wtorek, 29 grudnia 2015

Ważne!

Witam!
Miniaturka pojawi się w sylwestra :) Chyba , że jutro wieczorem uda mi się wstawić :D
Będzie to długo oczekiwany Happy end historii Kite :D
Mam nadzieję, że się nie możecie doczekać :D
A teraz druga sprawa!
Założyłam dla moich mini opowiadań facebooka :D
A co! Jak szaleć to na całego :)
Jedna z czytelniczek , poddała pomysł, w sumie miała rację :)
Tam napewno będzie lepsza komunikacja między nami :)
Pozdrawiam i zapraszam!
https://www.facebook.com/gisia.gisia.54?fref=nf

czwartek, 24 grudnia 2015

Świąteczny cud

Świąteczny cud
Beta: Kite Millie

Hermiona schowała prezenty pod łóżko i zbiegła do salonu. Choinka stała na środku pokoju, a obok wielkie pudło z ozdobami. Westchnęła i rozejrzała się dookoła.
To był jej nowy dom, pierwsze święta, pierwsze drzewko, pierwszy raz, gdy będzie je świętować sama.
Sama nie wiedziała, czemu chowała prezenty. Nikt ich przecież nie znajdzie, nikt ich nie będzie szukał.
Usiadła na podłodze i zapatrzyła się w choinkę. Zawsze uwielbiała przystrajać drzewko. Mama wtedy zaparzała gorącą czekoladę i piekła pierniki, tata zawieszał lampki, a reszta należała do niej. Mogła ubierać dom, jak tylko chciała. Goniła więc z ozdobami po całym domu. Gdy była mała na każdym krześle zostawiała łańcuch i bombkę, przez co cała rodzina musiała uważać, gdzie siada.
Uśmiechnęła się na te wspomnienia.
Wstała i włączyła radio. Z głośników poleciały nuty jej ulubionej świątecznej piosenki.

Don't want a lot for Christmas
There's just one thing I need
I don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you

Śpiewając, zaczęła ubierać choinkę. Zaczęła czuć magię świąt. Obiecała sobie, że nie prześpi tych dni. Poczeka na pierwszą gwiazdkę, zje wieczerze, a o północy pójdzie na pasterkę, sama.
Czemu? Po wojnie wszystko się zmieniło. Każdy układał sobie życie.
Harry zaręczył się z Ginny, Ron zaczął spotykać na nowo z Lavender, a ona? Pokochała…
To nie tak, że zawsze była sama. Nawet jeżeli nikt o jej związku nie wiedział, nawet jeśli nigdy nie pojawiali się nigdzie razem, nawet gdy on się jej wstydził...
Zamrugała powiekami, by pozbyć się łez. Nie ma powodu do płaczu.
Powinna się cieszyć, że skończyło się to teraz, a nie potem gdy już pokochałaby go.. Westchnęła.
 – Za późno – wyszeptała ze smutnym uśmiechem.
Pokochała go całym swoim sercem, rozum szydził, gdy serce szybciej biło, serce nie dawało spokoju, gdy rozum przedstawiał racjonalne powody zakończenia związku…

I don't want a lot for Christmas
There's just one thing I need
I don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
I don't need to hang my stocking
There upon the fireplace
Santa Claus won't make me happy
With a toy on Christmas day

