niedziela, 20 marca 2016

Widziałam wszystko...


Dedykuję tą miniaturkę mojej wspaniałej becie Kite MiIlie  :D
Wszystkiego Najlepszego :D


beta: Kite Millie

Nikt na mnie nigdy nie zwracał uwagi. Wszyscy przechodzili obok, nie zaszczycając mnie nawet przelotnym spojrzeniem. Ale to ignorowanie dawało i pewien przywilej, a mianowicie mogłam podsłuchać ważne rozmowy każdego, kto zawitał do pomieszczenia, w którym dyrektor schował zwierciadło Ain Eingarp. Wielu traciło wiele godzin, wpatrując się w swoje najgłębsze pragnienia…
Harry Potter na swoim pierwszym roku odnalazł zwierciadło. Widziałam, jak przesiadywał każdego dnia po kolacji i wpatrywał się w tafle. Domyślałam się, że widzi swoich rodziców, swoje szczęśliwe dzieciństwo, radość, miłość…
Ron Weasley dowiedział się o zwierciadle od Harry'ego. Potem wracał sam i ze smutnym uśmiechem widział w lustrze swoje zwycięstwa, rodzinę zwracającą na niego większą uwagę, swoich braci patrzących na niego z dumą, swoją młodszą siostrzyczkę, która widziała w nim bohatera…
Gdy dyrektor przeniósł zwierciadło, chłopcy już go nie odnaleźli. Skąd wiem? Gdzie ono, tam ja…
Pewnego dnia do opuszczonej klasy, w której zostaliśmy ukryci, wpadła zapłakana dziewczyna. Jej włosy sterczały we wszystkie strony, z jej oczu płynęły łzy…
 – On jest wrednym kretynem! – krzyknęła, siadając na podłodze i schowała twarz w dłonie.
 Jej ciałem wstrząsnęły spazmy. Płakała i płakała przez osobę, która obrażała ją co dnia. Wiem, co się dzieje w Hogwarcie, więc znałam też tą dziewczynę. Hermiona Granger uczennica trzeciego roku, gryfonka…
Gdy ujrzała zwierciadło, podeszła i szeroko otwartymi oczami wpatrywała się przed siebie.
 – „ODBIJAM NIE TWĄ TWARZ ALE TWEGO SERCA PRAGNIENIA” – przeczytała. – Kiedyś mnie przeprosi! – Tupnęła nogą. – Wcale nie żałuję, że go uderzyłam! Należało mu się! – powiedziała i wybiegła.
Kogo uderzyła? Dracona Malfoy’a. Blondyn zjawił się w pomieszczeniu pięć minut później. Z nosa nadal ciekła mu krew. Przeklinając, rzucił swoją szatę na stolik i wyciągnął różdżkę. Uleczył nos, po czym odwrócił się w stronę lustra.
 – Co my tutaj mamy – mruknął i z rękami w kieszeniach podszedł do niego. – Skąd Dumbledore je zdobył? – zastanawiał się na głos. – I co do cholery ta durna szlama robi w lustrze! Niby to moje pragnienie? Durne lustro! – krzyknął i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Myślicie, że już ich nie widziałam? Nic bardziej mylnego…
Rok później Hermiona znowu zjawiła się w Sali. Powoli podeszła do zwierciadła i z niepewną miną w nie spojrzała.
 – Dlaczego on? – westchnęła, zamykając oczy. – Czemu nie Ron? Albo Wiktor? Czemu właśnie on! – Odwróciła się z zamiarem odejścia, lecz przed tym odwróciła się do lustra. – Mylisz się! Na pewno to nie jest moje pragnienie! – Potem wybiegła.
Draco zjawił się dzień później. Wszedł pewnym krokiem i stanął przed zwierciadłem z założonymi rękami.
 – Dobra… niby ona? Mogę zaprosić każdą! Każdą! Rozumiesz?! – warknął. – Parkinson, Greengrass… każdą ślizgonkę, krukonkę, puchonkę, a nawet gryfonkę! A niby ją chcę zaprosić?! Niedoczekanie! – powiedział i wyszedł.
