czwartek, 10 października 2013

Draco swatem? cz.I

Draco swatem? cz.I
Beta: Kite Millie                          
 – Co teraz? – zapytała Ginny Hermionę ze łzami w oczach.
 – Nie martw się, pomogę ci! – pocieszyła ją przyjaciółka i spojrzała na męża.
 – Mam nawet pomysł – odezwał się Draco. – Damy ci te…
 – Nie – powiedziała stanowczo Ginny. – Nie chcę jałmużny!
 – Wysłuchaj mnie do końca, a potem się kłóć – warknął. – Dostaniesz od nas pieniądze na tę operację za dwa miesiące opieki nad moim ojcem!
 – Draco! – warknęła Hermiona.
 – Ale przecież twojemu ojcu nic nie jest – powiedziała niepewnie Ginny.
 – Nie powiedziałbym – mruknął Malfoy. – Od zakończenia wojny i rozwodu z matką siedzi w domu i nie chce nikogo widzieć, więc wprowadzisz się do Malfoy Manor i dotrzymasz mu towarzystwa.
 – Ale… – rudowłosa spojrzała na niego uważnie – co to znaczy, że dotrzymam mu towarzystwa?
 – Ty i twoje kosmate myśli – zaśmiał się blondyn. – Po prostu pogadasz z nim, pokłócisz się, takie tam.
 – Och – Ginny zwróciła wzrok na Hermionę. – Co o tym sądzisz?
 – To dobry pomysł, nie chcesz już mieszkać z rodzicami, a operacja ma odbyć się za pół roku, więc nic nie stoi na przeszkodzie – powiedziała Hermiona niepewnie.
 – Dobrze, zgadzam się – oznajmiła Ginny z delikatnym uśmiechem. – Kiedy mam się wprowadzić?
 – Najlepiej już dziś – powiedział Draco.
 – Muszę się spakować, pa.
Gdy rudowłosa wyszła, blondyn szybko uciekł z pokoju.
 – Draco Lucjuszu Malfoy, ty moja fretko! – zawołała Hermiona. – Wracaj tu!
 – Nie sądzę, żeby zabijanie ojca Twojego dziecka było najmądrzejszą rzeczą – usłyszała głos męża stojącego za drzwiami.
 – To trzeci miesiąc, dziecko nie wie, kim jesteś, do czasu porodu znajdę za ciebie zastępstwo! – warknęła.
 – Jesteś moja – powiedział stanowczo i wszedł do środka. – Oj, Miona, nie denerwuj się!
 – Przejrzałam cię! – oznajmiła i skrzyżowała ręce na piersi.
 – Wiedziałem o tym – przyznał i usiadł obok. – Skarbie, ale sama musisz przyznać, że to dobry pomysł!
 – Jeżeli Gin będzie cierpiała…
 – Nie będzie – obiecał Draco. – Będzie szczęśliwa, uwierz mi!
 – Wierzę – powiedziała i westchnęła. – Nie wiem, jak to możliwe, ale ci wierzę.
 – To dzięki mojemu urokowi – zaśmiał się Draco i pocałował namiętnie żonę.

Ginny weszła niepewnie do holu Malfoy Manor, rozglądnęła się wokoło i weszła po schodach. Draco powiedział, że Hermiona przygotowała jej pokój po lewej stronie schodów. Gdy weszła do środka, zdumiona patrzyła na przestronną sypialnię, wielkie łoże oraz dwoje drzwi. Jedne prowadziły do wspaniałej łazienki, drugie zaś do garderoby pełnej ubrań. Rudowłosa zauważyła kartkę przyczepioną do drzwi.
Te ubrania należą do ciebie!
Nie kłóć się… Znaczy kłóć, ale z Lucjuszem, nie ze mną! Pamiętaj, że jestem w ciąży!
 Kocham cię,
 Miona
 – Och, nie mam zamiaru się z tobą kłócić, Herm – zaśmiała się Ginny.
Odetchnęła głęboko i skierowała się do biblioteki, w której zgodnie ze słowami Draco jego ojciec spędza większość czasu.
Otworzyła cicho drzwi.
 – Nikogo nie zapraszałem – warknął Malfoy, siedząc na kanapie z książką w dłoni i patrząc na nią wściekle.
 – To ma Pan pecha – odpowiedziała ze śmiechem Ginny, siadając naprzeciw niego w fotelu.
 – Co tu robisz? – zapytał zimnym głosem.
Po ciele dziewczyny przeszły dreszcze strachu, lecz nie pokazała tego.
 – Siedzę – odparła niewinnym głosem.
 – Tylko nie mów mi, że to ty jesteś tą osobą, którą Dracon zatrudnił! – warknął, mrużąc oczy.
Ginny rozglądała się po wnętrzu, nie odezwawszy się słowem.
 – Czemu milczysz? – zapytał blondyn.
 – Kazał pan nie mówić, to nie mówię! Proszę się zdecydować – powiedziała, kręcąc głową.
 – Powiedział ci ktoś kiedy, że jesteś nieznośna? – warknął.
 – Żeby to raz – mruknęła, machnąwszy lekceważąco ręką. – Ale skargi i zażalenia proszę kierować do moich rodziców, ja tam się na świat nie pchałam!
Malfoy patrzył na nią zaszokowany.
 – A w rodzinie wszyscy zdrowi? – zapytał z sarkazmem.
 – Och, wie Pan, jak to jest… rodzice zdrowi, tylko bracia mają coś z psychiką, ale niestety to nie jest uleczalne – odparła z szerokim uśmiechem.
 – Nie wątpię – mruknął pod nosem.
 – Słyszałam – powiedziała i pogroziła mu palcem.
 – Miałaś słyszeć – warknął.
 – No, to się Panu udało, wie Pan co – zaczęła, marszcząc nosek. – Trochę to głupio brzmi…
 – Co?!
 – No, że zwracam się do Pana per pan – odpowiedziała, przewracając oczami. – A co? No, a wracając co sedna, pomyślałam, że może zwracalibyśmy się do siebie po imieniu. Co Pan na to?
 – Nie – warknął Malfoy.
 – Dobrze Lucjuszu – powiedziała z chytrym uśmiechem. – Więc ty nadal zwracaj się do mnie po nazwisku. Pozwalam ci, a ja będę mówić ci po imieniu.
 – Nie zgadzam się – odparł, patrząc na nią groźnie.
 – To masz pecha – powiedziała, wzruszając ramionami.
Wstała i skierowała się do drzwi, po czym przystanęła na chwilę i spojrzała na niego z krzywym uśmiechem.
 – A, i na mnie te groźne miny nie działają. Siedem lat ze Snape’em uodporniło mnie –powiedziawszy to, wyszła, pozostawiając blondyna wściekłego.
 – Zabiję Dracona! – warknął Lucjusz.

