Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remus Lupin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Remus Lupin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 lipca 2016

Tak powinno być od początku

Dla Izy :) 
Mam nadzieję, że spodoba wam się miniaturka :)
Niezbetowana! 






Nie ma już wojny, nie ma już strachu o dzień jutrzejszy, nie ma śmierciożerców, nie ma Volddemorta. Każdy powinien być szczęśliwy i uśmiechnięty. Więc dlaczego rudowłosa młoda kobieta każdego dnia czuła niepokój i zwątpienie? Dlaczego nie cieszyła się jak inni? Może chodzi właśnie o to , że jej życie po wojnie nie wyglądało tak jak sobie to wyobrażała. W marzeniach była szczęśliwa z mężczyzną którego kochała. Z kim? Z biegiem lat jej wybranek się zmienił. Gdy była dziesięcioletnią dziewczynką zakochała się w wybrańcu, Harry był jej miłością przez siedem lat, lecz później gdy przystąpiła do zakonu , gdy Harry z nią zerwał ponoć dla jej dobra, zaczęła zauważać kogoś kto jak ona czuł się samotny. Najpierw to była przyjaźń, która zmieniła się w silne uczucie.

Więc po wojnie powinni być szczęśliwi… prawda?
Ginny zatrzasnęła drzwi swojego małego mieszkania.
Czuła się tu bezpieczna i co najważniejsze wolna.
Nie chciała mieszkać w Norze, gdzie zawsze było pełno ludzi, gdzie każdy wtrącał się w nie swoje sprawy, gdzie nie miała chwili spokoju…
Jej rodzicie nie byli zachwyceni wyprowadzką swojej córki, lecz musieli zaakceptować jej decyzje.
Tylko Hermiona wiedziała co ona czuje , to właśnie z panną Granger Ginny wynajęła mieszkanie, lecz rudowłosa dość szybko straciła swoją współlokatorkę przez nietoperza z lochów. Nie … nie otruł jej! Nie… nie przeklął!
Severus Snape zrobił coś straszniejszego! Ożenił się z panną wiem to wszystko!
Ginny uśmiechnęła się lekko na wspomnienie ich ślubu.
Był cichy  , zaproszeni byli nieliczni, ale zdaniem Ginny właśnie takiego ślubu pragnęła jej przyjaciółka, a to było najważniejsze!
Rudowłosa też marzyła właśnie o takiej ceremonii, musiała tylko cierpliwie czekać… ile?  Na to pytanie niestety nikt nie umiał jej odpowiedzieć.
Nagle drzwi otworzyły się gwałtownie i do środka wpadła Hermiona.
-Co się stało?- wykrzyknęła przestraszona Ginny.
-Remus wrócił…. Gin przykro mi…- wyszeptała ze łzami w oczach.