Rok później znów ktoś otworzył drzwi Sali, lecz tym razem to blondyn był pierwszy.
 – Idiotka chciała grać bohaterkę – mruknął, wpatrując się w zwierciadło. – Gdyby ojciec w nią trafił, już by nie żyła! I kogo bym obrażał? Cholerna szlama… – Zmarszczył brwi i westchnął. – Idiotka, którą muszę chronić… – powiedziawszy to, opuścił salę.
Hermiona stanęła przed zwierciadłem dwa dni później. Jej twarz była blada, oczy podkrążone, miała kilka zadrapań. Usiadła po turecku przed lustrem i zamknęła oczy.
 – Nie chcę tego widzieć, a jednak tu przychodzę – mruknęła. – Ale tutaj nikt nie zabroni mi płakać – wyszeptała, ocierając łzy z policzków. – Syriusz odszedł – został zabity. Harry cierpi, a ja nie wiem, jak mu pomóc… A tu co widzę? Tego kretyna! Kretyna, którego ojciec o mało mnie nie zabił! – Wstała i ruszyła do wyjścia. – Już tutaj nie wrócę!
Nie dotrzymała obietnicy…
Rok później wpadła do sali i płacząc, stanęła przed zwierciadłem. Po chwili do środka wbiegł ślizgon.
 – Czego chcesz? – warknęła, nie odrywając wzroku od tafli.
 – Nie narażaj się! – krzyknął, stając obok niej.
 – Nie twój… – zaczęła, lecz nie dokończyła, gdyż chwycił ją za rękę i zmusił, by spojrzała na niego.
 – Poszedłem do Dumbledore'a – powiedział. – Pomoże mi, nie zostanę jednym z nich.
 – Czemu? – zapytała cicho.
 – Chcę, żeby to, co widzę w tym cholernym lustrze, stało się rzeczywistością – odpowiedział i przyciągnąwszy ją do siebie, pocałował namiętnie.
 – To w nim widziałeś? – zapytała, gdy oderwali się od siebie.
 – Widziałem więcej – westchnął i pogłaskał ją po policzku. – Wojna się skończy Granger.
 – Przeżyjemy, prawda? – zapytała, a w jej oczach pojawiły się łzy.
 – Nie masz prawa w to wątpić! – krzyknął.
 – Jestem przyjaciółką Harry'ego Pottera, a ty synem śmierciożercy – wyszeptała. – Więc jak mam patrzeć w przyszłość? Ja nie wracam po wakacjach…
 – Nie zrobisz tego – powiedział stanowczo. – Wiem, co planujecie! To głupota!
 – Musimy wyruszyć. – Pokręciła głową. – Nie zostawię Harry'ego.
 – Możecie zginąć!
 – Tutaj też – odparła. – Dumbledore nie żyje… Jedynym dobrym aspektem było to, że przed jego śmiercią zostałeś członkiem zakonu. – Oparła głowę na jego piersi. – Nadal nie mogę przeboleć jego śmieci, Snape… ja wiem, że on musiał go zabić, ale gdyby… – załkała.
 – Nie myśl o tym – rozkazał. – Snape wiedział, co należy zrobić, musimy przetrwać…
 – Uważaj na siebie – poprosiła go, wspięła się na palce i pocałowała namiętnie, po czym uciekła.
Malfoy spojrzał w zwierciadło i zacisnął ręce w pięść.
 – To wszystko, co tu widzę, to będzie moją przyszłością – warknął. – Już ja tego dopilnuję.
Przez następny rok, to właśnie blondyn prawie codziennie stawał przed zwierciadłem, przez cały rok wpatrywał się w swoje pragnienie.
 – Masz jakieś wiadomości do Hermiony? – usłyszałam zaskoczona głos od drzwi i pierwszy raz zobaczyłam Ginny Weasley.
 – Nie – warknął, nie odwracając wzroku od lustra.
 – A od…