Ginny weszła do kuchni i ujrzała skrzata przygotowującego obiad.
 – Mogę w czymś pomóc? – zapytał, kłaniając się nisko.
 – Och, nie… To znaczy, może mogłabym coś ugotować? – zapytała niepewnie, gdy skrzat zrobił wielkie oczy, powiedziała szybko: – Nie chcę cię obrazić, po prostu uwielbiam gotować!
 – Jeżeli Pani sobie tego życzy – skrzat skłonił się. – Jeżeli Pani będzie czegoś potrzebować, proszę zawołać mnie, mam na imię Terk, albo Mrużkę.
 – Dobrze, dziękuję – powiedziała z uśmiechem.
Gdy skrzat zniknął, ubrała fartuch i wzięła się za przygotowywanie posiłku.
 – Co ty wyprawiasz?! – usłyszała za sobą zimny głos.
 – Lucjuszu nie strasz mnie – powiedziała, odwracając się w jego stronę.
Stał wyprostowany przy drzwiach i patrzył na nią wściekły.
 – Ten wzrok jest Twoim znakiem rozpoznawczym? – zapytała ze śmiechem. – Uśmiech nie boli!
 – Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – warknął.
 – Faktycznie nie odpowiedziałam – mruknęła, wzruszając ramionami.
 – Czy ty za punkt honoru wzięłaś sobie doprowadzanie mnie do szału? – zapytał, podnosząc wysoko brwi.
 – Och, rozgryzłeś mnie – powiedziała z niewinną minką. – Jak ja teraz będę żyła?!
 – Mam cię dość – warknął.
 – Ależ długo wytrzymałeś – zaśmiała się, wyciągając pieczeń z piekarnika.
 – Denerwujesz mnie – powiedział. – Dlaczego gotujesz? To zadanie skrzatów!
 – Poprosiłam Terka, żeby pozwolił mi go zastąpić – odpowiedziała i spojrzała na niego uważnie. – Gniewasz się?
 – Nie – warknął. – Ale nie spodziewałem się, że, mając do wyboru cały dwór i jego bogactwa, wybierzesz kuchnię.
 – Lubię gotować – odparła z uśmiechem. – W domu zawsze pomagam mamie.
 – Jeżeli Twój ojciec nie umie zadbać o rodzinę i zdobyć skrzata, to… – zaczął z szyderczym uśmiechem.
 – Proszę nie obrażać mojej rodziny – warknęła, patrząc na niego wściekle. Oparła dłonie na biodrach. – Moi rodzice może nie mają tyle pieniędzy co ty, ale zawsze starali się zapewnić nam wszystko, co chcieliśmy i na pewno nie byli zimnymi i bezdusznymi ludźmi, takimi jak ty! – to powiedziawszy, wyszła z kuchni.
Skierowała się do swojego pokoju i rozejrzała się wokoło. Resztkami woli powstrzymała się przed spakowaniem swoich rzeczy i wyniesieniem się stąd.
Drzwi się otworzyły i stanął w nich Lucjusz.
 – Jeszcze kogoś nie obraziłeś? – zapytała wrogo.
 – Kilka osób – odpowiedział, czym wywołał u niej lekki uśmiech. – Ja nie przepraszam.
 – Coś nowego, wielki Malfoy nie przeprasza? – zapytała, udając zdumienie.
 – Zabawna jesteś – warknął i wyszedł.
 – Lepiej żebyś o tym nie zapomniał! – zawołała za nim i przez chwilę wpatrywała się zdumiona w zamknięte drzwi.
 – Jak on to zrobił? Przecież przed chwilą byłam na niego wściekła, a teraz mnie rozbawił? – wyszeptała, po czym wzruszyła ramionami i ruszyła do kuchni, by dokończyć obiad.
 – Dlaczego nie wychodzisz z domu? – zapytała, gdy zasiedli w wielkiej jadalni, by zjeść obiad.
 – Nie chcę, to nie wychodzę – warknął.
 – Draco się o ciebie martwi – powiedziała.
 – Niech zajmie się żoną – odparł, patrząc na nią wściekle.
 – Lucjuszu! Przestań tak na mnie patrzeć! – zawołała, wzdychając. – Wściekłe spojrzenie wcale nie jest seksowne!
 – Nie miało być – powiedział, uśmiechając się wrednie. – Ale widać tobie jedno w głowie.
 – Już wiem po kim Draco odziedziczył zdolność wymyślania tych głupich tekstów – odparła i pokazała mu język.
 – Jesteś niewychowana – powiedział Lucjusz.
 – Wychowana to ja jestem, ale trochę się zmieniłam. Nie ma się co dziwić, wychowywałam się z sześcioma braćmi. Cud, że wiem co to sukienka, a co spódnica – odpowiedziała ze śmiechem.
Resztę posiłku spożyli w ciszy.
Po godzinie Ginny weszła do biblioteki, w której Lucjusz czytał książkę.
 – Co czytasz? – zapytała, opadając na kanapę.
 – Sto sposobów zabójstwa wkurzającej wiewiórki – warknął Malfoy, na co Ginny wybuchnęła śmiechem.
 – Masz pomysły! – zaśmiała się.
Blondyn spojrzał na nią, mrużąc oczy.
 – Czemu zgodziłaś się tu wprowadzić? – zapytał.
Ginny spoważniała i usiadła prosto.
 – Miałam wypadek. Spadłam z miotły i potrzebuję operacji – powiedziała cicho.
 – Draco obiecał ci pieniądze w zamian za działanie mi na nerwy? – warknął.
 – Wiesz, pewnie tak czy tak zgodziłabym się mu pomóc – powiedziała, wzruszając ramionami. – Nie jesteś taki zły, jakiego grasz.
 – Cholera, rozgryzłaś mnie – odparł z uśmiechem.
 – Rób to częściej – powiedziała poważnie.
 – Co? – zdziwił się, gdy wstała i skierowała się do drzwi.
 – Uśmiechaj się – powiedziała, patrząc na niego i wyszła.

