt nie chce mnie zabić – zaśmiał się Harry.
 – Potter zabiję cię! – usłyszeli krzyk Hermiony.
 – Coś mówiłeś? – Ron spojrzał na niego rozbawiony.
 – Nic nie zrobiłem – oburzył się Harry cichym głosem, po czym powiedział głośno: – Co się stało, Hermiono?
 – Czy ty przypadkiem nie miałeś sprawdzić południowej części lasu? – zapytała, wchodząc do namiotu.
Ron i Harry zaskoczeni patrzyli na jej ubranie całe w czymś… ohydnym!
 – Co to jest?! – zapytał z obrzydzeniem Ron.
 – Śluz – prychnęła Hermiona. – Jedna z pułapek, których Pan Wybraniec nie usunął!
 – Zapomniałem…
 – Zabiję cię! – wrzasnęła Hermiona i zamknęła się w łazience.
 – To muszą być TE dni – mruknął Ron.
 – Innego wytłumaczenia nie ma – przytaknął Harry.
 – Przecież jesteśmy odpowiedzialni – rudzielec wzruszył ramionami.
Oboje spojrzeli na siebie poważnie.
 – Ona ma z nami przerąbane – wybuchnęli śmiechem.
**********
Harry obudził się, słysząc jakiś hałas przed namiotem. Chwycił różdżkę, rzucił okiem na Rona chrapiącego w najlepsze i wyszedł na zewnątrz.
 – Hermiona? – wyszeptał, marszcząc czoło.
Gryfonka siedziała na ziemi, wpatrując się w horyzont.
 – Witaj – uśmiechnęła się do niego lekko.
 – Czemu nie śpisz? – zapytał, siadając obok niej.
 – O tej porze dobrze się rozmyśla – odpowiedziała.
 – Dobrze też się śpi – zaoponował, puszczając jej oczko.
 – Możliwe – zaśmiała się i potarła ramiona.
 – Zimno ci? – zapytał i, nie czekając na odpowiedź, ściągnął bluzę i zarzucił jej na ramiona.
 – Dziękuję – wyszeptała z lekkim rumieńcem.
Harry dopiero teraz spostrzegł, jakie dziewczyna ma piękne oczy…
 – O czym tak myślisz? – zapytał, odpychając od siebie te myśli.
 – O wszystkim. – Wzruszyła ramionami.
 – Odpowiedź nie pasująca do panny – wiem – to – wszystko – i – nie – zawaham – się – wam – tego – uświadomić – zażartował Harry.
 – Mówił ci ktoś kiedyś, że powinieneś się leczyć? – zapytała, udając poważną.
 – Snape powtarzał mi to przez lata, ale nic tym nie wskórał – roześmiał się. – Więc z tego wynika, że nie ma dla mnie ratunku!
 – Anglia pogrąży się w żałobie z tego powodu – westchnęła Hermiona.
 – To się nazywa przyjaciółka – prychnął Harry i objął ją ramieniem.
Siedzieli tak do siódmej, dopóki nie usłyszeli, jak Ron wstał i zaczął narzekać, że jest głodny.
 – Nic się nie zmieniło od ostatniej podróży – westchnęła Hermiona, wstając. – Ronaldzie Weasley może z łaski swojej nauczysz się wreszcie gotować?! – zawołała, wchodząc do namiotu.
**********
 – Gdzie jest Ron? – zapytał Harry, rozglądając się po jaskini.
 – Przejście się zamknęło – odparła Hermiona, stając za nim. – Został na zewnątrz.
 – Może to i lepiej – wskazał na pajęczyny i kilkadziesiąt pająków chodzących po ścianach. – Nie byłby zadowolony z towarzystwa.
 – Pająki to nie problem – mruknęła Hermiona i chwyciła go za rękę. – Musimy iść naprzód.
 – Lumos – wyszeptał Harry i ruszyli przed siebie.
Nagle przed nimi wyrosła ściana.
 – Co się dzieje? – pisnęła Hermiona.
 – Chyba następna pułapka – powiedział.
