Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fred Weasley. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fred Weasley. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 kwietnia 2014

Kłamstwo Rona

Dla Kasi w tak ważnym dla niej dniu :) Wszystkiego Najlepszego :D
Miniaturka niezbetowana!
Dziękuję za każdy komentarz :) Aż chce się pisać!



Co zrobić, gdy serce zaczyna bić dla mężczyzny, który traktuje cię tylko jak przyjaciółkę swojego młodszego brata? Co zrobić, gdy nachodzi cię chęć pocałowania go, lecz nie masz prawa tego zrobić?
Wreszcie, co zrobić, by nie wygadać się przed tym rudzielcem, że jest się w nim szaleńczo zakochaną, by nie czuł się zażenowany?
Hermiona zatrzasnęła pamiętnik i podeszła do okna. Spędzała wakacje w Norze, zawsze czuła się tutaj wspaniale i nadal tak jest, lecz nie wtedy, gdy widzi przed sobą te brązowe oczy i rudą czuprynę.
Bo jak ma się czuć dziewczyna, wiedząc, że jej wymarzony facet nie zwraca na nią uwagi…
Spuściła głowę i zastanowiła się przez chwilę, było już późno, wszyscy spali, Ginny wymknęła się na spotkanie z Blaisem, więc była sama w pokoju, postanowiła wyjść na świeżę powietrze. Gdy spacerowała po ogrodzie usłyszała hałas dochodzący z warsztatu pana Weasley’a.
Wyciągnęła różdżkę i zakradła się ku drzwiom, odetchnęła głęboko i szybko weszła do środka, gotowa przegonić włamywacza, lecz w środku nie zastała nikogo nieznajomego, tylko Freda Weasley’a we własnej osobie.
-Czemu nie śpisz?- zapytał pochylając się na swoją miotłą.
-Nie mogę- odpowiedziała podchodząc do niego- Czyścisz miotłę o pierwszej rano?
-Pomaga mi to w myśleniu- mruknął i puścił do niej oczko- Bo ja nieraz myślę, wiesz?
Hermiona zarumieniła się pod jego spojrzeniem.
-Coś tak podejrzewałam – zaśmiała się i pisnęła gdy drzwi głośno trzasnęły.
-Jaka jest szansa, że jak tu wchodziłaś to zauważyłaś deskę która była włożona pomiędzy drzwi a framugę?- zapytał Fred patrząc na nią z krzywym uśmieszkiem.
-Znikoma, a co?- zmarszczyła czoło.
-Właśnie zostaliśmy zamknięci tu do rana- odpowiedział –Ojciec nakłada na ten warsztat co wieczór zaklęcia, by nie powtórzyła się sytuacja …
-Jaka?
-Eh długo by opowiadać- westchnął- Drzwi się zamykają na całą noc, można je otworzyć dopiero o siódmej rano, gdy ojciec wychodzi do pracy!
- Więc musimy tu siedzieć jeszcze sześć godzin?- zwołała Hermiona.
-Mhy- potwierdził z szerokim uśmiechem- Co robimy?
-Wołamy o pomoc?- zaproponowała z nadzieją.
-Nikt nas nie usłyszy- machnął lekceważąco ręką.
-Ale…
-Hermiono chyba wytrzymasz z jakże przystojnym, inteligentnym i bardzo skromnym facetem?- zapytał ruszając sugestywnie brwiami.
Gryfonka rozglądnęła się szybko po pomieszczeniu.
-Czego szukasz?- zmarszczył czoło.
-No tego przystojnego, inteligentnego i nad wyraz skromnego faceta- odpowiedziała słodkim głosikiem.
Fred przez chwilę wpatrywał się w nią zdumiony, po czym wybuchnął śmiechem.
-Od tej strony cię nie znałem- powiedział gdy już się uspokoił.
-Niby od jakiej?- oburzyła się- Sądziłeś, że jestem nudną Kujonką?
-Kujonką może tak, ale nigdy nudną- odpowiedział puszczając jej oczko.
Hermiona zarumieniła się uroczo i odchrząknęła chcąc ukryć  zażenowanie.
-Powiesz mi dlaczego twój tata rzucił czar na warsztat?- zapytała.
-Eh… powiedzmy, że ja i George nie powinniśmy o trzeciej rano wymyślać, jakże genialne pomysły wcielać w życie…
-Coście zrobili?- ponagliła go gdy zamilkł.
-To był pomysł Georga!- zwołał na swoje usprawiedliwienie i westchnął- Wymyślił, żeby z okazji urodzin Percy miał prezent na jaki zasługuje… no cóż rodzice jak i wyżej wymieniony nie byli zachwyceni.
-No powiedz wreszcie!- zniecierpliwiła się Hermiona.
-Weszliśmy do warsztatu ojca i stworzyliśmy dla naszego drogiego brata zakładkę do książki!- odpowiedział z niewinną miną.
-Zakładkę?- zmarszczyła czoło- I co w tym strasznego?
-To, że gdy Percy trzymał ją w ręce wyśpiewywała niecenzuralne piosenki… no i był też efekt uboczny… gdy się ją chciało uciszyć, zaczynała gryźć- wzruszył ramionami- Bill, Charlie, Ginny i Ron uważali że to był wspaniały prezent, ale od tej pory mama zabroniła nam tworzyć takie wynalazki w celach dania nauczki bratu…
-Co mu się stało?- spojrzała na niego z uśmiechem.
-Przez dwa tygodnie chodził z zabandażowanymi rękami, bo tak został pogryziony!- zaśmiał się Fred na to wspomnienie- Nie chciał żebyśmy mu pomogli tylko zamknął się w pokoju i dostał za swoje!
-A co takiego zrobił, że spotkała go taka kara?
-Zjadł naszą porcję lodów- odparł konspiracyjnym szeptem.
-Za to, tak się zemściliście?!- nie mogła uwierzyć.
-No cóż, były to nasze ulubione lody!- powiedział poważnie.
