Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Voldemort. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Voldemort. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2014

Kłamstwo Dumbledora


Parę słów na początek: Kanon poszedł się utopić jak we wszystkich moich miniaturkach ;)
 Ważne! W tym opowiadaniu Voldemort wygląda tak :D


 

Hermiona teleportowała się przed Riddle Manor.
Już chwilę później poczuła straszny ból w całym ciele, gdy dwóch Śmierciożerców wyłoniło się z kryjówki i rzuciło w jej kierunku Crucio.
- Kogoż my tu mamy? - zarechotali, związali ją i wnieśli do środka.
Rzucili ją na posadzkę w holu. Obok nich zaczęły pojawiać się postacie w czarnych szatach. Więzy zniknęły, Hermiona przerażona wstała.
- Nie wierzę - zaśmiała się Bella. - Zawiadomić Naszego Pana!
- Ja…. – zaczęła Hermiona lecz przerwał jej jeden z śmierciożerców, uderzając  ją w twarz.
- Zamilcz, szlamo! - warknął.
Hermiona zamknęła oczy, nie chcąc by ktoś widział jej łzy.
- Co tu się dzieje?! - usłyszała wściekły głos Toma, spojrzała na wszystkich, patrzyli na Voldemorta ze strachem.
- Szlama Granger sama do nas przybyła, panie - powiedziała Bella z zadowolonym uśmieszkiem.
- Crucio -warknął Czarny Pan i kobieta z krzykiem opadła na posadzkę.
- Tom, przestań! - wykrzyknęła Hermiona i przypadła do mężczyzny.
W pomieszczeniu nastała cisza. Nikt nie mógł uwierzyć, że ktoś, a tym bardziej szlama, sprzeciwia się ich panu!
- Nic ci nie zrobili? – zapytał, przerywając torturowanie Belli i przytulił mocno Gryfonkę.
- Nic - wyszeptała – Tylko się przestraszyłam, to wszystko!
- Idź do sypialni i się połóż - powiedział i pocałował ją w czoło. - Muszę rozwiązać jeszcze kilka dylematów i przyjdę do ciebie.
- Nie rób im nic… błagam - poprosiła.
- Granger… - zaczął stanowczym tonem.
- Nic mi nie zrobili! Czekali na ciebie! - próbowała go przekonać.
- Masz rozciętą wargę - warknął i pocałował ją delikatnie w usta. - Idź do pokoju i odpocznij! Narcyza pójdzie z tobą!
- Tak, panie. - Pani Malfoy ukłoniła się i posłusznie ruszyła do wyjścia.
Hermiona spojrzała jeszcze raz na Toma, po czym ruszyła za matką Draco, która w czasie drogi do sypialni, nie odezwała się ani razu, lecz cały czas posyłała jej przerażone spojrzenie.
- Nic pani nie zrobię - powiedziała znużona, kładąc się na łóżku. - Niech pani pyta.
- Dlaczego Czarny Pan słucha się szlamy?! Dlaczego kazał ci iść odpocząć?! Jak to wszystko możliwe?! - pytania same wypływały z ust arystokratki.
- To proste - zaczęła Hermiona, zamykając oczy. - Albo i nie… wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu…
*****
Hermiona ocknęła się w ciemnym i zimnym pomieszczeniu.
Zmarszczyła czoło, chcąc sobie wszystko przypomnieć. Ostatnie, co widziała to twarz Snape’a, który jednym zaklęciem pozbawił ją świadomości.
Rozejrzała się naokoło, zrozumiała, że została zamknięta w lochach, ze strachem zauważyła brak różdżki.
Gdy zastanawiała się jak może stąd uciec, drzwi otworzyły się i do środka wszedł Mistrz Eliksirów.
- Co pan zrobił?! – wykrzyknęła. –Dlaczego pan mnie tu zamknął?
- Zamilcz, Granger - warknął i wyczarował kamienną misę, podał jej fiolkę i prychnął. - Nie gap się na mnie, kretynko! Mam nadzieję, że wiesz jak używać myślodsiewni!
Powiedziawszy to wyszedł.
Hermiona nie wiedziała o co w tym wszystkim chodzi, a może to pułapka? Lecz nie byłaby Gryfonką, gdyby nie sprawdziła jakie wspomnienia trzyma w dłoni, szybko wlała srebrny płyn do misy i zanurzyła w niej głowę.
Pojawiła się w zniszczonym domu… Potterów!
Zdumiona patrzyła na Dumbledora stojącego nad ciałem Lily Evans! Jak to możliwe?  Przecież Harry mówił, że to Hagrid zabrał go z Doliny Godryka! Harry! Spojrzała na płaczącego chłopca, nie wiedziała co się dzieje, nagle w pomieszczeniu pojawił się Voldemort!