Sekundy ciągną się w nieskończoność, gdy minuty zmieniają się w godziny cierpliwość się kończy. Pozostaje tylko lęk i złość.
Miała dość słuchania , że wszyscy robią co w ich mocy, że nie można wejść do pacjenta, że nie odzyskał jeszcze przytomności, że trzeba czekać….
W poczekalni oprócz niej była cała rodzina Weasley’ów , Harry , Syriusz oraz Hermiona która szeptała o czymś z wybrańcem.
Ginny oparła się o ścianę i przymknęła oczy.
-Minister postanowił od razu porozumieć się z wilkołakami którzy byli po naszej stronie w czasie bitwy- powiedział Remus.
-To jest niebezpieczne prawda?- zapytała poważnie.
-Nikt lepiej się nie nadaje do tego- wykręcił się od odpowiedzi.
-Kiedy wyruszasz?- opuściła głowę i zaczęła przyglądać się swoim butą.
-Ginny- Remus zmusił ją by na niego spojrzała , gdy ujrzał łzy w jej oczach westchnął i pocałował ją delikatnie- Muszę to zrobić… wrócę szybciej niż myślisz.
-A jeżeli coś ci się stanie?- nie dawała za wygraną.
-Nie martw się- poprosił – Wszystko będzie dobrze, wrócę i wtedy powiemy wszystkim o nas.
-Jeżeli nie będziesz długo wracać sama im powiem- zastrzegła- Wtedy moi bracia będą cię chcieli zabić więc cię znajdą!
-Ginny- głos Hermiony zmusił ją do powrotu do rzeczywistości.
-O co chodzi?- zapytała cicho.
-Remus jest sam w Sali- powiedziała z lekkim uśmiechem i wręczyła jej połyskający pakunek.
Ginny zdumiona spojrzała na Harrego który skinął zachęcająco głową.
-Idź, a ja opowiem wszystkim historię o pewnej rudowłosej i upartym wilkołaku- mruknęła Hermiona.
-Dziękuję- Ginny przytuliła ją szybko, po czym nim ktokolwiek z rodziny zauważył skryła się pod peleryną i już po chwili stała przed łóżkiem na którym leżał blady Remus. Ciało pokrywały bandaże, twarz miał zmęczoną i poranioną.
-Co ci zrobili?- zapytała podchodząc i delikatnie wzięła go za rękę. Przeraził ją chłód jego ciała- Obiecałeś mi wspólne życie- przypomniała siadając na skraju łóżka- Pamiętasz? Uparciuch z ciebie- zaczęła odetchnąwszy głęboko- Tyle czasu straciliśmy przez wojnę, potem przez Twoje skrupułu , że niby jesteś dla mnie za stary.. na szczęście gdy Snape ożenił się z Hermioną wreszcie musiałeś przyznać, że wiek nie ma znaczenia-  otarła łzy z policzków- Obudź się i powiedz , że wszystko już będzie dobrze Remusie Lupin… proszę…
-Ginny!- do środka weszła Pani Weasley i w skupieniu przypatrywała się ręce córki trzymającej dłoń Remusa, nagle potrząsnęła głową i podeszła do Ginny- Moje biedactwo! Czemu nam nie powiedziałaś?- przytuliła ją mocno- Zamartwiasz się o Remusa , a my nie wiedzieliśmy że między wami coś jest! Inaczej zmusiłabym uzdrowiciela by cię tu wpuścił!
-Nie gniewasz się?- zapytała zaskoczona Ginny.
-Nie – zaprzeczyła poważnie Pani Weasley- Cieszę się, że masz kogoś kogo kochasz, a ze słów Hermiony wynika , że Remus cię kocha więc mam nadzieję, że zaniedługo się obudzi i…
-Ta rodzina jest strasznie gadatliwa- usłyszeli słaby głos i obie spojrzały na bladego Lupina.
-Jak się czujesz?!- zapytała Pani Weasley.
-Ty…- zaczęła Ginny lecz przerwała i rozejrzała się po pomieszczeniu , gdy się ponownie odezwała jej głos kipiał wściekłością- Ty idioto! To ma być bezpieczna misja?! Uważasz , że nie mam nic ciekawszego do roboty tylko czekanie aż łaskawie się obudzisz i wreszcie zaczniemy być razem?! O nie mój drogi! Radzę ci odwiedzić Snape’a i zapytać go jak przekonał Hermionę by dała mu szansę po tym jak zachował się jak ostatni kretyn! Ponieważ ty będziesz musiał zrobić dokładnie to samo! – odwróciła się na pięcie i wyszła zatrzaskując drzwi.
-Co się stało?- Zapytał Ron otaczając wraz z innymi Ginny.
-Lupin się obudził- prychnęła i przepchnęła się do wyjścia.
-Gin!- krzyknęła za nią Hermiona- Gdzie idziesz?
-Do domu- mruknęła i teleportowała się.