-Walnięci jesteście- wybuchnęła śmiechem.
-Pomyliłaś słowa- pokręcił głową – Miałaś na myśli, że jesteśmy wspaniali!
- Wmawiaj sobie- pokazała mu język.
-Nie zaczynaj- pogroził jej palcem i wskazał miejsce obok siebie- Siadaj.
Gdy zajęła miejsce spojrzał na nią z ukosa.
-A ty co zrobiłaś, by zasłużyć na szlaban?- zapytał.
-Raz gdy miałam sześć lat, przeczytałam książkę pod tytułem „ W 80 dni dookoła świata”… nie mogłam zrobić tego co bohater, więc postanowiłam trochę zmienić treść książki, a mianowicie spakowałam plecak i ruszyłam zwiedzić…… swoje miasto, niestety zapomniałam poinformować o mojej wyprawie rodziców, po siedmiu godzinach znalazł mnie policjant, który zaprowadził mnie spowrotem do domu, na początku rodzice byli szczęśliwi że mi nic się nie stało, lecz potem gdy emocje opadły dostałam dwa tygodnie zakazu… czytania książek!
-Straszna kara!- zakpił Fred.
-Dla mnie tak- odpowiedziała poważnie.
Rudzielec objął ją ramieniem i się zaśmiał.
-Ty i te twoje dziwactwa!- powiedział.
Hermiona nie mogła się skupić, gdy czuła jego rękę w pasie i jego oddech przy uchu.
Odwróciła gwałtownie głowę w jego stronę, spojrzała w jego oczy i nie wiadomo kto pierwszy złączył ich usta w pierwszym pocałunku.
-Fred…- wyszeptała gdy oderwali się od siebie.
-Nie myśl Hermiono- poprosił i pocałował ją czule.
Do rana nie wiele rozmawiali, lecz im to nie przeszkadzało, całowali się, milczeli, patrzyli sobie w oczy i znów całowali. Gdy drzwi się otworzyły przemknęli do swoich pokoi, dopiero wtedy Hermiona zdała sobie sprawę, że nie wyznali sobie uczuć… ona nie wyznała mu że go kocha! Co czeka ją jutro?! Czy Fred będzie udawał że nic się nie zdarzyło? A może dla niego też było to tak ważne jak dla niej?!
Zasnęła z masą pytań na które nie znała odpowiedzi.
Hermiona obudziła się wcześnie rano, szybko się ubrała i zbiegła na dół.
W kuchni spotkała Rona i Ginny.
-Mama wyszła do sklepu- powiedziała rudowłosa- Kazała przekazać, cytuje! „ Hermiona ma zjeść porządne śniadanie, wygląda tak marnie…” -uśmiechnęła się słodko.
-Kto wygląda marnie?- zapytał George wchodząc wraz z Fredem.
-Hermiona- odpowiedziała mu siostra.
-No coś marniutko wyglądasz- George pogroził jej palcem- Nie ładnie panno Granger!
-Jak ma nie wyglądać marnie, skoro w nocy zamiast spać, chodzi po domu- wtrącił się Ron nakładając sobie dużą porcję jajecznicy.
-Skąd ty niby wiesz co ona robi w nocy?- zapytała Fred marszcząc czoło.
-Wyszedłem do łazienki i ją widziałem- wzruszył ramionami i spojrzał na przyjaciółkę- Gdzieś ty się włóczyła?
Hermiona spojrzała na Freda który odwrócony do niej plecami nalewał sobie herbaty.
Miała nadzieję, że powie coś, ale widać nie chciałby ktokolwiek dowiedział się o tym co zaszło w nocy.
Hermiona spuściła głowę, żeby nikt nie widział jej smutnego spojrzenia.
Jednak bajki się nie spełniają. Nic z jej nocnych marzeń nie będzie prawdą, sama z siebie się śmiała, że miała głupią nadzieję, że dla Freda te pocałunki coś znaczyły.
Już miała się odwrócić i odejść gdy poczuła jak obejmują ją ramiona chłopaka w którym kochała się od dwóch lat.
-Odczep się Ron- powiedział stanowczo patrząc na brata- Hermiona była ze mną!
-Gdzie?- wykrzyknął zaskoczony rudzielec.
-Nie twoja sprawa gdzie Fred bierze swoją dziewczynę na randkę- odpowiedział George za brata i puścił Hermionie oczko. Gryfonka odpowiedziała mu uśmiechem i spojrzała na Freda.
-Jestem twoją dziewczyną?- wyszeptała.
-Jeżeli tego chcesz- odpowiedział również szeptem.
-Bardzo chcę- odparła rumieniąc się.
Rudzielec uśmiechnął się szeroko po czym pocałował ją czule.
-W takim razie choć – wziął ją za rękę i skierował się do wyjścia.
-Gdzie idziecie?- krzyknęła za nimi zachwycona Ginny.
-Daleko od was- powiedział Fred i zamknęli za sobą drzwi.
Hermiona przystanęła i przygryzła wargę.
-Naprawdę mnie chcesz?- zapytała nieśmiało.
-Jak na najmądrzejszą czarownicy od czasów Roweny strasznie dużo muszę ci tłumaczyć- zażartował unosząc jej głowę tak by spojrzała mu w oczy- Ale znaj dobroć jednego z przystojnych bliźniaków… nie czekaj! Słuchaj tego przystojniejszego bliźniaka- poprawił się.
-To mam wrócić po Georga?- zażartowała, za co została ukarana pocałunkiem.
-Grabisz sobie- mruknął- A więc słuchaj! Kocham cię!
-Naprawdę?- nie mogła w to uwierzyć.
- Naprawdę- odparł poważnie po czym uśmiechnął się – Mogę przyrzec na Magiczne Dowcipy!
-Nie trzeba- zaśmiała się i zarzuciła mu ramiona na szyję- Ja też cię kocham… mogę przysiąc na wszystkie książki świata!
-Oj Hermiono coś mi się wydaje że jesteś na mnie skazana- poruszył sugestywnie brwiami.