 – Bombarda! – krzyknęła Hermiona, ale zaklęcie nie zadziałało. – Co teraz?
 – Wracamy – zdecydował Harry i zawrócili.
 – Słyszysz? – zapytała Hermiona, odwracając się.
 – Jakiś szelest – mruknął i po chwili ujrzał całą chmarę nietoperzy. – Uważaj! – Przycisnął ją do ściany i przytulił mocno. Za plecami słyszał przelatujące stworzenia.
Poczuł, jak Hermiona przytula się do niego mocniej.
Spojrzał na nią i zamarł.
Jak do cholery mógł nie zauważyć tych oczu?!
 – Hermiona…
 – Ja… – zaczęła, po czym wspięła się na palce i pocałowała go delikatnie.
**********
 – Co teraz będzie? – zapytała, patrząc na wschód słońca.
 – Musimy powiedzieć Ronowi – Harry wzruszył ramionami i przyciągnął ją do siebie. Hermiona z uśmiechem ułożyła się wygodnie w jego ramionach.
 – Myślisz… jak on zareaguje? – Spojrzała na niego z obawą.
 – Zrozumie – odpowiedział z powątpieniem.
 – A Ginny? – Hermiona odsunęła się od niego.
 – Wracaj tutaj – rozkazał i przytulił ją. – Ginny i ja to od dawna przyzwyczajenie. Muszę z nią porozmawiać, ale to na tobie mi zależy. Chyba zawsze zależało.
 – Mi na tobie też – zarumieniła się. – Ale wolałam, jak nikt o tym nie wiedział…
 – Czemu mi nie powiedziałaś? – zapytał, całując ją w czubek głowy.
 – Traktowałeś mnie jak przyjaciółkę Harry. Nigdy nie patrzyłeś na mnie jak na dziewczynę, więc…
 – Teraz nadrabiam zaległości – przerwał jej i pocałował namiętnie.
**********
 – To ten dziennik? – zapytał Ron z powątpieniem, patrząc na stary zeszyt za szklaną ścianą.
 – Tak – odpowiedziała Hermiona, podchodząc bliżej znaleziska. – Musimy uważać.
 – Ponieważ, na pewno są tu jakieś pułapki – odpowiedzieli zgodnie.
 – Jesteście nieznośni – prychnęła i po chwili wypowiadała zaklęcia.
 – I co? – zapytał Ron po półgodziny bezczynności.
 – Nic nie wykryłam – mruknęła. – Ale to przecież niemożliwe…
 – A może właśnie dlatego nie użył pułapek. Wiedział, że każdy będzie się ich spodziewał, więc może nie znajdzie się śmiałek, który zabierze dziennik – odezwał się Harry. – Accio dziennik!
Gdy zeszyt wylądował w rękach wybrańca, nastąpił wybuch...

 – Gdy się ocknąłem w skrzydle szpitalnym  – zmarszczył czoło, przypominając sobie wszystko – to Hermiona przy mnie była… Jej oczy…

Hermiona patrzyła na niego przez łzy.
 – Jak się czujesz? – zapytała, łapiąc go za rękę.
 – Dobrze – uśmiechnął się z wysiłkiem. – Ale mnie wszystko boli…
 – Oberwałeś najbardziej – chlipała. – Na szczęście udało się mi i Ronowi teleportować nas w okolice Hogwartu. Zawiadomiłam patronusem Madame Pomfrey i McGonagall, i…
 – I jak zwykle wybawiłaś nas z kłopotów – przerwał jej i założył okulary. – A gdzie Ginny?
 – Ginny – zdezorientowana puściła jego dłoń. – Ale… co chcesz od Ginny?
 – Miona, przecież wypada się przywitać z dziewczyną – roześmiał się z trudem. Bolały go żebra, głowa, ręce, nogi. Łatwiej wyliczyć, co go nie bolało.
 – Dziewczyna? – wyszeptała Hermiona.
 – Nareszcie się obudziłeś! – zawołał Ron, wchodząc do środka. – Już myślałem, że wpadłeś w śpiączkę!