Ginny była osobą bardzo upartą, nikt nie potrafił zmusić jej do zmiany raz powziętej decyzji. W tym przypadku oznajmiła, że nie ma zamiaru widywać Remusa Lupina przez najbliższy czas.
Pani Weasley załamywała ręce nad uporem własnej córki. Nawet jej bracia byli zaskoczeni decyzją rudowłosej. Kocha Remusa i nie chce go widzieć? Właśnie teraz gdy się obudził?
-Za tydzień Remus powinien wyjść ze szpitala- powiedziała Hermiona wchodząc do mieszkania przyjaciółki.
-Cudnie- odpowiedziała Ginny opadając na kanapę- Co u ciebie słychać?
-Ginewro Molly Weasley co się dzieje?!- wykrzyknęła Hermiona tracąc cierpliwość- Mężczyzna którego kochasz dochodzi do siebie w szpitalu a ty nawet nie raczysz go odwiedzić.
-Otóż to- przytaknęła rudowłosa z beznamiętnym wyrazem twarzy.
-Gin…- zaczęła Hermiona mrużąc oczy – Co ukrywasz?
-Nic nie ukrywam- mruknęła bawiąc się guzikiem od bluzki.
-Znam cię….
-Myślałam , że już go straciłam- wyszeptała Ginny po chwili ciszy.
- Więc dlaczego jesteś tu , a nie…
-Ponieważ tu nadal mogę być na niego wściekła, a tam mam ochotę wybaczyć mu to, że skazał mnie na cierpienie swoim wyjazdem- przyznała na jednym tchu.
-Remus….- zaczęła Hermiona lecz przerwało jej słabe pukanie do drzwi.
Ginny zmarszczyła czoło i wstała by otworzyć.
-Spodziewasz się kogoś?- zapytała Hermiona.
-Nie- rudowłosa otworzyła i stanęła oko w oko z Postrachem Hogwartu.
-Weasley bierz go i nie mieszajcie mnie w wasze sprawy- warknął Snape wszedł do mieszkania i chwycił zdumioną Hermionę za rękę- Rusz się durna! Idziemy stąd!
-Severusie jak ty…- zamilkła widząc stojącego na progu Remusa- Do zobaczenia Ginny!- powiedziała i przytuliła się do męża, który z miną męczennika teleportował ich do domu.
-Witam pana- mruknęła Ginny nie ruszając się na krok.
-Jak zawsze miła- zaśmiał się z trudem Lupin i niepewnie wszedł do środka.
-Usiądź- rozkazała Ginny – Zrobię ci coś do picia…
-Pokrzycz teraz i będzie z głowy- powiedział Remus i pociągnął ją na swoje kolana.
-Uważaj! Jestem za ciężka a ty….
-A ja jestem sfrustrowany do cholery – usłyszała w odpowiedzi i poczuła jego usta na swoich.
-Tęskniłam za tobą- załkała gdy oderwali się od siebie i wtuliła się w ramię Remusa.
-Ja za tobą też- odpowiedział i przytulił ją mocno- Wiem , że się martwiłaś i wiem, że nie powinienem był wyjeżdżać, mogłem zostawić to ministerstwu..
-Ważne , że wróciłeś- weszła mu w słowo i pocałowała go w czoło- Ale Hermiona mówiła, że masz wyjść dopiero za tydzień.
-Snape pojawił się w szpitalu w poszukiwaniu Hermiony, więc przekonałem go by pomógł  mi się tu dostać- wyjaśnił ze słabym uśmiechem, po czym oparł głowę o oparcie kanapy i przymknął oczy- A teraz wybacz ale zdrzemnę się na chwilę, teleportacja ze Snape’em nie należy do najprzyjemniejszych.
-A gdy się wyśpisz..
-To zaczniemy życie we dwoje- mruknął zasypiając.

Trzy lata później
-Może zabijałem, może torturowałem, może bywam wredny i nieczuły ale za jakie grzechy do cholery mam spędzić wakacje z Lupinem?!- warknął Snape patrząc na żonę ze wściekłym wyrazem twarzy.
-Za to , że zapomniałeś o moich urodzinach- odpowiedziała z łobuzerskim uśmieszkiem- I przypominam , że nie będziesz spędzał wakacji tylko z Remusem, ale też z Ginny i Teddym! No i oczywiście ze mną! A to chyba najważniejsze?!
-Jesteś w piątym miesiącu ciąży- spojrzał wymownie na jej brzuszek skryty pod jego koszulą.
-Dobrze , że zdajesz sobie z tego sprawę- zaśmiała  się i pocałowała go czule- A teraz wstawaj i szykuj się na wakacje nad morzem Severusie!

-Nikogo nie zabiłem, nikogo nie torturowałem, jestem miłym i czułym facetem , więc czemu mam wstawać o tak nieludzkiej godzinie i jechać na wakacje?- mruczał Lupin gdy Ginny starała się go wyciągnąć z łóżka.
-Ponieważ to są wakacje Remusie- zaśmiała się rudowłosa , a widząc , że mąż nie ma zamiaru wstać uśmiechnęła się szatańsko i otworzyła drzwi sypialni, po chwili do pokoju wpadł dwuletni chłopiec , wdrapał się na łóżko i wskoczył na Remusa, który otworzył jedno oko i spojrzał na Ginny.
-To był chwyt poniżej pasa- powiedział wzdychając i przytulił syna.
-Musisz odpocząć Remusie- rudowłosa spoważniała- Musisz odpocząć po pełni.
-Dobrze- westchnął Remus- Syriusz się załamał gdy dowiedział się , że spędzam wakacje ze Snape’em.

Wakacje ze Snape’em ?
Wakacje z Lupinem?
Żona i syn?
Żona i dziecko w drodze?
Czym sobie na to zasłużyłem?

Severus wodził wzrokiem wszędzie gdzie pojawiła się Hermiona, pilnował jej jak najcenniejszego skarbu, była dla niego… wszystkim. Jest dla niego wszystkim tak jak dziecko które już niedługo będzie  z nimi.
Remus przepłynął pewną odległość by zatrzymać się w miejscu i z morza wpatrywać się w żonę i syna budujących zamek na piasku.
Stracił przyjaciół, pracę , swoje życie. Od zawsze cierpiał. Przez pełnie, później przez Voldemorta, zdradę Petera, śmierć przyjaciół, walkę… nagle pojawiła się ona… roześmiana , pełna życia, radosna… stracił dla niej rozum i serce…jego żona i jego syn…

Hermiona wiedziała , że Severus woli spędzać wakacje we dwoje, lecz dla niej jest gotów znosić Remusa, choć uważała, że przyzwyczaił się już do Lupina  i tylko dla przykładu narzeka.
Pogłaskała się po brzuchu czując kopnięcie. Jej córka będzie szczęśliwa mając takiego ojca.