-Jakoś to przeżyję- obiecała.
-Ile ze mną wytrzymasz?- zapytał przytulając ją do siebie mocno.
-Bardzo długo- mruknęła i pocałowała go namiętnie.
- Moglibyście dać sobie na wstrzymanie- usłyszeli rozbawiony głos.
Odwrócili się zaskoczeni. George stał w drzwiach i uśmiechał się szeroko.
-Mama wróciła i chce wiedzieć co się dzieje z Ronem- powiedział.
-A co się ma dziać?- Hermiona zmarszczyła czoło.
-Odkąd wyszliście siedzi jak posąg i udaje rybę wyłowioną z wody- zaśmiał się George.
-W sam raz na jego poziom inteligencji- mruknął Fred.
Hermiona spojrzała na bliźniaków nie rozumiejąc co się dzieje.
-Powiecie mi dlaczego tak traktujecie Rona?!
-Bo zasłużył- mruknął Fred unikając jej wzroku.
-To ja nie przeszkadzam- powiedział George i uciekł do domu.
-Fred….- zaczęła Hermiona, lecz rudzielec nie dał jej dokończyć.
-Jestem zazdrosny- warknął i ruszył przed siebie.
-Zazdrosny?!- powtórzyła z niedowierzaniem i ruszyła za nim- A niby o kogo?!
-Jak to o kogo?!- odwrócił się do niej gwałtownie- Wszyscy wiedzieli że między tobą a Ronem coś jest i…
-Idiota!- zaśmiała się i pocałowała go namiętnie- Ja i Ron jesteśmy tylko przyjaciółmi!
-Ale kiedyś…
-Nic między nami nie było- przewróciła oczami- Jakby mogło być inaczej, skoro cały czas myślałam o tobie?!
-Więc dlaczego … czekaj…. Ten kretyn mnie okłamał?!- wykrzyknął i szybko pobiegł w stronę domu.
-Kto cię okłamał?!- zawołała za nim, lecz nie doczekawszy się odpowiedzi westchnęła ciężko- Jesteśmy parą od paru minut a on już mnie denerwuje!
Gdy znalazła się w domu pierwsze co zobaczyła to Rona zwisającego głową w dół i panią Weasley próbującą mu pomóc.
-Fred postaw go!- rozkazała.
- Przykro mi mamo, ale albo on tak będzie wisiał przez jakiś czas, albo uszkodzę go!- odpowiedział stanowczo.
-Co takiego zrobił?- zapytał się Harry.
-Okłamał mnie- warknął Fred.
Hermiona pierwszy raz widziała Freda tak wściekłego.
-Znaczy, że on i Hermiona nie byli parą?!- tym razem George krzyknął i stanął obok swojej kopi.
-Kto wam naopowiadał takich głupot?- zdziwiła się Hermiona i nagle do niej dotarło- Ronaldzie Weasley! Jak mogłeś?!
-Nie chciałem żeby cię skrzywdził- wytłumaczył Ron z czerwoną twarzą.
-Skąd pomysł że by mnie zranił?- zapytała cicho.
-Bo nie wiedziałem, że myśli o tobie poważnie!
-Myślałem, myślę i będę myśleć!- powiedział poważnie Fred.
-Och więc naprawdę jesteście razem?- Pani Weasley przytuliła Hermionę- Tak bardzo się cieszę!
-Ja też- zaśmiała się Hermiona- Fred puść Rona!
Rudzielec z niechęcią spełnił jej prośbę, gdy Ron padł na podłogę George podszedł do niego.
-Wiesz co powinieneś zrobić!
-Przepraszam was- odezwał się po chwili Ron patrząc na swoją przyjaciółkę i Freda.
-Nie próbuj już nigdy mnie w ten sposób chronić!- poprosiła Hermiona i przytuliła go mocno.
-Obiecuję!
Fred tylko skinął głową i chwyciwszy Hermionę za rękę wyprowadził ją z pokoju.
-Nigdy nie widziałam ani ciebie, ani Georga tak wściekłych!- powiedziała gdy usiedli obok siebie na kanapie w salonie.
-Bo rzadko coś nas denerwuje- mruknął zmieszany- Po prostu jesteś dla mnie najważniejsza… gdy pomyślę, że mogliśmy być ze sobą już dawno…
-To już nie ważne- pocałowała go szybko- Ron ma z reguły głupie pomysły więc nie powinniśmy się dziwić że takie dyrdymały ci powiedział!
- Zemszczę się- wyszeptał przyciągając ją do siebie bliżej.
-Teraz czy potem?- zapytała z niewinnym uśmiechem.
-Potem- zaśmiał się i pocałował ją namiętnie.
Trzy lata później
Hermiona weszła do Magicznych Dowcipów Weasleyów, z uśmiechem obserwowała Freda i Georga którzy byli w swoim żywiole. Po cichu podeszła do „swojego” bliźniaka i zasłoniła mu oczy.
-Zgadnij kto- wyszeptała mu do ucha.
-Emma?- zapytał udając zdziwienie.
-Fred!
-Miranda?
-Weasley!
-Kelly?
-Śpisz na kanapie- warknęła odsuwając się od niego. Fred tylko się zaśmiał i przytulił ją mocno do siebie.
-Nie będziesz taka surowa- zamruczał jej do ucha.
-Będę- mruknęła udając złość.
-Nie wytrzymasz beze mnie- powiedział z dumą i płożył dłoń na jej zaokrąglonym brzuchu- Jak się czuje następny kawalarz w rodzinie?
-Twój syn chyba już zaczyna rozrabiać- odpowiedziała przewracając oczami- Od rana nie daje mi chwili spokoju!
-Moja krew- Fred wyszczerzył zęby w uśmiechu.
-Twoja krew, twoje geny, twoje nocne wstawanie gdy nasz maluch pojawi się na świecie- roześmiała się na widok jego przerażonej miny.