Ginny poznała każdy zakamarek domu i była nim zachwycona. Jedyne co ją przerażało to wyobrażenie, że Voldemort panoszył się po tych korytarzach.
 – Lucjuszu, masz taką piękną, małą jadalnię – powiedziała, gdy siedzieli przy śniadaniu. – Moglibyśmy tam spożywać posiłki?
 – Dlaczego?
 – Tu jest tak… poważnie – powiedziała niepewnie. – A tam byłoby przytulnie.
 – Jak chcesz – warknął.
 – Naprawdę? – zapytała.
 – A co, głucha jesteś? – Spojrzał na nią groźnie.
 – Och dziękuję – zawołała, wstała i rzuciła mu się na szyję. Nie wiele myśląc, pocałowała go w policzek i zaraz się odsunęła. – Przepraszam – wyszeptała zarumieniona i usiadła z powrotem na swoim miejscu.
 – Nie masz za co – odpowiedział, patrząc na nią zaskoczony.
Ginny uśmiechnęła się do niego i zabrała do jedzenia.
 – Wiesz, zastanawiałam się, czy przeszedłbyś się ze mną do parku? – zapytała, gdy już skończyli posiłek.
 – Nie sądzę, żeby…
 – Możemy iść o piątej rano, wtedy prawie nikogo nie będzie – przerwała, domyślając się, że nie chce się pokazywać w miejscach publicznych.
 – Dobrze – zgodził się.
Ginny z trudem opanowała się, by znów nie pocałować go ze szczęścia.