Ginny zaśmiała się widząc jak Remus wychodząc z wody woła syna. Teddy zostawił zabawki i z dzikim wrzaskiem pobiegł do ojca który złapał go na ręce i udał, że wrzuca go do wody.
Jej dwóch mężczyzn , jej cały świat.


niedziela, 8 marca 2015

Uparty Wilkołak...

Uparty Wilkołak...
Taki prezent na Dzień Kobiet :D Dziewczyny Wszystkiego Najlepszego!
Beta: Kite Millie

Wiecie jak to jest… Mężczyzna kocha kobietę, kobieta mężczyznę, więc powinni być szczęśliwi, żyć razem i cieszyć się każdym wspólnym dniem.
Lecz Merlin stworzył też takich mężczyzn, którzy, niestety dla kobiet, są uparci i kierują się, ich zdaniem, logiką…. Zostawiają swoje wybranki dla ich dobra, by znalazły sobie innego, przystojniejszego, mądrzejszego, hojniejszego, wyższego, milszego mężczyznę. A kobieta? Ta biedna istota musi wbić tym głupcom trochę mądrości do głowy, by przestali decydować za nie i dali szansę szczęściu…
Hermiona nie należała do osób, które się poddawały. Zawsze walczyła do końca o to, na czym jej zależało. Tym razem także miała taki zamiar.
Kto był jej celem? Remus Lupin, wilkołak, który był najbardziej upartym mężczyzną, jakiego znała. Pokonał w tym nawet Severusa Snape’a, a to nie lada dokonanie!
Gryfonka teleportowała się w okolice jego domu. Odetchnęła głęboko i ruszyła do jego drzwi. Zapukała i czekała…
Po chwili zobaczyła mężczyznę, który na jej widok zmarszczył czoło.
 – Hermiono, mówiłem, żebyś nie przychodziła – powiedział i chciał zamknąć drzwi.
Jednak dziewczyna była szybsza. Pchnęła drzwi i weszła do środka, nie zważając na poirytowane spojrzenie Remusa.
 – Dużo rzeczy mówiłeś – prychnęła. – Ale postanowiłam je zignorować.
 – Muszę odpocząć – odparł przez zaciśnięte zęby. – Więc będę ci wdzięczny…
 – Gdy ci potowarzyszę? – dokończyła ze słodkim uśmieszkiem. – Oczywiście Remusie! Z miłą chęcią!
 – Hermiono, posłuchaj…
 – Nie! – przerwała mu i odwróciła się gwałtownie w jego stronę. – Dumbledore powiedział, że ostateczna walka rozegra się w niedalekiej przyszłości. Nie mam zamiaru tracić być może ostatnich chwil razem, tylko dlatego że masz jakieś urojone obawy!
 – Urojone?! – wykrzyknął wzburzony. – Jestem wilkołakiem, Granger!
 – Nie boję się ciebie. – Machnęła ręką. – Zapamiętaj to sobie.
 – Nie wiesz, co mówisz – odparł spokojnie Remus. – Gdy jest pełnia…
 – Zażywasz eliksir – przerwała mu.
 – Pamiętasz swój trzeci rok? Moment, w którym zmieniłem się w wilkołaka, bo zapomniałem go zażyć? – przypomniał. – O mało was wtedy nie zabiłem!  
 – Ale na szczęście nic się nie stało – powiedziała i spojrzała na niego z niemą prośbą. – Remusie… kocham cię, a ty mnie. – Widząc, że chce coś powiedzieć, wyciągnęła dłoń. – Nie zaprzeczaj! Udowodniłeś to wielokrotnie!
 – Przez co teraz jesteś zagrożona! – mruknął.
 – Przez ciebie? – zaśmiała się. – Lupin, nie wiem, czy pamiętasz, ale jestem Hermioną Granger! Najlepszą przyjaciółką Harry'ego Pottera! A jak wiem, to on jest największym wrogiem Voldemorta!
 – Hermiono…
 – Kochasz mnie? – zapytała.
 – Posłuchaj…
 – Powiedz, czy mnie kochasz! – zażądała.
 – Tak kocham! – wykrzyknął i zaraz schował twarz w dłoniach.
 – A ja ciebie – wyszeptała z uśmiechem i dotknęła jego dłonie. – Poradzimy sobie.
 – Nie daruję sobie, gdybym podczas pełni coś ci zrobił – wyszeptał.
 – Jeżeli tak się obawiasz swoich przemian… – zastanawiała się gorączkowo. – To mogę obiecać, że przez jakiś czas w czasie pełni będę trzymała się daleko!
 – Kłamiesz – zaśmiał się.
 – Nie boję się – przypomniała. – Zaryzykujmy, proszę!
 – Jeżeli znowu zapomnę zażyć eliksir…
 – Będę ci o nim przypominać!
 – Posłuchaj… dla twojego dobra…
 – Lupin zamilcz, zanim cię uderzę! – wykrzyknęła, tracąc cierpliwość. – Doskonale znam ten scenariusz! Ty dla mojego dobra mnie zostawiasz, odchodzisz, nie oglądając się za siebie, a ja nie mam zamiaru ci się narzucać. Dla twojej wygody sumienia nie zostawię cię! Więc zapamiętaj sobie cholerny wilkołaku, że nie będę potulną gryfoneczką, którą byłam w Hogwarcie! Dorosłam i zauważ to wreszcie! Wiem, czego chcę i nie rozstajemy się! Zapamiętaj to! – Prychnęła na widok jego zdumionej miny, po czym odwróciła się na pięcie i wyszła z pokoju.
 – Gdzie idziesz? – zawołał.
 – Ugotować obiad idioto! – odkrzyknęła. – Może ty lubisz się nad sobą użalać w ciszy, ale ja lubię rzucać przedmiotami! A pierwszym czym rzucę, będzie zastawa wybrana przez Tonks!
Lupin uśmiechnął się pod nosem i ruszył za nią. Gdy wszedł do kuchni, uchylił się przed lecącym talerzem.
 – To ładny komplet – powiedział, opierając się o framugę.
 – To go naprawisz – warknęła. – Jako były profesor powinieneś znać zaklęcie Repero!
 – Znam też wiele innych zaklęć – pochwalił się z dumnym uśmieszkiem. Widząc, jak chwyta następny talerz, westchnął i podszedł do niej. – Przepraszam…
 – Za co? – zapytała, mrużąc oczy. – Za to, że jesteś kretynem? Za to że chciałeś się mnie pozbyć, niby dla mojego dobra? Czy może…
Remus zamknął jej usta pocałunkiem. Gdy oderwali się od siebie, oparł czoło o jej czoło.
 – Za wszystko – powiedział. – Za to, że pozwoliłem ci myśleć, że wciąż czuję coś do Tonks, za to, że chciałem żebyś odeszła… No i za to, że jestem kretynem – dokończył z uśmiechem.
 – Za to ostatnie powinieneś najbardziej przepraszać – stwierdziła, zarzucając mu ramiona na szyję.
 – Chciałem…
 – Chciałeś, żebym była szczęśliwa i tak dalej – przewróciła oczami. – A ja jestem z tobą szczęśliwa! Próbuję ci to powiedzieć od początku, ale w twoim wieku problemy ze słuchem…
 – W moim wieku? – powtórzył oburzony i chwycił ją na ręce.
 – Co ty robisz? – zawołała zaskoczona.
 – Pokazuję, że w moim wieku jeszcze jestem zdolny do paru rzeczy!
 – Tylko do paru? – przekomarzała się, gdy wnosił ją po schodach.
 – Sama ocenisz – odparł, kładąc ją na łóżku.
 – Z przyjemnością – wyszeptała, przyciągając go do siebie.

