piątek, 23 stycznia 2015

Ron... ty kretynie!

Ron. . . ty kretynie!

Obiecałam, więc jest!
Szczerze nie jestem z niej zadowolona, ale mam nadzieję, że nie jest najgorsza ;)
Pozdrawiam :)
Beta: Kite Millie

 – Kiedy zjawi się Charlie? – zapytała podekscytowana Ginny.
 – Powinien pojawić się jutro – odpowiedziała pani Weasley z uśmiechem. – Tak się cieszę, że znowu będę miała was wszystkich przy sobie i jeszcze wróci Hermiona!
 – Hermiona? – Ron oderwał wzrok od czasopisma na temat Quidditcha. – Skąd wiesz?
 – Nie twoja sprawa – warknęła Ginny, patrząc na brata ze złością.
 – To moja przyjaciółka! – oburzył się.
 – Zadziwiające, że teraz o tym pamiętasz – odgryzła się.
 – Ginewro! – pani Weasley uspokoiła córkę i spojrzała z naganą na syna. – Ronaldzie, wszyscy pamiętamy, jak haniebnie zachowałeś się dwa lata temu!
Rudzielec wzruszył ramionami i na nowo zagłębił się w czytanym magazynie.
Po chwili jednak spojrzał w okno, przypominając sobie to zdarzenie: dzień po wygranej bitwie.

Wiedział, że powinien być z Hermioną. Leżała w skrzydle szpitalnym po tym, jak została ranna w starciu z Lucjuszem Malfoyem. Na szczęście jej obrażenia nie były poważne, ale musiała zostać pod opieką madame Pomfrey przez trzy dni…
Niby wszystko było dobrze, Harry pokonał Voldemorta, cała jego rodzina była cała i zdrowa, a Hermiona…
Hermiona wracała do zdrowa, lecz nie wszystko będzie takie same… Na twarzy Gryfonki widnieje teraz blizna ciągnąca się przez prawy policzek…
Ron czuł coś do Hermiony przed bitwą, ale widząc ją bladą i z opatrunkiem na policzku… Porównał ją do Lavender, która miała piękną, gładką skórę i chciała znowu z nim być!
Rudzielec nie był w stanie spojrzeć w oczy Hermionie, wiedząc, że musi jej wyznać, iż zamierza wyjechać z blondynką za granicę, więc napisał list, w którym wszystko wyjaśniał, po czym opuścił Anglię, by wrócić po dwóch latach. Bez Lavender, która niestety zostawiła go dla jednego z szukających drużyny włoskiej…
Gdy powrócił do Nory, cała rodzina zachowywała się dziwnie, jakby coś przed nim ukrywała. Gdy zapytał, czy mieli kontakt z Hermioną, Ginny prychnęła, mówiąc, że nie jest to jego sprawą, natomiast pani Weasley zapewniła go, że Hermiona jest szczęśliwa.
Harry, który zaręczył się z Ginny, na początku był na niego wściekły za to, jak potraktował Mionę i choć wybaczył mu, nie chciał nic mówić na temat Hermiony.

 – Ile jeszcze? – Ron usłyszał szept bliźniaków i spojrzał na nich z ciekawością.
 – Chwila – mruknął George, patrząc z uśmiechem na zegar.
 – Uda się? – zapytał Fred.
 – A kiedyś się nie udało?! – oburzył się George, a po chwili milczenia spojrzeli na siebie ze strachem.
 – Raz czy dwa…
 – Każdemu zdarzają się pomyłki…
 – Przecież nic im się nie stanie…
 – Prawda?! – zapytali siebie nawzajem.
 – Co wy tam knujecie? – odezwała się pani Weasley, patrząc podejrzliwie na synów.
 – My? – oburzył się Fred.
 – Jak możesz tak nawet myśleć? – dołączył do niego George.
pani Weasley chciała odpowiedzieć, lecz przerwał jej trzask i na środku salonu pojawiła się brązowa kanapa, a na niej…
 – Charlie! Hermiona! – wykrzyknęła podekscytowana Ginny.
 – Co to ma znaczyć?! – Ron gwałtownie wstał, patrząc z niedowierzaniem na śpiącego brata tulącego do siebie Hermionę!
 – Zamknij się idioto – mruknął Charlie, nie otwierając oczu i przytulił Hermionę mocniej.
 – Kochanie, obudź się – poprosiła pani Weasley.
 – Mamo, co ty robisz w Rumuni? – zapytał Charlie, ziewając, po czym otworzył oczy i przeklął.
 – Co się stało? – mruknęła zaspanym głosem Hermiona i pisnęła, widząc Rona. – Co ty tutaj robisz? – Rozejrzała się dokoła. – Co my robimy w Norze?
 – Udało się! – Bliźniacy przybili sobie piątkę.
 – To wasza sprawka? – zapytał poważnie pan Weasley.
 – Tato, nasz wynalazek działa! – wytłumaczył podekscytowany Fred.
 – Zarobimy majątek – ekscytował się George.
 – Magiczne dowcipy Weasleyów właśnie zyskały nowy, wspaniały produkt! – krzyknęli, podbiegając do Charlie'ego i Hermiony. – Czuliście coś? Były jakieś problemy?
 – Zabiję was – warknął Charlie. Dopiero wtedy bliźniacy przypomnieli sobie, że zadarli ze starszym bratem, dobrze zbudowanym, wysportowanym i umiejącym się zemścić jak mało kto! Przecież na co dzień pracuje z groźnymi gadami! Więc co trudnego w złapaniu i ukaraniu dwóch rudzielców?
 – Nic wam nie groziło – wyjąknął Fred.
 – Zrobiliśmy jeden test – mruknął George.
 – Na kim? – Hermiona wstała z kanapy i spojrzała na nich z rękami na piersi.
 – Na gnomie – odpowiedział Fred i wraz z bratem wybiegli z pokoju, widząc mordercze spojrzenie Charlie’ego.
 – Ja ich zabiję – warknął najstarszy z braci.
 – Pomogę ci. – Hermiona westchnęła i uśmiechnęła się do Ginny. – Stęskniłam się!
 – Ja też! – rudowłosa przytuliła ja mocno. – Tak się cieszę, że was widzę!
 – Jak się czujesz Hermionko? – zapytała pani Weasley, mocno przytulając byłą Gryfonkę.
 – Bardzo dobrze – odpowiedziała z uśmiechem.
Ron stał bezruchu, lecz po chwili otrząsnął się.
 – Co ty robiłaś na tej kanapie z Charlie'em?! – wykrzyknął. – Gdzieś była przez dwa lata?!
 – Nie twój interes – warknął Charlie, stając przed nim. – Zbliż się do niej, a ostrzegam, że będziesz błagał Merlina o Avadę!
 – Chcę porozmawiać z przyjaciółką…
 – Hermiona nie jest już twoją przyjaciółką kretynie – przypomniał Charlie. – Straciłeś swoją szansę, gdy zostawiłeś ją dla tej pustej blondynki!
 – Wyjaśniłem wszystko w liście! – wykrzyknął Ron.
Charlie podszedł do Hermiony i odwrócił ją do siebie tyłem.
 – Wyjdź skarbie – poprosił i wyciągnął różdżkę.
 – Co ty chcesz zrobić? – zapytała Hermiona, odwracając się i przypadając do rudzielca.
 – Mam zamiar wbić trochę rozumu w pustą głowę mojego brata – warknął Charlie. – Powinienem zrobić to już dawno!
 – Charlie – Hermiona chwyciła go za rękę i pociągła do siebie – proszę, nie rób nic pod wpływem emocji…
 – Emocji? Hermiono przez tego kretyna przez trzy miesiące nie chciałaś spojrzeć w lustro! – wykrzyknął, tracąc cierpliwość. – Dopiero po pół roku zaufałaś mi, gdy mówiłem, że jesteś piękna!
 – Ale ci uwierzyłam – zarumieniła się, spuszczając głowę.
 – To był najwyższy czas – mruknął, przytulając ją i zmusił, by spojrzała na niego. – A teraz proszę cię, wyjdź z Ginny i mamą, ponieważ muszę załatwić sprawę z tym kretynem!
 – Dla Rona nie ma już ratunku – prychnęła Ginny. – Ma mózg mniejszy niż sklątka. . .
 – Chodźmy – przerwała jej pani Weasley i wszystkie trzy wyszły, pozostawiając w salonie pana Weasleya, Charlie'ego i przerażonego Rona….
 – Teraz sobie porozmawiamy – warknął Charlie, patrząc na młodszego brata z nienawiścią.
 – O czym? – Ron próbował grać odważnego. – To, co było między mną i Hermioną…
 – Nic nie było pomiędzy wami! – krzyknął Charlie i chwycił Rona za przód koszuli. – Przez ciebie Miona przez kilka miesięcy była załamana! Jak mogłeś zachować się w tak niedojrzały sposób?!
 – Myślałem, że tak będzie lepiej – wyjąkął.
 – Lepiej? – zadrwił Charlie. – Ciesz się, że nie było cię w pobliżu, gdy Hermiona przybyła do Rumuni! – powiedział, puszczając go i spojrzał na ojca. – Mogę go zabić?
 – Sądzę, że twoja matka jest do niego przywiązana – odpowiedział poważnie pan Weasley.
 – Naszym jakże – odezwał się Fred, wchodząc do salonu.
 – Skromnym zdaniem – dodał George, podążając za bratem.
 – Należy mu się…
 – Avada…
 – No albo…
 – Chociaż zamieńmy…
 – Go w gnoma…
 – Kałamarnicę…
 – Chochlika…
 – Szczura….
 – Ropuchę…
 – Skrzata…
 – Fredzie, chyba…
 – Obraziliśmy te biedne stworzenia…
 – Porównując je…
 – Do tego osobnika…
 – Który podobno…
 – Jest naszym bratem…
 – Ale mamy nadzieję…
 – Że go podmienili!
 – Chłopcy uspokójcie się – poprosił rozbawiony pan Weasley.
 – Hermiona i ja… – zaczął Ron, lecz przerwał na widok zaciśniętej szczęki Charlie’ego.
 – Nie wspominaj o Hermionie w jednym zdaniu ze sobą – warknął.
 – Miałem nadzieję, że będzie szczęśliwa – dokończył, opadając na kanapę.
 – I jest! Ale nie dzięki tobie idioto – powiedział Charlie.
 – Co się wydarzyło? Opowiedz mi! Proszę! – Ron spojrzał na niego poważnie.
Charlie założył ręce na piersi i zapatrzył się w okno…