 – Wieczorem powinien wrócić – mruknął i spojrzał na nią. – Nie boisz się, że cię złapią?
 – Gwardia mnie osłania – odpowiedziała i podeszła do zwierciadła. – Hermiona mi o nim mówiła, ale bałam się tego, co mogę tu ujrzeć.
 – Nie ma Pottera – prychnął.
 – A kiedyś myślałam, że właśnie jego w nim ujrzę. – Wzruszyła ramionami.
 – Snape ci nie pasuje tutaj? – zaśmiał się cicho.
 – Bardzo mi pasuje – uśmiechnęła się, lecz nagle zaczęła płakać. – Dlaczego to jest takie trudne? Dlaczego musimy cierpieć?
 – Uspokój się, Weasley. – Draco niezgrabnie ją objął.
 – Ja chcę, żeby wszyscy przeżyli, żeby było jak dawniej, żebyśmy mogli się cieszyć życiem… Voldemort odebrał mi rok życia przez ten okropny dziennik... ja… Draco kiedy to się skończy?
 – Już niedługo – westchnął, odsuwając się. – To będzie ciężka walka.
 – Przeżyjemy – wyszeptała. – Musimy…
Dwa dni później do sali wszedł Severus Snape. Z poważną twarzą podszedł do lustra i spojrzał w nie z lekkim uśmiechem.
 – Podoba ci się to, co w nim widzisz? – zapytałam.
 – Chociaż te pragnienie mi pozostało – odparł, nie odwracając się.
 – Ta ruda osóbka też właśnie ciebie tam widzi, jeżeli cię to interesuje – powiedziałam z uśmiechem.
 – Dzisiaj nastąpi atak – mruknął. – Przenieś się do ramy w moim dworze.
 – Nic mi tu nie będzie, Severusie –  przypomniałam. – Mnie nie można zranić. Uważaj na siebie, synku…
 – Nie pozwolę mu wygrać, choćbym miał zginąć – powiedział i spojrzał wreszcie na mnie. – Do zobaczenia mamo… mam nadzieję…
Gdy usłyszałam huk, wiedziałam, że bitwa nadeszła. Wiedziałam, że właśnie w tym momencie mój syn walczy, że ten blond ślizgon naraża życie, a ta brązowowłosa gryfonka ramię w ramię z przyjaciółmi stawia czoła wrogom.
Wszystko skończyło się szybko. Nagle nastała cisza. Pierwszy raz od lat przeniosłam się do innego obrazu w gabinecie dyrektora.
 – Wygraliśmy Eileen – powiedział uśmiechnięty Dumbledore, gdy stanęłam obok niego.
 – Severus?
 – Cały i zdrowy – odparł. – Może cytrynowego dropsa?
Minęły dwa lata, już nie wiszę w sali, gdzie stało zwierciadło. Mój portret wisi w salonie państwa Snape. Tak, mój syn ożenił się z rudą Ginny Weasley. Nigdy nie widziałam mojego syna szczęśliwszego.
A Malfoy i Granger?
Najczęściej to właśnie nieszczęśliwe miłości przechodzą do historii… Śmierć kochanków, którzy oddają swoje życie za tą drugą osobę… Miłość silniejsza od śmierci…
Ale tym razem, wszystko skończyło się szczęśliwie. Często widuję tę dwójkę w domu mojego syna. Zawsze uśmiechnięci, radośni, szczęśliwi państwo Malfoy. Minęło kilka lat odkąd zobaczyłam tę dwójkę pierwszy raz, od nienawiści, złości dotarli do miłości…
Jestem Eileen Snape. Gdy byłam w Hogwarcie, znalazłam zwierciadło. Uwielbiałam chodzić do pustej klasy, siadać przed nim i patrzeć na siebie z mężem i małym chłopcem… Nie wiedziałam, że moje życie nie będzie szczęśliwe, lecz teraz, gdy istnieję tylko na płótnie, mogę śmiało powiedzieć, że, widząc mojego syna z żoną i córeczką, czuję radość. Gdy widzę Dracona przytulającego ciężarną Hermionę, uśmiecham się ciepło…
Im było pisane szczęśliwe zakończenie…