Rano obudziła się z uśmiechem na ustach. Wtuliła się w śpiącego Remusa.
 – Śpij – mruknął zaspanym głosem.
 – Śpię – zaśmiała się, gładząc go po piersi.
 – Wątpię – odparł i pocałował ją w czoło.
Już miała odpowiedzieć, gdy w sypialni pojawił się srebrzysty jeleń.
 – Voldemort planuje zaatakować dziś Hogwart – usłyszeli głos Harry'ego. – Dumbledore zwołuje zebranie Zakonu! – Po tych słowach jeleń rozmył się.
 – Zaczęło się – powiedział Remus, szybko wstając i ubierając się.
Hermiona jeszcze przez chwilę siedziała na łóżku, wpatrując się w miejsce, gdzie widziała patronusa…
 – Obiecaj mi, że przeżyjesz – poprosiła, patrząc na niego ze strachem.
Remus zastygł w bezruchu, po czym usiadł ciężko na łóżku i przyciągnął ją na swoje kolana.
 – Muszę walczyć – odezwał się. – To jest moim obowiązkiem!
 – Wiem o tym – wyszeptała. – Ale uważaj na siebie! Nie pozwól… 
 – Obiecuję, że na tyle, na ile to będzie zależeć ode mnie, postaram się przeżyć – obiecał z lekkim uśmiechem. – Natomiast ty uważaj! Znając ciebie, Harry'ego i Rona, znajdziecie się tam, gdzie nie powinniście!
 – My… – zaczęła, lecz widząc jego minę, westchnęła: – Postaram się nie narażać – obiecała i pocałowała go namiętnie. – Przeżyjemy oboje i będziemy żyć długo i szczęśliwie! – powiedziała stanowczo i wstała, by się ubrać.
Hermiona wraz z Lupinem teleportowała się do Hogwartu. Przy drzwiach rozdzieli się. Remus udał się do dyrektora, Hermiona natomiast poszła szukać przyjaciół.
Zmarszczyła czoło, patrząc na Harry'ego i Rona pochylonych nad mapą Huncwotów.
 – Nie chcę wam przeszkadzać w tym jakże fascynującym zajęciu, ale… – zaczęła, podchodząc do nich.
 – Malfoy kręci się przy wieży gryfonów – przerwał mu Ron.
 – Co on tam robi? – zdziwiła się, pochylając nad mapą.
Zaraz jednak zrozumiała, gdy ujrzała imię osoby, która się do niego zbliżyła.
 – Ginny! – wykrzyknął Ron, zrywając się na równe nogi. – On może jej coś zrobić.
 – Raczej nie – mruknęła Hermiona, nie ruszając się z miejsca.
Harry tylko westchnął.
 – Czemu nic nie robicie?! – oburzył się rudzielec.
 – Oni są razem – powiedział po chwili Harry.
 – Co?!
 – Ginny chodzi z Malfoyem – wytłumaczyła Hermiona. – I nie rób takiej miny. Ma do tego prawo! A teraz wybacz, że wam przerywam, ale walka za niedługo się zacznie.
 – Masz rację – przyznał Harry. – Chodźmy.
 – Ale jak chodzi z Malfoyem? – zapytał Ron, gdy szli korytarzami Hogwartu. – To jest przecież niemożliwe!
 – A niby dlaczego? – zapytała Hermiona, przewracając oczami. Tylko Ron mógł przejmować się w czasie wojny tym, że Ginny spotyka się ze Ślizgonem.
 – A to dlatego, że to moja siostra – odparł stanowczo. – I ja się nie zgadzam na…
 – Twoje zdanie się nie liczy Ronaldzie – usłyszeli za sobą.
Gdy się odwrócili, zobaczyli Ginny trzymającą za rękę Draco, który patrzył na rudzielca z dumnym uśmieszkiem.
 – Jak możesz! – krzyknął Ron. – Z nim? Nie mogłaś znaleźć sobie kogoś normalnego?
 – Normalnego? – zakpił Malfoy. – A ja niby kim jestem?
 – Fretką – odpowiedzieli wspólnie i z wielką powagą Harry i Ron.
Hermiona i Ginny parsknęły śmiechem. Dracon pokręcił tylko głową.
 – Idioci – prychnął.
 – Ty też się do nich zaliczasz – przypomniała mu Hermiona. – A teraz może byśmy przygotowali się do walki?
 – W ostateczności – powiedział z westchnieniem Draco i, nie zważając na wściekłą minę Rona, pocałował namiętnie Ginny. – Uważaj na siebie skarbie.