-Witaj Miona- George pojawił się obok nich- Chcesz zobaczyć nasz nowy wynalazek?
-Nie jestem pewna – mruknęła przypominając sobie wynalazek który posłużył im jako zemsta na Ronie.
Bliźniacy wbrew prośbą Hermiony nie zaprzestali planowania zemsty na najmłodszym bracie.
Gdy wszyscy zasnęli wkradli się do sypialni Rona i ze złośliwymi uśmieszkami wyciągnęli różdżki, wyszeptali parę zaklęć, Fred delikatnie dotknął czoła Rona czerwoną kulką i opuścili pokój wiedząc, że rankiem obudzi ich słodki krzyk ich jakże kochanego braciszka.
Nie mylili się, o siódmej rano usłyszeli wrzask, szybko zbiegli do kuchni wiedząc że Ronald od razu pobiegnie do matki.
Hermiona z Ginny domyślając się powodów krzyków Rona także zjawiły się na dole.
Fred podszedł do starszej Gryfonki i pocałował ją na powitanie.
-Co zrobiliście?- zmarszczyła czoło.
-Dlaczego zawsze, gdy Ronusiowi coś się stanie, jesteśmy pierwszymi podejrzanymi?!- oburzył się Fred.
- Jesteście jedynymi podejrzanymi- poprawiła go Ginny starając się dostrzec co dzieje się w salonie, gdzie Pani Weasley wzięła Rona.
-To oburzające- odezwał się George- Nie znam spokojniejszych…
-… przystojniejszych- dodał Fred.
-Grzeczniejszych…
-… pracowitszych…
- I jakże wspaniałych bliźniaków!- dokończyli wspólnie.
-A główka bardzo boli?- zakpiła Ginny.
-Siostrzyczko czy ty nas nie doceniasz?!- zapytał z niedowierzaniem Fred i spojrzał na Hermionę- Mam nadzieję, że chociaż ty w nas wierzysz?!
-Oczywiście – zachichotała i przytuliła się do niego.
-Fredzie Weasley!- usłyszeli krzyk Pani Weasley- I George Weasley! Natychmiast do salonu!
- Dlaczego zawsze na nas krzyczy?- zapytał George gdy z bratem ruszył na „jakże miłe spotkanie z matką”.
-Żeby Ron nie był zazdrosny- odpowiedział Fred wzruszając ramionami.
-A dlaczego miałby być zazdrosny?- zawołała za nimi Ginny.
-Ponieważ to wiadome, że jesteśmy najwspanialszymi synami na tym świecie!- powiedział George.
-I nawet sam Merlin nie mógłby nam dorównać pomysłowością!- dodał Fred i zniknęli za drzwiami.
Hermiona i Ginny pokręciły rozbawione głowami i czekały aż Ron opuści pokój.
Z salonu dochodziły podniesione głosy. Dziewczyny nie mogąc wytrzymać uchyliły drzwi i … wybuchnęły śmiechem.
Ron cały w zielone, niebieskie i czerwone kropki drapał się po uszach które wyglądały jak uszy słonia, zamiast włosów miał na głowie … zwiędłe kwiaty!
-Macie to odkręcić!- wrzeszczała Pani Weasley.
-Samo zniknie- odpowiedział spokojnie Fred.
-No chyba, że zostały rzucone jakieś inne zaklęcia by odwrócić to jakże uroczy obrazek!- powiedział George.
-I co wtedy?- zapytał przerażony Ron.
-No cóż…- George udawał że się zastanawia- Fredzie pamiętasz co się wtedy dzieje?
-Oczywiście bracie!- Fred skłonił się – Zaklęcie zamiast trzech dni będzie działać trzy…
-Tygodnie!- dokończyli wspólnie z uśmiechami.
- Mamo!- Ron wyglądał jakby miał zaraz zemdleć.
-Chłopcy jak mogliście tak postąpić?- zapytała zdumiona Pani Weasley- Co on wam takiego zrobił?!
- Od czego tu zacząć….- mruknął Fred.
I tak oto Pani Weasley dowiedziała się o „próbie chronienia Hermiony przed tym jakże strasznym Fredem”, przez co oprócz klątwy rzuconej przez bliźniaków, Ron musiał jeszcze przeżyć kazanie matki mówiące o nie wtrącaniu się w sprawy sercowe innych ludzi, no i oczywiście musiał pomagać Pani Weasley w pracach domowych.
Hermiona nie mogąc wytrzymać wyciągnęła z Freda w jaki sposób zmienili Rona… w to coś.
- Powiedzmy, że ostatnio mieliśmy napad weny- zaśmiał się Fred wyciągając z kieszeni czerwoną kulkę.
-Co to jest?- zmarszczyła czoło.
-Sprawia, że osoby nią dotknięte zmieniają się w to co Ron- powiedział z samo zachwytem w głosie.
-Wystarczy sam dotyk?
-I parę zaklęć- dopowiedział i pocałował ją – Niech się cieszy, że tylko tak się zemściliśmy!
-Jesteście wredni- powiedziała poważnie.
-Ale kochasz mnie, co?- poruszył sugestywnie brwiami.
-Nie wiem dlaczego- odparła i przytuliła się do niego mocno.
-Oj Herm przecież, tobie nic nie zrobimy!- zapewnił George.
-No mam nadzieję!- powiedziała i pogroziła im palcem.
-Nie martw się skarbie, tobie włos z głowy nie spadnie!- obiecał Fred.
-Powiedzmy, że wam wierzę- zaśmiała się się- Ale nie będę ryzykować!
-Twoja wola- George wzruszył ramionami i wrócił do obsługi klientów.
-A co cię sprowadza w nasze jakże skromne progi?- zapytał Fred.
-Stęskniłam się- powiedziała zarzucając mu ramiona na szyję- Nie można?
-Można- pocałował ją czule.
Kilka lat później
Hermiona wtulił się w męża, zadowolona, że o tak wczesnej porze jej dzieci nadal śpią.