Hermiona spojrzała na ubraną choinkę i pogratulowała sobie dobrej roboty.
Drzewko wyglądało pięknie, a resztę domu postanowiła udekorować za pomocą magii. Kupiła go w dzielnicy czarodziejów, więc nie musiała martwić się, że jakiś mugol zauważy ją z różdżką.
Gdy wszystko było gotowe, zapaliła w kominku, przywołała prezenty i usiadła w fotelu. W takiej chwili tęskniła za rodzicami…
Gdzieś są… bezpieczni i nieświadomi jak ich córka jest samotna. Nieświadomi istnienia dziecka, które za nimi tęskni. Nieświadomi jej złamanego serca i życzenia, by znów miała pięć lat, gdy przylatywała do mamy ze łzami, a ta przytulała ją mocno i zapewniała, że wszytko będzie dobrze. Chciała, by jej tata znów ze śmiechem odgrażał się, że ktokolwiek złamie serce jego książnice, zapozna się ze strzelbą, która byłą w rodzinie od pokoleń.
 – Gdzie masz tato broń? – zaśmiała się przez łzy na wspomnienia. – Polubilibyście go… Może nie jest miły i niezbyt przejmuje się zdaniem innych, ale... ale przy nim byłam szczęśliwa… Nie zwracał uwagi na moje blizny. – Przejechała palcem po napisie, który Bella wyryła jej na ręce. – Znosił moje wymądrzanie się… traktował mnie z szacunkiem… czasami. – Uśmiechnęła się. – Po prostu był…
Z rozmyślań wyrwało ją stukanie w okno. Szybko wpuściła białego puchacza do środka, dała jej kilka ziarenek, po czym odwiązała wiadomość.

Mamy nadzieję, że jednak spędzisz z nami święta.
Czekamy,
Harry.

Chwyciła pióro i napisała szybką odpowiedź.

Wybacz Harry, ale te święta chcę spędzić sama.
Mam nadzieję, że zrozumiecie.
Pozdrów wszystkich i złóż im ode mnie najserdeczniejsze życzenia.
Całuję was!
Hermiona.

Nie chciała psuć świąt przyjaciołom swoim humorem. Wolała pozostać w czterech ścianach i leczyć złamane serce.
Gdy zaczęło się ściemniać, szybko poszła się przebrać. Założyła granatową sukienkę, spięła włosy w kok i przejrzała się w lustrze.
Może i nikt jej nie zobaczy, ale przynajmniej poprawiła sobie humor.
Zeszła do kuchni i wyciągnęła talerz, po chwili namysłu wyciągnęła drugi i nakryła stół dla dwóch osób. Na środku stołu położyła świecznik i zapaliła świece.
Było magicznie, kominek, choinka, świece, ciemność za oknem… Brakowało tylko jego.
 – Nie płacz – upomniała się i usiadła przy stole. Jej wzrok padł na fotografie rodziców i przyjaciół, po czym spojrzała w okno.
 – Może i to dziecinne – mruknęła i zamknęła oczy. – Chciałabym… – nie dokończyła, ponieważ rozległo się pukanie do drzwi. – Tak szybko?! – pisnęła i sama siebie zganiła za nadzieję.
Otworzyła drzwi i poczuła, jak jej serce chce wyskoczyć z piersi.
 – Co tutaj robisz? – wyszeptała.
 – Po jaką cholerę zablokowałaś kominek?! – wrzasnął Severus Snape, wchodząc bez zaproszenia do środka. – Przez to musiałem się teleportować! Jest minus dwadzieścia i przez ciebie musiałem marznąć!
 – Nikt ci nie kazał – prychnęła zła. Przychodzi sobie i co?! Od razu pretensje. – Co tutaj robisz?
 – Stoję kretynko – warknął i ściągnął pelerynę. – Myślałem, że dojrzałaś, a okazałaś się dalej tą samą nieznośną gówniarą, którą miałem nieprzyjemność uczyć!
 – Jak mi ciebie żal – odpowiedziała i założyła ramiona na piersi. – Co cię tutaj sprowadza?
 – Co chciałaś osiągnąć, odchodząc? – odpowiedział pytaniem na pytanie.
Hermiona spojrzała na niego w milczeniu. Co miała powiedzieć? Prawdę? Czy może skłamać?
 – Nie miałam zamiaru czekać na cud – powiedziała po chwili.
 – Na jaki cud?!
 – Cud, że wreszcie zaczniesz mnie traktować poważnie i że wreszcie się określisz.
 – Dziś jest noc cudów – mruknął i nie czekając na nią, wszedł do salonu i usiadł przy stole. – W Hogwarcie czeka całe grono pedagogiczne, ale oczywiście ty musiałaś wszystko popsuć.
 – Co niby popsułam? – zapytała, zajmując miejsce naprzeciwko niego.
 – Rozmawiałaś z Minerwą.
Hermiona zarumieniła się, przypominając sobie rozmowę z profesor transmutacji.