Wojna pozostawia wiele blizn w sercu, lecz o wiele więcej na ciele.
Hermiona Granger sama mogła się o tym przekonać. Gdy obudziła się w skrzydle szpitalnym po wojnie, pierwsze co zauważyła, to współczujące spojrzenie Ginny.
Okazało się, że zaklęcie, które ją ugodziło, pozostawiło na jej policzku szramę.
Gryfonka nie mogła uwierzyć w to, co widzi w lusterku, które po wielu prośbach i groźbach podała jej Ginny. Blizna ciągła się od kącika ust i znikała pod włosami.
Myślała, że nic gorszego nie może jej już spotkać, jednak myliła się…
Po chwili ciszy Ginny westchnęła głośno.
 – Mój brat jest największym kretynem, jakiego znam – powiedziała i wręczyła jej list. – Mionka, zanim to przeczytasz, pamiętaj, że to idiota i że ja, jak i reszta rodziny cię kochamy!
 – O czym ty mówisz? – Hermiona szybko zaczęła czytać.

Wybacz Mionka
Wiem, że powinienem być przy tobie, ale nie mogę udawać, że to wszystko mnie nie przerosło. Czuję się przytłoczony i muszę przyznać się do czegoś, za co możesz mnie znienawidzić, zwłaszcza, że postanowiliśmy spróbować być razem…
Postanowiłem wrócić do Lavender. Wiem, że to nagłe, ale w czasie bitwy zrozumiałem, że jesteś dla mnie tylko przyjaciółką i…

 – Tylko przyjaciółką – załkała. – Jakby był moim przyjacielem, wspierałby mnie!
 – Hermiono…
 – Chcę zostać sama – odpowiedziała, odwracając się od przyjaciółki.
 – Przyjdę jutro – obiecała Ginny i wyszła, cicho zamykając drzwi.
Hermiona cicho załkała w poduszkę.

Harry i Ginny odwiedzali ją codziennie. Po tygodniu Hermiona miała dość. Chciała wyjść do domu i pobyć chwilę w samotności. Nie wiedziała, że pani Weasley ma lepszy pomysł…
 – Nie zostawimy cię kochanie – pocieszyła ją. – Mój syn… okazał się durniem!
 – Zawsze wiedziałem, że z nim musi być coś nie tak – odezwał się rudzielec, pojawiając się w drzwiach Sali.
 – Charlie – wyszeptała zaskoczona Hermiona.
 – Witaj mała. – Rudowłosy mężczyzna uśmiechnął się do niej. – Podobno nie masz pomysłu na wakacje.
 – Myślałam o przespaniu tych dwóch miesięcy – próbowała żartować.
 – Genialny pomysł – zaśmiał się. – Ale mój jest ciekawszy…

Hermiona obudziła się, słysząc hałas dobiegający z kuchni.
Uśmiechnęła się i niespodziewanie pisnęła. Dawno nie czuła się taka szczęśliwa. Powód?
Rudzielec z tatuażem w kształcie smoka, długimi włosami spiętymi w kucyk i wspaniałym, wysportowanym ciałem…
Po trzech miesiącach doszła do siebie. Zrozumiała, że to Ron okazał się durniem. Nie sądziła, że postępek przyjaciela może przynieś jej szczęście…
Pani Weasley zasugerowała, żeby Hermiona przeniosła się do Rumuni, by pomagać Charlie'emu. . . W czym? Rudzielec często wracał poraniony z pracy. Hermiona wiedziała, że to, co robi, jest niebezpieczne… Jak mógł na co dzień ryzykować życie, stając twarzą w twarz z groźnymi smokami?
Bała się o Charlie'ego. Najpierw sądziła, że jest to spowodowane wdzięcznością za jego pomoc. To on pomału udowadniał jej, że blizna na jej policzku nie jest ważna. To dzięki niemu zaczęła wierzyć, że jest piękna… Dzięki niemu i jego pocałunkom…
Pokochała tego odważnego i szalonego rudzielca…
Wstała szybko i pobiegła do kuchni.
Gdy ujrzała go stojącego jedynie w spodniach od pidżamy z kubkiem kawy w ręce, uśmiechnęła się z czułością.
 – Mogę się przyłączyć? – zapytała, opierając się o framugę.
 – W ostateczności – mruknął, podchodząc do niej i przytulił ją mocno.
Hermiona westchnęła ze szczęścia… Od kilku miesięcy jej życie przypomniało bajkę!
Nie pamiętała o Ronie i jego zdradzie. Układała sobie życie ze wspaniałym człowiekiem i miała nadzieję, że to będzie trwało wiecznie…
 – Musimy porozmawiać – odezwał się po chwili Charlie.
 – O czym? – zapytała z obawą.
 – Chodź – poprosił i chwyciwszy ją za rękę, pociągnął w stronę salonu i usadził na kanapie. – To ważne…
Hermiona zacisnęła ręce na kolanach. Bała się, że Charlie ma jej dość. Przecież to pani Weasley zmusiła syna, by zaopiekował się Hermioną.
Zaopiekował…
Była Gryfonka spojrzała na niego ze strachem.
 – Chcesz, żebym wyjechała? – zapytała, nie mogąc wytrzymać w niepewności.
 – Oszalałaś Granger?! – wykrzyknął i usiadł obok. – Nie wyjedziesz! Przynajmniej mam taką nadzieję…
 – Dlaczego?
 – Dlaczego… dlaczego chcesz tu zostać? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
 – Ponieważ cię kocham – wyszeptała i przytuliła się do niego mocno.
 – Ja ciebie też – odparł z uśmiechem i zaczął bawić się jej włosami. – Więc, jeżeli mnie kochasz i podoba ci się w Rumunii …
 – To? – zapytała, patrząc na niego wyczekująco.
 – To możesz tu zostać – odpowiedział, wzruszając ramionami.
 – Dlaczego mam zostać?
 – Ponieważ tego chcę – warknął.
 – Charlie – wyszeptała i przytuliła się do niego mocniej. – Nie pozbędziesz się mnie!
 – Na to liczę – pocałował ją w czubek głowy.
 – Nie przeszkadzają ci. . . prawda? – zapytała po chwili ciszy.
 – Co? – Rudzielec zmarszczył czoło i zmusił ją, by spojrzała mu w oczy.
 – Moje blizny – mimowolnie dotknęła swojego oszpeconego policzka.
 – Jesteś piękna – powiedział poważnie i pocałował ją delikatnie. – Masz przestać o nich myśleć!
 – Ale…
 – Hermiono, przeszkadzają ci moje blizny? – zapytał zirytowany. – Przez smoki mam je na całym ciele…
 – Odbiło ci! – oburzyła się. – Dlaczego mają mi przeszkadzać? Charlesie Weasley czy ty… – Nagle zamilkła, gdy dotarło do niej, co powiedziała. – Powiedziałeś to specjalnie!
 – Zgadłaś – zaśmiał się.
 – Kocham cię pogromco smoków – wyszeptała z ustami przy jego ustach.