Obudziła się o czwartej, ubrała się szybko i zbiegła do kuchni, by przygotować śniadanie.
 – Dzień dobry, Pani Ginny – powiedziała Mrużka, kłaniając się. – W czym mogę pomóc?
 – Poradzę sobie – odparła z uśmiechem i zabrała się za szykowanie jedzenia.
Mieszkała już tu miesiąc, więc skrzaty przyzwyczaiły się, że to ona zajmuje się gotowaniem.
O piątej weszła po schodach i niepewnie otworzyła drzwi do sypialni Lucjusza. Leżał w łóżku, kołdra sięgała mu do pasa, odkrywając nagą i wysportowaną klatkę piersiową.
Podeszła na palcach i pochyliła się nad nim.
 – Lucjuszu – powiedziała, dotykając jego ramienia.
Nagle znalazła się w łóżku, przygnieciona ciałem blondyna.
 – Co tu robisz? – zapytał zaspanym głosem.
 – Ja… – zająknęła się, nagle nie wiadomo kto złączył ich usta w pocałunku. Całowali się namiętnie, nagle Ginny wyswobodziła się i wyskoczyła z łóżka. – Wstawaj, idziemy na spacer – powiedziała i wybiegła z sypialni.
Na korytarzu oparła się o ścianę i schowała twarz w dłoniach. Jedyne co jej przychodziło do głowy, to myśl, że Lucjusz wspaniale całuje i chciałaby jeszcze.
Spacerowali po parku, lecz Ginny czuła się skrępowana. Nie żartowała, odpowiadała półsłówkami. Nagle Lucjusz wziął ją w ramiona i pocałował czule.
 – Co… – wyjąkała, gdy oderwali się od siebie.
 – Jeżeli będziesz się tak zachowywać, za każdym razem będę cię całował – zagroził.
Ginny od razu się rozluźniła.
 – O jejku, tylko nie to – krzyknęła, udając przerażoną.
 – Powinnaś się leczyć – mruknął Malfoy.
 – Uzdrowiciel powiedział, że nie ma dla mnie ratunku – powiedziała poważnie i puściła do niego oczko.
 – Nie wątpię – zaśmiał się Lucjusz.
 – Ej, z grzeczności mógłbyś zaprzeczyć – oburzyła się.
 – Nie sądzę – odparł.
 – Nie wątpię, nie sądzę – mruknęła przedrzeźniając go. – Twój słownik jest bardzo ubogi jak na arystokratę!
 – Czy ty się ze mnie śmiejesz? – zapytał groźnie.
 – I znowu się zaczyna – westchnęła ciężko. – Lucjuszu, czy ty uważasz, że byłabym taka nieodpowiedzialna i dziecinna i śmiałabym się z ciebie?
 – Tak – odparł stanowczo.
 – I masz rację – krzyknęła radośnie i zaśmiała się, gdy przewrócił oczami.
 – Jesteś niemożliwa – warknął.
 – Oczywiście – przytaknęła poważnie.
 – Jesteś walnięta – mruknął.
 – Jestem!
 – Dlaczego się zgadzasz? – zdziwił się.
 – Słyszałam, że wariatom się przytakuje – odpowiedziała z promiennym uśmiechem.
 – Zabiję cię – powiedział.
 – Wielu próbowało, ale jakoś się im nie udało – odpowiedziała, wzruszając ramionami. – Wiesz, jakbyś mnie zabił, nie miałby kto cię rozśmieszać – powiedziała poważnie.
 – To byłaby WIELKA strata – mruknął, patrząc na nią uważnie.
 – Czy ty czepiasz się mojego wzrostu? – zapytała oburzona, stając przed nim i zadzierając głowę do góry, by spojrzeć w jego oczy.
 – Zgadłaś – powiedział z szyderczym uśmiechem.
 – Nie jestem niska! – odparła poważnie. – Jestem normalnego wzrostu, to ty jesteś za wysoki!
 – Na pewno – zaśmiał się.
 – Oczywiście – powiedziała i pokazała mu język.
 – Zachowuj się – ostrzegł.
 – A jak nie, to co? – zapytała, przekrzywiając głowę.
 – To – mruknął i pocałował ją namiętnie.
 – Wiesz, coraz bardziej mi się to podoba – wyszeptała, gdy oderwali się od siebie.
 – Mi też – przyznał i teleportował ich z powrotem do Malfoy Manor.
Znów złączyli usta w pocałunku. Lucjusz wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni. Chwilę później leżała już naga na łóżku. Blondyn pochylił się nad nią i zaczął pieścić jej piersi. Ginny jęknęła, gdy wziął sutek w usta.
Rozszerzyła nogi, prosząc go, by w nią wszedł. Lucjusz usiadł na łóżku, rudowłosa dosiadła go i krzyknęła cicho, gdy nadziała się na jego penisa.
Ginny podskakiwała, nadziewając się na jego wielkiego penisa, a Malfoy pieścił jej piersi, co potęgowało rozkosz. Gdy szczytowała, połączyła się z Lucjuszem namiętnym pocałunkiem, kiedy poczuła, jak wytrysnął w jej wnętrze.
 – Co my zrobiliśmy? – wyszeptała, gdy leżała w ramionach blondyna.
 – Kochaliśmy się – odparł.
 – Żałujesz? – zapytała cicho.
 – Nie, a ty?
 – Nie – odpowiedziała stanowczo.
 – Więc nie ma się czym przejmować – powiedział.
 – Nie ma – mruknęła.
Chyba, że się od ciebie uzależnię – pomyślała, wtulając się w niego mocniej.
Od tego dnia ich wzajemne stosunki pozostały bez zmian, jednak noce spędzali razem. Ginny z każdym dniem coraz bardziej zakochiwała się w blondynie. Opowiedziała o wszystkim tylko Hermionie, która stanęła na wysokości zadania i nie krytykowała, tylko wspierała ją.
Minął następny miesiąc, obudziła się rano i ze zdziwieniem odkryła, że jest sama w łóżku. Poszła do swojej sypialni, wzięła prysznic, ubrała się i zeszła szybko na dół.
 – Dlaczego wstałeś tak wcześnie? – zapytała, siadając przy stole.
 – Wychodzę – powiedział beznamiętnie.
 – Gdzie? – zdziwiła się.
 – Do firmy – odpowiedział.
 – Wspaniale – ucieszyła się. – A o której wrócisz?
 – Nie wiem – warknął i nie spojrzawszy na nią, skierował się w stronę kominka.
 – Ale… – zaczęła.
 – Musimy porozmawiać jak wrócę – powiedział i zniknął.
 – Co się stało? – wyszeptała zdumiona.
Przez cały dzień nie mogła znaleźć sobie miejsca, bała się tej rozmowy.
Lucjusz wrócił po dziesiątej wieczorem, Ginny czekała na niego w salonie. Podszedł do niej i wręczył sakiewkę pełną złotych galeonów.
 – Po co mi to dajesz? – zapytała, patrząc na niego nic nie rozumiejąc.
 – To są pieniądze na Twoją operację – powiedział beznamiętnym tonem. – Możesz się spakować i odejść.
Powiedziawszy to, ruszył do drzwi.
 – A jeżeli ja nie chcę odchodzić? – zapytała, na co on odwrócił się do niej zdumiony.
 – Dlaczego? – zapytał.
 – Może dlatego, że jestem tu szczęśliwa? Że nie chcę zostawiać cię samego? Nie potrzebuję już operacji, uzdrowiciel powiedział, że noga sama się zagoiła! – mówiła, zbliżając się do niego. – Pozwól mi zostać, proszę!
 – Pod jednym warunkiem – powiedział poważnie.
cdn...

niedziela, 6 października 2013

Sowa

W czwartek dodam pierwszą część mini opowiadania ( Będzie miało dwie części).
Co do bohaterów... będzie niespodzianka :-)

Mam też pytanie.... Usunął mi się gadżet - TEKST , nie dam rady go przywrócić , cały czas wyskakuje Invalid widget: Text1
Error 400   , inne gadżety mogę dodawać normalnie... Wie ktoś jak sobie z tym poradzić?