- Wiedziałem, że nie odpuścisz – warknął dyrektor.
Hermiona rozszerzyła ze zdumienia oczy. Nigdy nie słyszała takiego tonu z ust starca!
- Zabiłeś ich. - prychnął Voldemort. – Zabiłeś swoich największych zwolenników!
- Nie miałem wyboru - odpowiedział bez cienia skruchy Albus. - Nie chcieliby aby Harry został pod moją opieką! Nie zgodzili się bym wychował go na wspaniałego Władcę!
- Ty i te twoje poranione pomysły! - zaśmiał się Tom. - Naprawdę sądzisz, że nikt nie dowie się, że to ty jesteś odpowiedzialny za te zabójstwa?
- Nikt nie uwierzy Lordowi Voldemortowi - Dumbledore wycelował różdżkę w Harry’ego.
- Chcesz zabić dziecko? - zapytał Tom. – Naprawdę tak nisko upadłeś?
- Przepowiednia nie może się spełnić!
- Tego się obawiasz - Tom pokręcił z niedowierzania głową - „Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana...
Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...
A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna...
I jeden z nich musi zginąć z ręki drugiego, bo żaden nie może żyć, gdy drugi przeżyje...
Ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana narodzi się gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca...”
Wie ktoś, że ta przepowiednia nie mówi o mnie? - zapytał Voldemort z kpiną. - Czy dalej mają cię za niegroźnego starca, który nigdy nikogo nie skrzywdził?
- Nie wchodź mi w drogę - warknął dyrektor.
- Nie pozwolę ci zabić tego dzieciaka - odparł Tom. - Już dość zbrodni które popełniłeś przypisałeś mnie!
- Nie przeszkodzisz mi! - krzyknął Albus w szale i skierował różdżkę na Harry’ego - Avada…
- Expaliarmus! - wykrzyknął Tom i uśmiechnął się, trzymając różdżkę dyrektora. - Wszyscy dowiedzą się kim naprawdę jesteś! Będą świadomi jakim jesteś potworem!
- Komu uwierzą? Dyrektorowi, poważanej osobie czy tobie? Człowiekowi, który morduje i torturuje?
- Tylko i wyłącznie osoby, które mnie atakują – warknął.
- Ale nikt ci nie uwierzy - zaśmiał się dyrektor.
- Może… ale pewnego dnia wszystko się wyda!  – ostrzegł Tom.
- Nie! - Albus nie wyglądał na przekonanego. - A teraz oddaj mi różdżkę! Ten mały musi zginąć!
- Nie pozwolę na to, Czarny Panie - wysyczał Tom i rzucił w rękę Albusa złotą kule.
Dyrektor automatycznie ją złapał co spowodowało jego teleportacje.
- Idiota - zaśmiał się Tom. - Niby taki inteligentny, a nie rozpozna świstoklika.
Hermiona w szoku patrzyła na Voldemorta pochylającego się nad Harrym.
- Starzec będzie próbował cię zabić - mruknął i położył rękę na czole chłopca, zaczął mruczeć jakieś zaklęcia, twarz Harrego zalśniła złotą poświatą, gdy cofnął rękę na jego czole czarnowłosego widniała blizna w kształcie błyskawicy. - Powinno cię ochronić przed tym kretynem… Uważaj na siebie Potter, Dumbledore jest winny wszystkich zbrodni, chęć posiadania wszystkich insygniów stworzyła z niego potwora – wyszeptał. - Snape będzie miał cię na oku, kiedyś wszystko zakończymy, do tej pory… przeżyj!
Hermiona poczuła jak coś unosi ją w powietrzu, znów stała w zimnym lochu, łzy płynęły jej po policzkach, jak możliwe by to co widziała było prawdą?!
Zdziwiona zauważyła że drzwi są uchylone! Może uciec i …. I co? Nie może odejść bez sprawdzenia prawdziwości zdarzeń, których była świadkiem.
Weszła do sali, w której Voldemort siedział na tronie i wpatrywał się w nią z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Czego chcesz? - warknął.
- Czy to prawda? - zapytała cicho. - A jak tak, to dlaczego nie powstrzymasz dyrektora? Dlaczego…
- Snape miał rację - przerwał jej Tom. - Jesteś strasznie irytująca, stoisz przed najstraszniejszym czarodziejem w tych czasach i zamiast się bać, zadajesz durne pytania!
- Jeżeli to prawda, co widziałam, nie jesteś straszny - odpowiedziała odważnie.
- Nikt ci nie uwierzy - mruknął.
- Więc dlaczego mi pokazałeś te wspominania?