 – Jesteście razem? – zapytał Ron z niedowierzaniem.
 – A co w tym dziwnego? – zakpił Fred.
 – Tylko ty możesz być w związku? – dodał George.
 – Pan Ronald…
 – Dlaczego mi nie powiedzieliście?! – Ron spojrzał na nich ze zmarszczonym czołem.
 – Dowiedziałbyś się jutro – warknął Charlie.
 – Ale…
 – Porozmawiajmy – odezwała się Hermiona, stając w drzwiach.
 – Jesteś pewna? – zapytał poważnie Charlie.
 – Tak – uśmiechnęła się do niego.
Gdy zostali we dwoje, Ron poczuł się nieswojo.
 – Jestem kretynem… tak? – zapytał z nieśmiałym uśmiechem.
 – Coś w tym jest – mruknęła Hermiona, siadając na kanapie.
 – Przepraszam Hermiono! – wykrzyknął Ron. – Wiem, że zachowałem się jak idiota, ale…
 – Nie musisz się tłumaczyć – przerwała mu Hermiona. – Przez jakiś czas byłam zrozpaczona, ale potem… Potem zrozumiałam, że dzięki tobie zbliżyłam się do Charlie’ego.
 – Jesteś szczęśliwa?
 – Bardzo – przyznała i uśmiechnęła się do niego. – Mam nadzieję, że ty też będziesz szczęśliwy!
 – Nie nienawidzisz mnie? – spojrzał na nią z nadzieją.
 – Wybaczyłam ci Ron – odpowiedziała po chwili milczenia. – Może nie będziemy już przyjaciółmi, ale sądzę, że możemy… ze sobą rozmawiać…
 – Ale nie długo – oznajmił Charlie, wchodząc do salonu.
 – Długo wytrzymałeś – zaśmiała się Hermiona.
 – Za długo – odparł rozbawiony rudzielec i przyciągnął ją do siebie. – Jak się czujesz?
 – Wspaniale – powiedziała, zarzucając mu ramiona na szyję.
 – Nasz Charlie jest taki opiekuńczy – zawołał Fred, stając z resztą rodziny i Harrym w drzwiach.
 – To takie słodkie! – wykrzyknął przesadnie zachwycony George.
 – Jak wy głąby będziecie mieli zostać ojcami, zobaczymy, jak będziecie się zachowywać – powiedział Charlie, nie odrywając wzroku od zarumienionej Hermiony.
 – Ojcem? – powtórzył Ron.
 – Będę babcią! – krzyknęła pani Weasley i pobiegła, by uściskać syna i Hermionę.
 – To wspaniale! – dodała Ginny, przytulając się do Harry'ego.
 – Gratuluję! – odezwał się Potter.
Ron patrzył na Hermionę w ramionach jego starszego brata! Charlie! Jak to możliwe, że ta dwójka jest razem? Co by się stało, gdyby nie odszedł? Gdyby nie wybrał Lavender? Czy to on by się teraz cieszył z powodu dziecka? To on byłby ojcem?
Hermiona wtuliła się w Charlie'ego, na co Ron skrzywił się nieznacznie.
Popełnił błąd! Wybrał nie tą kobietę, co powinien! Hermiona…
Choć z blizną na policzku, nadal była piękna! A on? On ją zostawił…
Idiota… Kretyn…

środa, 14 stycznia 2015

W ramionach Ślizgonów




Niezbetowana! 
Mam nadzieję, że się spodoba :)


Ginny westchnęła usłyszawszy Rona kłócącego się z Hermioną.
-Odczep się Ronald!- krzyknęła Hermiona i weszła do pokoju który dzieliła z rudowłosą trzaskając drzwiami- Idiota!
-Wiem o tym od siedemnastu lat- zaśmiała się Ginny.
-Jak ty z nim wytrzymałaś tyle lat?- zapytała Hermiona opadając na łóżko.
-Jestem odporna psychicznie- odparła Ginny i spojrzała na starszą Gryfonkę poważnie- Myślisz, że się nie zorientują?
-Nie sądzę, żeby przyszło im nawet do głowy, że wcale nie jedziemy do mnie- Hermiona machnęła lekceważąco ręką- Ron i Harry są pewni , że spędzimy wakacje z moimi rodzicami!
-Powiedziałam mamie- przyznała Ginny z nieśmiałym uśmiechem.
-Kiedy? Jak zareagowała? – pytała podekscytowana.
-Wieczorem gdy poszłaś poczytać a chłopaki polatać, wzięłam ją na spacer…- Ginny pokręciła z niedowierzaniem głową- Nie chciałam przed nią ukrywać tak ważnej rzeczy… a ona… powiedziała, że wie…
-Jak wie?!- wykrzyknęła zaskoczona Hermiona siadając gwałtownie.
-Powiedziała , że to widać- Ginny zachichotała- O tobie też wie!
-Jak to możliwe?- dziwiła się Hermiona- Przecież jesteśmy ostrożne!
-Moja mama widzi rzeczy , których inni nie zauważają- wytłumaczyła Ginny- Zawsze wie kiedy kłamiemy, kiedy jesteśmy smutni, czy zmartwieni i jeszcze nigdy nie myliła się w ocenie naszych uczuć…
-Jest na nas zła?- w oczach Hermiony pojawił się strach.
-Nie- uspokoiła ją Ginny- Oznajmiła, że po wakacjach mamy wszystkim wyjawić prawdę , żeby nie było już więcej  żadnych tajemnic!
-Czy tak miałyśmy się przyznać- brązowowłosa odetchnęła z ulgą- Tak się cieszę, że wszyscy się dowiedzą!
-Ja też- Ginny się uśmiechnęła- Ale znam jedną osobę która nie będzie z tego powodu zachwycona…
-Ja za to znam osobę, która powie „Nareszcie Granger!”- zaśmiała się Hermiona.
-Najwyższa pora!- powiedziała rudowłosa- Jestem od dwóch tygodni w domu i naprawdę chcę już wracać do Hogwartu.
-Skończyła pani edukacje panno Weasley- odezwała się Hermiona naśladując ton profesor McGonagall.
-Ale coś mnie tam jeszcze trzyma- odpowiedziała niewinnie Ginny- A pani  gdzie podziewała się przez ostatni rok?
-Korzystałam z życia panno Weasley, ponieważ w tym roku miała zacząć staż w Hogwarcie- zaśmiała się Hermiona.
-Harry  i Ron w to wierzą, a to najważniejsze!- podsumowała rozbawiona Ginny.
Lucjusz Malfoy wszedł do Malfoy Manor i zmarszczył czoło na widok skrzata siedzącego na stołku w korytarzu. Gdy stworzenie ujrzało swojego pana, szybko wstało i zaczęło się kłaniać.
-Ja nie chciałem- mówił przerażony- Ja chciałem pracować! Ale…
-Gert teraz ja gotuje!- Malfoy usłyszał stanowczy głos z kuchni- A ty odpoczywasz.
-Ona się nigdy nie zmieni- mruknął Lucjusz i ruszył w stronę kuchni.
-Panie…- zaczął skrzat- Co mam robić?
-To co ci kazano!- warknął.
Gdy wszedł do kuchni oparł się o framugę drzwi i wpatrywał się w brązowowłosą która zawzięcie mieszała w garnku.
-Możesz mi powiedzieć z łaski swojej dlaczego skrzat siedzi nic nie robiąc, a ty gotujesz?- zapytał unosząc wysoko prawą brew.
-Ponieważ, chciałam przygotować samodzielnie romantyczną kolacje- odpowiedziała i szybko do niego podbiegła zarzucając mu ramiona na szyję i pocałowała namiętnie- Tęskniłam za tobą.
-Nie wątpię- wymruczał jej do ucha przyciągając ją bliżej.
-Ale z ciebie romantyk- prychnęła lecz zaraz uśmiechnęła się promiennie- Dobrze być w domu!
-Tutaj twoje miejsce- warknął i chwyciwszy ją za ręce wyniósł z kuchni- Gert wracaj do pracy!
-Tak panie!- zawołał ucieszony skrzat.
-Ja nigdy go nie zrozumiem- westchnęła Hermiona – Myślałam, że będzie szczęśliwy z odpoczynku!
-Skrzaty są po to by pracować- powiedział stanowczo Lucjusz i wniósł ją do sypialni i położył na łóżku.
-Kocham cię Lucjuszu- wyszeptała zapominając o skrzacie, gdy blondyn pochylił się nad nią i spojrzał jej w oczy.
-Też cie kocham Malfoy- odparł i pocałował ją gorąco.
Hermiona obudziła się w nocy i zdezorientowana rozejrzała się po bogato urządzonym wnętrzu.
Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że nie jest już w Norze, ale w Malfoy Manor… w swoim domu! Uśmiechnęła się lekko czując ramiona Lucjusza które obejmowały ją zaborczo.
Właśnie w tym momencie przypomniała sobie ich pierwsze spotkanie po wojnie…
**********