sobota, 13 lutego 2016

Wygrać z quidditchem

Beta: Kite Millie
Walentynki to najbardziej romantyczny dzień w roku dla każdej kobiety. Oczekują, że w tym dniu ich mężczyzna potraktuje je wyjątkowo, zrobi coś zaskakującego, kupi dla nich prezent, spędzi z nimi czas.
A Hermiona?
Hermiona 14 lutego usiadła z samego rana przy stole w kuchni z kubkiem kawy w ręce i zabrała się za czytanie Proroka.
Jak codziennie od kilkunastu dni na pierwszej stronie widniało zdjęcie Dracona Malfoya wychodzącego z treningu.
Jak każdy wie, już w niedziele 14 lutego finał Quidditcha! Nasza reprezentacja trenuje codziennie. Szukający Draco Malfoy jak zwykle wygląda rewelacyjnie nawet po kilkugodzinnym treningu.
 Za każdym razem nasza reporterka zadawała arystokracie jedno pytanie, które nurtuje jego fanów!
 – Co jest dla ciebie najważniejsze?
 – Quidditch!
Jesteśmy więc pewni, że finałowy mecz pomiędzy Anglią a Bułgarią będzie niezapomnianym przeżyciem!
 – Quidditch – prychnęła Hermiona, wstając i wylała resztę kawy do zlewu. – A może by tak dziewczyna?
Gryfonka nie zauważyła mężczyzny, który z krzywym uśmieszkiem po cichu wycofał się z kuchni.
 – Draco wstawaj! – zawołała, wchodząc do sypialni i zaskoczona spojrzała na puste łóżko.
 – Wiem, to niespotykany widok – zaśmiał się Draco, wychodząc z przylegającej do pokoju łazienki z ręcznikiem owiniętym wokół bioder. – Ale dziś niestety musiałem wcześniej wstać i ominęła mnie jakże słodka pobudka mojej lwicy – powiedział i przyciągnął ją ku sobie.
 – Denerwujesz się? – zapytała, zarzucając mu ramiona na szyję.
 – Czym Granger? – mruknął. – Jesteśmy najlepsi!
 – Oj, w to nie wątpię – powiedziała i pocałowała go czule. – Wiesz, co dzisiaj jest?
 – Finał Gryfoneczko – odparł, podchodząc do szafy i wyciągnął jeden ze swoich garniturów.
 – Walentynki – poprawiła go, opierając się o ścianę i obserwowała go.
 – Kochanie, walentynki to nic wielkiego. – Machnął lekceważąco ręką i zapiął ostatni guzik koszuli. – Ze mną masz je codziennie – pocałował ją namiętnie. – Muszę iść na trening. – Spojrzał na zegarek. – Przyjdziesz na mecz?
 – Przecież on jest najważniejszy – uśmiechnęła się lekko i westchnęła, gdy została sama.
Byli ze sobą od roku, o czym mało kto wiedział. Jedynie najbliżsi przyjaciele. Dlaczego? Tak było łatwiej. Żadnego tłumaczenia ani niepotrzebnych pytań. Bycie czarodziejami bardzo ułatwiało im unikanie dziennikarzy. Gdy mieli ochotę gdzieś wyjść, teleportowali się do Szkocji bądź w miejsca, gdzie przesiadywali mugole. Wiedzieli dobrze, że ich związek wywołałby burze. Hermiona Granger, przyjaciółka Harry’ego Pottera oraz Draco Malfoy, były Śmierciożerca, a do tego szukający reprezentacji Anglii. Gryfonce nie przeszkadzało ukrywanie związku. Za każdym razem, gdy Draco ją widział, na jego twarzy widziała miłość. Może nie okazuje tego publicznie, ale czy to ważne?
Mecz miał rozpocząć się o jedenastej, więc miała jeszcze cztery godziny. Postanowiła wstąpić do Ginny, następnie wraz z nią i Harrym udać się na stadion.
 – Miona! – wykrzyknęła radośnie Ginny, gdy dziewczyna wyszła z kominka w Dolinie Godryka.
 – Nie przeszkadzam? – zapytała, wskazując na magazyny rozrzucone po podłodze.
 – Nadal nie wybrałam mebli do pokoju dziecka – westchnęła Ginny, opadając na kanapę i objęła rękami swój wypukły brzuch. – Harry narzeka, że przez moje niezdecydowanie nasz synek będzie spał na podłodze.
 – A ty co mu na to odpowiadasz? – zaśmiała się Hermiona.
 – Że prędzej on będzie nocował u Rona. – Ginny wzruszyła ramionami i spojrzała na przyjaciółkę z nadzieją. – Pomożesz mi?
 – Oczywiście! – obiecała Hermiona.
 – Świetnie! – ucieszyła się rudowłosa. – Harry jest u Rona, Lavender zażyczyła sobie nowy wystrój salonu. – Obie w tym samym czasie przewróciły oczami. –  No więc, Harry mu pomaga.
 – Zabierajmy się za wybory mebli, żeby nie spóźnić się na mecz! – zdecydowała Hermiona.
 – Jak się czuje Draco przed tak ważnym dniem? – zapytała Ginny, przeglądając jeden z katalogów.
 – Jest zdenerwowany, ale próbuje grać twardego – odparła Hermiona. – Finał i wygrana są na pierwszym miejscu. Nic nie mogłoby go powstrzymać przed złapaniem znicza.