- Sam nie wiem. - Wzruszył ramionami.- Miałem taki kaprys, Granger.
- Dlaczego Dumbledor stał się potworem? - zapytała.
- Czy ty mi wierzysz? - zmarszczył czoło.
- Wspomnienia, które widziałam nie były … nie było w nich nic zmieniane, wiem to! Uczyliśmy się o wspomnieniach na piątym roku! - powiedziała z pewnością w głosie.
- Albusa zgubiła chciwość … gdy dowiedział się że Potterowie są właścicielami peleryny niewidki, postanowił ja zdobyć, gdy nie udało mu się po dobroci, postanowił uknuć intrygę, najpierw znalazł kozła ofiarnego…
- Ciebie - domyśliła się, chciała coś jeszcze powiedzieć lecz zamilkała, widząc jego wściekłe spojrzenie.
- Mnie – warknął. - Może i miałem parę grzechów na sumieniu, ale nie było w nich morderstw! Przez tego cholernego starca muszę walczyć o przeżycie!
- Dlaczego nie powiedziałeś o tym…
- Komu? – prychnął. - Każdy wierzy Albusowi Dumbledorowi!
- Mogę o coś zapytać? - poprosiła. Tom machnął tylko ręką. - Jeżeli nie jesteś winny, to przecież możesz pokazać wspomnienia i …
- Dopóki Albus ma taką władzę nad Zakonem i Ministerstwem nikt mi nie uwierzy - warknął. - Ja i moi ludzie musimy walczyć!
- Twoi ludzie to są…
-Ludźmi, którzy zostali wykorzystani przez dyrektora, każdy z nich został oszukany przez Albusa! Każdy z nich stracił kogoś lub coś przez niego! – krzyknął, wstając.
Hermiona przestraszona cofnęła się parę kroków.
- Nie zabiłem Potterów, nie torturowałem Logbottomów! To wszystko zrobił Dumbledore! – wykrzyknął. - I zapłaci za to, że obarczył mnie winą!
- Jak to chcesz zrobić?
- A co cię to obchodzi? - warknął.
- Ponieważ chcę, żeby prawda wyszła na jaw… jeżeli dyrektor nie odpowie za swoje winy, ludzie będą nadal ginęli w tej okropnej wojnie! Ja stracę przyjaciół! Tydzień temu zniknęła Tonks wraz z Lupinem i…
- Żyją - przerwał jej.
- Żyją? – spojrzał na niego z nadzieją.
- Postanowiłem ich uwięzić, Dumbledore będzie tracił co jakiś czas ważnych dla swojej misji ludzi, ten wilkołak i aurorka są zamknięci, nic złego im się na razie nie dzieje!
- A ja? - zapytała cicho.
- Nie wypuszczę cie stąd - zmrużył oczy. - Jesteś zbyt cenna dla Dumbledora, Severus przekaże mu, że zostałaś przeze mnie porwana…
- Ale… co ja będę… gdzie mnie zamkniesz?
- W moich komnatach - warknął, a widząc jej przerażoną minę zaśmiał się. – Nie masz się czego bać, idiotko, nie potrzebuję niewolnicy… choć to zależy jak będziesz się zachowywała!
- Co mam robić?
- Masz nie uciekać – odparł. - To chyba wszystko… Fuks! - zawoła, obok niego zmaterializowała się skrzatka, która skłoniła się i spojrzała na niego w napięciu. - Zaprowadź Granger do moich komnat, ma mieć zapewnione co tylko będzie chciała, ale ma nie opuszczać dworu! Zrozumiano?
- Tak panie - Fuks podeszła do niej. - Za mną, panno Granger.
Hermiona nie mając wyjścia, ruszyła za stworzeniem.
Szły przez pięknie urządzone wnętrza, gdy Fuks otworzyła przed nią jedne z podwójnych drzwi, Hermionie odebrało mowę, sypialnia urządzona było z klasą, mahoniowe meble, wielkie łożę, kominek, piękny widok…
- Wspaniale – wyszeptała zachwycona.
- Jeżeli pani będzie czegoś potrzebowała, niech pani zawoła Fuks - powiedziała skrzatka, ukłoniła się i zniknęła.
Hermiona była już dwa tygodnie w niewoli… jeżeli można było to tak nazwać, prawda była taka, że mogła bez obaw poruszać się po całym dworze, mogła korzystać z imponującej biblioteki Voldemorta oraz robić to na co miała ochotę.
Najczęściej czytała, lecz dużo czasu spędzała także z Tomem, którego coraz lepiej poznawała. Nie mogła uwierzyć, że to człowiek, o którym krąży tyle przerażających opowieści, choć większość z nich musiała mieć w sobie ziarnko prawdy, ona już nie wierzyła w nie, Dumbledore opowiadał o nim same kłamstwa, sam Snape tak naprawdę nie szpiegował dla dyrektora, lecz dla Riddle’a.