-Hermiona Granger- usłyszała za sobą znienawidzony głos.
-Lucjusz dupek Malfoy- mruknęła pod nosem.
-Lucjusz dobrze słyszący Malfoy- poprawił ją , na co się zarumieniła, ponieważ miała nadzieję, że tego nie dosłyszał- Co panią do mnie sprowadza panno Granger?
-Sama się nad tym zastanawiam- odpowiedziała zajmując miejsce naprzeciwko jego biurka.
Siedział przed nią opierając ręce na biurku i patrząc na nią z drwiną.
-To radziłbym się dowiedzieć- poradził- Ponieważ jak na razie marnujesz mój cenny czas.
-Raczej marnuje swój cenny czas- poprawiła go wzdychając- Pan dobrze wie po co tutaj przyszłam! Profesor Dumbledore…
-Albus wspominał mi o tym twoim durnym pomyśle- przerwał jej blondyn – Nie sądzę , żeby mnie to zainteresowało!
-A jednak sądzę, że powinno- odpowiedziała Hermiona- Ponieważ, dzięki temu zdoła pan oczyścić nazwisko Panie Malfoy- dokończyła ze słodkim uśmiechem.
Wiedziała ,że musi grać twardą, od tego zależało powodzenie się jej projektu…
-Już oczyściłem swoje nazwisko- warknął.
-Wie pan równie dobrze jak ja , że tylko dzięki sfinansowaniu stypendium dla czarodziei z mugolskich rodzin którzy nie mogą pozwolić sobie na zakup drogich ksiąg i szat , może pan do końca być uważany…
-Za  kogo Granger?- zapytał z krzywym uśmieszkiem- Każdy będzie domyślał się dlaczego to robię!
-Ale ty nie będziesz się tym przejmować , prawda?- domyśliła się.
-Zmieniłaś się- odezwał się po chwili.
-Wojna zmienia panie Malfoy- odparła z godnością.
-W istocie – przyznał w zamyśleniu- Za sponsoruje te stypendia..
-Naprawdę?- wykrzyknęła szczęśliwa.
-Tak- zmrużył oczy- Ale pod jednym warunkiem…
-Jakim?- zapytała zaskoczona.
-Jak wiesz po wojnie rozwiodłem się z Narcyzą…
-Słyszałam- zmarszczyła czoło nie wiedząc do czego zmierza.
-Minęło już pół roku, a ja niestety muszę pojawić się na pewnym spotkaniu- zaczął i prychnął- A ty mi będziesz towarzyszyć!
-Ja?- spojrzała na niego zdziwiona- Pan Żartuje prawda?
-Nie- zaprzeczył rozbawiony- Jesteś pełnoletnia , jak wiem nie spotykasz się już z tym kretynem, a pracę w Hogwarcie rozpoczynasz dopiero za rok  więc nic cię tutaj nie trzyma…
-Skąd pan to wszystko wie?- chciała się dowiedzieć.
-Ja wiem wszystko- odparł z dumnym uśmieszkiem- Jeżeli ci zależy na tych dzieciakach, masz pojawić się jutro w Malfoy Manor o dziesiątej! Spakuj się na miesiąc!
- To miało być spotkanie! Jedno!- zawołała.
-Nie mówiłem, że jedno- powiedział wstając- Mam teraz zebranie Granger, więc wybacz ale muszę iść! Żegnam!- gdy Gryfonka została sama, odetchnęła głęboko.
-W co ja się wpakowałam?- zapytała samą siebie, nie przeczuwając, że ten miesiąc zmieni całe jej życie.
**********

-Śpij a nie myśl- warknął Lucjusz gdy na wspomnienie ich miesiąca zaczęła chichotać.
-Gdybym nie myślała, musiałabym być Ślizgonką- odpowiedziała rozbawiona i wtuliła się w niego mocno- Obudziłam cię? Przepraszam- wymruczała i pocałowała go w szyję.
-Rób tak dalej to może ci wybaczę- mruknął budząc się całkowicie.
**********

-Idiota, kretyn, matoł- mruczała Ginny patrząc z niedowierzaniem na komnaty Mistrza Eliksirów- Jak on mógł do tego dopuścić?- pytała samą siebie kręcąc z niedowierzaniem głową- Wyjechałam na dwa tygodnie! Dwa tygodnie! A mieszkanie wygląda jakby nikt tu nie mieszkał od…- otworzyła szeroko oczy i szybko pobiegła do Hogwarckiego laboratorium. I co tam zastała?
-Czy ty siedziałeś tutaj dwa tygodnie?- krzyknęła kładąc ręce na biodrach i patrząc na mężczyznę pochylonego nad kociołkiem.
-Mam do tego prawo- warknął przelewając eliksir do flakoników.
-Nie masz!- poprawiła go , poczekała aż odłoży gotowe eliksiry na półkę po czym podeszła do niego i przytuliła się.
-Miałaś być tutaj wczoraj!- powiedział z pretensją w głosie.
-Musiałam porozmawiać z mamą- odpowiedziała i pocałowała go gorąco- Domyślała się wszystkiego!
-Nie jestem tym zdziwiony – wzruszył ramionami- Nie umiesz nic ukrywać!
-Nie muszę nic ukrywać- przypomniała mu- To ty….
-Nie kończ- przerwał jej i pocałował namiętnie. Zarzuciła mu ramiona na szyję , Snape chwycił ją za pośladki i pociągnął do góry, Ginny objęła go nogami wokół bioder i oddawała pocałunki z pasją.
-Severusie…- zaczęła.
-Zamilcz- warknął , a rudowłosa postanowiła tym razem go posłuchać…. Tylko ten jeden raz…
**********

Ginny Weasley westchnęła widząc tablice z punktami Gryfonów.
-On znowu to robi!- zdenerwowała się patrząc na Lunę.
-Wszystko po wojnie wraca do normy- odpowiedziała blondynka z uśmiechem.
-Miałam nadzieję, że przynajmniej po wojnie ten tłusto włosy dupek da Gryfonom spokój!- mruknęła.
-Szlaban Weasley- usłyszała za sobą głos Mistrza Eliksirów.
-Za co?- oburzyła się.
-Za Tłustowłosego dupka idiotko- warknął.
-A skąd pan wie , że to było o panu?- zapytał ze słodkim uśmiechem.
-Minus dwadzieścia punktów – odpowiedział patrząc na nią z drwiną- O osiemnastej widzę cię na szlabanie ryży pomiocie.
-Jak mnie nazwał?!- krzyknęła gdy dotarło do niej co powiedział Snape.
-Nie przejmuj się nim- poradziła Luna patrząc na oddalającą się postać nauczyciela.
-Pożałuje!- zapewniła Ginny.
Ginny obudziła się sama w wielkim łóżku. Zmarszczyła brwi i szybko wstała.
Znalazła Snape’a w prywatnej bibliotece czytającego książkę popijając Ognistą Whisky.
-Nie mogłeś się poświęcić i poleżeć dłużej, żebym obudziła się przy tobie?- zapytała zakładając ramiona na piersi.
-Nie – odparł krótko nie odrywając wzroku od książki.
Ginny pokręciła zrezygnowana głową i przypomniała sobie chwilę w której wyznała miłość temu… mężczyźnie.
**********

-Chcę z tobą porozmawiać!- krzyknęła wchodząc do jego komnat.
-Puka się Weasley- warknął.
-Dlaczego odwołałeś mój szlaban?- zapytała poważnie- Przecież do końca roku miałam codziennie być tutaj o osiemnastej!
-Powinnaś się cieszyć, a nie robić awanturę idiotko- powiedział od niechcenia.
-Wcale się nie cieszę!- oburzyła się.
-Co potwierdza moją tezę, że jesteś kretynką- odparł wzruszając ramionami.
-A ty to kto?- zapytała wściekła.
-Zastanów się z kim zadzierasz Weasley!- przypomniał.
-Z tobą imbecylu!- odpowiedziała- Dałeś mi roczny szlaban za to , że zmieniłam salę do eliksirów w pokój wspólny Gryfonów! Minęło dopiero pół roku! Mam jeszcze…
-Nie interesuje mnie to – przerwał jej- Nie masz już szlabanu , więc nie przychodź tutaj już! Zrozumiano!
-Nie- zaprzeczyła i podeszła do niego by spojrzeć mu w oczy- Czego ty się boisz?
-Nie pozwoliłem ci się zwracać do mnie takim tonem- warknął.
-Daj mi za to szlaban- podsunęła.
-Nie! – krzyknął- Zejdź mi z oczu Weasley!
-Dlaczego?!- Ginny straciła cierpliwość- Wczoraj mnie pocałowałeś!
-Więcej się to nie powtórzy!
-Ale ja chcę żeby to się powtórzyło!- powiedziała chwytając go za przód szaty- Czujesz coś do mnie! Przyznaj się!
-Wydaje ci się- mruknął próbując ja odepchnąć.
-Mam rację- odparła stanowczo- Udowodnię ci to!- to powiedziawszy zarzuciła mu ramiona na szyję i pocałowała namiętnie.
-Weasley…- zaczął gdy oderwali się od siebie.
-Kocham cię- wyznała rumieniąc się, ale popatrzyła mu odważnie w oczy.
-Wiem- westchnął puszczając ją i opadł na fotel- I dlatego nie możesz tu przychodzić!
-Dlaczego?- zapytała ze łzami w oczach.
-Bo to wykorzystam kretynko!- wykrzyknął gwałtownie wstając- Wykorzystam ciebie!
-To oznacza, że coś do mnie czujesz!- powiedziała radośnie.
-Nic z tego nie będzie- odparł.
-Będzie- wyszeptała- Severusie wczoraj miałam urodziny, jestem pełnoletnia i ..
-Wiem Weasley- warknął- Gdy miałaś szesnaście lat wiedziałem , że nie mogę cie tknąć! A teraz?
-Teraz możesz mnie kochać- odpowiedziała z uśmiechem.
-Będziesz tego żałowała – mruknął przyciągając ją do siebie.
-Nie będę – zapewniła.
**********