 – Oczywiście, że cię kocha! – powiedziała Minerwa McGonagall. – Po prostu jest zbyt uparty, by to przyznać!
 – Ale czy kiedykolwiek dojdzie do tego? – zapytała z nadzieją Hermiona.
 – Nie będę cię zwodzić – westchnęła kobieta. – Severus jest beznadziejnym obiektem westchnień. Musisz z nim postępować… hm… sposobem.
 – Sposobem?
 – Co robi, gdy nie chce się przyznać do uczuć?
 – Ignoruje, warczy, wychodzi, trzaskając drzwiami – wyliczyła Hermiona.
 – Musisz to wszystko złożyć w całość – podsunęła starsza kobieta.
 – W całość? – Hermiona spojrzała na nią z powątpieniem. – Mam od niego odejść?
 – Może wtedy dojdzie do niego, że nie może bez ciebie żyć, a jak nie….
 – To lepiej bym teraz się o tym przekonała – dokończyła cicho.

 – Więc? – Snape przywołał Hermionę do rzeczywistości.
 – Podziałało – uśmiechnęła się niepewnie.
Snape westchnął, odsunął krzesło i klęknął przed Hermioną.
 – Nie wstydziłem się ciebie – powiedział ze zmarszczonym czołem.
 – Więc dlaczego nie chciałeś, żeby ktokolwiek wiedział o nas?
 – Nie chciałem, żeby zaczęli się wtrącać – prychnął. – Choć Minerwa z Albusem i tak się domyślili.

 – Ty idioto! Ty… Gryfonie! – krzyknęła Minerwa, wchodząc do jego prywatnych kwater.
 – Jak mnie nazwałaś?! – oburzył się.
 – Gryfonem! Dla mnie to duma, ale znając cię, to właśnie jest największą obelgą dla ciebie! – zawołała. – Rusz tyłek i idź do niej!
 – Odeszła – odparł spokojnie, usiadł na kanapie i otworzył książkę.
Minerwa zmrużyła oczy, zacisnęła wargi i dostojnym krokiem podeszła do regału, chwyciła największą książkę i… zdzieliła nią Severusa Snape po głowie.
 – Cholera! – Odsunął się na drugi koniec pokoju. – Co ci strzeliło do głowy stara wariatko?!
 – Hermiona uważa, że się jej wstydzisz! Dlatego odeszła – wyjaśniła.
 – A gryfoni są ponoć tacy Inteligentni! – prychnął, kierując się w stronę kominka.
 – Gryfoni są odważni, ale nie brakuje im także rozumu! – Tu spojrzała na niego z rozbawieniem. – Nie to co Ślizgoni! – powiedziawszy to, wyszła.

