Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ally Snape. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ally Snape. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 października 2015

Nowa rodzina

Nowa Rodzina
Beta: Kite Millie

Harry Potter leżał skulony na łóżku w swoim nowym pokoju.
Od powrotu z Hogwartu dwa dni temu. Wuj Vernon zabronił mu opuszczać pokój, a wyjątkiem była wizyta w toalecie. Jedzenie ciotka Petunia zostawiała pod drzwiami. Nie chcieli go oglądać… odmieńca…
 – Chcę wrócić do szkoły – wyszeptał Harry ze łzami w oczach.
Miał prawie dwanaście lat, wiedział, że musi być twardy, nie może się załamać. Przetrwa te wakacje, a potem… Znowu będzie z przyjaciółmi, będzie latał na miotle, będzie …
Jego marzenia przerwał głośny trzask.
 – To niesłychane! – usłyszał wrzask wuja Vernona. – Nie macie prawa…
 – Vernonie zrób coś! – piszczała ciotka Petunia. – Jak sąsiedzi coś zauważą…
Harry szybko wstał z łóżka i stanął przed drzwiami z różdżką w ręku. Nie można było używać jej poza szkołą, ale chyba nic mu nie zrobią, jeżeli będzie się tylko bronił?
Klamka zadrgała i drzwi się otworzyły.
 – Potter, rusz się – warknął Severus Snape i szybko spakował wszystkie jego rzeczy za pomocą zaklęcia.
 – Co pan tutaj robi? – zapytał zaskoczony.
 – Nie udawaj Granger – prychnął Snape i, złapawszy chłopaka za ramię, pociągnął w stronę schodów.
 – Mi nie wolno opuszczać pokoju – powiedział ze strachem Harry.
 – Nie interesują mnie zakazy tych cholernych mugoli – odparł Snape.
Gdy znaleźli się w salonie, cała trójka Dursleyów siedziała blisko siebie na kanapie i wpatrywała się ze strachem w Albusa Dumbledora.
 – Witaj Harry – zawołał z uśmiechem dyrektor. – Mam nadzieję, że cię nie przestraszyliśmy..
 – Nie – zająknął się Harry. – Co pan tutaj robi, profesorze?
 – Zabieramy cię stąd – odparł dyrektor, poważniejąc i spojrzał na Dursleyów. – Mam nadzieję, że wystarczająco wyjaśniłem, co może się zdarzyć, gdy będziecie nam utrudniać zabranie stąd Harrego.
 – A bierzcie go! – zakrzyknął Vernon. – O jeden kłopot mniej.
 – Większy siedzi na kanapie i żre ciastka – prychnął Snape, patrząc z niesmakiem na Dudleya zajadającego się słodyczami.
Petunia przytuliła do siebie Dudleya, jakby chciała go chronić przed spojrzeniem czarnowłosego.
Harry spojrzał na swoją rodzinę i nie wiedział, co tak naprawdę czuje.
Smutek, czy radość?
 – Idziemy – odezwał się Snape i znów pociągnął Harrego, tym razem na tyły domu. – Będziemy się teleportować Potter, masz się mnie mocno trzymać i nie zgubić zrozumiano?
 – Tak, panie profesorze – obiecał Harry, nie bardzo wiedząc, jak wygląda teleportacja.
Nagle poczuł mrowienie w okolicy pępka, a potem wszystko działo się szybko.
Zacisnął oczy, gdy świat przed nim się rozmył.
 – Już jesteśmy na miejscu, Potter – usłyszał głos Mistrza Eliksirów.
Niepewnie uniósł powieki i rozejrzał się naokoło.
 – A profesor Dumbledore?
 – Musiał jeszcze załatwić pewne sprawy z tymi – machnął ręką – tymi stworzeniami, których nazywa ludźmi. Idziemy!
 – Gdzie jesteśmy? – zapytał Harry, próbując nadążyć za profesorem.
 – Kilometr od Hogwartu – odparł.
 – Czemu nie teleportowaliśmy się do szkoły?
 – Ponieważ na terenie szkoły nie można się teleportować, Potter – warknął Snape. – Gryffindor traci przez ciebie dziesięć punktów!