-Mamy miesiąc- powiedziała Ginny podchodząc do niego , wyrwała mu książkę i odrzuciła za siebie , po czym usiadła mu na kolanach.
-Wiem- pogładził ją po kolanie.
-Więc…- zaczęła i spojrzała na niego wymownie.
-Nie!- odpowiedział stanowczo.
-Severusie już czas żeby wszyscy się o nas dowiedzieli- powiedziała- Nie wiem czemu przejmujesz się ich zdaniem!
-Nie przejmuje!- zaprzeczył gwałtownie- Myślę o tobie idiotko! Będziesz wytykana palcami i…
-Czy tak mnie już wytykają- parsknęła śmiechem- Przecież to ja! Ginewra Weasley która była tak głupia by rzucić Pottera!
-A teraz będziesz Ginewrą Weasley która związała się ze starym nietoperzem!- warknął.
-Będę Ginewrą Snape kochanie- poprawiła go gładząc jego policzek- Przyzwyczaj się!
Snape uśmiechnął się prawie niezauważalnie.
-Sądzę, że sobie  z tym poradzę- odpowiedział i pocałował ją czule.
**********
Lucjusz spojrzał na Hermionę która siedziała zamyślona przed kominkiem.
-Powiedz o co ci chodzi- odezwał się podchodząc do niej.
-Jestem szczęśliwa- odpowiedziała z nieobecnym uśmiechem.
-Ale…- prychnął, wiedząc że na tym się nie skończy.
-Ale chciałabym już skończyć z tajemnicami- powiedziała po chwili i w następnej chwili pisnęła gdy podniósł ją i przyciągnął do siebie.
-Najwyższy czas Granger- wymruczał jej do ucha.
-Też tak myślę- zaśmiała się wiedząc, że Lucjusz jest zadowolony z jej decyzji.
Sama była winna tego, że jeszcze nikt oprócz  Dracona, Ginny i Snape’a nie wiedzieli co łączy ją z Lucjuszem.
**********
-To wcale nie były spotkania- powiedziała z udawanym oburzeniem Hermiona spacerując z Lucjuszem po plaży. Słońce zaraz miało zachodzić, wszystko było takie… romantyczne.
-Przeszkadza ci to?- zapytał rozbawiony.
-Nie- odparła chwytając go za rękę.
-Tak też sądziłem- mruknął i przytulił ją do siebie.
-Powiesz mi dlaczego udawałeś , że masz tu jakieś spotkania?- zapytała po chwili.
-Miałem spotkania- odpowiedział z dumą i ruszył.
Hermiona parsknęła śmiechem i dogoniła blondyna.
-Miałeś- przyznała – Dwa! Pierwsze gdy się tu pojawiliśmy i trwało one trzy minuty! Powiedziałeś facetowi , że ma to załatwić i nie interesuje cię za ile, a drugie trwało do chwili , aż twój pracownik nie zapytał mnie czy nie chciałabym pójść z nim na spacer! Właściwie… co się z nim stało? Nic mu nie zrobiłeś prawda?!- spojrzała na niego poważnie.
-Niestety zdążył uciec- warknął.
-Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę, że jesteś o mnie zazdrosny- wyszeptała wtulając się w jego ramię.
-Przywiozłem cię tu żeby cię zdobyć, i nikt inny nie ma do ciebie prawa- odpowiedział z taką stanowczością , że Hermiona poczuła dreszcze i to nie strachu. Przystanęła i spojrzała mu w oczy.
-Jestem Twoja- przyznała z rumieńcem- Od chwili … - tu spuściła głowę.
-Hermiono…
-Od chwili gdy wziąłeś mnie na ręce po torturach Belli i pomogłeś mi uciec- dokończyła cicho.
-Nigdy już nie będziesz cierpieć- obiecał uroczyście.
-Wiem o tym- odpowiedziała i uśmiechnęła się- Przy tobie jestem bezpieczna!
-Zawsze już będziesz- przytulił ją mocno.
-Naprawdę chcesz się ożenić ze szlamą?- zapytała po chwili.
-Granger ile razy mam ci mówić…
-Nie przeszkadza mi już to przezwisko- powiedziała- Od chwili gdy wiem, że mnie kochasz nie przejmuje się już, tym że nie jestem pełnoprawną czarownicą…
-Jesteś- poprawił ją- To ja się myliłem- wziął jej twarz w dłonie.
-Żeby to raz- zażartowała i pocałowała go namiętnie po czym spoważniała- Ginny mi pisała o…
-O niej i Severusie- dokończył za nią Lucjusz i prychnął- Nie mam ochoty rozmawiać o twojej rudej przyjaciółeczce.
-Ale ja mam- powiedziała – Są razem , ale Snape nie chce jeszcze mówić innym o ich związku…
-A co to ma do nas?- zapytał marszcząc czoło.
-Rozumiem jego postanowienie- wyszeptała bawiąc się guzikiem jego szaty.
-Co to znaczy?!- warknął.
-Chciałabym żeby nikt nie wiedział o naszym małżeństwie przez jakiś czas… chciałabym móc nacieszyć się tobą, bez ciągłych odwiedzić i pytań czy …
-Czy cię zmusiłem- domyślił się.
-Coś w tym rodzaju- przyznała- Kocham cię i chcę zostać twoją żoną, ale jeżeli się zgodzisz, chciałabym powiedzieć wszystkim dopiero po naszym powrocie…
-Po ślubie wyjedziemy do Australii na rok- powiedział gładząc ją po plechach.
-Będziemy ze sobą przez rok a w Anglii nikt nie będzie wiedział, że jesteśmy małżeństwem- odpowiedziała Hermiona- Dzięki czemu będę mogła cieszyć życiem z tobą  bez żadnych niemiłych uwag… Rona bądź Harrego.
-Zabiję ich i będzie spokój- warknął.
-Wolę swój plan- zaśmiała się.
-Będzie jak uważasz- zgodził się- Ale gdy wrócimy każdy kretyn w Anglii będzie wiedział że należysz do mnie!
-A ty do mnie- dopowiedziała i pocałowała go.
**********
-Mam nawet pomysł jak ogłosić to, że jesteś moja- odezwał się po chwili Lucjusz.
-Coś mi się wydaje , że moi przyjaciele przeżyją wstrząs- domyśliła się widząc jego dumną minę.
-Można tak powiedzieć- przyznał i wyciągnął kopertę.
-Co to takiego?- zmarszczyła czoło, wzięła ją do ręki i zaskoczona wyciągnęła z niej zaproszenie na bal do Hogwartu!- Dumbledore postanowił urządzić bal w wakacje? Z jakiej okazji?
-Bez okazji- blondyn wzruszył ramionami – Powiedzmy , że rada miała w tym swój cel…
-Ty jesteś przewodniczącym rady- przypomniała sobie.
-Więc ja miałem w tym swój cel- przyznał i uśmiechnął się zwycięsko- Te tępaki dowiedzą się , że jesteś moja i będzie koniec tych sekretów!
-Nareszcie- wyszeptała z czułością.
**********
-Bal?- powtórzyła Ginny z uśmiechem.
-Przecież mówię- warknął Snape.
-Kiedy się odbywa?- zapytała siadając obok niego na kanapie.
-Za miesiąc- odpowiedział marszcząc czoło.
-Co się stało?- położyła dłoń na jego kolanie.
-Coś knujesz- mruknął i spojrzał na nią podejrzliwie.
-Ja?- oburzyła się- Jak możesz nawet tak myśleć!
-Znam cię- pociągnął ją na swoje kolana- Mów!
-Wejdziemy tam razem! Za rękę!- oznajmiła dumna ze swojego pomysłu.
-Nie mam zamiaru zwracać na siebie uwagi- ostrzegł.
-Severusie kiedyś będziemy musieli się ujawnić- odparła i pocałowała go w policzek- Wstydzisz się mnie?
-Idiotka- warknął i pocałował ją namiętnie.
Ginny była pewna jego uczucia, od pewnego wydarzenia…
**********
Rudowłosa kochała Mistrza Eliksirów, ale cały czas po głowie chodziły jej pewne wątpliwości…
Czy on naprawdę coś do niej czuje? Czy nie myli jej z Lily? Obie podobne są z wyglądu, z opowiadań Syriusza i Remusa pamiętała, że Lily też była pyskata i umiała walczyć o swoje. Była po prostu podobna do Ginny… To dlatego się z nią związał?
-Weasley co się dzieje?- zapytał Snape gdy Ginny weszła do jego komnat wieczorem i zamiast jak co dziennie podejść do niego z uśmiechem i pocałować, usiadła cicho na kanapie i wpatrywała się w ogień.
-Jestem nieznośna, podobno lubię się rządzić i…- westchnęła- Nie lubię się dzielić czymś co do mnie należy.
-Jesteś po prostu wkurzająca – podsumował.
-Kochasz mnie?- zapytała nagle.
-Weasley już to przerabialiśmy- mruknął – Nie mam zamiaru się powtarzać.
-Nie mylisz mnie z Lily?- zadała pytanie które krążyło po jej umyśle.
Snape zmierzył ją zimnym spojrzeniem.
-Jesteś największą idiotką na ziemi!- warknął, podszedł do niej i siłą zmusił by wstała-  Zrobię to tylko raz i masz nigdy więcej nie zadawać takich durnych pytań! Zrozumiano?- zapytał wściekły.
Ginny przestraszona przytaknęła.
-Expecto patronum- wymruczał celując różdżką przed siebie.
Rudowłosa zaskoczona zauważyła jak obok niej pojawia się srebrna wiewiórka!
-Kochasz mnie!- wykrzyknęła i rzuciła mu się na szyję.
-Przecież mówiłem idiotko- warknął.
-Przepraszam Severusie- wyszeptała patrząc mu w oczy.
-Trochę musisz się postarać bym ci wybaczył!- powiedział.
-Oj postaram się- zaśmiała się szczęśliwa i pocałowała go namiętnie.