- Dlaczego profesor Snape zgadza się na bycie szpiegiem? - zapytała Toma, gdy jedli razem kolacje, co wieczór spotykali się w jadalni, aby spożyć razem posiłek, oprócz nich w dworze był obecny Snape, który co chwilę gdzieś znikał i skrzaty, wszyscy śmierciożercy zostali wysłani na misję, więc nie musiała się ich obawiać.
- Dumbledore oszukał go - odpowiedział mężczyzna.
- W jaki sposób? - spojrzała na niego zaciekawiona.
- Mówił ci ktoś kiedyś że jesteś wścibska? - warknął.
- Nie jestem - zaprzeczyła gwałtownie. - Jestem po prostu ciekawa! A nie wścibska!
- To to samo – mruknął. - Starzec okłamał tą rudą, w której Severus się kochał…
- Lily?
- Tak – przytaknął. - Gdyby nie kłamstwo Albusa, najprawdopodobniej Snape byłby ojcem Harry’ego.
- Przez niego się pokłócili? - domyśliła się.
- Zgadałaś - Tom upił łyk wina i zmarszczył czoło. - Radzę ci nie pytać o nic więcej, to nie jest twoja sprawa.
- Rozumiem - przygryzła wargę, zastanawiając się w jaki sposób dyrektor tak dobrze kłamie.
- Nie rób tak - podskoczyła zaskoczona, gdy poczuła jego dłoń na swoich wargach. - Denerwuje mnie to!
- Przepraszam - wyszeptała zarumieniona.
- Masz za co - warknął i wyszedł.
Hermiona spojrzała za nim z lekkim uśmiechem.
Może i Lord Voldemort jest najpotężniejszym i najstraszniejszym czarodziejem ale jest także mężczyzną, który musi podobać się kobietą, jest przystojny i inteligentny, dla Gryfonki był idealnym… STOP! Granger co się z tobą dzieje? On jest groźny! Ty się go powinnaś bać dziewczyno, a nie zakochiwać… no ale się nie zakochałaś… prawda?
- Prawda - powiedziała na głos, lecz nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.
Hermiona przebrała się i już miała się kłaść, gdy ktoś zapukał do drzwi, zdziwiona otworzyła i ujrzała wściekłe oblicze Toma.
- Stało się coś? - zapytała.
- Źle na mnie działasz - warknął i wbił się w jej usta w namiętnym pocałunku.
Gryfonka nie miała zamiaru go odpychać, zarzuciła mu ramiona na szyję i oddawała pocałunki z pasją.
Gdy Hermiona się obudziła z uśmiechem ujrzała śpiącego Toma.
- Nie gap się, Granger - mruknął z zamkniętymi oczami.
- Nie rozkazuj mi, Riddle – odpowiedziała, naśladując jego ton.
- Czy ty mnie przedrzeźniasz? – zapytał, patrząc na nią ze zmarszczonym czołem.
- Prawdopodobnie - zaśmiała się.
- Kara! - krzyknął i przyciągnął ją do siebie.
- Jaka? – wymruczała, całując go w szczękę.
- Straszna - ostrzegł i zaczął sunąć dłońmi po jej ciele.
- Zasłużyłam na nią - przyznała z figlarnym uśmiechem.
Od tej pory spędzała z Tomem prawie całe dnie i oczywiście noce. Już wiedziała że się w nim zakochała, wiedziała także że on poczuł coś do niej.
Gdy minął miesiąc jej pobytu, Riddle wezwał ją do gabinetu. Siedział wraz ze Snapem i rozkiwał o czymś mrużąc oczy.
Gdy ją zauważyli Mistrz Eliksirów, skłonił się i wyszedł.
- Czemu chciałeś mnie widzieć? - zapytała.
- Snape właśnie poszedł przekazać starcowi wspaniałe wiadomości - zakpił.
- Jakie?
- Jutro uda mu się uratować niejaką Hermionę Granger - mruknął.
Hermiona spojrzała na niego marszcząc czoło.
- Nie odejdę! - krzyknęła i pobiegła do sypialni zatrzasnęła za sobą drzwi i padła na łóżko płacząc.
- Granger, musisz wracać – powiedział, pojawiając się w pomieszczeniu.
- Ale ja nie chcę - załkała.
- A powinnaś – warknął. - Pomyśl logicznie! Jestem Voldemortem! Uciekaj póki możesz!
- Nie jesteś zły – wyszeptała, gładząc go po policzku. - I nie mam zamiaru odejść!