Draco siedział w szatni i z założonymi rękami obserwował resztę drużyny. Prowadzili trzydziestoma punktami, musi złapać znicz jak najszybciej…
Zmarszczył czoło, zastanawiając się, gdzie usiadła Hermiona. Gdy w czasie wlatywania na stadion przeleciał obok loży, w której miała być, nie zauważył ani jej, ani Ginny. Migły mu tylko sylwetki Pottera i Weasleya.
 – Może poszły do… – myślał, gdy nagle drzwi szatni gwałtownie się otworzyły i wpadł blady Ron.
 – Weasley co tutaj… – nie dokończył, ponieważ rudzielec podbiegł do niego i zaczął go ciągnąć w stronę drzwi. – Co ty do cholery wyprawiasz?
 – Potrzebujesz pomocy Draco? – zapytał jeden z obrońców, który wraz z resztą drużyny stanął obok niego.
 – Hermiona… – wydyszał Ron.
 – Hermiona? – Draco zmarszczył czoło – Co z Hermioną?!

Hermiona ocknęła się, nie wiedząc, gdzie się znajduje. Gdy chciała wstać, zakręciło się jej w głowie, opadła powrotem na poduszki i rozejrzała się po wnętrzu.
 – Szpital? – wyszeptała zaskoczona – Co… – Zmarszczyła czoło. Razem z Ginny siedziała w salonie i oglądały katalogi, następnie przeniosły się na stadion, gdy miały wejść do loży… – Zemdlałam.
Otworzyła szerzej oczy, gdy drzwi się otworzyły.
 – Draco? – wyjąknęła, widząc swojego chłopaka w stroju reprezentacji. – Wygraliście?
 – Nie wiem – powiedział i szybko podszedł do łóżka. – Jak się czujesz? – zapytał, pochylając się nad nią i z czułością odgarnął jej włosy z czoła.
 – Jak nie wiesz?! – wykrzyknęła. – Przecież finał!
 – Mam gdzieś jakiś finał! – warknął. – Jeżeli sądziłaś, że Quidditch czy cokolwiek innego jest ważniejsze od ciebie, to się myliłaś!
 – Ale przecież… – próbowała coś powiedzieć, lecz zamknął jej usta pocałunkiem.
 – Kochanie, poradzą sobie beze mnie – przerwał i spojrzał za siebie. – Gdzie jest ten cholerny uzdrowiciel?! Mają się tobą należycie zająć!
 – Na pewno robią to, co do nich należy – odpowiedziała, nie odrywając od niego wzroku. – Nie wiem, czemu straciłam przytomność…
 – Zaraz się tego dowiemy gryfoneczko – pocałował ją w czoło, po czym się cicho zaśmiał. – Nie tak wyobrażałem sobie ten dzień.
 – Miałeś wygrać mecz – westchnęła ze smutkiem. – Przeze mnie nie będziesz tym, który zdobył mistrzostwo i…
 – Nie o tym mówię – wyciągnął z kieszeni aksamitne pudełeczko. – Wiesz… walentynki to jednak dla kobiety ważny dzień – uśmiechnął się. – Więc postanowiłem zrobić coś, abyś nigdy o nich nie zapomniała. – Otworzył puzderko i oczom Hermiony ukazał się piękny pierścionek z zielonym oczkiem. – Należał do mojej babki – wyjaśnił Draco. – Jeżeli ci się nie podoba…
 – Jest śliczny – powiedziała szybko Hermiona i wzruszona czekała na dalszy ciąg.
 – Więc jeżeli przyjmiesz ten pierścionek, musisz zdawać sobie sprawę, że w komplecie dostajesz mnie.
 – A nie może to być osobna transakcja? – zapytała poważnie Hermiona, lecz po chwili zaśmiała się przez łzy. – Draco zapytasz mnie?
 – Gdzie ci się śpieszy Gryfoneczko? – mruknął, lecz ukląkł przed łóżkiem. – Zostaniesz moją żoną Hermiono?
 – Tak – odparła od razu i powoli usiadła, Draco od razu doskoczył do niej. – Kocham cię – powiedziała, przytulając się do niego.
 – Ja ciebie też – pocałował ją namiętnie, po czym wsunął na jej palec pierścionek.
 – Nie przeszkadzam? – usłyszeli i oboje spojrzeli na drzwi, w których stał około czterdziestoletni uzdrowiciel. – Przynoszę wyniki pani badań, panno Granger.
 – Co mi jest? – zapytała Hermiona ze strachem. Draco złapał ją za rękę i uśmiechem dodał jej odwagi, choć sam był zdenerwowany.
 – Wszystko skończy się za siedem miesięcy – odparł uzdrowiciel, a widząc nierozumiejące miny młodych ludzi, wskazał na płaski brzuch gryfonki. – Tam oto rozwija się nowe życie, drodzy państwo. Jak mniemam syn bądź córka pojawi się na świecie właśnie za siedem miesięcy. – Gdy nadal nie doczekał się reakcji, skierował się do wyjścia. – Zostawię was samych – powiedział jeszcze, po czym zamknął drzwi.
 – Dziecko – wyjąknęła Hermiona i położyła dłonie na brzuchu.
 – Dziecko Granger! – wykrzyknął Draco i porwał ją w objęcia. – Będziemy rodzicami. Kobieto jak ja cię kocham!
 – Mniej niż ja ciebie – zaśmiała się szczęśliwa.
 – Nie znasz się – prychnął i pocałował ją czule.
 – Będę ciocią – pisnęła Ginny, wchodząc do pokoju z Harrym i Ronem.
 – Gratulacje! – zawołał Harry.
 – Jak mecz? – zapytała Hermiona, gdy przyjaciele ją wyściskali.
 – Jeszcze trwa – odparł Ron.
 – Draco jeszcze możesz zdążyć! – powiedziała Hermiona zachwycona.
 – Jeżeli sądzisz, że cię zostawię i…
 – Też pójdziemy! Ciąża to nie choroba! Na pewno mogę już wyjść, więc szybko sprowadź uzdrowiciela, żeby mnie wypisał i ruszamy na stadion! – zdecydowała stanowczo.