**********


-Więc zgadzasz się pojawić ze mną na tym balu?- zapytała z uśmiechem.
-Mam inne wyjście?- prychnął.
-Oczywiście! – odpowiedziała – Mogę tam cię zaciągnąć siłą! Położysz się na ziemi a ja będę cię ciągła aż do Wielkiej Sali!
-Lecz się- zadrwił i pocałował ją czule.
-Dla mnie nie ma już ratunku- przypomniała i zmarszczyła czoło- Zapomniałam też dodać, że jutro idziemy do Malfoy Manor!
-Po co?
-Hermiona nas zaprosiła- Ginny wzruszyła ramionami.
-Jestem zajęty- warknął.
-Dlaczego nie chcesz iść?- zdziwiła się- Przecież przyjaźnisz się z Lucjuszem!
-Ale nie z Granger- odpowiedział.
-To moja przyjaciółka!- przypomniała Ginny stanowczo- A to oznacza , że musisz się przyzwyczaić do naszych spotkań!
-Nie muszę- warknął.
-Musisz- powtórzyła i zarzuciła mu ramiona na szyję- Będzie miło! Zobaczysz!
-Jeżeli nie…
-To się odwdzięczę!- obiecała wiedząc o co mu chodzi.
-I o to chodzi- uśmiechnął się krzywo.
Na drugi dzień Ginny i Severus za pomocą kominka przenieśli się do Malfoy Manor.
-Nareszcie! - krzyknęła Hermiona na ich widok i szybko podbiegła do Ginny- Słyszałaś o balu?
-To przecież najważniejsza wiadomość dnia- zadrwił Snape i podszedł do Lucjusza który podał mu szklankę z ognistą Whisky.
-Żebyś wiedział!- powiedziała Ginny i spojrzała na przyjaciółkę- Mam zamiar wejść tam z tym nietoperzem za rękę!
-A ja..- zaczęła lecz przerwał jej Lucjusz.
-Radzę ci nie nazwać mnie nietoperzem- mruknął.
-Oczywiście , że bym cię tak nie nazwała- oburzyła się Hermiona- Chciałam powiedzieć , że wejdę tam z moim jakże arystokratycznym i irytującym mężem!- powiedziała z niewinnym uśmiechem.
Snape parsknął, na co Lucjusz obrzucił go wrednym spojrzeniem.
-Ja przynajmniej nie jestem nietoperzem- przypomniał.
-Zabiję ją i będę miał z głowy jej głupie gadanie- Snape wzruszył ramionami- A ty byłeś na tyle naiwny , że zaobrączkowałeś Granger!
-Jesteście oboje niedorzeczni- prychnęła Ginny.
-My?- oburzy się Severus- Patrzyłaś dzisiaj w Lustro?
-Tak!- odpowiedziała – I wiesz co zobaczyłam? Bardzo odważną kobietę, która zostanie twoją żoną! Więc, jeżeli nie chcesz od początku małżeństwa spać na kanapie to zastanów się co chcesz powiedzieć!
-Możesz jeszcze się wycofać- podsunął Lucjusz.
-Żebym ja się nie wycofała- zagroziła Hermiona i chwyciwszy Ginny za rękę wyprowadziła z salonu- Porozmawiamy bez tych Ślizgonów!
-Ona mnie dobije- westchnął Lucjusz gdy zostali sami.
-Trzeba było się nie żenić- Snape wzruszył ramionami.
-Czy ja narzekam?- blondyn nalał do pustej już szklanki whisky.
-Granger też chce iść na ten cholerny bal?- zapytał Mistrz Eliksirów po chwili.
-Tak- potwierdził Lucjusz – Nareszcie pokażę tym tępakom gdzie ich miejsce!
-Dobije ich także fakt , że ta ruda idiotka wejdzie tam ze mną!- dopowiedział Snape.
-Jak cie do tego namówiła?- zapytał Lucjusz.
-Ma swoje sposoby- mruknął, chciał jeszcze coś dodać ale przeszkodziła im Ginny wbiegając przerażona do salonu- Co się stało?
-Mionka zemdlała!- powiedziała i pisnęła gdy Lucjusz błyskawicznie wybiegł z pokoju.
Blondyn widząc żonę leżącą na łóżku, szybko do niej podszedł.
-Co się dzieje? – zapytał siadając na skraju łóżka i pogłaskał ją po policzku.
-Słabo się czuję – wyszeptała nie otwierając oczu.
-Musi cię ktoś zbadać- powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu i wziął ją na ręce.
-Nie chce- mruknęła opierając głowę o jego umięśniony tors.
-W tym przypadku nie interesuje mnie czego ty chcesz- warknął.
Szybko podszedł do kominka i przeniósł się od Munga.
Gdy pojawił się z Hermioną w ramionach ,  w poczekalni zaległa cisza.
Każdy wiedział kim jest blondyn i Gryfonka.
-Na co czekacie?!- krzyknął wściekły- Ma tu się pojawić dyrektor ! Natychmiast!
Nikt nie miał zamiaru sprzeciwiać się Lucjuszowi Malfoy’owi.
Już po chwili stał przed nimi mile wyglądający straszy pan.
-W czym mogę pomóc panie Malfoy?- zapytał kłaniając się.
-Gdzie jest wolna sala?- zapytał szorstko.
-Bądź miły- poprosiła cicho Hermiona.
Lucjusz tylko prychnął i ruszył we wskazanym kierunku.
Gdy znalazł się w Sali , położył Hermionę na łóżku i spojrzał na dyrektora.
-Najlepszy uzdrowiciel! Już!- warknął.
-Tak jest- dyrektor sam wyszedł w poszukiwaniu najlepszego pracownika.
Lucjusz uśmiechnął się dumnie. Wiedział , że wszyscy się go boją i dlatego jego żona będzie bardzo dobrze traktowana! Wpływ także będzie miało to, że Malfoy’owie co roku wpłacają okrągłą sumkę na ten cholerny szpital.
Gdy zjawił się lekarz, od razu wziął się do pracy. Malfoy ze zmarszczonym czołem patrzył jak ten konował rzuca coraz to  nowsze zaklęcia diagnostyczne.
-Eureka!- krzyknął w pewnym momencie- Już wiem co pani dolega!
-Co takiego?- zapytał Lucjusz- Mów idioto!
-Kochanie…- Hermiona spojrzała na niego z lekkim uśmiechem.
-Więc co dolega mojej żonie?- zapytał już spokojniej.
-Żonie?- zdziwił się uzdrowiciel.
-Zaraz cie uszkodzę- warknął Malfoy.
-Pana żona jest w ciąży- odpowiedział uzdrowiciel ze strachem, po czym szybko wyszedł z Sali.
-W ciąży?- powtórzyła Hermiona po czym uśmiechnęła się promiennie- Będziemy mieli dziecko!
Ginny krążyła niespokojnie po korytarzu, czekając aż uzdrowiciel wyjdzie z Sali w której znajduje się Hermiona.
-Usiądź Weasley- warknął Snape opierając się z założonymi rękami o ścianę.
-A jeżeli to coś poważnego?- zapytała ze strachem.
-Raczej normalnego- prychnął.
-O czym  ty mówisz?- zdziwiła się.
-Pomyśl logicznie- warknął- Są małżeństwem , więc…
W tym momencie uzdrowiciel wybiegł z Sali.
-Panie dyrektorze!- krzyknął- Nie uwierzy pan ! Granger jest żoną Malfoy’a!
-Lucjusz się na nim zemści- prychnął Snape patrząc z nienawiścią na uzdrowiciela którego otoczyła grupka podekscytowanych pielęgniarek.
Ginny go nie słuchała, uchyliła drzwi i z uśmiechem zauważyła Lucjusza całującego z wielkim uczuciem Hermionę.
-Jest w ciąży- usłyszała za sobą głos narzeczonego.
-Domyślam się- odpowiedziała rudowłosa i zamknęła cicho drzwi- Dajmy im trochę czasu…
-Potem musimy ich oświecić, że już jutro cała Anglia będzie czytała Proroka codziennego i dowie się co tutaj się dziś zdarzyło!- mruknął Snape.
-Najwyższy czas- powiedziała Ginny i pocałowała go delikatnie.
Hermiona po zbadaniu przez uzdrowiciela została wypisana do domu.
-Zabiję ich- warknął Lucjusz  leżąc w łóżku i czytając następnego dnia gazetę.
Lucjusz Malfoy i Hermiona Granger są małżeństwem!
Wczoraj w Mungu pojawił się Lucjusz Malfoy ( 43l.) trzymając w objęciach Hermionę Granger( 18l.)
Okazało się, że panna Granger , a właściwie pani Malfoy, straciła przytomność.
Ze sprawdzonych  źródeł, wiemy że przyczyną omdlenia była ciąża pani Malfoy!
Wobec tego jako pierwsi składamy gratulacja przyszłym rodzicom!
Okazuje się , że Draco Malfoy (18l. syn Lucjusza Malfoy’a i Narcyzy Malfoy ) nie będzie już jedynym młodym Malfoy’em!
Lecz to nie koniec wiadomości!
Gdy państwo Malfoy znajdowali się w Sali w której odbywało się badanie, na korytarzu pojawiła się przyjaciółka pani Malfoy, Ginewra Weasley ( 17l.)! Nie przyszła jednak sama! Towarzyszył jej Severus Snape(37l.) Mistrz Eliksirów w Hogwarcie! Świadkowie opowiedzieli naszej reporterce o słodkiej scenie pomiędzy tą dwójką! Podobno w chwili gdy dowiedzieli się , że z panią Malfoy wszystko w porządku Panna Weasley pocałowała profesora i to bardzo namiętnie! Czyżby szykował się ślub? A może już są małżeństwem?
-Severus zabije ich za tę słodką scenę – powiedział Lucjusz.
-Tego jestem pewna- zaśmiała się Hermiona i położyła głowę na jego torsie.
Malfoy odrzucił gazetę i pocałował ją w czoło.
-Jak się czujesz?- zapytał poważnie.
-Szczęśliwie – odpowiedziała od razu i spojrzała na niego z uśmiechem- Cieszę się , że zostaniemy rodzicami!
-Ja też- przyznał Lucjusz.
-Co napisał Draco?- zapytała Hermiona przypominając sobie list który Gert przyniósł wraz ze śniadaniem.
-Jest zadowolony , że zostanie starszym bratem- odparł blondyn.
-Nigdy nie uwierzyłabym, że Draco Malfoy będzie się cieszył, że Hermiona Granger będzie mieć dziecko z jego ojcem!- powiedziała po chwili.
-Życie umie zaskakiwać- mruknął Malfoy i pocałował ją namiętnie.
Hermiona chciała pogłębić pocałunek , lecz usłyszała hałas i krzyki.
Nagle drzwi do ich sypialni się otworzyły.
-Co to ma znaczyć do cholery?!- warknął Lucjusz patrząc z nienawiścią na Harrego, Rona w towarzystwie państwa Weasley’ów.
-Wybacz Lucjuszu- odezwał się  zawstydzony Artur patrząc na blondyna obejmującego opiekuńczo ramionami zarumienioną gryfonkę – Nie chcieliśmy ich puścić samych!
-Hermiona!- Ron wyglądał na przerażonego, zbladł jeszcze bardziej gdy Lucjusz wstał z łóżka i spojrzał na niego groźnie.
-Czego chcecie?!- zapytał chwytając w dłonie różdżkę.
-Porozmawiać- odpowiedziała Pani Weasley rumieniąc się na widok nagiej i umięśnionej  klatki piersiowej Ślizgona.