 – Ty też – wyszeptała rudowłosa i patrzyła, jak blondyn znika w drzwiach.
 – Gdzie on polazł? – prychnął Ron. – Chowa się?
 – Ma inne zadanie, kretynie – odparła Ginny, patrząc na brata z politowaniem. – Dorośnij!
 – Marzenia – mruknęła Hermiona. – Chodźmy! – powiedziała szybko, widząc, że rodzeństwo Weasleyów szykuje się do kolejnej kłótni.
Gdy znaleźli się w Wielkiej sali, obecny był już cały Zakon. Hermiona podeszła do Remusa i wsunęła dłoń w jego rękę. Spojrzał na nią, marszcząc czoło. Ona tylko uśmiechnęła się lekko i skupiła na słowach dyrektora.
 – Podzielimy się na pięć zespołów – mówił. – Pierwszym dowodzę ja, drugim Severus, trzecim Remus, czwartym Kingsley, piątym … – tu westchnął ciężko – Wielu z was może się z tym nie zgadzać, ale to najlepsze wyjście – spojrzał na Harry'ego – Będziesz dowodził…
 – Nie zgadzam się! – krzyknęła Pani Weasley. – To jeszcze dziecko!
 – Które…
 – Nie praw mi teraz o tym, ile razy już był w niebezpieczeństwie Albusie! – oburzyła się Molly. – Oni wszyscy powinni być ewakuowani! To dzieci! Mają być bezpieczne i..
 – Będziemy walczyć – przerwał jej Harry.
 – Jesteśmy dorośli Pani Weasley – dołączyła się Hermiona.
 – Wybacz mamo, ale nie ma innej opcji – powiedział Ron, wzruszając ramionami. – Nasza trójka nie może przecież być grzeczna i nie sprawiać kłopotu.
 – Nie możemy zawieść zaufania profesora Snape’a – dodała Hermiona.
 – Właśnie! – wtrącił się Harry. – Musimy co jakiś czas coś wysadzić, zniszczyć lub kogoś zdenerwować! A wojna to najlepszy sposób – skończył żart Harry.
Na niektórych twarzach pojawił się uśmiech. Lecz pani Weasley nadal pozostała głucha na ich słowa.
 – Mamo – odezwała się Ginny, przytulając matkę. – Wiedziałaś, że ten dzień nadejdzie… Po prostu musimy mieć nadzieję, że za jakiś czas, staniemy tutaj znowu… w tym samym składzie.
 – Doskonale powiedziane – pochwalił ją Dumbledore. – Wracajmy jednak do najważniejszego! W piątej grupie… pan Potter, pan Weasley, panna Granger, panna Weasley, bliźniaki Weasley, pan Longbottom, panna Lovegood…
 – Same dzieci – załkała Pani Weasley.
 – Są doskonale przygotowani Molly – pocieszył ją Lupin.
 – Każda grupa ma swoje zadanie – kontynuował dyrektor. – Harry, musicie zabić węża, jest on ostatnim horokruksem, potem…
 – Voldemort będzie śmiertelny – dokończył wybraniec poważnie.
 – Tak – przyznał Dumbledore. – Do dzieła, reszta zna swoje zadania! Powodzenia!
Hermiona zarzuciła ramiona na szyję Remusa.
 – Uważaj – poprosiła i pocałowała go czule.
 – Ty też – odparł, przytulając ją mocno.
 – Hermiono! – usłyszała głos Harrego. Pogłaskała jeszcze Remusa po policzku, posłała pokrzepiający uśmiech pani Weasley i wybiegła za przyjaciółmi.
 – Każdy wie, co ma robić? – zapytał poważnie Harry, a gdy wszyscy przytaknęli, uśmiechnął się lekko. – No to do dzieła!
 – Dorwiemy jaszczura! – wykrzyknął Fred.
 – I pokarzemy mu… – George się zamyślił.
 – Bracie starzejesz się. – Fred poklepał brata po plecach.
 – Pokarzemy mu, że czarodzieje z narządem węchu są o wiele silniejsi, niż pacan udający wielkiego Pana! – powiedział po chwili George.
 – Dobre – zaśmiał się Ron.
 – Wy nigdy nie dorośniecie, prawda? – zapytała rozbawiona Hermiona.
 – Po co? – zapytali jednocześnie. – Tak jest dobrze!
Rozmowę przerwał krzyk.
 – Zaczyna się – powiedział Harry, wszyscy spoważnieli i ruszyli do swoich zadań.

