piątek, 17 października 2014

Hope- nadzieja


Ginny z Hermioną siedziały na kanapie i w najlepsze rozmawiały, gdy do mieszkania wszedł Draco Malfoy, który nie spojrzawszy nawet na kobiety, wszedł do sypialni zatrzaskując za sobą drzwi.
 - Co się stało? – zapytała zdziwiona Ginny.
 - Nie wiem - odpowiedziała zaniepokojona Hermiona i obie ruszyły za blondynem. - Skarbie co ty robisz?
 - To koniec – warknął, pakując swoje rzeczy do walizki.
 - Koniec? - powtórzyła cicho Hermiona i poczuła jak jej serce zamiera.
 - Głucha jesteś? - zapytał z wrednym uśmieszkiem. - Koniec!
 - Malfoy co ty wyrabiasz?! - krzyknęła zaszokowana Ginny. - Herm zrób coś! On się pakuje!
 - Widzę – wyszeptała Hermiona, patrząc na blondyna smutnym wzrokiem.
 - I nic nie zrobisz? - wykrzyknęła rudowłosa.
 - Nie mogę - powiedziała cicho Hermiona i wybiegła z sypialni.
 - Hermiona! - krzyknęła za nią Ginny i spojrzała z nienawiścią na Malfoy’a. - Jesteś największym sukinsynem jakiego kiedykolwiek poznałam!
 - W rzeczy samej - mruknął Draco, jednym machnięciem różdżki zniknął swoje rzeczy i wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
 - Mionka - wyszeptała Ginny wchodząc do łazienki, w której jej przyjaciółka siedziała na podłodze i bezgłośnie płakała.
 - Poszedł? - załkała, patrząc na nią załamana.
 - Tak - odpowiedziała rudowłosa i usiadła obok byłej Gryfonki. - Co oznaczały Twoje słowa?
 - Nie mogłam go zatrzymać - mruknęła Hermiona.
 - Dlaczego?! - zdziwiła się Ginny.
 - Gdy zaczęliśmy się spotykać, Draco zaznaczył, że gdy będzie chciał odejść pozwolę mu na to - wyznała cicho.
 - Jak mogłaś?!
 - Chciałam z nim być! - odpowiedziała z goryczą. - I głupio myślałam , że on mnie kocha!
 - Od kiedy się wam nie układało? - zapytała Ginny, obejmując przyjaciółkę.
 - No i właśnie tu mnie zaskoczył - powiedziała zagryzając wargę. - Nic się nie psuło, nadal traktował mnie jak księżniczkę, nic nie zapowiadało, że ma mnie dość…
 - Może ktoś go zmusił? - zastanawiała się głośno rudowłosa.
 - Niby kto? - prychnęła Hermiona. – Po prostu ma mnie dość, znudził się i odszedł!
 - Herm co masz zamiar zrobić?
 - Wyjechać - mruknęła ocierając łzy. – Nie chcę tu mieszkać! To miejsce za bardzo mi przypomina … wszystko co z nim związane…
 - Gdzie chcesz wyjechać? - zapytała zaniepokojona Ginny.
 - Zawszę chciałam zwiedzić Paryż - powiedziała wzruszając ramionami. - Choć jest jedna rzecz o której nie zdążyłam mu powiedzieć…
 - O czym?
 - O naszym dziecku - wyszeptała, a nowe łzy pojawiły się w jej oczach.
 - Jesteś w ciąży?! - wykrzyknęła zaszokowana Ginny.
 - Tak - załkała Hermiona. - Miałam nadzieję , że mu dzisiaj o tym powiem, a on właśnie dzisiaj musiał odejść!
 - Znajdziemy go! - obiecała Ginny.
 - Nie będziemy go szukać! - powiedziała Hermiona wstając. - Odszedł, ponieważ  nie zależy mu na mnie! Nie chcę żeby moje dziecko było dla niego przykrym obowiązkiem!
 - Ale Herm on ma prawo wiedzieć! - odpowiedziała niepewnie rudowłosa.
 - A ja mam prawo być kochana i moje dziecko też! - wykrzyknęła Hermiona i wyszła z łazienki.

Wieczorem leżąc w łóżku Hermiona ze smutkiem przypomniała sobie dzień, w którym pierwszy raz poczuła jak wspaniale całuje Draco…

 - Granger do cholery! - warknął blondyn patrząc na nią ze złością. - Wkurzasz mnie!
 - I o to mi chodzi - odparła z wrednym uśmiechem. - Wkurzanie cię , postanowiłam uznać za mój nowy cel życiowy!
 - Myślisz, że jesteś taka zabawna?! - zawołał wściekły.
 - Ja to wiem! - powiedziała patrząc na niego z dumnym uśmieszkiem. - Ponieważ  ja mogę myśleć, bo mam coś takiego co nazywamy MÓZGIEM , ale co ty możesz o tym wiedzieć, jak…
Malfoy warknął coś pod nosem, podszedł do Gryfonki i pocałował ją namiętnie.
 - Czemu to zrobiłeś?! - wyszeptała zdezorientowana, gdy oderwali się od siebie.
 - Nie gadasz gdy cię całuje- powiedział z krzywym uśmieszkiem. - Właśnie znalazłem na ciebie sposób Granger!

 - Draco, dlaczego musiałam cię pokochać - załkała cicho, otulając się szczelniej kołdrą.