-Gert!- zawołała Hermiona , gdy skrzat pojawił się obok powiedziała- Zaprowadź, naszych gości do salonu, zaraz zejdziemy.
-Albo ich po prostu zabije- mruknął Lucjusz, gdy zostali sami.
-Kochanie- wyszeptała Hermiona wstając i podchodząc do niego – Przynajmniej będziemy mieli za sobą tą rozmowę!
-Nie mam zamiaru się im tłumaczyć!- ostrzegł.
-Wiem- pocałowała go szybko i poszła do garderoby się przebrać.
Gdy znaleźli się w salonie, oprócz państwa Weasley oraz Harrego i Rona , byli obecni Ginny wraz z Snape’em, który ze znudzoną miną siedział w fotelu z ognistą w ręku.
-Zabijesz ich?- zapytał z nadzieją patrząc na Lucjusza.
-Chciałem- mruknął Lucjusz.
-Nie udało im się wejść do komnat Severusa- wyszeptała Ginny Hermionie- Ale wysłali wyjca, a mama napisała że wraz z tatą próbuje ich powstrzymać przed przybyciem tutaj…
-Co to ma wszystko być?- zapytał Harry z pretensjami.
-Powiedzcie , że to kłamstwo- poprosił Ron wskazując gazetę.
-Nie jest to kłamstwo Ronaldzie- odpowiedziała z godnością Hermiona i usiadła obok pani Weasley.
-Gratuluje Hermionko!- powiedziała z uśmiechem Pani Weasley- Będziesz wspaniałą mamą!
-Dziękuję- Gryfonka posłała rudowłosej uśmiech po czym spojrzała na przyjaciół- Jestem żoną Lucjusza…
-A ja zaręczyłam się z Severusem- dodała Ginny.
-On jest starym… oni są starymi…- zaczął Ron, lecz przerwała mu Pani Weasley.
-Radzę ci uważać na słowa młodzieńcze - powiedziała stanowczo.
-Co?!- wykrzyknął zdumiony Ron- Wasza córka zaręczyła się ze Snape’em!
-Wiemy- odpowiedział Artur- Twoja matka już dawno o tym wiedziała!
-I nic nie powiedziała?!
-Ginny i Hermiona są pełnoletnie…
-Na pewno są wykorzystywane!- wykrzyknął Harry.
-Ciekawe przez kogo- zakpiła Ginny.
-Chcesz mi wmówić , że z własnej woli rzuciłaś Harrego dla tego…- zaczął Ron.
-Dla Severusa- dokończyła za niego Ginny- I nic wam do tego!
-Czemu nam nie powiedziałyście?- zapytał z pretensją Harry.
-Wiedziałyśmy jak zareagujecie – wytłumaczyła Hermiona- A chciałam nacieszyć się swoim małżeństwem bez tych głupich kłótni!
-Mogłaś nam powiedzieć!- krzykną ł Ron i ruszył ku przyjaciółce, lecz drogę zagrodził mu Lucjusz z beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Po pierwsze ryży pomiocie nie podnoś głosu na moją żonę! – wysyczał przez zaciśnięte zęby- Po drugie Hermiona nie będzie się wam tłumaczyła!
-Kochanie- Gryfonka chwyciła blondyna za rękę, dzięki czemu nie doszło do rękoczynów.
-Musiałaś go powstrzymać?- zapytał Snape- Przynajmniej pozbył by się tych szkodników!
-Jeden z tych szkodników to twój przyszły szwagier- przypomniała mu rozbawiona Ginny.
W tym momencie nikt nie wiedział czy na twarzy Snape’a czy Rona pojawiło się większe obrzydzenie.
-Muszę się napić- warknął Mistrz Eliksirów i nalał sobie pełną szklankę Ognistej.
Hermiona , Ginny oraz państwo Weasley wybuchneli śmiechem.
-My już pójdziemy- zdecydowała po chwili Pani Weasley i spojrzała na syna- Idziemy Ronald!
Harry z Ronem posłali jeszcze Ginny i Hermionie obrażone spojrzenia po czym wraz z Panem Wesleyem przenieśli się do Nory.
-Nie było tak źle- odezwała się Ginny.
-Nie przeszkadzaj- warknął Snape- Upijam się.
-Masz powód- mruknął rozbawiony Lucjusz- Gdybym ja miał takiego szwagra to…
-To co?!- zapytała Ginny kładąc ręce na biodrach.
-Nie kończ- ostrzegł go Snape- Ta pozycja wróży tylko kłopoty!
Hermiona i Ginny prychnęły.
-Granger wracaj do łóżka!- powiedział stanowczo Lucjusz- Uzdrowiciel kazał ci dzisiaj leżeć!
-Odpoczywaj Mionka- Ginny przytuliła ją mocno i pociągnęła Snape’a w stronę kominka- A my wracamy do domu.
-Będę się dalej upijać- ostrzegł Snape.
-Oczywiście-Ginny przewróciła oczami i zniknęli w płomieniach.
-Idziemy do łóżka panie Malfoy?- zapytała zmysłowo Hermiona patrząc na męża z uśmiechem.
-Tak pani Malfoy- odpowiedział Lucjusz biorąc ją na ręce.
**********
-Nie śmiej się- warknął Snape patrząc na rozbawioną rudowłosą- Ciesz się, że cię kocham! Inaczej nie żeniłbym się z tobą ze względu na twoich głupich braci!
-Na szczęście ze mną się żenisz a nie z nimi- przypomniała i pocałowała go namiętnie.
Miesiąc później odbył się bal. Ginny jak powiedziała zjawiła się na nim trzymając za rękę Severusa Snape’a. Lecz wiele z jej tamtych wyobrażeń się zmieniło!
Po pierwsze nikt nie był zaskoczony widząc ich razem, po drugie nie była już Ginny Weasley, ale Snape! Severus nie miał zamiaru czekać ze ślubem i pobrali się tydzień po omdleniu Hermiony.
Rudowłosa była szczęśliwa jako żona Mistrza Eliksirów , nie miała zamiaru słuchać go gdy mówił, że nie będzie jej publicznie całował, ani trzyma ł za rękę! Ale robił to! Wiedziała także , że wodzi za nią wzrokiem gdy oddala się od niego choćby na chwilę.
Ona robiła dokładnie to samo! Kochała patrzyć na niego, całować go i przytulać!
-Możemy już stąd iść?- zapytał po dwóch godzinach.
-Możemy- odpowiedziała , wiedząc , że nie lubi brać udziału w takich uroczystościach , a był tutaj tylko dla niej!
-Nareszcie- warknął wstając i chwyciwszy ją za rękę pociągnął do wyjścia.
Gdy znaleźli się w komnatach opadł na kanapę.
-Dziękuję- powiedziała siadając na jego kolanach.
-Za co?- zapytał zamykając oczy i gładząc ją po odsłoniętych plecach.
Uśmiechnęła się delikatnie. Nie myliła się sądząc, że spodoba mu się zielona suknia bez pleców, przez cały wieczór jego dłoń gładziła jej plecy.
-Za to że tam poszedłeś- odpowiedziała i pocałowała go czule.
-Zwykłe dziękuję nie wystarczy- powiedział i zaczął rozpinać guziczki jej sukienki.
-Miałam nadzieję, że nie wystarczy- zaśmiała się i zarzuciła mu ramiona na szyję.
Hermiona spojrzała na Rona który ostentacyjnie ją ignorował. Harry zdążył się pogodzić z tym, że została żoną Malfoy’a, za to rudzielec za każdym razem gdy ją widział prychał i odwracał się do niej plecami.
-Zatańczysz?- usłyszała za sobą i odwróciła się z uśmiechem do jednego z krukonów, których kojarzyła ze swojego roku.
-Nie!- odpowiedział za nią Lucjusz pojawiając się obok i objął ją zaborczym gestem- Znikaj!
Krukon szybko zniknął w tłumie.
-Czemu chcesz go zabić?- zapytała ze śmiechem.
-Dla przykładu- warknął patrząc przerażającym wzrokiem na biednego krukona.
-Kochanie…- zaczęła lecz przerwała rozbawiona na widok jego zaciśniętej szczęki. Wiedziała że nie czuje się tutaj dobrze- Możemy już wracać…
-Nareszcie- mruknął i ruszył szybko w stronę drzwi.
Hermiona zachichotała ruszając za nim. Nagle przed nią znalazł się nie kto inny jak Cormac Mclaggen
-Grenger słyszałem że wróciłaś do kraju!- powiedział nie zważając na ciszę która zapadła w Wielkiej Sali.
-Dobrze że z twoim słuchem jest wszystko w porządku- odpowiedziała z wymuszonym uśmiechem.
-Ja też dopiero wróciłem z Włoch- kontynuował –Wchodzę i kogo widzę? Ciebie! Myślałem , właśnie kogo by tu zaprosić na randkę! To chyba przeznaczenie!
-Przeznaczenie?- wysyczał Lucjusz stając za Cormackiem, który ze strachem odwrócił się w jego stronę.
-Pan Malfoy…
-Zamilcz gówniarzu- warknął blondyn- Zbliż się do mojej żony, twoje wnętrzności posłużą jako…
-Lucjuszu- upomniała go Hermiona przewracając oczami- To co on mówi nie jest ważne, więc nie masz powodu by mu cokolwiek mówić!
-Musi zapamiętać jedno- powiedział stanowczo Lucjusz i rozejrzał się po Sali- I ma to zapamiętać każdy kretyn! Kto zbliży się do Granger stanie się wspomnieniem dla tego świata!
-Malfoy- przypomniała mu cicho Hermiona przewracając oczami.
-Wiem jak się nazywasz- warknął w jej stronę- Ale dla tych idiotów nadal jesteś Granger, więc muszę im uświadomić w inny sposób że należysz do mnie!
- Wystarczyło tak powiedzieć- odpowiedziała z uśmiechem i pocałowała go w policzek- Możemy już iść? Zmęczona jestem…
Malfoy spojrzał na nią uważnie po czym podszedł do Cormaca i wyszeptał mu coś do ucha. Hermiona zmarszczyła czoło na widok przerażenia na twarzy gryfona. Nie miała jednak czasu na zastanowienie ponieważ Lucjusz wziął ją za rękę i wyprowadził z Hogwartu. Gdy znaleźli się w domu spojrzała na niego poważnie.
-Powiesz mi?- poprosiła ciągnąć go w stronę kanapy, gdy usiadł zajęła miejsce na jego kolanach.
-Tajemnica- odparł z wrednym uśmieszkiem.
-Lucjuszu! Małżeństwa nie powinny mieć przed sobą tajemnic!- oburzyła się.
-Kto ci takich głupot naopowiadał?- zadrwił  sunąc ręką po jej nodze.
-Sama doszłam do takich wniosków- wymruczała całując go namiętnie.
-Ostrzegłem go- powiedział po chwili- Nikt nie ma do ciebie prawa!
-Ty i ta twoja zaborczość- wyszeptała i uśmiechnęła się- Kocham cię!
-Ja ciebie też- odparł i pogłaskał ją po jeszcze płaskim brzuchu- Zmęczona jesteś?
-Jeżeli masz nadzieję, że teraz pójdziemy spać to jesteś w błędzie- zaśmiała się- Do łóżka pójdziemy! Ale w innym celu!
-Z ciężarnymi się nie kłóci- mruknął i z zadowoloną miną zaniósł ją do sypialni.