Hermiona patrzyła z ukrycia na Voldemorta kroczącego w towarzystwie Lastrange i Nagini.
 – Zaraz… – mruknął Harry. – Jeszcze chwila…. Teraz!
W tym momencie w stronę Voldemorta zostały posłane zaklęcia Crusiatus.
 – Myślicie, że takie dzieciaki jak wy mnie pokonają? – zakpił.
 – Zabij je panie! – zawołała Bella z szaleństwem w oczach.
Hermiona, korzystając z tego, że Voldemort i Bella są zajęci, rzuciła kamieniem w węża, który spojrzał na nią i zaczął się zbliżać. Odchodziła coraz dalej, chcąc odciągnąć Nagini od Voldemorta…
Nagle zauważyła, że wąż szykuje się do ataku.
 – Teraz Nevill! – krzyknęła. I w jednej chwili Nevill uciął głowę Nagini mieczem Godryka Griffindora!
 – Nagini! – wrzasnął Voldemort. Wściekły machnął różdżką, odrzucając Freda, Georga, Lune, Rona i Ginny na ścianę.
 – Ja się zajmę Bellą – powiedziała Hermiona do Harry'ego.
Potter skinął jej głową i ruszył za Voldemortem, który wściekły szedł do wielkiej Sali.
 – Szlama Granger – warknęła Bella. – Wreszcie mogę dokończyć to, co zaczęłam.
 – Nie sądzę – odparła Hermiona. – Crucio!
Bellatriks ze śmiechem ochroniła się przed zaklęciem.
Hermiona nie miała zamiaru się jednak poddać.
 – Crucio! Confringo! Defondio! – krzyczała Hermiona.
 – Nie pokonasz mnie mała szlamo! – śmiała się Bella histerycznie. – Myślisz, że taka nic nie warta dziewczynka ma ze mną szansę? Gdy z tobą skończę, zajmę się twoim wilkołaczkiem!
Hermiona słysząc to, zamarła.
Nagle poczuła wściekłość.
 – Wara od Remusa – warknęła. – Avada Kedavra!
Gdy po chwili ujrzała martwe ciało Lastrange, zamkneła oczy.
Nagle usłyszała wiwaty.
 – Harry – krzyknęła i co sił pobiegła do Wielkiej Sali.
To, co ujrzała, sprawiło, że jej serce zamarło…
Harry stał po środku z różdżką Voldemorta, a jego samego… nie było!
 – Koniec Hermiono! – podbiegł do niej Remus i złapał w objęcia. – Harry go zabił!
Hermiona poczuła, jak wszystkie wątpliwości, strach i niepewność z niej opadają. Zarzuciła Lupinowi ręce na szyję i rozpłakała się ze szczęścia. A wszyscy wokół świętowali pokonanie Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać!