 - Malfoy co tu robimy? - zdziwiła się Hermiona patrząc na najromantyczniejszą i najdroższą restaurację w czarodziejskim świecie.
 - Dzisiaj są walentynki Granger - odpowiedział przewracając oczami.
 - Wiem –  prychnęła. –Zastanawiam się tylko dlaczego mnie tu zabrałeś, a nie jakąś inną dziewczynę!
 - Ponieważ chciałem ciebie zabrać, a nie inną - warknął i pociągnął ją do środka.
 - Pięknie tu - wyszeptała zachwycona Hermiona, gdy siedzieli przy stoliku.
 - Tak pięknie - mruknął Malfoy, patrząc  na nią z dziwnym uśmiechem.
 - Zatańczymy? - zapytała niepewnie, gdy parkiet zapełnił się od tańczących par.
 - Dla ciebie wszystko księżniczko! - powiedział z seksownym uśmiechem, biorąc ją za rękę i prowadząc na parkiet.
Tańczyli do wolnej muzyki i wtedy Hermiona uświadomiła sobie, że zakochała się w przystojnym blondynie!

Hermiona wstała z łóżka i podeszła do szafy, otworzyła ją i ze łzami w oczach patrzyła na pustą stronę , którą zajmował Draco.
 - Nic nie zostawił - mruknęła załamana. - Nawet jednej głupiej koszuli!
Nie wiedząc co ze sobą począć, poszła do kuchni, po czym z cichym westchnieniem spojrzała na bukiet tulipanów w wazonie, które Draco podarował jej dwa dni temu.
 - Dlaczego nie mogłeś mnie pokochać? - wyszeptała gładząc liście kwiatów. - Nie mogłeś znaleźć w swoim sercu, choć małego miejsca dla mnie?
Usiadła na krześle i, płacząc, przypomniała sobie moment, w którym złożyła tę głupią obietnice.

 - Draco powiesz mi o co chodzi? - zapytała Hermiona, patrząc zaniepokojona na swojego chłopaka.
 - Za tydzień kończymy Hogwart – powiedział, bawiąc się jej włosami.
 - Wiem - zaśmiała się Gryfonka.
 - Myślałem nad swoim życiem…
 - I? - zapytała cicho.
 - I sądzę, że możemy się spotykać przez jakiś czas - powiedział poważnie.
 - Przez jakiś czas? - zapytała zaszokowana.
 - Nie oszukujmy się Granger - warknął. - Ja jestem czarodziejem czystej krwi ty…
 - Szlamą - wyszeptała, a jej serce rozpadło się na milion kawałków.
 - Chodzi mi o to… że pewnego dnia mogę postanowić, iż nadszedł czas zająć się dobrym imieniem rodziny i …
 - I zostawisz mnie, by znaleźć odpowiednią kobietę - dokończyła za niego ze łzami w oczach.
 - Granger nie mówię, że to kiedyś nastąpi… ale jest to możliwe, lecz mogę mieć też inny powód… - powiedział stanowczo. - Tak więc, jeżeli chcesz być ze mną , musisz mi obiecać, że gdy zdecyduje się odejść, nie będziesz robić scen!
Hermiona spojrzała na blondyna szeroko otwartymi oczami.
Jak to możliwe by chłopak, którego pokochała, nie czuł do niej kompletnie nic?
Byli ze sobą rok, przetrwali niezadowolenie przyjaciół i rodziny, a teraz, gdy była pewna, że blondyn się jej oświadczy, on mówi że nie wyobraża sobie z nią całego życia? Co miała zrobić?
 - Obiecuję - wyszeptała, choć wiedziała że będzie później tego żałować, lecz w jej sercu nadal tlił się maleńki płomyk nadziei, na to że być może Draco Malfoy pokocha ją naprawdę. Właśnie w tamtej chwili uświadomiła sobie, że chłopak nigdy nie wyznał jej miłości, przyjmował jej uczucie, ale nic jej nie obiecywał!
Postanowiła cieszyć się każdą chwilą! Martwić będzie się później!

 - I właśnie chwila zamartwiania się nadeszła - mruknęła ocierając łzy, położyła dłoń na jeszcze płaskim brzuchu. - Nie martw się kruszynko , obiecuję cię kochać za nas oboje, wiem że nie zastąpię ci Twojego tatusia… mi nikt go nie zastąpi , ale musimy sobie poradzić!

Hermiona z samego rana spakowała wszystkie swoje rzeczy i wysłała je do domu Harry'ego i Ginny. Rudowłosa zaproponowała by u nich przez jakiś czas zamieszkała, a Hermiona z ulgą się zgodziła.
Nie chciała mieszkać, w miejscu gdzie na każdym kroku znajdowała ślad obecności Malfoy’a.
Westchnęła i przeniosła się w miejsce, które uważała za najpiękniejsze.

 - Chcesz ze mną zamieszkać? - zapytała Hermiona, zachwycona patrząc na blondyna.
 - A co w tym dziwnego? - zaśmiał się Draco.  – Nie chcę cię na zbyt długo spuszczać z oka!
Dziewczyna uśmiechnęła się promiennie.
 - Z przyjemnością z tobą zamieszkam! - zawołała, rzucając mu się na szyję.
 - Nie przyjąłbym innej odpowiedzi - mruknął całując ją mocno. - Z tego właśnie powodu przywiozłem cię tutaj!
 - Dlaczego właśnie tu? - zdziwiła się.
 - Uwielbiam to miejsce - powiedział wzruszając ramionami. - Właśnie tutaj spędzałem z rodzicami wakacje, gdy byłem mały!
 - Pięknie tu - wyszeptała Hermiona, rozglądając się po piaszczystej plaży i podziwiając zachód słońca.