- Powinnaś - warknął.
- Powinnam ucie,c gdy nadarzyła się pierwsza okazja, potem druga… ale tego nie zrobiłam - potrząsnęła głową i uśmiechnęła się. - A wiesz dlaczego?
- Nie, ale znając ciebie zaraz mnie oświecisz - mruknął.
- Oczywiście, że to zrobię – prychnęła. - Nie zostawiłam cię, ponieważ już wtedy czułam, że jesteś dla mnie ważny i że to co nam mówił Dumbledore to kłamstwo!
- Wojna jest nieunikniona – odezwał się po chwili.
- Jeżeli przekonamy Zakon to…
- Ten przeklęty starzec wyprał im mózgi, wielu odda życie za obraz świata jaki stworzył. - Przytulił ją mocno. - Musisz być bezpieczna!
- Nie karz mi odchodzić - poprosiła.
- Czemu chcesz ze mną zostać? Jestem Lordem Voldemortem! Wszyscy się mnie boją!
- Boją się przez to w jaki sposób zostałeś ukazany przez dyrektora… a dlaczego chcę zostać? Ponieważ cię kocham – wyznała. - Wiem, że możesz nie chcieć miłości szlamy, i nie mam do ciebie żadnych praw, po prostu chciałam żebyś o tym wiedział i…
 -Granger, zamilcz - warknął i pocałował ją namiętnie. Gdy oddała pocałunek uniósł ją i zaniósł do łóżka.
Rano obudziła się sama, rozejrzała się zaspanym wzrokiem po sypialni, na poduszce obok zauważyła kartkę zaadresowaną do niej. Wzięła ją do ręki z niepewnością, może w ten sposób się z nią żegna?
Granger, masz się spakować i odejść!
Przeczytawszy to, łzy popłynęły jej z oczu, już chciała podać się rozpaczy, lecz jej spojrzenie padło na drugie zdanie.
Nie myśl, kretynko, że się mnie pozbędziesz! Więc nie rycz i przyjmij do wiadomości, że pokonam tego starego durnia, oczyszczę nazwisko i przyjdę po ciebie!
Jak mówiłem masz być bezpieczna, a przy Potterze będziesz, wróć do Nory, powiedz że uciekłaś, będą się tobą opiekować, będziemy się kontaktować za pomocą lusterek?
Pamiętaj masz uważać na siebie, Gryfonko, zrozumiano?
                           TMR
- Idiota - załkała ale tym razem ze szczęścia. Wzięła do ręki lusterko i przycisnęła je do serca.
Może nie napisał tego, ale ją kochał! Tylko zakochany mężczyzna martwi się o swoją kobietę.
- Jestem jego - powiedziała na głos i uśmiechnęła się. - I wszystko będzie dobrze!
Hermiona teleportowała się wraz z Snapem do ogrodu Weasleyów, chwilę później już tkwiła w uściskał członków Zakonu. Nie wiedziała jak przetrwała przebywanie w pomieszczeniu wraz z Dumbledorem bez rzucenia na niego klątwy! Musiała wiele razy opowiadać historię, którą nauczył ją Mistrz Eliksirów, wynikało z niej, że była przetrzymywana, w lochach, od czasu do czasu torturowana, lecz miała to szczęście, że Voldemort miał inne sprawy na głowie, i najczęściej siedziała sama w zamknięciu.
- Cieszymy się, że nic ci nie zrobił - powiedziała po raz setny Pani Weasley. - Mam nadzieję, że Ten, którego imienia nie wolno wymawiać dostanie to, na co zasłużył!
- Ja też - przyznała szczerze, lecz wiedziała, że myślą o dwóch różnych rzeczach.
Gdy wieczorem znalazła się w pokoju, który dzieliła z Ginny i sprawdziła czy rudowłosa śpi, wyciągnęła lusterko dwukierunkowe i uśmiechnęła się do Toma.
- Wszystko w porządku? – zapytał, przyglądając się jej w skupieniu.
- Tak - przytaknęła i rozglądnęła się po sypialni. - Szkoda, że cię tu nie ma!
- Wiesz, raczej Weasleyowie nie przywitaliby mnie z otwartymi ramionami, gdyby ujrzeli mnie w drzwiach - zakpił.
- Pesymista - zachichotała, ciesząc się, że nie zapomniała otoczyć swojego łóżka, zaklęciem ciszy.
- Pamiętaj, że masz na siebie uważać - powiedział Tom i zauważyła że zerknął do tyłu.
- Stało się coś? - zapytała.
- Malfoy wrócił z misji – warknął. - Odezwę się jutro!