Udało się!! Dzięki Alice :-) Zamiast gadżetu TEKST dodałam HTML/JavaScript Dodaj
 

czwartek, 3 października 2013

Wszystko jest możliwe


- Kiedy przyjdzie Hermiona?-  Harry usłyszał pytanie, wołającej z kuchni Ginny.
- Za godzinę – odkrzyknął- Zastanawiam się co to za niespodzianka.
- Ja też- powiedziała rudowłosa, stając w drzwiach salonu – Mam nadzieję, że jest szczęśliwa.
- Jeżeli nie, zrobię wszystko by to zmienić- zapewnił Potter stanowczo, patrząc na żonę.
- Wiem Harry- odarła delikatnie Ginny, podchodząc do męża i przytulając go- Dalej nie mogę uwierzyć, że Ron zostawił ją, tylko dla tego, że przez tortury Bellatriks prawdopodobnie nie może mieć dzieci.
- Dla mnie to też  niepojęte - powiedział Harry- Nie jest już chłopakiem, z którym się zaprzyjaźniłem na pierwszym roku.
- Zmienił się – rudowłosa, spojrzała na męża z nadzieją- Hermiona zasługuje na szczęście i je znajdzie, prawda?
- Prawda- zapewnił Harry z uśmiechem.
Po godzinie rozległo się pukanie do drzwi, Ginny z piskiem pobiegła i otworzyła je gwałtownie, by po chwili ściskać mocno przyjaciółkę.
- Gin dusisz mnie- zaśmiała się Hermiona.
- Ja też chcę, przytulić Mionke- odezwał się Harry stając za żoną, która zrobiła mu miejsce i z uśmiechem obserwowała jak mąż wita się z Hermioną.
- Chodźmy do salonu – zaproponowała Ginny, gdy rozsiedli się wygodnie, spojrzała na Hermi uważnie- Cieszę się, że wróciłaś! Co robiłaś przez te dwa lata? Dlaczego nie mogłaś napisać w liście imienia faceta z którym się spotykasz? Co to za niespodzianka? Czy je…
- Gin spokojnie- przerwał jej Harry ze śmiechem- Daj jej odetchnąć, dopiero co przyszła.
- Przepraszam Mionka- powiedziała rudowłosa, patrząc na przyjaciółkę przepraszająco.
- Nie masz za co- zapewniła Hermiona, po czym spoważniała- Odpowiem na wszystkie pytania, ale musicie obiecać mi, że postaracie się mnie zrozumieć.
- Obiecuje- powiedziała Ginny od razu, Harry przytaknął żonie i wspólnie spojrzeli na brązowowłosą.
-No więc, jak wiecie po rozstaniu z Ronem, wyjechałam do Australii, pobyć  trochę z rodzicami, którzy odkąd przywróciłam im pamięć, nalegalibym do nich przyjechała, nadrobić ten rok który straciliśmy, tam też spotkałam pewnego mężczyznę …
- Przystojny? Ile ma lat? – zaczęła Ginny, ale widząc karcące spojrzenie męża, przewróciła oczami- No przepraszam, że ci przerwałam Mionka, ale czego się spodziewaliście? Znacie mnie, nie umiem siedzieć cicho!!
- Wiemy- mruknął Harry i musiał uchylać się przed lecącą z kanapy poduszką.
- Mów dalej Hermi, obiecuję, że pozwolę ci dokończyć – powiedziała rudowłosa, a widząc wątpiące spojrzenia, westchnęła- No dobra, wiem że mi się nie uda, więc może ja będę zadawać pytanie, a ty odpowiadać?
-  Tak będzie lepiej- zgodziła się Hermiona i zaśmiała się na widok zachwyconej przyjaciółki – Zaczynaj, wiem że nie możesz wytrzymać.
- Gdzie go poznałaś?
- Wybrałam się na spacer, nad ocean późnym wieczorem, spotkałam go na mojej  ulubionej dzikiej plaży, o której nie wie prawie nikt.
- Jak ma na imię?
- Severus- odparła rumieniąc się Hermiona.
- Severus?- skrzywił  się Harry- Źle mi się to imię kojarzy.
- Tak- zgodziła się z nim Ginny- ze Snapem.
Hermiona popatrzyła na nich poważnie, po czym odetchnęła głęboko.
- To był Severus Snape- wyznała.
- Co?!- zawołała zdziwiona Ginny.
- Miona, jaka jest szansa, że to nie jest nasz były profesor?
- Znikoma – odparła cicho.
- Ale… no…jak?- jąkała się rudowłosa, patrząc na przyjaciółkę.
- Spotkaliśmy się, zaczęliśmy rozmawiać … okazało się, że spędza tam wakacje, spędziliśmy następne dwa tygodnie razem.. no a potem..- przerwała  uśmiechając się marzycielsko.
- Co się stało potem?- zapytał Harry.
- Severus musiał wrócić do Hogwartu, ale ….no jak mam wam to powiedzieć?- wykrzyknęła wstając.
- Mionka, czy ten skur… zrobił ci krzywdę?- zapytał Harry patrząc na przyjaciółkę ze zmarszczonymi brwiami.
- Co? Nie, nie- zaprzeczyła gwałtownie- On nie mógł mnie skrzywdzić.. to znaczy mógł, ale nie zrobił tego.