Teraz siedziała na tej samej plaży i płakała.
Żałowała , że … no właśnie czego żałowała? Że oddała mu swoje serce? Nie, tego nie żałuje!
Tego że będzie miała jego dziecko? Tego też nie żałowała!
Żałowała natomiast , że nie udało jej się sprawić, by Draco chciał spędzić  z nią  resztę życia.
 - Co tu robisz? - usłyszała za sobą tak bardzo kochany przez nią głos.
 - Siedzę - warknęła nie odwracając się.
 - Musisz tutaj? - warknął.
 - Tak - odparła ocierając łzy. Nie chciała na niego patrzeć, bała się, że gdy spojrzy w jego oczy, zacznie go błagać o choć kilka godzin razem!
 - Idź stąd! - rozkazał.
 - Sam idź – odparła z goryczą w głosie. - To najlepiej ci wychodzi!
 - Miałaś nie robić scen! - warknął, siadając obok niej.
 - Nie robię - odpowiedziała cicho. - Obiecałam, a ja zawsze dotrzymuje słowa.
 - Więc co tu robisz? - zapytał, patrząc na nią poważnie.
 - Nie Twój interes – powiedziała, wstając.
 - Granger ja musiałem odejść – warknął, łapiąc ją za rękę.
 - Nie oczekuję, od ciebie tłumaczeń - odpowiedziała cicho.
 -Podziękujesz mi kiedyś - powiedział stanowczo.
 - Dlaczego niby mam ci podziękować za zrujnowanie mi życia? - zapytała, patrząc na niego załamana. - Czy ty jesteś takim idiotą Malfoy?! Kocham cię! A teraz muszę nauczyć się żyć bez ciebie!
 - Jestem potworem! - wykrzyknął Malfoy.
 - O czym ty gadasz?! - spojrzała na niego zaszokowana.
 - Boję się, że upodobniam się do ojca – wyznał, patrząc na ocean.
 - Draco nie jesteś do niego podobny! - powiedziała przytulając się do niego. - Jesteś wspaniałym mężczyzną! Czułym i kochającym!
 - Mój ojciec też kiedyś taki był - mruknął.
 - Nie prawda! - zaprzeczyła gwałtownie. - Draco Twój ojciec był od zawsze oschły i bezlitosny! Tak został wychowany! A ciebie Narcyza nauczyła najważniejszych wartości!
 - Za bardzo mi na tobie zależy, by cię zranić! - warknął, odsuwając się od niej.
 - Ranisz mnie odchodząc! - powiedziała ze łzami w oczach.
 - Granger, do cholery, za bardzo cię kocham by cię skrzywdzić! - wykrzyknął wściekle.
 - Pierwszy raz powiedziałeś, że mnie kochasz - wyszeptała zachwycona.
 - Pierwszy i ostatni! - warknął i zaczął odchodzić.
 - Ożenisz się ze mną? - zawołała za nim.
Blondyn zatrzymał się gwałtownie i spojrzał na nią zaszokowany.
 - Coś ty powiedziała?!
 - Kocham cię i chcę, żebyś się ze mną ożenił! - powiedziała, podchodząc do niego z promiennym uśmiechem.
 - Ale ja cię skrz… - zaczął, lecz przerwała mu namiętnym pocałunkiem.
 - Draco, dopóki będziesz mnie kochał, nigdy przenigdy mnie nie skrzywdzisz! - zapewniła poważnie.
 - Kocham cię - wyszeptał i pocałował ją czule.
 - Ja ciebie też - odpowiedziała szczęśliwa.
 - Obiecuję, że zrobię wszystko byś była szczęśliwa! - powiedział poważnie i znów złączył ich usta w pocałunku.
 - Muszę ci coś wyznać - wyszeptała Hermiona, gdy siedzieli razem na plaży patrząc na zachód słońca.
Malfoy obejmował ją od tyłu, dziewczyna opierała się o niego i położyła jego ręce na swoim brzuchu.
 - Tu rośnie nasze dziecko – wyznała, rumieniąc się.
 - Jesteś w ciąży?! - zapytał zdumiony, po czym położył ją na piasku i schylił się nad nią. - Kocham ciebie i nasze dziecko!
 - Nawet nie wiesz, jaką miałam nadzieję, że to od ciebie usłyszę - powiedziała z uśmiechem.
 - Wiesz jak będziemy mieć córkę… - zaczął Draco poważnie.
 - To co?
 - To mam dla niej idealne imię - dokończył i pocałował ją namiętnie.

 - Hope – powiedział Draco, patrząc na żonę i córeczkę.
 - Nadzieja - wyszeptała ze łzami w oczach Hermiona.
 - Nasza mała nadzieja - odpowiedział Draco, całując czule żonę.
 - Hope Malfoy - powiedziała Hermiona z uśmiechem. - Pasuje do niej!
 - Kocham was - odparł poważnie Draco, patrząc na swoją żonę i jednodniową córeczkę.
 - Wiem skarbie - Hermiona spojrzała na niego z miłością. - Okazujesz nam to każdego dnia!










środa, 8 października 2014

Serce Hermiony



Dodaje dzisiaj , żeby wam wynagrodzić zwłokę ;)
Będę wdzięczna za każdy komentarz ;)