- Tom… - zaczęła, widząc jego zniecierpliwioną minę powiedziała. - Ty też masz uważać na siebie i szybko mnie sprowadzić spowrotem!
- Zapamiętam - uśmiechnął się nieznacznie. – Śpij, Granger.
- Dobranoc - wyszeptała i przesłała mu pocałunek, po czym schowała lusterko pod poduszkę i z uśmiechem na ustach zasnęła.
Przez dwa tygodnie Hermiona rozmawiała z Tomem co wieczór, wiedziała, że wojna jest coraz bliżej, w tym czasie dyrektor przekazał im, że profesor McGonagall została porwana, Gryfonka wiedziała, że profesor transmutacji jest bezpieczna, Riddle zapewnił ją, że uwięził ją w tym samym miejscu co Lupina i Tonks.
Snape zniknął dzień później, Zakon uważa że Voldemort odkrył zdradę Mistrza Eliksirów.
Hermiona z niepokojem odkryła, że od jakiegoś czasu coraz gorzej się czuje, podejrzewając przyczynę swojego stanu, wymknęła się do mugolskie części Londynu, gdzie odwiedziła lekarza, gdy wychodziła z kliniki jej twarz zdobił uśmiech, nie wiele myśląc teleportowała się w pobliże dworu Riddlów.
Tam złapali ją Śmierciożercy….
*****
- Resztę już pani zna - wyszeptała zamykając oczy.
- Czy ty jesteś… - zaczęła lecz przerwała gdy do pokoju wszedł Tom.
- Wyjdź! - warknął, Narcyza od razu podniosła się i opuściła pomieszczenie. – Granger, do cholery, oni mogli cię zabić!
- Nic im nie zrobiłeś… prawda? - zapytała.
- Można tak powiedzieć – warknął. - A teraz mów, dlaczego nie posłuchałaś mnie, gdy kazałem ci trzymać się daleko?!
- Musiałam ci coś powiedzieć - odpowiedziała z uśmiechem.
- Mogłaś to zrobić, gdy rozmawialiśmy wieczorem - zmarszczył czoło.
-  Takie wiadomości przekazuje się osobiście!
- Więc mów, czekam!
- Jakiś ty romantyczny - prychnęła.
- Romantyczny? O co ci chodzi?
-  O to, że chociaż w takiej chwili mógłbyś nie warczeć ani prychać!
- Niby w jakiej chwili, do cholera?! - zdenerwował się.
- W chwili, gdy wyznaje ci że będziemy mieć dziecko! - wykrzyknęła i rozpłakała się.
Tom stał jak sparaliżowany, patrząc na Gryfonkę, po chwili otrząsnął się z szoku, złapał ją za rękę i ciągnąc ją za sobą ruszył do sali balowej.
- Tom, co ty wyprawiasz?! - wykrzyknęła zaskoczona.
- Muszę znaleźć jakiegoś kretyna, który udzieli nam ślubu - warknął.
- Ślubu? - powtórzyła i zatrzymała się gwałtownie. - A może byś mnie zapytał czy mam ochotę zostać twoją żoną?!
- Kochasz mnie, więc nie wiem o co ci chodzi. - Powoli tracił cierpliwość.
- Oczywiście że cię kocham! Ale nie mam zamiaru wychodzić za ciebie tylko z powodu dziecka!
- A niby jaki powód cię zadowoli?! - westchnął.
- Zgadnij - prychnęła.
- Granger, nie mam ochoty grać w te głupie babskie gierki więc powiedz wprost o co ci chodzi!
- Nigdy nie powiedziałeś co do mnie czujesz - wyszeptała ze łzami w oczach.
- Zaraz ci coś zrobię - warknął i przytulił ją mocno. - Czy naprawdę jesteś najmądrzejszą czarownic od czasu Revanclow?
- To nie jest śmieszne. - Uderzyła go w pierś. - Ja po prostu chcę wiedzieć!
- Nie żenię się z tobą tylko ze względu na dziecko i ty dobrze o tym wiesz! Chcesz po prostu usłyszeć że cię kocham!
- Tak chcę to usłyszeć! - przyznała.
- Więc usłyszałaś. - Wzruszył ramionami i znów zaczął ciągnąć ją za sobą.
- Tom! - wykrzyknęła zdumiona, gdy warknął zirytowany, przerzucił ją sobie przez ramię i wszedł do pomieszczenia pełnego Śmierciożerców.
- Panie… - zaczęła Bella niepewnie.
- Zamilcz – warknął. - Macie mi tu sprowadzić urzędnika! Natychmiast!
- Jakiego? - zapytał Lucjusz, otrząsnąwszy się z szoku.
- Nie ważne! - odpowiedział Tom. - Ma mieć pozwolenie na udzielanie ślubów! Na co czekacie?!