 – Są wakacje…
 – Widocznie masz zdolności tracenia punktów w każdych okolicznościach – odpowiedział Snape z krzywym uśmieszkiem.
Resztę drogi pokonali w milczeniu.
Harry rozmyślał o tym, co go teraz czeka. Gdzie będzie mieszkał? Kto będzie za niego odpowiedzialny? Czy będzie musiał kiedyś wrócić do Dursley’ów?
Gdy znaleźli się w Hogwarcie, Harry uśmiechnął się szeroko.
 – Nareszcie w domu – wyszeptał.
Snape spojrzał na niego z ukosa i zacisnął wargi.
 – Gdzie idziemy, profesorze? – zapytał Harry.
 – Do gabinetu profesora Dumbledora.
Gdy znaleźli się przed gobelinem, Snape przeklął.
 – Ten stary głupiec znowu zmienił hasło – warknął.
 – Czekoladowe karaluchy – zaczął zgadywać Harry. – Miodowe sople, robaczki karmelowe…
 – On jest… brak słów – prychnął Mistrz Eliksirów, gdy przed nimi ukazały się schody.
W gabinecie oprócz dyrektora, była także profesor McGonagall oraz ładna blondynka, która uśmiechnęła się na ich widok.
 – Nareszcie – krzyknęła i do nich podeszła. – Witaj Harry, jestem Ally i…
 – I będzie cię irytować do końca życia – prychnął Snape.
 – Kretyn – Ally spojrzała na niego ze złością. – Wiesz co to szacunek, Snape?
 – Nie bardzo. – Mistrz Eliksirów wzruszył ramionami.
 – Harry nie przejmuj się nim. – Ally pokręciła głową zrezygnowana. – On jest niereformowalny.
 – I to się nie zmieni – zapowiedział Snape, siadając – Zaczynajmy.
 – Harry usiądź – poprosiła McGonagall. – Musimy porozmawiać.
 – Zrobiłem coś złego? – zapytał ze strachem.
 – Oczywiście, że nie – zapewniła go Ally.
Harry zajął miejsce i spojrzał na niech poważnie.
 – Będę musiał wrócić do Dursley’ów? – zapytał cicho.
 – Po moim trupie – wykrzyknęła Ally.
 – Da się załatwić – mruknął Snape.
 – Severusie, bądźże raz poważny – powiedziała profesor McGonagall.
 – Uspokójcie się proszę – odezwał się Dumbledore i spojrzał na Harry'ego. – Nie wrócisz już do wujostwa.
 – Nigdy? – zapytał z nadzieją Harry.
 – Nigdy – potwierdził dyrektor i westchnął głęboko. – Twoja ciotka nie wywiązała się z obietnicy, którą mi złożyła. Miałeś być traktowany jak jej własny syn..
 – W cuda pan wierzy? – zapytał z niedowierzaniem Harry i zarumienił się. – Przepraszam.
 – Nie masz za co – dyrektor uśmiechnął się do niego. – Nie mogliśmy pozwolić, byś był więziony we własnym domu i traktowany…
 – Gorzej niż skrzat domowy w domu Malfoyów – dokończyła oburzona Ally.
 – Uspokoisz się? – zapytał ją Severus.
 – Zamilcz nietoperzu – prychnęła.
 – Przejdź do sedna, Albusie – poprosiła Minerwa – Zanim ta dwójka się pozabija.
 – Nie zabiję go – obiecała wspaniałomyślnie Ally. – Jestem zbyt piękna, by spędzić resztę życia w Azkabanie!
 – Zabiję ją – mruknął Snape, chowając twarz w dłonie.
 – Może ja wyjdę? – zaproponował Harry, nie bardzo wiedząc, co się dzieję.
 – Zaraz wyjdziesz, ale nie sam – odpowiedziała profesor McGonagall. – Harry, twoje wujostwo nie jest już za ciebie odpowiedzialne.
 – Gdzie będę mieszkał? – zapytał ze strachem Harry. – Mam w skrytce pieniądze, ale chyba nie mogę sam mieszkać i…
 – Zamieszkasz z nami – przerwała mu Ally.