**********
Ginny pokręciła zrezygnowana głową widząc Severusa patrzącego z nienawiścią na biednych gryfonów.
-Tracicie sto punktów- warknął- Znikajcie stąd!
Uczniowie szybko uciekli, natomiast Mistrz Eliksirów pochylił się i wziął na ręce trzyletnią dziewczynkę.
-Woda! Tatuś- zawołała przytulając się do niego.
-Już idziemy oglądać kałamarnice- odpowiedział i wtedy zauważył żonę opartą o ścianę.
- Za co odjąłeś im punkty?- zapytała podchodząc do niego.
-Za głupotę- warknął i chwyciwszy ją za rękę pociągnął w stronę jeziora.
Gdy znaleźli się na błoniach, Severus wyczarował koc na którym posadził córeczkę po czym sam usiadł i pociągnął żonę ku sobie. Ginny z radością usiadła pomiędzy jego kolanami i oboje patrzyli na bawiącą się córeczkę , która za każdym razem gdy kałamarnica się wynurzała, klaskała zachwycona rączkami.
-Jest szczęśliwa- powiedziała Ginny i pocałowała Severusa w policzek.
- Zawsze będzie- odparł stanowczo- Już ja o to zadbam!
-Nie wątpię- mruknęła wtulając się jego ramiona mocniej.
Od ich ślubu minęły cztery lata. Hermiona i Lucjusz byli rodzicami bliźniąt. Ginny nie mogła uwierzyć jaka zmiana zaszła w Ślizgonach odkąd zostali ojcami.
Byli opiekuńczy, za każdym razem gdy zauważyli że coś może stać się ich dzieciom reagowali od razu.
Może dlatego Fred i George przez dwa miesiące nie mogli pozbyć się uszów słoni które wyczarował im Snape, gdy dowiedział się, że dali jego maleńkiej córeczce niesprawdzony gadżet.
Nie pomogły tłumaczenia, że nie jest on groźny. Mistrz Eliksirów był nieprzebłagany i za każdym razem bliźniaki ryzykowali życie wręczając siostrzenicy prezenty, ponieważ każdy był sprawdzany przez Snape’a.
Rudowłosa wiedziała, że tak samo zachowuje się Lucjusz w stosunku do swojej córeczki i synka.
Hermiona tłumaczy to pragnienie odkupienia przeszłości, gdy nie udało mu się być takim ojcem dla Dracona, który gdy urodziły się bliźnięta, oszalał na ich punkcie, dzięki czemu jego relacje z ojcem się polepszyły. Wpływ miał też na to ślub młodego Malfoy’a z Astorią i narodziny jego pierworodnego Scorpiusa.
Harry zaręczył się z Luną. Już dawno wybaczył przyjaciółce i Ginny , że ukrywali przed wszystkimi swoje związki.
Ron nadal czuł urazę, ale starał się znosić Mistrza Eliksirów, by móc rozpieszczać swoją siostrzenicę.
Tak jak wszyscy bracia Weasley oszalał na punkcie małej czarnowłosej dziewczynki.
-Cieszę się- mruknęła Ginny.
-Z czego?- zapytał Snape obejmując ją mocniej.
-Że jestem tutaj z tobą- wyznała patrząc mu w oczy.
Snape nie odpowiedział, tylko pocałował ją czule.
Tak… Ginny i Hermiona znalazły swoje miejsce na ziemi. W ramionach Ślizgonów!