Chwilę później wszyscy zniknęli. Riddle postawił Hermionę na podłodze, a sam usiadł na fotelu w rogu pokoju i schował twarz w dłoniach.
- Tom? - zapytała delikatnie.
- Chodź tu - mruknął i przyciągnął ją na swoje kolana. - Obiecuję, że nie pożałujesz zostania moją żoną!
- Ależ ja to wiem! - zaśmiała się i pocałowała go czule. - Nasze dziecko będzie miało wspaniałego ojca!
- Skąd wiesz? Może ja się nie nadaję do tego? Granger, jakbyś zapomniała zabijałem, torturowałem i nie miałem przed tym zahamowań!
- Zmieniłeś się - powiedziała stanowczo. - Nie jesteś zły! Tom! Zakon powinien dowiedzieć się o co chodzi z pomysłami Dumbledora, muszą się dowiedzieć, że to on jest tym złym!
- Dowiedzą się – obiecał. - Już ja do tego doprowadzę!
Po chwili zjawili się śmierciożercy z przerażonym urzędnikiem.
- Do rzeczy - warknął Tom. - Masz udzielić nam ślubu! Zrozumiano?!
- Taaaakkk – wyjąknął.  – Świadkowie… muszą byyyć….
- Snape! Narcyza! - oboje stanęli obok Hermiony, która uśmiechnęła się pocieszająco do człowieka, który miał ją na zawsze związać z ukochanym mężczyzną!
Ceremonia była krótka, po jej zakończeniu, urzędnikowi wymazano pamięć i wrócił on do ministerstwa.
Hermiona nie mogła uwierzyć, że jej życie mogło się tak zmienić, odkąd została żoną Lorda Voldemorta, żaden śmierciożerca na nią nie spojrzał krzywo, nikt jej nie obraził… wszyscy traktowali ją z szacunkiem.
Największą przemianę zauważyła u Bellatriks Lestrange.
- Może i jestem szalona, ale nie aż tak jak przedstawił mnie Dumbledore – mruknęła, gdy pewnego razu spotkała ją na spacerze w ogrodzie.
- Co on ci zrobił? - zapytała Hermiona.
- Zabił moją matkę… wraz z Narcyzą byłyśmy tego świadkami – warknęła. - Andromeda, nie miała pojęcia… dobrze się stało, że wyszła za tego mugola, dzięki temu odsunęła się od rodziny, która była od tamtej pory wrogami Zakonu… Dumbledore zapłaci za całą krzywdę!
- Zapłaci - powtórzyła Hermiona. - Zasłużył na to!
Pani Riddle wiedziała, ze jej mąż wraz ze swoimi ludźmi szykuje wielką akcję by doprowadzić do ostatecznego starcia, wiedziała także, że rozkazał milczeć na ten temat by się o niczym nie dowiedziała.
Martwiła się, że Tom może w jakiś sposób uniemożliwić jej branie udziału w walce.
Jej przypuszczenia okazały się słuszne, gdy jak co noc zasypiała w jego ramionach, szczęśliwa nie zauważyła jego zamyślonej miny, gdy brał ją w objęcia i życzył dobrej nocy.
Rano podał jej herbatę, nie było w tym nic dziwnego, ponieważ odkąd dowiedział się o ciąży, rozkazał Snape’owi uwarzyć odpowiednie eliksiry dla kobiet w jej stanie, które piła od razu po przebudzeniu, jej niepokój spowodowała jednak mina Toma, gdy wypiła napój.
- Dlaczego wyglądasz na… - zaczęła lecz nie dokończyła, ponieważ poczuła senność, ostatnim co zobaczyła, była twarz męża z lekkim uśmiechem.
- Musiałem to zrobić - usłyszała tylko i zapadła w sen.
Nie wiedziała ile spała, gdy otworzyła oczy, na zewnątrz nadal było jasno, spojrzała na zegar stojący na kominku i krzyknęła zwróciwszy spojrzenie na datę, spała dwa dni!
- Zabiję cię, Tomie Riddle! - wykrzyknęła i zerwała się z łóżka, szybko zbiegła do jadalni z której dochodziły podniesione głosy, gdy weszła nie mogła uwierzyć w to co widzi!
Przy stole z uśmiechem siedział Harry, Weasley’wie, Tonks, Lupin, oraz większość profesorów z Hogwartu, wraz z smierciożercami!
- Mionka! - krzyknęła Ginny i rzucił się jej na szyję. - Jak Dumbledore mógł nas tak oszukać?
- Wojna - zdołała powiedzieć tylko Hermiona.
- Nie było, Tom udowodnił swoją niewinność - odezwała się Pani Weasley.