Nagle w domu rozległ się huk. Fred zerwał się gwałtownie z łóżka, Hermiona wzięła z niego przykład i oboje wybiegli z sypialni by chwilę później stanąć w progu pokoju ich ośmioletniego syna, który siedział na podłodze cały umorusany sadzą, a obok leżały szczątki jego miotły oraz flakonik jakiegoś eliksiru.
-Zacku Weasley co ty wyprawiasz?!- zapytała Hermiona kładąc ręce na biodrach.
-Próbowałem zwiększyć szybkość mojej błyskawicy- odpowiedział chłopiec marszcząc czoło- Ale chyba, źle wyliczyłem proporcje eliksiru!
-Twoje geny- mruknął Fred patrząc rozbawiony na żonę.
Hermiona już otwierała usta by się odezwać, lecz przerwał jej następny huk, który dobiegł z sąsiedniej sypialni.
Szybko otworzyli następne drzwi.
Sześcioletnia dziewczynka wglądała niepewnie spod łóżka patrząc na zieloną piłkę.
-Kelly co ty wyprawiasz?- zapytał Fred patrząc na córkę.
-Myślałam, że gdy rzucę odpowiednie zaklęcie to ona będzie śpiewać, ale niestety zaczęła wariować- wyszła z pod łóżka i podrapała się po uchu dziecinną różdżką.
-Twoja krew- tym razem Hermiona spojrzała na męża z uśmiechem.
-Nasze dzieci podbiją Hogwart- odparł zachwycony Fred i pocałował żonę namiętnie.


                               
                        









piątek, 29 listopada 2013

Ona kocha Freda, on Hermione...

Ona kocha Freda, on Hermione...

Tak jak obiecałam Fredmione :) Mam nadzieję, że nie zawiodłam, wstawiam wcześniej.... bo tak :)
Beta: Kite Millie

Hermiona szła hogwarckim korytarzem, niosąc w ręce stos książek.
 – Pomóc ci? – usłyszała rozbawiony głos za sobą.
Odwróciła się gwałtownie, upuszczając tym samym książki.
 – Fred? – zdziwiła się i natychmiast zarumieniła. – Co ty tutaj robisz? Stęskniłeś się za szkołą?
 – Za szkołą nie – odpowiedział, przyglądając się jej uważnie, po czym schylił się i pozbierał książki.
 – Poradzę sobie – powiedziała szybko Hermiona, widząc, jak rudowłosy kieruje się do gabinetu.
 – Nie kłóć się ze mną – mruknął i puścił jej oczko. – Ze mną nie wygrasz!
 – Nawet nie próbuję – wyszeptała i ruszyła za nim.
Gdy zbliżyli się do biblioteki, usłyszeli hałasy.
 – Co się tam dzieje? ! – zapytała Hermiona i ruszyła w tamtą stronę.
 – Gdzie ty idziesz? – zawołał Fred, odłożył na bok książki i dogonił Gryfonkę.
 – Jak to gdzie?! – oburzyła się. – Jestem prefektem naczelnym! Muszę sprawdzić, co się dzieje!
 – Jasne, po co mieć spokój – zaśmiał się rudowłosy, lecz zamilkł, gdy ujrzał wściekły wzrok Hermiony.
Gdy wyszli zza rogu, ujrzeli czworo czwartorocznych grających w eksplodującego durnia.
 – Co wy tu robicie?! – zapytała Hermiona groźnie, podchodząc do nich.
 – Gramy – odpowiedział rezolutnie jeden z uczniów.
 – No, co ty powiesz – Fred zaśmiał się pod nosem.
 – Nie można grać na korytarzu! – powiedziała stanowczym głosem Hermiona.
 – Przecież nikomu nie przeszkadzamy – oburzył się inny.
 – Nie ważne, macie wracać do swoich pokoi wspólnych! – powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
 – Dobrze – mruknęli i powoli ruszyli do swoich pokoi, gdy nagle jeden z nich uśmiechnął się do Freda i wyciągnął z kieszeni żółtą kulkę.
 – Odłóż to! – krzyknął Fred i, gdy chłopiec się tylko uśmiechnął, złapał Hermionę za rękę i pobiegł szybko korytarzem.
 – Co ty robisz? – zapytała Hermiona, z trudem nadążając za rudzielcem.
 – Ta żółta kulka to mój i George'a najnowszy wynalazek – powiedział szybko Fred i rozejrzał się dookoła. – Schowamy się w Pokoju Życzeń!
Szybko tam pobiegli. Gdy weszli do środka, usłyszeli pisk i zaraz nastała cisza.
 – Co się stało? – zaniepokoiła się Hermiona i chciała wyjść, lecz drzwi się nie otworzyły. – Dlaczego nie możemy stąd wyjść?!
 – Ten nasz wynalazek – zaczął Fred niepewnie. – Ja i George nadal go testujemy! Nie wiem, skąd ten mały go ma!
 – Co ta kulka robi? – zapytała Hermiona, mrużąc oczy.
 – Powoduje uwięzienie osób w najbliższym pustym pomieszczeniu – mruknął.
 – I to ma być coś złego? – zdziwiła się Hermiona.
 – No to nie… – odparł i spojrzał na nią poważnie. – Te osoby muszą mówić prawdę...
 – Czekaj… znaczy, że nie możemy kłamać? – zapytała zaniepokojona Hermiona.
 – Tak – powiedział Fred i spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. – Ale pociesz się, że to trwa tylko dwie godziny!
 – Dwie godziny? – wyszeptała Gryfonka, rozglądając się po przytulnym pokoju. Westchnęła i usiadła na jednej z kanap.
 – Wiesz, to nie będzie takie złe – zapewnił ją Fred, siadając w fotelu i puścił jej oczko. – Możesz się o mnie wszystkiego dowiedzieć!
 – A ty o mnie – odpowiedziała z lekkim uśmiechem, po czym odwróciła głowę w drugą stroną. – I to mnie niepokoi – mruknęła cicho, więc jej nie usłyszał.