Godzinę później Draco cieszył się wraz z drużyną z tytułu Mistrzów Świata.
Złapał znicz, został bohaterem!
Gdy wychodził z szatni, w oddali ujrzał Hermionę, która czekała na niego przy wyjściu.
Uśmiechnął się do niej, lecz drogę zagrodzili mu dziennikarze.
 – Co czujesz po wygranym meczu?
 – Jak to jest być bohaterem?
 – Co teraz jest dla ciebie najważniejsze? Zdobyłeś mistrzostwo!
 – Dla mnie zawsze była, jest i będzie najważniejsza Hermiona – odparł i przecisnął się przez tłum.
 – Hermiona? – pisnęła jedna z dziennikarek i wraz z innymi obserwowała, jak blondyn podchodzi do gryfonki, obejmuje ją i całuje namiętnie.
 – Hermiona – powiedział, gdy oderwali się od siebie. – Moja przyszła żona i nasze dziecko, to oni są najważniejsi. – Złapał Hermionę za rękę i teleportował ich do domu, by we dwoje mogli cieszyć się tym dniem….

 – I tak oto wygraliśmy z Quidditchem skarbie – powiedziała Hermiona, kończąc opowiadać córeczce dzień, który zmienił jej życie. Niemowlę zakwiliło, gryfonka pocałowała córeczkę w czółko i włożyła do kołyski.
 – Zasnęła? – zapytał Draco, pojawiając się w drzwiach, Na palcach podszedł do żony i obejmując ją, spojrzał na córeczkę. – Udała nam się Lucy – wyszeptał i pocałował żonę w szyję.
 – Nasze najlepsze dzieło – zachichotała cicho i odwróciła się w ramionach męża. – Wiesz, co dzisiaj jest?
 – Walentynki kochanie – odparł z seksownym uśmieszkiem. – Dziś też będą niezapomniane.
 – Naprawdę? – zapytała, patrząc na niego figlarnie.
 – Naprawdę. – Porwał ją na ręce i wyniósł z pokoju córki. – Wierzysz?
 – W ciebie i Twoje obietnice zawsze – odpowiedziała.
Draco dotrzymał obietnicy. Te walentynki były wyjątkowe, tak jak każde razem spędzone…