Dwa lata później
 – Niby jak to chcesz zrobić geniuszu? – zaśmiała się Hermiona, patrząc na Remusa, który pochylał się nad częściami drewna.
 – Poradzę sobie – mruknął niepewnie.
 – Możesz po prostu machnąć różdżką i… – zaczęła, lecz przerwała na widok jego oburzonej miny.
 – Powiedziałem, że sobie poradzę! – warknął. – To nie może być trudne! Nie zawsze posiadałem różdżkę!
 – Ale widocznie składanie kołyski cię przerasta – odezwał się Harry, wchodząc do salonu Lupinów razem ze swoją żoną Pavarit.
 – Odezwał się facet, który przez dwa dni składał nasze łóżko – prychnęła Parvati, siadając obok ciężarnej Hermiony.
 – Złożyłem! – obruszył się Harry i usiadł obok Remusa na podłodze. – Nie ważne, że z Ronem użyliśmy na koniec zaklęcia – mruknął cicho tak, by tylko Lupin słyszał.
 – Nie dziwię się – roześmiał się Remus.
 – Dobrze! – powiedziała Hermiona, wstając z ciągnieniem. – Wy tutaj ją składajcie… Ostrzegam, że macie mało czasu!
 – Jeszcze dwa tygodnie – mruknął Remus, przykręcając jedną część.
 – Raczej dwie godziny – poprawiła go Hermiona, idąc powoli w stronę kominka.
 – Za godzinę skończę i… – nagle przerwał i gwałtownie wstał. – Jak dwie godziny?! I po co ci płaszcz? A ta walizka? Granger coś ty znowu wymyśliła?!
 – Pomyślałam sobie, że przecież jest taki słoneczny dzień – odparła, przewracając oczami. – To czemu nie urodzić dziecka dzisiaj?
 – Pomóc ci? – zapytała Parvati.
 – Chyba musisz – westchnęła Hermiona. – Bo ci dwaj – wskazała Remusa i Harry'ego – chyba oberwali Petrificusem...
Remus i Harry ocknęli się szybko i ruszyli na pomoc. Lecz zapomnieli o kawałkach drewna i częściowo złożonej kołysce.. Przekładając, zniszczyli wszystko.
 – Nasze dziecko nie będzie miało gdzie spać – podsumowała Hermiona ze śmiechem, patrząc, jak jej mąż i przyjaciel podnoszą się z podłogi, lecz nagle krzyknęła, gdy przeszył ją silny skurcz. – Remus…
 – Już kochanie. – Lupin objął ja ramieniem i pomógł wejść do kominka. – Mung!
Dwie godziny później jak przewidziała Hermiona, na świat przyszła ich córeczka.
 – Rossa – wyszeptał Remus, delikatnie dotykając maleńkiej rączki córki.
Hermiona uśmiechnęła się zmęczona.
Gdy kilka dni później wyszła z kominka, stanęła zdumiona na widok salonu.
 – Skąd? – zapytała, patrząc na Remusa, który pojawił się z Rossą w ramionach.
 – Hm? – Lupin wyglądał na zmieszanego. – Harry ma długi język… Powiedział wszystkim, że nie zdążyłem skończyć kołyski, więc…
Hermiona nie wytrzymała i roześmiała się. Cały salon zagracony był kołyskami!
 – Każdy przyniósł. – Remus wzruszył ramionami.
 – Nasza córka będzie mogła codziennie spać w innej – powiedziała Hermiona i pocałowała męża. – Kocham cię!
 – Ja ciebie też – odparł z uśmiechem i ułożył Rossę w pierwszej kołysce z brzegu, po czym objął Hermionę. – Was obie!