Przez chwilę siedzieli w ciszy.
 – Może w coś zagramy? – zaproponował Fred.
 – W co? – zapytała Hermiona.
 – W eksplodującego durnia albo w szachy?
 – Nie lubię tych gier – przyznała Gryfonka.
 – To co proponujesz? – zapytał rudzielec.
 – Może porozmawiamy?
 – Ok., a o czym? – zapytał z uśmiechem.
 – O wszystkim – odpowiedziała, wzruszając ramionami. – Jak idzie wam prowadzenie interesów?
 – Świetnie – odparł Fred z entuzjazmem. – Obroty wzrosły, mamy pomysły na kolejne produkty…
Hermiona słuchała go z uśmiechem, zawsze lubiła jak rudzielec opowiadał, był wtedy taki szczęśliwy, co i jej poprawiało humor.
 – … a George wpadł na genialny pomysł z niebieskimi centaurami, mają dwadzieścia centymetrów i gdy wsadzimy je do wody… Nie nudzę cię?
 – Nie – zaprzeczyła od razu, rumieniąc się. – To, co mówisz, jest bardzo ciekawe!
 – Ok, ale zmieńmy temat – powiedział i spojrzał na nią rozbawiony. – Dlaczego rozstałaś się z Ronem?
 – Ja… – zaczęła, odwracając głowę. – Po prostu nie kochałam go, a on mnie, jesteśmy przyjaciółmi…
 – Masz kogoś? – zapytał cicho.
 – Nie – mruknęła i spojrzała mu w oczy. – A ty?
 – Też nie – odpowiedział z uśmiechem. – Mam straszne wymagania!
 – Jakie? – zainteresowała się.
 – Moja wymarzona dziewczyna ma być piękną, wspaniałą, szczerą i kochającą kobietą! – Hermiona uśmiechnęła się z trudem. Chciała wyjść, zaszyć się w swoim pokoju i zapomnieć o swoim wymarzonym facecie, który siedzi obok i mówi o kobiecie, którą ona nie jest. – A twój wymarzony facet?
 – Musi mnie kochać, być przy mnie w trudnych momentach, musi wytrzymać moje mądrości, to, że uwielbiam czytać… – wymieniała cicho.
 – Nie masz za dużych wymogów – powiedział zaskoczony Fred. – Dziewczyny najczęściej chcą, żeby facet był bogaty, przystojny, żeby inne jej zazdrościły!
 – Ja nie jestem taka! – oburzyła się. – Myślałam, że o tym wiesz!
 – Wiem – odpowiedział szybko. – Po prostu mówię, jakie spotkałem dziewczyny.
 – Może źle szukasz – warknęła zła.
 – Może – przyznał, wzruszając ramionami.
Nastało milczenie. Każde z nich pogrążyło się w swoich myślach.
Hermiona zerknęła na Freda i westchnęła cicho. Wiedziała, że nie ma u niego szans, lecz to jej nie przeszkadzało cieszyć się jego towarzystwem… Chciałaby, żeby ujrzał w niej swoją wymarzoną dziewczynę, ale nie jest ona piękną ani wspaniałą kobietą, więc to ją dyskwalifikuje. Prawda jest taka, że zrobiłaby wszystko, aby mu się przypodobać, ale wyglądu nie zmieni.
 – Fred, czy ty jesteś zakochany? – zapytała poważnie i przygryzła wargę.
 – Tak – odparł, nie patrząc na nią.
Hermiona poczuła łzy pod powiekami, toteż szybko je starła, by ich nie zobaczył.
 – A jaka ona jest? – zainteresowała się.
 – Jest moim ideałem, ale niestety nic do mnie nie czuje – odparł.
Hermiona spojrzała na niego ze współczuciem. Ona cierpiała z nieodwzajemnionej miłości, lecz nie chciała, by i on to przeżywał.
 – A może się mylisz? – zapytała. – Może cię kocha, ale jest nieśmiała?
 – Jest odważną, młodą kobietą! – odpowiedział z uśmiechem.
 – Od dawna ją znasz?
 – Od kilku lat – odparł.
 – Może jednak się mylisz i ona odwzajemnia twoje uczucia! – powiedziała pewnie. – Nieodwzajemniona miłość jest największym cierpieniem.
 – Wolę, żebym to ja cierpiał, a nie ona – mruknął. – Mam nadzieję, że ona się w kimś zakocha i będzie szczęśliwa.
Hermiona poczuła się samolubna. Nie wiedziała, jak zareagowałaby na inną kobietę obok Freda. Czy byłaby gotowa cieszyć się jego szczęściem? Chyba tak, lecz byłoby to bardzo bolesne.
 – A co byś zrobił, gdyby odwzajemniała twoje uczucia? – zapytała cicho.
 – Ożeniłbym się z nią – odpowiedział poważnie, po czym wybuchnął śmiechem. – Może zmieńmy temat?
 – Dobrze – zgodziła się. – Co sądzisz o Ginny i Zabinim?
 – Nie mam nic do Blaise’a, ale na początku to był szok – zaśmiał się rudzielec. – Zawsze wyobrażaliśmy sobie ją z Harrym!
 – Ale jest szczęśliwa z Diabłem – zaoponowała Hermiona.
 – To prawda – przyznał Fred i zaległa cisza.
Nie odezwali się więcej, każdy pogrążył się we własnych myślach. Gdy upłynęły dwie godziny, wyszli i posyłając sobie jedynie słabe uśmiechy, rozeszli się w dwie strony.

Hermiona siedziała w bibliotece, ucząc się do egzaminów. Od zamknięcia w Pokoju Życzeń minął tydzień. Gryfonka starała się, jak mogła, żeby nie myśleć o rudzielcu, lecz niestety nie ma wpływu na swoje sny, w których Fred Weasley występował jako główny bohater.
 – Hermiono możemy porozmawiać? – zapytał Harry, siadając obok niej.