- Jaki pomysł?- zapytała zaniepokojona Ginny.
- Bliźniacy przysłali mi pewien gadżet – wyszeptał teatralnie. - Wystarczyło podrzucić do torby Notta małą kulkę, dzięki czemu zaraz zobaczymy go na środku Wielkiej Sali z jego nową zdobyczą! - zakończył pełnym zadowolenia głosem.
- To jest chwyt poniżej pasa - odezwał się Harry.
- Zrzucił mnie z miotły przez co przegraliśmy! - oburzył się Ron.
- Sam spadłeś z miotły, a przy okazji i jego zrzuciłeś - sprostowała Ginny.
- Nieważne - warknął i wpatrywał się w jeden punkt. - Jeszcze chwilę.
- Będą kłopoty - wyszeptała rudowłosa pod nosem, skreśliła parę słów na pergaminie, zmięła go i rzuciła nim w Malfoy’a.
- Weasley tak się nie podrywa- wykrzyknął ze śmiechem, lecz gdy przeczytał kartkę zaklął i spojrzał na Rona morderczym wzrokiem. - Łasico, jeżeli to ci się uda, to zginiesz!
- Gin jak mogłaś?!- Ron spojrzał na siostrę zdziwiony.
W tym momencie na środku Wielkiej Sali zmaterializowało się łóżko Teodora Notta.
- Co to ma znaczyć?!- krzyknął czerwony ze złości Ron.
Co go tak zbulwersowało? A to, że Teodor Nott spał przytulając Hermionę Granger.
- Teo! – Draco podbiegł do przyjaciela wraz z Zabinim.
- Spadaj Smoku - warknął Nott przez sen i mocniej objął Gryfonkę, która z uśmiechem się w niego wtuliła.
- Wstawaj! - krzyknął Diabeł. - Musimy zabić Weasley’a!
- Dobry powód pobudki - powiedział Teo ziewając, otworzył jedno oko i zaraz usiadł gwałtownie.
- Teo! - oburzyła się Hermiona.
- Przepraszam skarbie - mruknął i pocałował ją  w czoło.
Hermiona jednak nie zwracała uwagi na jego słowa, lecz zaskoczona wpatrywała się w przyjaciół.
- Co my tu robimy? - zapytała zwracając wzrok na Diabła i Smoka. - Jeżeli to wasz nowy żart, to przesadziliście - dokończyła ze łzami w oczach.
- Kto to wymyślił? -  zdenerwował się Nott, przytulając dziewczynę.
- Zgadnij - prychnął Zabini.
- Zabiję!- wykrzyknął i wyskoczył z łóżka.
- Panie Nott! - Profesor McGonagall zeszła z podium, po czym podeszła do nich. - Nikogo pan nie będzie zabijał!
- Tu się z panią nie zgodzę, pani profesor- odparł Ślizgon, patrząc wściekłym wzrokiem na Rona. - Przez tego palanta moja narzeczona płacze!
- Narzeczona?!- Harry i Ron spojrzeli na Hermionę, która odwróciła wzrok , nie chcąc nawet na nich patrzeć.
- Teo, chodźmy stąd – poprosiła, wstając i dziękując w myślach Merlinowi, że poprzedniego dnia zasnęli w ubraniach.
- Policzę się z tobą później kretynie - warknął Not w stronę Rona, który wyglądał na przerażonego.
- Po pierwsze chodźmy do Snape’a - powiedział Zabini. - On już wymyśli zemstę na łasicy!
- A po drugie? - zapytała Hermiona.
- A po drugie - zaczął Diabeł poważnym głosem. - Nie wiem jak ci to powiedzieć Teo, ale chyba dzisiaj śpisz na podłodze! - oznajmił wskazując na łóżko.
- Idiota - mruknął Teodor przewracając oczami.
Wziął Hermionę za rękę i wyszli z Wielkiej Sali.