- Dyrektor wypił serum prawdy - mruknął Ron.
- Wyznał wszystko - dopowiedział Harry.
- Został skazany na pocałunek de mentora - dodał Lupin.
- Wspaniale - wyszeptała Hermiona, uwolniła się z objęć przyjaciółki i podeszła do Toma siedzącego na szczycie stołu. - Ty… - zaczęła groźnym tonem, lecz widząc jego krzywy uśmieszek nie mogła się powstrzymać i pocałowała go namiętnie. - Ty idioto! Zapłacisz mi za to, że mnie uśpiłeś! - powiedziała gdy oderwali się od siebie.
- Z szacunkiem, Granger - warknął Snape.
- Od kogo ty tego żądasz – zakpił Tom i posadził sobie żonę na kolanach, - Jak myślisz, jak będziesz się czuła jako żona ministra?
- Ministra? - powtórzyła zaskoczona.
- Otóż to - zaśmiał się Pan Weasley. - Twój mąż właśnie został Ministrem Magii!
- Ja dalej śpię… prawda? - zapytała Hermiona, patrząc w oczy Toma. Ten udowodnił jej namiętnym pocałunkiem, że już dawno wstała.

Trzy lata później
Hermiona leżała z przymkniętymi oczami w ogrodzie, obok niej bawiła się śliczna dziewczynka  o brązowych włosach.
- Tata! - krzyknęła, była Gryfonka spojrzała z uśmiechem na męża, który pocałował córeczkę w policzek i postawił ją na ziemi, mała wróciła do zabawy, a Tom podszedł do żony.
- Jak się czujesz? – zapytał, kładąc się obok niej.
- Dobrze – wymruczała, wtulając się w niego.
Od dnia w którym Dumbledore został skazany na pocałunek dementora minęły trzy lata.
Hermiona dowiedziała się szczegółów misji śmierciożerców i Tom, dopiero po urodzeniu Rose, do tego czasu Riddle uparł się, że ma żyć w nieświadomości, ponieważ może się niepotrzebnie zdenerwować.
Okazało się, że Tom przekonał Lupina, Tonks oraz McGonagall o winie Dumbledora, ta ostatnia najgorzej to zniosła, uważała dyrektora za wzór oraz przyjaciela, jego zdrada ją załamała.
Remus wraz z Snape’em w sprytny sposób podali starcowi serum prawdy na jednym z zebrań zakonu, gdy tylko zaczęło działać, pojawili się śmierciożercy z przerażonym Ministrem i ważniejszymi urzędnikami.
Wszyscy byli świadkami przyznania się do winy Albusa Dumbledora.
Harry nie mógł uwierzyć, że człowiek, którego uważał za wsparcie, zabił jego rodziców, nie był w tych odczuciach osamotniony.
Tom Marvolo Riddle został oczyszczony z większości zarzutów, Minister Magii zrezygnował ze swojej funkcji na rzecz byłego Voldemorta… tak byłego, Tom postanowił wrócić do swojego prawdziwego nazwiska, chciał by Hermiona i ich dzieci były bezpieczne. Dlatego przyjął funkcje Ministra, Czarodziejska Anglia zawrzała, Dumbledore zdrajcą? Voldemort bohaterem? Lecz gdy ujrzeli Harry’ego Pottera ściskającego z uśmiechem dłoń nowemu Ministrowi, wszyscy pogodzili się z tymi wielkimi zmianami.
- Powinnaś odpoczywać - mruknął Tom, kładąc dłoń na jej zaokrąglonym brzuchu.
- A co teraz robię? – zapytała, marszcząc czoło.
- Ty dobrze wiesz, co mam na myśli - warknął.
- Naprawdę się nie przemęczam - odpowiedziała poważnie. - Rose i ja cały dzień dzisiaj spędziliśmy na spacerze po ogrodzie, niedawno Fuks rozłożyła nam koc i się położyłyśmy się!
- Jesteś irytująca - mruknął.
- Ty też - odparła z uśmiechem.
- Tata! - zawołała Rose i położyła głowę na piersi mężczyzny - Pohuśtasz mnie?
- Oczywiście, skarbie - zgodził się i wziął ją na ręce.
- A ja mogę z wami iść? - zapytała Hermiona.
- Musisz - zaśmiał się Tom, pomagając jej wstać. - To rozkaz Ministra! – dopowiedział, puszczając do niej oczko.
Hermiona z uśmiechem ruszyła z mężem i córeczką w stronę huśtawki. Kto by pomyślał, że najgroźniejszy czarodziej wszech czasów, wcale nie jest zły? Że zostanie najlepszym ministrem od setek lat, oraz najwspanialszym mężem i ojcem?