- Jak to mógł?- zdziwiła się Ginny.
- Jak by wyjechał zostawiając mnie – wyszeptała, po czym spojrzała przyjaciołom w oczy- Zakochałam się w nim i miałam nadzieję, że on też do mnie coś czuje. I byłam naprawdę szczęśliwa, gdy okazało się, że też mnie kocha i to od mojego ostatniego roku w Hogwarcie!
- Snape cię kocha?- Harry nie wyglądał na przekonanego.
- Poprosił mnie o rękę – wyznała Hermiona z promiennym uśmiechem- A ja się zgodziłam.
- Wychodzisz za Snape’a?- wykrzyknął Potter w szoku.
- Nie, nie wychodzę za niego Harry- zaprzeczyła Hermiona- Ja już za niego wyszłam.
Ginny wymieniła zaszokowane spojrzenie z mężem, po czym zwróciła spojrzenie na stojącą kobietę.
- Kiedy?- zapytała.
- Rok temu - odpowiedziała brązowowłosa z przepraszającą miną – Nie chcieliśmy tego rozgłaszać, Dumbledore udzielił nam ślubu w Hogwarcie, świadkami byli tylko moi rodzice i Minerwa.
- Dlaczego nam nie powiedziałaś? Myślałam że jesteśmy przyjaciółkami!!- Ginny oskarżycielsko spojrzała na Hermionę.
- Jesteśmy Gin, ale zrozumcie, wyszłam za człowieka, którego w szkole nienawidziliśmy, choć wiedzieliśmy, że jest szpiegiem, nie ufaliśmy mu, a ja na siódmym roku spojrzałam na niego inaczej, sądziłam jednak, że nadal widzi we mnie małą- wiem- to-wszystko, więc nie próbowałam się do niego zbliżyć, gdy spotkaliśmy się prawie półtora roku temu, okazało się, że on mnie kocha, ja jego, Severus poznał moich rodziców, ostatniego dni jego pobytu  poprosił mnie o rękę, chcieliśmy pobyć we dwoje, więc wzięliśmy cichy ślub i zamieszkaliśmy w jego domu.
- Gdzie jest ten dom?- zapytała Ginny.
- W Szkocji- powiedziała Hermiona.
- Mionka, nadal nie rozumie dlaczego nam nie powiedziałaś- odezwał się Harry.
- Bałam się – wyznała, a gdy spojrzeli na nią zdumieni wytłumaczyła-  Bałam się, że się ode mnie  odwrócicie, gdy dowiecie się, że zostałam żona Severusa.
- Hermi, jesteśmy zawiedzeni, że nam nie zaufałaś – powiedziała poważnie Ginny, lecz gdy ujrzała łzy w oczach przyjaciółki, podeszła do niej i przytuliła- Lecz jako twoi przyjaciele, cieszymy się twoim szczęściem.
- Naprawdę?- zapytała, patrząc na nich z nadzieją.
- Naprawdę – zapewnił Harry z uśmiechem i także podszedł do niej, po czym przytulił, obie kobiety.
- To faktycznie była niespodzianka- powiedziała ze śmiechem Ginny, gdy znów usiedli.
- Ale to nie była ta niespodzianka- odezwała się z promiennym uśmiechem Hermiona.
- Nie?- zdziwił się Harry.
- Nie- zaprzeczyła Hermiona.
- Więc…- ponagliła ją Ginny, patrząc na nią uważnie.
- Jestem w ciąży – wyznała Hermiona.
- W  ciąży?- zdumiał się Harry- Ale ty nie mogłaś..to znaczy..
- Okazało się, że z odpowiednim mężczyzną, mogłam– powiedziała z uśmiechem.
- To wspaniale- zawołała rudowłosa i znów uściskała przyjaciółkę- Który miesiąc?
- Trzeci- odparła Hermiona.
- Gratuluje - powiedział Harry z uśmiechem- A jak zareagował Snape?
Hermiona roześmiała się, przyjaciele spojrzeli na nią uważnie.
- Mionka co cię tak śmieszy? –zapytała Ginny.
- Severus, gdy dowiedział się, że będziemy mieć dziecko, wyszedł z domu i wrócił po trzech godzinach z dziesięcioma książkami na temat dzieci, z dziecięcą miotłą wyścigową i całą masą zabawek.
- Żartujesz?- Ginny ze śmiechem zadała pytanie.
- Naprawdę, jest zachwycony, że  jestem w ciąży- zapewniła Hermiona radośnie.
- Cieszę się – powiedziała rudowłosa – Więc, jeżeli wyszłaś za Snape’ a i spodziewasz się jego dziecka, powinnyśmy się z nim spotkać, nie sądzisz?
- Wiem, o tym i dlatego chciałam was zaprosić na kolacje w piątek- odparła Hermiona.
- Z przyjemnością byśmy do Was przyszli, ale w piątek organizujemy przyjęcie- powiedziała Ginny i spojrzała na przyjaciółkę z uśmiechem- Przyjdźcie z Severusem, będą wszyscy…
- Nie wiem czy to dobry pomysł- Hermiona nie wyglądała na przekonaną.
- Będzie dobrze Mionka – zapewnił Harry- Przyjdziecie?
- Tak- zgodziła się Hermiona z niepewnym uśmiechem.