 – Jasne. – Zamknęła książkę i uśmiechnęła się do przyjaciela. – Co się stało?
 – Muszę cię o coś zapytać, ale nie wiem, czy się nie obrazisz – powiedział wybraniec niepewnie.
 – Harry, możesz mnie zapytać o wszystko! – odpowiedziała stanowczo Hermiona.
 – Kochasz Freda? – zapytał szybko.
 – Co?! – Gryfonka spojrzała na niego zaszokowana. – Harry skąd… skąd ten pomysł?
 – Widzę, jak na niego patrzysz – wyznał, wzruszając ramionami.
 – Czekaj! Ty widzisz?! – wykrzyknęła Hermiona, lecz szybko zamilkła, przypominając sobie, gdzie się znajduje. – Harry, ale jeżeli ty to widzisz, to znaczy…
 – To znaczy, że wszyscy to dostrzegają – dokończył za nią Potter z lekkim uśmiechem. – Ale jeżeli cię to pocieszy, to Ron jeszcze się nie zorientował!
 – Gdyby on też wiedział, to równie dobrze mogłabym wykrzyczeć to w Wielkiej Sali – przyznała z uśmiechem Hermiona.
 – Dlaczego nie jesteś z Fredem, jeżeli go kochasz? – zapytał po chwili milczenia Harry.
 – Ponieważ on mnie nie kocha – mruknęła smutno.
 – Wiesz, to dziwne, ale on mi odpowiedział, że nie jesteście razem, ponieważ to ty go nie kochasz – powiedział Harry i wyszedł, zostawiając Hermionę samą.
Gryfonka zdumiona spojrzała za przyjacielem. Nie wiedziała, co o tym myśleć.
Nagle dotarło do niej, co powinna zrobić. Miała dość niepewności. Może zrobi z siebie kretynkę, ale przynajmniej będzie wiedziała, na czym stoi.

 – Fredzie Weasley! Jesteś najgłupszym facetem, jakiego w życiu spotkałam! – krzyknęła Hermiona, wchodząc do Nory i patrząc na rudowłosego siedzącego wraz z resztą rodziny przy stole.
 – Hermiono, co się stało? – zapytała zaniepokojona Pani Weasley.
 – Przepraszam – odpowiedziała Gryfonka i odetchnęła głęboko. – Ale ma pani za syna idiotę!
 – Hermiono, ja… – zaczął Fred, wstając.
 – Wystarczyło powiedzieć, że mnie nie kochasz – przerwała mu Hermiona ze smutnym uśmiechem. – A nie opowiadać Harry'emu, że ja nie kocham ciebie!
 – Ale ja… ja powiedziałem prawdę – odezwał się zaskoczony Fred.
 – Jaką prawdę? – krzyknęła i podeszła do niego. – Czy ty ślepy jesteś?! Przecież kocham cię jak wariatka!
 – A ja ciebie jak wariat – odparł rudzielec i wbił się ustami w jej usta.
Cała rodzina obserwowała całującą się parę z uśmiechem.
 – Nareszcie – mruknęła Ginny.
 – Zostawmy ich samych – powiedziała Pani Weasley i wszyscy skierowali się do salonu.
 – Hermiono – wyszeptał Fred, gdy oderwali się od siebie i oparł czoło o jej czoło.
 – Kocham cię Fred! – powiedziała, patrząc mu w oczy.
 – Ja też cię kocham, chciałem nawet kupić tym dzieciakom jakiś prezent za zamknięcie nas w pokoju życzeń – wyznał.
 – Kupimy im – zdecydowała, całując go czule.
 – Hermiono, to, co mówiłem o ideale kobiety i o tym, co bym zrobił, jakbym ją znalazł, to prawda – powiedział poważnie.
 – Prawda? – zapytała cicho, a w jej oczach pojawiły się łzy. – Ja muszę iść!
 – Hermiono – Fred złapał ją za rękę. – Co się stało?
 – Ja nie spełniam twoich kryteriów – wyszeptała, spuszczając głowę.
 – Jak nie?! – wykrzyknął. – Jesteś piękną, wspaniałą, szczerą i kochającą dziewczyną!
 – Ja? Ja nie jestem piękna! – zdziwiła się.
 – Jesteś – odparł stanowczo i przytulił ja mocno. – Dla mnie jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie i mam zamiar się z tobą ożenić!
 – Naprawdę? – zapytała szeptem.
 – Naprawdę – powiedział, całując ją czule. – Wszystko, co mówiłem wtedy, było prawdą!
 – Ja też – odpowiedziała, rumieniąc się.
 – Hermiono, jak się czujesz? – zapytał nagle Fred.
 – Dobrze, a jak mam się czuć? – spojrzała na niego zaskoczona.
 – Wiesz, zawsze słyszałem, że kobieta zakochana czuje ćmy w brzuchu – powiedział, wzruszając ramionami.
 – Nie ćmy, tylko motyle! – zaśmiała się Hermiona i przytuliła się do niego mocniej. – I wiesz co? Czuję je za każdym razem, gdy cię widzę.
 – A będziesz się śmiała, gdy powiem, że ja też? – zapytał cicho.
Hermiona spojrzała mu w oczy i uśmiechnęła się czule.
 – Nie, nie będę się śmiała – powiedziała i pocałowała go delikatnie. – Kocham cię, Fredzie Weasley.
 – A ja ciebie, Hermiono Granger – przyznał i uśmiechnął się wesoło. – Coś mi się zdaje, że od dzisiaj przestaniesz narzekać na nudę…

Hermiona Granger… Od czterech lat Hermiona Weasley przypomniała sobie słowa męża dokładnie w dzień ich czwartej rocznicy, gdy leżała na szpitalnym łóżku i przeklinała cały ród męski.
 – Jeszcze trochę, Pani Weasley i zobaczy Pani swoją córeczkę – powiedziała uzdrowicielka.
Hermiona spojrzała na nią ze łzami w oczach.