 – Z nami? – powtórzył Harry. – Znaczy z kim?
 – Ze mną i moim mężem – odarła kobieta.
 – Mężem?
 – Będziesz po niej wszystko powtarzał? – zdenerwował się Snape. – Będziesz mieszkał z nią i mną, czy ci się to podoba, czy nie!
 – Ale jak to… – zająknął się Harry – Za karę?
Ally wraz z McGonagall zaczęły chichotać.
 – Możecie nie wierzyć, ale Severus nie jest taki zły – zapewniła wszystkich rozbawiona Ally. – Wręcz jest przesłodki i…
 – Zostanę wdowcem – zapowiedział Snape, gwałtownie wstając. – Potter, rusz się! Idziemy!
Harry nie chcąc mieć kłopotów, szybko podniósł się z miejsca.
 – Do zobaczenia na kolacji – Ally pożegnała się z Minerwą i Albusem i ruszyła za Mistrzem Eliksirów.
Na korytarzu objęła Harrego.
 – Nie bój się – szepnęła. – Będzie ci z nami dobrze, obiecuję. – Uśmiechnęła się i chwyciła Severusa za rękę. Ten tylko prychnął.
Harry przypatrywał się im przez całą drogę.
Nigdy nie widział tak… spokojnego? Odprężonego?... Szczęśliwego?! – Otworzył szeroko oczy.
Ally uśmiechała się przez całą drogę, trzymając Snape’a za rękę, a ten poza prychnięciem nic innego nie zrobił.
Harry zauważył, że posłał żonie coś na kształt uśmiechu.
 – To musi być sen – mruknął Harry pod nosem.
 – Mówiłeś coś? – zapytała Ally.
 – Nie – odparł szybko.
Gdy znaleźli się w komnatach państwa Snape, Harry rozejrzał się.
 – Chodź. – Ally złapała go za rękę i zaprowadziła go do pokoju, do którego prowadziły drzwi po prawej stronie. – To twój nowy pokój – powiedziała podekscytowana i zmarszczyła czoło. – Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj wszystko, czego potrzebujesz, jeżeli o czymś zapomniałam, to pójdziemy na zakupy i to kupimy…
Harry nie słuchał ich tylko wpatrywał się z niedowierzaniem we wszystkie rzeczy znajdujące się w pokoju. Nie licząc wielkiego i wygodnego łóżka i dużej szafy, której drzwi były uchylone i widział pełno nowych ubrań, była jeszcze masa zabawek, miotła wyścigowa i dużo książek.
 – To wszystko moje? – zapytał, gładząc delikatnie rączkę miotły.
 – Twoje – odparł Snape. – Od dziś mieszkasz z nami.
 – Dlaczego? Przecież pan mnie nie lubi.. – zapytał Harry.
 – Mylisz się – warknął i wyszedł.
Ally westchnęła.
 – Severus nie pała do ciebie nienawiścią – powiedziała po chwili. – On ma taki styl bycia. Jest nieprzyjemny i nieprzystępny, ale jeżeli uda ci się go poznać, to przekonasz się, że jest wspaniały… w swój nietoperzy sposób. – Uśmiechnęła się do Harry'ego. – Mój mąż, sam zdecydował, że z nami zamieszkasz. Nikt go nie zmuszał, ja nawet tego nie próbowałam.
 – Ale przecież on i mój tata się nienawidzili…
 – Ale przyjaźnił się z twoją matką – odparła Ally. – Więc wiedz, że Severus cię na swój sposób lubi. – Spojrzała na drzwi. – Teraz pewnie zamknął się w swoim gabinecie, bo do niego dotarło, że jego syn jest gryfonem..
 – Syn – Harry opadł na łóżko obok Ally. – To znaczy, że…
 – To znaczy, że cię adoptowaliśmy – przytaknęła Ally. – Jesteśmy teraz rodziną – przytuliła go. – Teraz obejrzyj na spokojnie swój pokój, a ja pójdę przygotować coś do jedzenia. Kiedy coś ostatnio jadłeś? – zapytała, kręcąc głową i gładząc go po chudych ramionach.