- Nie wierzę, że tu jestem- mruknął Snape stojąc z Hermioną przed drzwiami domu Potterów.
- Zgodziłeś się- powiedziała z uśmiechem brązowowłosa.
- Nie miałem innego wyjścia- warknął- Weszłaś do sypialni jedynie w mojej koszuli, wiesz jak na mnie działasz i to wykorzystałaś!
- Możliwe- wyszeptała i szybko pocałowała go w policzek, po czym zapukała do drzwi.
Już po chwili stała przed nimi roześmiana  Ginny.
- Witam – powiedziała i uścisnęła Hermionę, po czym podeszła do Severusa- Sądzę, że najrozsądniej będzie, gdy będziemy zwracać się do siebie po imieniu.
- Dobrze Weasl… Ginewro- odparł sztywno, po czym wszedł za kobietami do domu.
- Mionka- zawołał Harry i wszystkie głowy zwróciły się na dziewczyny.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, widząc wszystkich Wesleyów, Członków Zakonu, byłych kolegów ze szkoły.
- Hermionko jak się cieszę, że wróciłaś- powiedziała radośnie Pani Weasley i przytuliła ją mocno.
- Molly zgnieciesz ją- warknął Snape, dopiero teraz wchodząc.
- Severusie- odezwał się Pan Weasley, podchodząc do niego – Nie wierzę, że przyszedłeś,   Harry mówił, że zostałeś zaproszony, ale nie dawałem wiary, że cię tu zobaczymy.
- Zostałem zmuszony- powiedział Snape, ze złością patrząc na Hermionę,   już miał dość a to był dopiero początek.
- Hermiono – powiedział Ron podchodząc do brązowowłosej – Jak miło cię widzieć.
- Ciebie trochę mniej- odparła chłodno i poszukała wzrokiem Mistrza Eliksirów, który wyszedł z pokoju z  Dumbledorem, Lupinem, Panem Weasley i McGonagall.
- Co u ciebie słychać?- zapytał rudzielec z wymuszonym uśmiechem.
- A co cię to obchodzi?- odpowiedziała pytaniem na pytanie.
- Próbuję być miły- warknął – Mama mnie o to prosiła.
- Nie poświęcaj się Ronald- powiedziała zimno.
- Granger, nie zachowujesz się jak dziecko-  odparł  głośno-  Mama mnie zmusiła, żebym z tobą porozmawiał, więc postaraj się to przetrwać!!
- Jesteś kretynem Ronald- prychnęła Hermiona.
- Może jestem kretynem, ale ja przynajmniej będę mieć dzieci- krzyknął Ron, patrząc na nią z triumfalnym uśmieszkiem.
- Ronald!- krzyknęła zbulwersowana Pani Weasley, wszyscy patrzyli w szoku na dwójkę byłych przyjaciół.
Hermionie stanęły w oczach łzy, nie mogła uwierzyć, że mógłby być taki podły.
- Co tu się dzieję?- warknął Snape i ujrzawszy łzy żony, podszedł do niej szybko i nie zważając na zaszokowane spojrzenia przytulił mocno- Co się stało?
- Nic- wyszeptała i wtuliła się w niego mocno.
- Nie dotykaj jej  Snape- wykrzyknął Ron.
- On ma prawo mnie dotykać Ronald- powiedziała gniewnie Hermiona.
- To jest stary nietoperz- krzyknął Ron- To..
- To mój mąż- przerwała mu Hermiona.
W pokoju zaległa cisza.
- Mąż?- zapytała Pani Weasley.
- Tak mąż- przytaknęła Hermiona z promiennym uśmiechem- Jesteśmy od roku małżeństwem.
- Jak? – zapytała zdumiona Tonks.
- Mam ci to wytłumaczyć?- zapytał Snape, unosząc wysoko brew.
- Nie musisz- odpowiedziała Nimfadora rumieniąc się.
- Byłaś tak zdesperowana, że musiałaś wyjść za jedynego faceta, który zgodził się być z tobą bez dzieci?- zapytał Ron, z krzywym uśmieszkiem.
- Ron uspokój się, albo wyjdź- powiedział Harry stając obok przyjaciół.
- Tylko zapytałem- obruszył się rudowłosy.
- Radzę ci nie zadawać tak durnych pytań, bo jeżeli jeszcze raz zdenerwujesz moją żonę i dziecko to pożałujesz- powiedział Snape głosem ociekającym jadem.
- Dziecko?- zapytała Pani Weasley.
- Jestem w ciąży- odezwała się Hermiona – W trzecim miesiącu.
- Och gratuluję kochani- zawołała Pani Weasley i chwyciła ją w objęcia.
- Nie możesz mieć dzieci- odezwał się Ron w szoku.
- A jednak mogę – odparła Hermiona uśmiechając się  radośnie.
- Okłamałaś mnie?- zapytał wściekły- Przyznaj się, już gdy byliśmy razem, spotykałaś się z nietoperzem!
- Nie spotykałam się wtedy z nikim z wyjątkiem ciebie! – powiedziała głośno- To ty zabawiałeś się na boku i zostawiłeś mnie, gdy okazało się, że nie jest pewne czy mogę mieć dzieci!
- Ty..- zaczął Weasley, lecz przerwał przerażony, gdy Snape stanął przed nim.
- Podnieś jeszcze raz głos na moją żonę, to pożegnasz się z tym światem!- warknął groźnie.
- Ronald przeproś Hermionę- powiedziała ostro Pani Weasley, patrząc na najmłodszego syna.
-Przepraszam i do widzenia – mruknął Ron i wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
- Kretyn- mruknął Fred.
- Kretyn do potęgi- powiedział George.
- Nie przejmujmy się nim- odezwał się Pan Weasley– Gratuluję ci Hermiono i tobie Severusie.
- Dziękuję – powiedziała z uśmiechem Hermiona, przytulając się do męża.
 - No więc jeżeli już jesteśmy w tak dobrych nastrojach, wznieśmy toast!- wykrzyknął radośnie Harry- Profesorze Dumbledore może Pan?
- Z przyjemnością Harry – powiedział i zwrócił się do wszystkich, gdy Ginny rozdawała z pomocą Hermiony  szampana- Jesteśmy tu by świętować  każdy nowy dzień, wśród najbliższej rodziny i przyjaciół, większość nas nie sądziła że przeżyje wojnę – zwrócił wzrok na Snape’a  obejmującego czule Hermionę  i na Harrego uśmiechającego się do żony-  Było ciężko, lecz wojna niesie jedną rzecz za którą powinniśmy być wdzięczni… niesie zrozumienie, że życie bez miłości nie jest nic warte, że bez niej nie mamy siły wstać rano z łóżka, że bez rodziny i jej wsparcia czujemy się bezbronnymi dziećmi, którzy nie umieją sobie poradzić… Więc dziś wznieśmy toast za tych co polegli i za nas którzy przeżyliśmy!!
Wszyscy wznieśli kieliszki z szampanem,   w wypadku Hermiony z sokiem i wypili toast.
- To było piękne Albusie- załkała Pani Weasley.
- Prawda- potwierdziła McGonagall.
- Może przejdźmy do radośniejszych spraw!- zaproponowała Fleur i zwróciła się do Hermiony i Severusa- Wiecie już czy to chłopiec czy dziewczynka?.
- Wiemy – odparła z rozmarzonym spojrzeniem.
- Więc co to będzie?- zapytała entuzjastycznie Tonks.
- Dziecko- warknął Snape, czym spowodował wybuch śmiechu u wszystkich, natomiast u Tonks rumieniec.
- Dziewczynka- sprostowała Hermiona.
- Oj córeczka- zawołała Pani Weasley z uśmiechem- Już widzę, jak ta mała kruszyna owija sobie Severusa wokół paluszka!
- Tego jestem pewna- odpowiedziała Hermiona, nie przejmując się wściekłym spojrzeniem męża.
-  Jakim mężem jest nasz ukochany…- zaczął Fred.
- … profesor- dokończył George puszczając do Hermiony oczko.
- Zazdrosnym- wycedził Snape, na co George schował się za brata.
Wszyscy w dobrym humorze opuszczali dom Potterów.