Hermiona siedziała w fotelu w prywatnych kwaterach Snape’a i czekała aż ustaną krzyki…
Kogo? Notta, Malfoy’a i Zabiniego. Mistrz Eliksirów usiadł obok niej w drugim fotelu i zaczął, z beznamiętnym wyrazem twarzy, czytać książkę, nie zważając na oburzonych Ślizgonów.
- Zabijemy go! - wykrzyknął Teodor.
- Avada to za mało! - dopowiedział Zabini. - Trzeba wymyślić taki sposób…
- Żeby Potter też cierpiał! - dokończył Draco.
- Ma pan zamiar coś zrobić? - zapytała Hermiona profesora.
- Nie – odpowiedział, nie odrywając wzroku od książki.
- Oni właśnie obmyślają plan zabicia Rona - powiedziała jakby myślała, że nie dosłyszał podopiecznych.
- Jak na razie nic ciekawego nie wymyślili – prychnął. - Mam nadzieję, że uratują honor Ślizgonów i wpadną na coś wartego uwagi!
Hermiona przewróciła oczami. Była pewna że Teodor nie zaniecha zemsty na rudzielcu…
- Teo… - zaczęła, lecz nikt nie zwrócił na nią uwagi.
Nie mogąc wtrącić się do rozmowy, wróciła wspomnieniami do zdarzeń sprzed pół roku.
Nic nie było jak dawniej.
Ron postanowił wrócić do Lavender, lecz Hermiona nie rozpaczała. Nie  tak wyobrażała sobie ich związek.
Od rana do wieczora rudzielec spędzał czas na boisku do quidditcha. Na początku rozumiała, że  w ten sposób próbuje wrócić do normalności po wojnie. Każdy tego próbował… Harry spędzał każdą wolną chwilę z Remusem i jego rodziną ,  Ginny znikała na całe dnie , bliźniacy rozwijali swój biznes. A ona? Nadal spędzała masę czasu w bibliotece, zaczytywała się w książkach, chcąc oderwać się od rzeczywistości… Nie była jedyną… Teodor Nott także całe dnie przesiadywał pomiędzy regałami. Wśród Ślizgonów nastały zmiany. Większość z nich wróciła do Hogwartu jako sieroty, starając poukładać swoje życie od nowa. Hermionę ciekawiła zmiana jaka zaszła w Teodeorze. Przed wojną rzadko można było go zobaczyć z książką w ręku, a teraz codziennie zjawiał się w bibliotece , siadał przy stoliku obok i czytał..
Gryfonka na początku nie zwracała na niego uwagi, lecz zaczęło się to zmieniać, gdy Ślizgon zaczął zwracać na siebie uwagę. W jaki sposób? Ślizgoński…
- Granger nie czytaj tak głośno - warknął pewnego dnia.
- Przecież nie czytam na głos - odpowiedziała zdziwiona.
On tylko prychnął.
Następnym razem…
- Granger musisz tak dużo myśleć? - mruknął.
- W odróżnieniu od ciebie, ja robię to samoistnie- odparła spokojnie.
- Coś sugerujesz? - zapytał unosząc brwi w górę.
- Ja?! - udała zaskoczoną. - Jak możesz tak nawet myśleć!
- Dzięki - uśmiechnął się szeroko. - Właśnie przyznałaś, że jednak myślę.
- Każdemu zdarza się pomylić - wzruszyła ramionami. - Ale ja zawsze się poprawiam! No więc Teodorze, nie myślisz! Wybacz moją pomyłkę, która dała ci nadzieję!
- Nott idziesz polatać? - zawołał Malfoy, wchodząc do biblioteki.
- Nie wiesz, że należy zachowywać się w bibliotece cicho?! - skarciła go Hermiona.
- A ty nie wiesz, że taka fryzura jest zabroniona? - odpowiedział pytaniem, na pytanie wskazując jej włosy.
Hermiona już chciała coś odpowiedzieć, lecz ubiegł ją Nott.
- Zamknij się - warknął w stronę blondyna, posłał Hermionie szybkie spojrzenie po czym wyszedł.
- Cholera, tylko nie ty- westchnął Draco wpatrując się w drzwi, za którymi zniknął Ślizgon.
- O co ci chodzi?
- Zrobię, to tylko i wyłącznie dlatego, że Teo jest dla mnie jak brat! - powiedział po chwili z cierpiętniczą miną.
- Czego chcesz? - zapytała Hermiona czujnie.
- Daj szansę Teodorowi! - rozkazał.
- O czym ty mówisz?! - spojrzała na niego jak na wariata.
- Myślisz, że to łatwe? - oburzył się. - Nie tak wyobrażałem sobie dziewczynę, w której Nott się zako… która mu się podoba! - poprawił się szybko. - Czego chcesz ?
- Za co?
- Granger podobno jesteś taka inteligentna! - zadrwił. – Co chcesz, za randkę z Teo!
- Ja mam iść na randkę z Nottem? - zawołała i rozglądnęła się szybko, po czym zniżyła głos - Co ty knujesz?
- Nic… tym razem – westchnął. - On jest moim przyjacielem, a ty jesteś… jutro się dowiesz kim!
- Jeżeli znowu chcesz mnie obrazić to…
- Zmieniłem się – mruknął. - Umów się z Nottem!
- To facet powinien zaprosić dziewczynę na randkę! - oburzyła się i wstała.
- Jutro bądź o osiemnastej przy Bijącej Wierzbie! - powiedział tylko i wyszedł.
- Oszalał – wyszeptała, kręcąc z niedowierzania głową.
Nie wiedziała czemu, ale o osiemnastej zjawiła się w umówionym miejscu. Już z daleka widziała Notta.
- Przyszłaś - stwierdził zdziwionym głosem.
- Przyszłam - potwierdziła.
Zaległa cisza, wpatrywali się w siebie, nie wiedząc co powiedzieć.
- Jak dzieci! - usłyszeli za sobą zirytowany głos za drzewa.
- Malfoy spadaj! - warknął Teodor.
- Mówiłam ci, żebyś się nie odzywał! – powiedziała Ginny wychodząc z blondynem za drzewa. - Teraz koniec z podglądaniem!
- Ginny? - Hermiona nie mogła wymyślić powodu dla którego ta dwójka miałaby spędzać razem czas, no chyba, że … - Jestem przyjaciółką Ginny!
- Brawo Granger - Draco zaczął klaskać.
- O co wam chodzi? - zapytała rudowłosa.
- Przeprowadziliśmy małą rozmowę w bibliotece - Malfoy machnął ręką.
- Byłeś w bibliotece? - zakpiła Ginny. - Ty w ogóle wiesz, gdzie ona się znajduje?
- Zabawne - prychnął blondyn.
- Macie dziesięć sekund, żeby stąd zniknąć! - warknął poirytowany Nott.
- A co się stanie za dziesięć sekund? - zapytała zaciekawiona Ginny.
- Nie chcesz wiedzieć - odparł Draco i chwyciwszy ją za rękę,  ruszył w stronę zamku.
Hermiona uśmiechnęła się patrząc na tę dwójkę.
- To z nim Ginny spędzała tyle czasu - domyśliła się.
- Niestety - powiedział Nott, a widząc zdziwione spojrzenie Gryfonki wytłumaczył. - Cały ten czas spędzali w naszym dormitorium.