 – Wczoraj, kolację – odparł, spuszczając głowę.
 – Jak kolację?! – wykrzyknęła. – Severus był po ciebie popołudniu! Nie dostałeś śniadania?!
 – Pewnie ciotka Petunia zapomniała i…
 – Zapomniała o nakarmieniu siostrzeńca? – Ally wstała i skierowała się do drzwi. – Ja rozerwę tego babsztyla! Jednak moja uroda zmarnuje się w Azkabanie!
Harry zostawszy sam, podszedł do szafy i otworzył ją na oścież. Zawsze miał stare rzeczy Dudley’a, a teraz? Pełno nowych koszulek, spodni, buty… A nowa miotła? Spełnienie marzeń, odkąd wuj Vernon zniszczył Nimbusa, gdy tylko Harry wrócił z wakacji.
 – Harry, chodź na chwilę – poprosiła Ally, stając w progu.
 – Gdzie? – zapytał. – Do Hagrida?
 – Nie teraz – odparła i wskazała drzwi naprzeciwko jego pokoju. – Proszę wejdź tam.
 – Ale… – Harry nie wiedział, co się dzieje, nie chcąc jednak się sprzeciwiać, otworzył drzwi i stanął niepewnie w progu gabinetu Snape’a.
 – Co tu.. – zaczął Mistrz Eliksirów i przeklął pod nosem, gdy Ally popchnęła lekko Harry'ego do przodu i zamknęła drzwi.
 – Czemu miałem tutaj przyjść? – zapytał chłopiec, przestępując z nogi na nogę.
 – Ponieważ moja żona jest irytująca – westchnął Severusa, odchylając się na krześle. – Siadaj.
Harry zajął miejsce naprzeciwko biurka i spojrzał na niego wyczekująco.
 – Ally znając ją, już ci powiedziała, że cię adoptowaliśmy…
 – Dlaczego pan to zrobił? – wyrwało się Harry’emu.
 – Ponieważ… – Snape spojrzał w oczy Harry’ego – Masz jej oczy – odwrócił wzrok i zmarszczył czoło.
 – Pan kochał moją mamę?
Snape… zachichotał. Harry nie mógł uwierzyć, że posępny Mistrz Eliksirów chichocze!
 – Wszyscy tak myślą – Snape założył ręce za głowę. Wyglądał na odprężonego, a nawet szczęśliwego. – Nawet twój ojciec… Nie wierzyli, gdy mówiliśmy, że jesteśmy tylko przyjaciółmi.
 – Ślizgon i Gryfonka przyjaciółmi… – mruknął Harry.
 – Skarbie, a nie pomyślałeś, że Ślizgoni nie są tacy źli? – odezwała się Ally od drzwi.
Harry uśmiechnął się z niedowierzania, że ktoś nazwał go skarbem… To było takie miłe.
 – Oni są okropni – odparł, wzruszając lekko ramionami. – Bez obrazy – spojrzał na Snape’a.
 – Oni są tacy sami jak Gryfoni. – A widząc oburzenie Harry'ego, usiadła obok na krześle. – Rodzice ślizgonów od zawsze wpajają im, że mają być najlepsi, że inne domy nie są tak dobre… To prawda. Ale podejrzewam, że w każdym domu, gdzie mieszka Puchon, Krukon lub Gryfon, Ślizgoni są przedstawiani jako zło.
 – To… – Harry spojrzał na nią z niedowierzaniem. – To chyba prawda.
 – Oczywiście, że prawda – Ally wyprostowała się dumnie. – Ja zawsze mam rację.
 – Zdarza ci się i to rzadko – prychnął Snape.
 – Twoje zdanie się nie liczy – odpowiedziała Ally. – Chodź Harry, jedzenie czeka już na stole, na pewno jesteś głodny!
Harry po obiedzie zjedzonym w towarzystwie… nowych rodziców... Czuł się wspaniale. Pierwszy raz od dawna poczuł się chciany. Obawiał się tylko nocy…
Dlaczego? Ponieważ dwunastolatek bał się, że gdy się obudzi to, to wszystko okaże się tylko snem…