Gdy Hermiona wyszła z łazienki spojrzała z uśmiechem na męża leżącego na łóżku i czytającego książkę. Położyła się obok, mężczyzna nie odrywając wzroku od książki objął ją jednym ramieniem, przyciągając do siebie. Była  Gryfonka mruknęła zadowolona i wtuliła się w męża.
- Severusie, miło dzisiaj było, prawda?- zapytała całując go w szyje.
Snape westchnął i zamknął książkę.
- Teraz będzie ta część wieczoru w której ty mówisz, ja słucham i ci potakuje, prawda?- zapytał.
- Tak- zaśmiała się – Więc, cieszę się, że tam poszliśmy, mieliśmy szanse spotkać się ze wszystkimi i ogłosić, że spodziewamy się dziecka!
- Mhh- mruknął Snape w odpowiedzi.
- Choć Ron, mnie zranił swoją postawą, cieszę się, że inni przyjęli wieść o naszym małżeństwie z radością!
- Mhh!
- Chcę się z tobą kochać! Teraz tutaj- powiedziała Hermiona z wysoko uniesionymi brwiami.
- Mhh!
- Nie słuchasz mnie!- zawołała oburzona i odwróciła się do niego plecami.
- Słucham!!- oburzył się Snape.
- Tak?!- zapytała odwracając się w jego stronę  z poważną miną- To co powiedziałam?
- Że  cieszysz się, że będziemy mieli dziecko- warknął.
- Severus!- powiedziała ze smutną minką- Nie słuchałeś mnie!!
- Skarbie, przecież wiesz że takie rozmowy są ze mną niemożliwe!- warknął przytulając ją do siebie i pocałował ją w czoło.
- Wiem- westchnęła Hermiona- Ale warto próbować.
- Nadzieja matką głupich- powiedział Snape z wrednym uśmiechem.
- Kocham cię – wyszeptała całując go czule.
- Ja ciebie też – wymruczał i pocałował ją namiętnie.
- Skończyłeś czytać?- zapytała z uwodzicielskim uśmiechem.
-A masz jakiś pomysł?- zapytał całując ją czule.
- Nawet kilka- zaśmiała się gdy Snape wyrzucił książkę.
- Więc zaczynajmy- wymruczał jej do ucha po czym pocałował żonę namiętnie.
-  Ale ja miałam na myśli składanie łóżeczka dla dziecka- powiedziała poważnie, gdy oderwali się od siebie.
- Że co?!- zapytał zaskoczony.
- No wiesz, wiem że jeszcze dużo czasu, ale …- zaczęła, Snape popatrzył na nią mrużąc oczy.
- Żartujesz, prawda?- wysyczał.
- Prawda- zaśmiała się i zarzuciła mu ramiona na szyje i pocałowała go namiętnie.
- Moja wkurzająca Gryfonka- mruknął rozbierając Hermionę.
- Mój wredny Ślizgon- odparła i pocałowała go gorąco.