Hermiona zaśmiała się.
- To przynajmniej poznałeś lepiej Ginny!
- Współczujesz mi, prawda? - zapytał z nadzieją.
- Nie – odpowiedziała, chichocząc.
- Gryfoni i ich współczujące serca- prychnął.
- Gryfoni są odważni - poprawiła go. - Jak chcesz współczucia idź do … właściwie trudno będzie ci kogoś znaleźć!
- Mówił ci ktoś, że jesteś wredna?- zapytał.
- Nie – udała zamyśloną. - Słyszałam coś o mądrej, sprytnej i odważnej… o wrednej jakoś nic mi się nie obiło o uszy.
- Przez tą szopę na głowie - odezwał się głos tym razem za krzaków.
- MALFOY! - ryknął Nott.
 -Dobra! Idę! Nie krzycz! Złość piękności szkodzi! - powiedział blondyn i odszedł z wysoko uniesioną głową.
- Ginny… - odezwała się Hermiona, patrząc na krzak.
- Oj już - rudowłosa posłała jej uśmiech i ruszyła za Ślizgonem.
- Oni są … po prostu brak słów - zaśmiała się Hermiona.
- Malfoy pożałuje - warknął Nott.
- Przecież nic się nie stało i… - nagle zasłoniła ręką usta.
- Co się stało? - zaniepokoił się Ślizgon.
- Nie wiem, czy dotarło to do ciebie, ale właśnie obroniłam Malfoy’a! - wyszeptała cicho.
- Zapiszą to w Historii Hogwartu -  zakpił, po czym oboje się roześmiali.
Hermiona wracając do swojego pokoju, nie przestawała się uśmiechać. Teodor okazał się inteligentnym i miłym chłopakiem. Nie mogła na początku uwierzyć w zmianę jaka w nim zaszła, lecz postanowiła dać mu szansę, będzie miał okazję udowodnić czy naprawdę stał się innym człowiekiem i…
- Umówisz się z nim jeszcze? - jej rozmyślania przerwała Ginny pojawiając się znikąd.
- Musisz mnie tak straszyć?- zapytała Hermiona, przewracając oczami i chowając różdżkę, którą szybko wyciągnęła.
- Nie moja wina, że od razu chciałaś mnie atakować – rudowłosa wzruszyła ramionami. - Byłaś tak zamyślona, więc sądzę, że randka się udała.
- Było miło - odpowiedziała dumnie Hermiona, wchodząc do swojego pokoju.
- Herm! - wykrzyknęła oburzona Ginny.
- No co? – zapytała i zaczęła się śmiać.
Rudowłosa pochwyciła poduszkę  z łóżka i rzuciła w nią.
- Jesteś okropna!
- Odezwała się - Hermiona spoważniała. – Dlaczego nie powiedziałaś mi o Malfoy’u?
Ginny westchnęła i usiadła na łóżku.
- Chciałam… ale wolałam poczekać i przekonać się, czy on traktuje mnie poważnie - powiedziała cicho.
- I traktuje?- zapytała Hermiona, siadając obok.
- Tak - uśmiechnęła się szeroko. - Przedstawił mnie rodzicom… Nigdy nie widziałam Lucjusza Malfoy’a, który stracił głos!
- Było tak źle?
- Na początku, ale potem wszystko było dobrze- rudowłosa spojrzała na nią. – Chyba zmienili się… na lepsze.
- Dasz wiarę, że osoby które o to nie podejrzewaliśmy, stały się… normalne? -  zapytała rozbawiana Hermiona.
- Jak na razie dalej w to nie wierzę - zaśmiała się Ginny. - Dasz szansę Teodorowi?
- Tak - odpowiedziała Hermiona. - Wydaje się … miły.
- I przystojny, inteligentny, wysportowany…
- Masz Malfoy’a - przypomniała Gryfonka.
- Oj wiem! Ale próbuje cię przekonać do Teo!
- Nie musisz mnie przekonywać - odparła poważnie Hermiona. - Zobaczymy co z tego będzie… na razie wiesz tylko ty i Fretka..
- I Zabini - dodała Ginny.  – No wiesz, oni są jak jakieś trojaczki, jeden coś robi, pozostała dwójka wie jak to się skończy itp.
- Oni są niemożliwi - Hermiona wzniosła oczy ku górze.
- Tego nie zmienimy! Wiem! Próbowałam!
- Trzeba się z tym pogodzić - zaśmiała się Hermiona.
Gdy Ginny wróciła do swojego dormitorium, Hermiona pogrążyła się w myślach.
Teodor …. westchnęła. Zobaczę co przyniesie przyszłość, zdecydowała w myślach.
Pół roku później, wiedziała już jakie Merlin miał wobec niej plany.
Przez sześć miesięcy spotykali się w tajemnicy, aż w końcu...została narzeczoną Teodora Notta!. W kręgu poinformowanych osób oprócz Malfoy’a , Ginny, Zabiniego, pojawiła się jeszcze Pansy i Snape.
Hermiona nie mogła uwierzyć, ale nawet Parkinson się zmieniła. Już nie była tą samą dziewczyną co przed wojną. Zmieniła styl ubierania, przestała się malować… widać było, że bez widma Voldemorta mogła nareszcie być sobą.
A Snape? Nadal jest wrednym, apodyktycznym, poważnym Mistrzem Eliksirów.
Hermiona dzięki związkowi z Nottem, miała szansę przekonać się jaki Snape jest w stosunku do swoich podopiecznych. Wiedziała, że Ślizgoni mają u niego na zajęciach ulgi, lecz nie zdawała sobie sprawy, że w wolnym czasie każdy z nich musi przynajmniej raz w tygodniu uwarzyć dodatkowy eliksir na ocenę. Dzięki temu, że Snape był ojcem chrzestnym Dracona, cała trójka Ślizgonów, teraz wraz z Hermioną, Ginny i Pansy, stała się częstymi gośćmi w prywatnych kwaterach Mistrza Eliksirów. Tam mogli być sobą, niczego nie ukrywać i nie przejmować się innymi.
Snape najczęściej wychodził, gdy oni przychodzili, dzięki czemu mieli swobodę.
Właśnie w kwaterach Mistrza Eliksirów, Hermiona ujrzała Teodora stojącego z poważną miną na środku salonu i z małym pudełeczkiem w ręce.
- Czy ty chcesz zrobić, to co ja myślę? - zapytała zaskoczona.
- Ja naprawdę myślę, że ona wcale nie jest taka inteligentna - skomentował Draco.
Hermiona dopiero teraz zauważyła, że nie są sami. Ginny, Malfoy , Zabini i Pansy stali uśmiechnięci, w rogu pokoju.
- Coś w tym jest - przyznał Zabini.
- Zamknijcie się - warknął Nott i spojrzał na Hermionę. - Chciałem…
- Powiedz tak! - krzyknęła Ginny.
- Oczywiście, że powie tak! - prychnął Zabini. - Więc daj jej ten pierścionek i urządźmy imprezę!
- Brak ci romantyzmu! - oburzyła się Pansy.
- Ja ich zabije - wysyczał przez zaciśnięte zęby Teodor.
Hermiona uśmiechnęła się do niego i wyciągnęła różdżkę, jednym ruchem sprawiając, że oprócz nich, nikt nie mógł się odezwać ani ruszyć.
- O co chciałeś mnie zapytać?.