 – Nic mi nie jest – machnął ręką Harry. – Tylko… – zmarszczył czoło.
 – Tylko co? – zapytała Hermiona, wstając z krzesła.
 – Nie pamiętam nic… od chwili rozmowy w gabinecie dyrektora.
 – Nic? – pisnęła Hermiona, a Ron spojrzał na nią przerażony.
 – Jak nic?! – krzyknął i wybiegł.
Po chwili wrócił z madame Pomfrey.
 – Księga była strzeżona zaklęciem, które sprawiło, że zapomniałeś ostanie miesiące – westchnęła. – Pamięć powinna kiedyś wrócić, ale nie można tego przyśpieszać.
 – To niemożliwe – Hermiona posłała zasmucone spojrzenie Harry’emu, po czym wybiegła ze skrzydła szpitalnego.
 – Co jej się stało? – zdziwił się Harry.
 – Eeee – Ron podrapał się po głowie. – Pokłóciliśmy się, lepiej do niej pójdę.

 – Jak mogłem zapomnieć? – mruknął Harry i wybiegł z pokoju.
Nie pobiegł daleko, wpadając na rudowłosą.
 – Harry!
 – Ginny!
 – Musimy porozmawiać! – powiedzieli jednocześnie.
 – Ty pierwszy – odezwała się zdenerwowana. – Może porozmawiamy u mnie w pokoju?
 – Tak – zgodził się. – Tak będzie najlepiej.
Gdy znaleźli się w sypialni panny Weasley, Harry schował ręce do kieszeni.
 – Ja… Gin… nie możemy być już razem – wyrzucił z siebie na jednym wydechu.
 – To dobrze! – wykrzyknęła uszczęśliwiona i uśmiechnęła się promiennie.
 – To... czekaj, co? – spojrzał na nią zaskoczony.
 – Ja… – teraz Ginny wyglądała na zdenerwowaną. – To znaczy… Harry od dawna się między nami nic już nie ma. No i jak wyruszyliście… ja… oh Harry ja zaczęłam się spotykać z kimś.
 – Kocham Hermionę – przerwał jej, chcąc od razu wyjawić wszystko.
 – Nareszcie to zrozumiałeś – westchnęła. – Tyle czasu…
 – Co?
 – Harry byłam w tobie zakochana, ale to nie znaczy, że byłam ślepa – odpowiedziała, przewracając oczami. – Patrzyłeś na nią tak, jak chciałam, żebyś patrzył na mnie. Wiem, że nie zdawałeś sobie z tego sprawy, ale ty po prostu jesteś w niej zakochany od dawna.
 – Wszystko się pogmatwało – uśmiechnął się lekko. – To między nami wszystko ok?
 – Ok. – Uśmiechnęła się promiennie i przytuliła go mocno. – Teraz idź do Mionki.
 – Idę – ruszył do drzwi, nagle zatrzymał się z ręką na klamce. – A tak z ciekawości: kto to taki?
 – Zabini – zaśmiała się na widok jego zaskoczonej miny. – Blaise Zabini.
 – Ron wie? – zapytał rozbawiony.
 – Dowie się – obiecała.
 – Mogę przy tym być? – poprosił. – Będzie to wspaniały widok. – Puścił jej oczko i pobiegł na poszukiwania Hermiony.
Znalazł ją w ogrodzie. Siedziała na ławce i wpatrywała się w gnomy.
 – Pamiętasz, jak mieliśmy trzynaście lat i graliśmy „Kto rzuci gnomka najdalej?” – zapytał.
 – Tak – uśmiechnęła się smutno.
 – A pamiętasz, jak na szóstym roku pływaliśmy w jeziorze?
 – Pamiętam.
 – A pamiętasz, gdy powiedziałem, że cię kocham i ty odpowiedziałaś, że odwzajemniasz te uczucia? – zapytał i przyciągnął ją do siebie. – Pamiętasz?
 – A ty? – zapytała z nadzieją.