 – Z czego się śmiejesz?! – warknął, gdy Hermiona zaczęła chichotać.
 – Uderzyła cię? – zapytała, próbując powstrzymać śmiech.
 – To nie było zbyt przyjemne – odparł.
 – Ale przyszedłeś – odpowiedziała czule i pogładziła go po policzku.
 – Masz się spakować i wrócić tam, gdzie twoje miejsce! – rozkazał.
 – Dlaczego? – zapytała cicho.
 – Chcesz to usłyszeć? – zapytał z kpiną w głosie.
 – Chcę to często słyszeć – odpowiedziała poważnie.
 – Kocham cię, Granger – wyrzucił z siebie, po czym wstał i zajął swoje miejsce. – Zaczynajmy kolację.
Hermiona spojrzała na niego z promiennym uśmiechem.
 – Smacznego… – powiedziała. – I też cię kocham.
 – Wiem – odparł, nakładając sobie jedzenie.
Gdy skończyli posiłek, Hermiona podeszła do choinki i wyciągnęła prostokątny pakunek, po czym podała go Severusowi.
 – Miałam nadzieję, że jednak się zjawisz – wyjaśniła, rumieniąc się.
Snape odpakował prezent i uśmiechnął się lekko na widok zdjęcia ich obojga. Dobrze pamiętał, jak Hermiona uparła się, by je zrobić.
 – Dziękuję – powiedział i wyciągnął z kieszeni małe pudełeczko.
Hermiona wstrzymała oddech i drżącymi palcami otworzyła wieczko.
Na atłasowym podbiciu leżał… klucz.
 – Od moich kwater – usłyszała głos Severusa.
Uśmiechnęła się, by ukryć rozczarowanie.
 – Dziękuję – powiedziała i odwróciła się do niego, lecz zaraz spoważniała, gdy ujrzała Mistrza Eliksirów stojącego z pierścionkiem w ręce.
 – Ten prezent chyba bardziej przypadnie ci do gustu – powiedział i włożył jej go na palec.
 – Jesteś pewien, że tego chcesz? – zapytała, przytulając się do niego – Musisz być pewny.
 – Jestem Granger – wyszeptał jej do ucha. – Nie pozbędziesz się mnie.
 – Obiecujesz?
 – Obiecuję – przyrzekł.
Hermiona pocałowała go namiętnie. Gdy oderwali się od siebie, zmarszczyła czoło.
 – Czemu wszystko zepsułam?
 – Nie masz o czym myśleć w tym momencie? – warknął.
 – Oj Severusie... – szybko dała mu całusa – musisz się do tego przyzwyczaić! No więc?
 – Miałem zamiar ci się oświadczyć na dzisiejszej kolacji z Albusem i resztą nauczycieli, żebyś wreszcie przestała myśleć, że się ciebie wstydzę.
 – Ty mnie naprawdę kochasz! – wykrzyknęła szczęśliwa. – Chciałeś okazać uczucia przy świadkach!
 – Miałem zamiar po prostu wepchnąć ci pierścionek na palec, a potem wrócić do posiłku – odpowiedział z powagą wypisaną na twarzy, lecz w jego oczach ujrzała iskierki rozbawienia.
 – Kocham cię, Severusie – wyszeptała.
 – Ja ciebie też – odparł. – Wesołych świąt, Granger.
 – Wesołych świąt, Snape – Pocałowała go. – Uwielbiam te cuda w święta – powiedziała i znów złączyła ich usta w pocałunku.
  
Witam :D Od razu życzę Wam Drogie Czytelniczki Wszystkiego Najlepszego! 
Może brak śniegu trochę psuje atmosferę świąt, ale mam nadzieję, że każda z Was otrzyma wymarzony prezent i przeżyje niezapomniane chwile :D
Miniaturka świąteczna, lecz jest to dopiero początek historii :) Postanowiłam dopisać jeszcze drugą część :D Przecież musimy się dowiedzieć, jak na zaręczyny Hermiony z Postrachem Hogwartu zareagowali jej przyjaciele :)
Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego!