- Czy ty Hermiono… - zaczął poważnie.
- Nott jeszcze się nie oświadczyłeś? - zapytał Snape wchodząc do salonu. - Ile ci czasu potrzeba do zadania czterech pytań?- zakpił.
- Chociaż chwili spokoju! - warknął i straciwszy cierpliwość, chwycił Hermionę za rękę i ruszył do biblioteki Mistrza Eliksirów.
Gdy zamknął za nimi drzwi, padł przed nią na kolana.
- Wyjdziesz za mnie? - zapytał szybko. - Pośpiesz się z odpowiedzią, bo ci kretyni zaraz tu przybędą i …
- Tak! - przerwała mu i pocałowała czule. - Zostanę twoją żoną!
- To było takie trudne? - zawołał Zabini za drzwi. - Robimy imprezę?!
- Będziesz głównym gościem!- krzyknął Teodor otwierając z rozmachem drzwi.
- Naprawdę? - ucieszył się Blaise.
- Tak! Na swoim pogrzebie! - odpowiedział poważnie.
- Żegnam! - Zabini szybko się ulotnił, tak jak reszta towarzystwa.
-Nott pamiętaj , że to moja biblioteka!- przypomniał Snape i wyszedł.
- Teraz mogę to zrobić jak należy! - ucieszył się Teo i pocałował ją namiętnie.
- Zamienimy łasice w gnoma i… - do rzeczywistości przywołał Hermionę następny „genialny” pomysł Zabiniego.
- I co?! - prychnął Nott. -  Najlepiej załatwmy to po męsku!
- Ciekawe z kim - wtrącił się Snape. - Żeby załatwić coś po męsku panie Nott, potrzebuje pan drugiego osobnika tej samej płci, a co za tym idzie, nie może być to pan Weasley.
- Ronald jest… - zaczęła Hermiona oburzona, lecz przerwała na widok uniesionych brwi Notta. - Oj dobrze! Uważam , że nie powinniście nic robić!
- Że co?! - wykrzyknął Malfoy. - Teo twoja Gryfonka oszalała! Nie pozwól się jej zbliżyć do Ginny! Jeszcze mi ją zepsuje!
- Zepsuje? - usłyszeli prychnięcie od drzwi.
- Nieważne – mruknął Draco, patrząc z uśmiechem na rudowłosą.
- Porozmawiamy o tym później – ostrzegła. – Moim zdaniem Hermiona ma rację!
- Oszalały oboje - podsumował poważnie Zabini.
- Chodzi o to, że Mionka zemści się o wiele bardziej niż wy wszyscy razem wzięci - wytłumaczyła.
- To może się udać - zgodził się niechętnie Draco.
- Przenieśli moje łóżko do wielkiej Sali! - przypomniał Nott. - Zemszczę się za to!
- Wiem Teo - Hermiona podeszła do chłopaka. - Ale mogę wpierw z nimi porozmawiać?
- Będą cierpieć? - zapytał z nadzieją Zabini.
- Możesz być tego pewien - mruknęła Ginny.
Snape odłożył książkę na stolik obok fotela, wyszedł z salonu, lecz zaraz wrócił z grubym tomem. Podszedł z beznamiętnym wyrazem twarzy do Malfoy’a i zdzielił go tomiszczem w głowę.
- Za co?! - krzyknął zaskoczony blondyn, pocierając bolące miejsce.
- Właśnie straciłem resztki nadziei, że chociaż raz nie zawiedziesz moich oczekiwań - odpowiedział Snape. - Gryfonki dyktują wam co macie robić!
- Więc dlaczego ja tylko oberwałem? A Teo i Diabeł?!
- Ty dzięki swojemu jakże wielkiemu szczęściu, jesteś moim chrześniakiem – warknął. - Co uprawnia mnie do wbicia ci w ten głupi łeb trochę mądrości!
- Marne nadzieję - zaśmiała się Hermiona.
- Granger.. - zaczął Malfoy grobowym głosem.
- Idę porozmawiać z chłopakami! - powiedziała, pocałowała Teodora i szybko wyszła.
Przemarsz przez Hogwart był dla Hermiony ciężkim przeżyciem. Każdy uczeń wskazywał na nią palcem, słyszała szepty, a wiedziała doskonale czego dotyczą. Nie mogli uwierzyć w jej związek z Nottem. Na szczęście szybko dotarła do Pokoju Wspólnego Gryfonów.
Gdy weszła zaskoczona zauważyła, że w pomieszczeniu znajdą się tylko Harry i Ron.
- Gdzie reszta? - zapytała.
- Powiedzmy, że mają inne zajęcia - odparł Harry i spojrzał na nią w skupieniu. - Czemu nam nie powiedziałaś?
- Nie sądziłam, żebyście byli zachwyceni moim związkiem z nim - wyznała cicho.
- I miałaś rację! - wykrzyknął Ron. - Mam nadzieję, że już z nim zerwałaś!
- Nie zerwałam Ronald! - powiedziała oburzona. - Jak możesz, mieć takie głupie pomysły?!
- Jak możesz z nim być? To Ślizgon!
- I co z tego wynika? Kocham go!
- To przestań! - zażądał rudowłosy.
- Chyba oszalałeś!
- Stracisz przyjaciół - ostrzegł Ron.
- Gdyby naprawdę wam na mnie zależało, to byście chociaż spróbowali poznać Teodora! - odpowiedziała po chwili ciszy.
- Zależy nam - odezwał się Harry. – Dlatego uważamy, że Nott nie jest dla ciebie! Martwimy się!
- Nie lubicie go tylko dlatego, że jest Ślizgonem! – krzyknęła tracąc resztki cierpliwości. - I do tego przyjacielem Malfoy’a!
- Dziwisz się nam?! -  zapytał zaskoczony Harry. - Od początku…
- Od początku - przerwała mu. - Każdy z nas ze względu na wychowanie i przynależność do różnych domów miał błędne zdanie o innych! Teo się zmienił, tak samo jak Malfoy i Zabini!
- Malfoy się zmienił?! - prychnął Ron. - Zawrócił w głowie Ginny!
- Ginny jest szczęśliwa! - powiedziała poważnie Hermiona. - Nic na to nie poradzisz, że to Dracon daje jej to szczęście!
- Żebyś się nie zdziwiła!
- Jesteś egoistą!
- Nie prawda! - oburzył się.
- Nie? - prychnęła. - Gdy zacząłeś się spotykać z Lavender, nikt nie miał prawa wtrącać się między was!
- To inna sytuacja! Lav jest Gryfonką!
- To nie ma nic do rzeczy! Wojna się skończyła ! Obudźcie się wreszcie! Miałam nadzieję, że dorośliście, a wy nadal zachowujecie się jak rozkapryszone dzieci!
- To idź do swojego dorosłego Teodora! - Krzyknął Ron.
 -A żebyś wiedział, że pójdę! - to powiedziawszy, wyszła z Pokoju Wspólnego.
- Mam go zabić? - usłyszała za sobą.
Odwróciła się i ujrzała Notta opartego plecami o ścianę.
- Nie – mruknęła, podchodząc.
Teodor pokręcił tylko zrezygnowany głową i przytulił ją.
- Popamiętają kretyni - wyszeptał po chwili.
- Nie warto – mruknęła. - Wszystko się wreszcie rozwiąże! Zobaczysz!- powiedziała z uśmiechem.
- Jesteś optymistką - prychnął.
- I to się nie zmieni - ostrzegła.