 – Każdy szczegół – wyszeptał jej do ucha. – Kocham cię Hermiono.
 – A ja ciebie – załkała i pocałowała go czule. – Kiedy sobie przypomniałeś?
 – Dzięki Ronowi przed chwilą – opowiedział jej, co rudowłosy zrobił.
 – To było nieodpowiedzialne z jego strony! – oburzyła się, wstając.
 – Hermiono, ja jestem mu za to wdzięczny – uspokoił ją i przyciągnął na swoje kolana. – Dzięki temu wiem, że to ty jesteś dla mnie najważniejsza!
 – Ale Ginny…
 – Rozmawiałem z nią przed chwilą – przerwał jej i pocałował w nos. – Ona zakochała się w kimś innym.
 – Kim? – zmarszczyła czoło.
 – Zabini… to nazwisko coś ci mówi? – zaśmiał się. – Też miałem taką minę.
 – Cieszę się, że wszystko dobrze się ułożyło – wyszeptała Hermiona.
 – Ja też – przyznał z ulgą. – Teraz nie ma mowy o żadnym wyjeździe! Zrozumiano?
 – Tak, panie Potter – uśmiechnęła się uroczo.
 – I tak ma być – przytulił ją mocniej.
Wszystko jest na swoim miejscu…

Siedem lat później
Harry siedział w swoim gabinecie i czytał akta nowego Aurora, gdy ktoś zapukał do drzwi.
 – Proszę – powiedział, nie odrywając wzroku od dokumentów.
 – Panie dyrektorze, ktoś do pana – usłyszał rozbawiony głos Hermiony.
Podniósł głowę i z uśmiechem spojrzał na swoją żonę z czteroletnim chłopcem, który, gdy tylko ujrzał ojca, podbiegł i wdrapał mu się na kolana.
 – Witam piękną panią – Harry zwrócił się do żony.
 – Tato, a masz tu cukierki? – zapytał James, rozglądając się po zagraconym biurku.
 – James, najpierw obiad – upomniała go Hermiona, ale westchnęła tylko, gdy Harry wręczył synowi słodycze.
 – Tylko jeden – Harry puścił jej oczko.
 – Zawsze tak mówisz – zaśmiała się i usiadła na kanapie przy ścianie.
Harry posadził syna samego na krześle i podszedł do żony.
 – Jak się czujesz? – zapytał, całując ją czule.
 – Dobrze – przytuliła się do niego.
 – A praca?
 – McGonagall wysłała mnie już na urlop – mruknęła.
 – Moim zdaniem to odpowiednia pora – przyznał, gładząc ją po zaokrąglonym brzuchu.
 – Ale przecież nie pracuję ciężko – prychnęła. – Praca w hogwarckiej bibliotece wcale nie jest zajmująca…
 – Nie jest? – zakpił Harry.
 – Oj szukałeś mnie w niej tylko raz… No może dwa…
 – W porywie do stu – zaśmiał się Wybraniec. – Przed narodzinami Jamesa siłą cię stamtąd wyciągałem! Dopiero gdy zaczęłaś go tam zabierać, wracasz o normalnych porach.
Hermiona nic nie odpowiedziała, jedynie pokazała mu język, po czym pocałowała namiętnie.
 – Za co to? – Pogłaskał ją po policzku.
 – Chciałam cię uspokoić – powiedziała.
 – Uspokoić? – zdziwił się.
 – Ponieważ byłam dzisiaj u Madame Pomfrey i…
 – Będę miał siostrę i brata – dokończył James, podbiegając do rodziców. – Tam są takie małe dzieci u mamy w brzuchu i…
 – Bliźniaki? – Harry spojrzał na żonę w szoku.
 – Bliźnięta – przytaknęła i pisnęła, gdy złapał ją w objęcia. – Cieszysz się?
 – A masz wątpliwości? – zapytał, opierając czoło o jej czoło.
 – Nie – przyznała z rumieńcem. – Kocham cię, panie Potter.
 – Cieszę się – odpowiedział. – Bo ja też, panią kocham, pani Potter.