 – Ja nie wierzę już pani! – odpowiedziała. – Od kilku godzin mi to Pani mówi!
 – Hermiono, dasz radę – pocieszył ją Fred stojący obok przy łóżku.
 – Ty się nie wtrącaj! – powiedziała stanowczo. – Od dzisiaj śpisz w gościnnym!
 – Skarbie, ty też chciałaś dzieci – przypomniał jej.
 – Tak! Chciałam! Ale nie wiedziałam, że poród tak boli! – wyjąknęła, gdy poczuła następny skurcz.
 – Ale pomyśl, że nasza córka będzie najlepszym prezentem na rocznicę – powiedział z uśmiechem.
 – I tylko to cię ratuje – wyszeptała i spojrzała na niego z uśmiechem. – Nazwiemy ją Emily…
 – Oczywiście, kochanie!
 – Będę jej czytała książki – rozmarzyła się Hermiona.
 – Oczywiście, kochanie!
 – Będziemy chodzili z nią na spacery!
 – Oczywiście, kochanie!
 – Będzie grzeczną dziewczynką? – podpowiedziała rozbawiona uzdrowicielka.
 – W życiu! Jeżeli Pani uważa, że moja córka z genami męża będzie grzeczna, to się pani myli – odpowiedziała z uśmiechem Hermiona.
 – Ej! – oburzył się Fred, lecz po chwili wzruszył ramionami. – Choć w tym przypadku moja żona ma rację.
 – Myh, jak zawsze – mruknęła Hermiona i uśmiechnęła się do niego czule.
Byli małżeństwem od czterech lat, a parą od pięciu. Fred oświadczył się jej zaraz po zakończeniu przez nią Hogwartu. Od tego czasu faktycznie nie mogła narzekać na nudę. Miała za męża jedną połówkę zwariowanych rudzielców, którzy uwielbiali psoty. Sama parę razy była ich adresatką, za co Fredowi się obrywało! Hermiona była szczęśliwa, miała męża, który ją kochał, wielką wspaniałą rodzinę oraz za chwilę córeczkę, która już jest oczkiem w głowie jej pomysłowego męża, który postanowił sam urządzić jej pokój. Hermiona gdy tylko przypominała sobie o wielkim rudym misiu w rogu pokoju, o łóżeczku, który Fred wraz z George'em, potem z Billem, Charliem i Ronem próbowali złożyć sposobem mugolskim, lecz dopiero pojawienie się Harry'ego, który zrobił to za nich, pomogło, o półeczce z książeczkami, o masie zabawek… za każdym razem na jej twarz wpływał wielki uśmiech.
 – Jeszcze jeden raz – rozkazała uzdrowicielka i po chwili Hermiona usłyszała płacz swojej nowo narodzonej córeczki.
 – Jest śliczna – powiedział Fred, gdy godzinę później siedział obok Hermiony, która trzymała rudą dziewczynkę w ramionach. – Po mamusi.
 – Nasza wiewióreczka – zaśmiała się Hermiona.
 – Zabrała stanowisko Ginny – powiedział Fred, przytulając żonę.

Pięć lat później
 – Emily Weasley! – Hermiona weszła do pokoju swojej córeczki i spojrzała na nią zaszokowana.
Rudowłosa dziewczynka stała na środku pokoju, a obok niej siedzieli dwuletni bliźniacy Hugo i Artur cali umazani zielonym proszkiem.
 – To nie tak, jak myślisz, mamusiu – powiedziała Emily z niepewną minką.
 – Nie tak – przyłączyli się rudowłosi chłopcy z promiennymi uśmiechami.
 – A jak? – zapytała z wysoko uniesioną brwią.
 – No, tata z wujkiem George'em dali nam ten proszek, ale nie powiedzieli, jak działa! – odpowiedziała dziewczynka. – Więc posypałam nim bliźniaków, żeby sprawdzić działanie!
 – I nic ci nie wyszło, myh? – zapytała rozbawiona Hermiona.
 – No, nie – odparła ze smutną minką Emily. – Nie wiem czemu!
 – Ja wiem – zaśmiała się Hermiona. – A ty zapytaj tatę, dlaczego dał ci brokat.
 – Brokat?! – Emily spojrzała na proszek z bliska i zmarszczyła czoło. – Tata sobie ze mnie zażartował!
 – Widocznie. – Hermiona wzięła za ręce swoich synów i skierowała się do łazienki, gdy usłyszała głos męża, który wrócił z pracy.
 – Tata wrócił?! – zapytała Emily, wystawiając głowę z pokoju.
 – Tak – zachichotała Hermiona, wiedząc, że jej córka na pewno zemści się na ukochanym tatusiu.
Fred wszedł po schodach i spojrzał rozbawiony na swoich synów.
 – Dlaczego oni są cali w brok… – nie dokończył, ponieważ zrozumiał, co go teraz czeka.
 – Tato! – wykrzyknęła Emily, stając przed ojcem w pozie Molly Weasley.
Hermiona rozbawiona wzięła synów do łazienki, pozostawiając męża na łasce córki.
Gdy bliźniaki były już wykąpane i przebrane, usłyszała z korytarza piski i krzyki.
 – Zlituj się, córeczko! – wołał Fred.
 – Nigdy! – wykrzyknęła Emily.
Hermiona niepewnie otworzyła drzwi i zaczęła się śmiać, widząc córkę i męża walczących na plastikowe miecze.
 – Musisz ponieść karę! – zawołała Emily.
 – Ja nieszczęsny. – Fred udał, że mdleje i padł na podłogę.
Bliźniaki, głośno krzycząc, dopadli do niego i zaczęli łaskotać ojca. Emily odrzuciła miecz i przyłączyła się do braci.
Hermiona przypatrywała się swojej rodzinie z uśmiechem. Odkąd była z Fredem, jej życie było wspaniałe. Fred był fenomenalnym mężem i ojcem, mieli cudowne dzieci…
Ich bajka nie miała szczęśliwego zakończenia,
Ich bajka nadal trawa…