Dwa lata później
Harry z Ronem nie pogodzili się z jej związkiem z Nottem, nie zjawili się nawet na ich ślubie, ani na chrzcie ich pierwszego dziecka.
Hermiona przepłakała przez nich nie jedną noc, nie mogła uwierzyć, że zyskując mężczyznę, straciła przyjaciół.
Pocieszeniem była Ginny, która przeżywała podobną sytuacje - Ron nie uznawał jej małżeństwa z Draconem, lecz ona, w odróżnieniu od Hermiony, nie przejmowała się bratem.
- Granger! - ryknął Draco, wpadając do salonu państwa Nott.
- Nie drzyj ryja Smoku - warknął Teodor, patrząc z niepokojem na śpiącego w kołysce syna. - Jeżeli obudzisz Samuela,  zginiesz!
- Gdzie jest twoja gorsza połówka? - zapytał Draco, nie zwracając uwagi na jego słowa.
- Z twoją gorszą połówką - odparował Nott.
- No to mogiła - westchnął załamany Smok i opadł na kanapę.
- O czym ty gadasz?
- Granger naopowiadała Gin bzdur o ciąży i moja kochana żonka, każe mi chodzić na mugolskie, cholerne zajęcia dla rodziców!
- Do szkoły rodzenia - domyślił się Nott z krzywym uśmiechem. - Przeżyłem to!
- Po co się godziłeś? – zapytał wściekły Draco. - Przez ciebie ja muszę tam iść!
- Hermiona umie mnie do wszystkiego przekonać - Teodor poruszył sugestywnie brwiami.
- Nie chcę o tym słyszeć! - krzyknął zatykając uszy rękami.
W tym momencie rozległ się płacz.
- Mówiłam, że na jego widok każde dziecko będzie płakać - odezwała się Hermiona, wchodząc do pokoju wraz z ciężarną Ginny.
- Mam nadzieję, że nasz syn jakoś będzie na jego widok psychicznie przygotowany - mruknęła rudowłosa poważnie, a słysząc oburzenie męża, przytuliła się do niego. – Chodź Smoczku do domu!
- Nie każesz mi udawać mugola?! - zapytał przerażony.
- Oczywiście , że nie! - obiecała Ginny, lecz gdy stała już w kominku puściła oczko Hermionie, po czym zniknęła w chmurze dymu.
- Smok nie będzie zachwycony jej pomysłem? - domyślił się Teo.
- Nie bardzo - zaśmiała się Hermiona, podchodząc do kołyski i biorąc synka na ręce. - Nie płacz skarbie.
- Właśnie nie płacz - Teodor objął żonę i syna. - Smok już poszedł! Mamy spokój!
- Mamy! - przyznała Hermiona i wtuliła się w męża.
Nie żałowała, że wybrała jego, a nie Harry'ego i Rona. Czas pokazał, że na Teodora zawsze może liczyć. Oczywiście, nie zawsze było różowo. Oboje mają silne charaktery i są uparci, ale zawsze umieli znaleźć kompromis , dzięki czemu stworzyli szczęśliwą i kochającą rodzinę!