wtorek, 8 grudnia 2015

Obliviate



Witajcie…
To ja. Hermiona… pamiętacie mnie jeszcze?
To nie miało tak się skończyć… nie miało być bólu, łez i blizn.
Nie miałam śnić koszmarów co noc, nie miałam uciekać gdy usłyszę szelest, nie miałam chwytać różdżki za każdym razem gdy coś się poruszy, nie miałam…
Nie miałam być sama…
Zastanawialiście się kiedyś co ja czułam? Jak jest po drugiej stronie? Nie złej, ani nie dobrej… po prostu innej, tej po której nie chcecie stanąć, dlaczego?
Z powodu uporu i dumy, z powodu niesnasek , fałszywych gestów, oraz… oraz braku miłości.
Do kogo? Do mnie? Czy tak wiele od was wymagałam?
Mieliście powiedzieć tylko słowo! „Jesteśmy”
A co zrobiliście? Krzyczeliście, groziliście, obrażaliście…
Czułam wtedy jak gdyby wojna się nie skończyła, a ja nadal tkwiłam w niewoli w Malfoy Manor.
Powiedzieć wam coś, czego pewnie sobie nie uświadomiliście?
Wasze słowa raniły bardziej, niż tortury Lastranger.
Nie byliście już moimi przyjaciółmi, lecz katami…
Nie pomagaliście mi wyjść z zawieszenia w którym się znajdowałam po wojnie, słyszałam tylko „Hermino pomóż…. Hermiono zrób…. Hermiono załatw… Hermiono wspieraj…”
Nie mam potrzeb? Nie mam serca? Nie mam swojego życia?
Otóż wam coś uświadomię! Mam! Mam cholernie dobre życie, mam serce pełne miłości i mam potrzeby , które teraz ktoś za każdym razem zaspakaja. Dlaczego?
Ponieważ mnie kocha. Ponieważ pragnie mnie całym sobą, ponieważ nie wyobraża sobie życia beze mnie.
To on budził mnie gdy krzyczałam przez sen, to on tulił mnie w ciemnościach, to on nie pozwolił mi zamknąć się na świat.
To on znalazł dla mnie powód do życia, to on był, jest i będzie.
Zawsze gdy go potrzebuje, zawsze gdy o nim pomyśle, i zawsze gdy chce go przytulić.
Pamiętacie nasze pożegnanie?
Wasze oszczerstwa?
Wasze zachowanie?
-Masz go zostawić!
-On cię wykorzystuje!
-Nie jesteś dla niego ważna!
-Masz zostać z nami!
-Wybieraj!
-Jeżeli odejdziesz, możesz nie wrócić!
-Nie bądź idiotką!
-To śmierciożerca!
-To morderca!

Nie tak wyobrażałam sobie nasze pożegnanie, nie tak wyobrażałam sobie nasze rozstanie po latach, nie tak wyobrażałam sobie koniec naszej przyjaźni…
Czy żałuje?
Tak… tego , że zależało mi na was, tego , że byłam gotowa z wami zginąć, tego , że miałam wątpliwości co do mojej miłości, to, że przez dwa lata było mi żal końca naszej przyjaźni… przyjaźni?
Z mojej strony, z waszej? Nie jestem pewna.
Czemu więc piszę ten list? Dlaczego nie wymarzę was z pamięci?
Jest taki mugolski zwyczaj… Zawsze na nowy rok wybiera się postanowienie.
Jedno …. Co wybrałam? Rozliczenie się z przeszłością, skończenie ze wspomnieniami i zaczęcie żyć teraźniejszością.
I wiecie co? Ten list mi w tym pomógł. Czy go wyśle? Nie.
Nie chce rozpoczynać z wami kontaktu, nie chce rozdrapywać ran.
Chce żyć tak jakby was nigdy nie było. Jest to trudne lecz możliwe, jest to wykonalne moi drodzy byli przyjaciele.
Jak mi się wiedzie?
Jestem szczęśliwa… jestem spełniona, jestem… jestem żoną Seveusa Snape’a.
Jestem matką jego córki, naszej małej Margaret..
Wiecie co to szczęście? Ja przeżywam je każdego dnia, gdy mogę wtulić się w mojego męża, gdy czuję jak całuje mnie w czoło, gdy warczy i krzyczy, gdy obraża się, gdy zamyka się w laboratorium i tworzy eliksiry… dlaczego ? Dlaczego wytrzymuje z gburem, który nie lubi okazywać publicznie uczuć?
Ponieważ mnie kocha, ponieważ co rano przytula mnie i mówi , że znowu zabierałam mu koc w nocy, że znowu moje włosy przeszkadzały mu w oddychaniu… Wiecie jak serce mocno mi bije gdy mnie całuje? Gdy przytula naszą córeczkę, gdy spędza z nami czas?
Jestem szczęśliwa… jestem szczęśliwa bez was… jestem Hermiona Snape.
Jestem z tego dumna! Skończyłam z wami, skończyłam z wspomnieniami…
OBLIVIATE





Coś krótkiego :) Dłuższa miniaturka jest w trakcie pisania :D Postaram się skończyć jak najszybciej :)