Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porwanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Porwanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

Porwanie cz. II



Hermiona usiadła, okryła szczelnie kołdrą i spojrzała na niego ze łzami w oczach.
- Wyjeżdżasz? – powtórzyła.
- Tak – przytaknął, także siadając.
- Mogę jechać z tobą? – zapytała.
- Hermiono… – zaczął.
- Mogę? – powtórzyła pytanie. – Czy tylko zależało ci, żeby zrobić głupi kawał durnej Gryfonce? O to chodziło? Spanie ze mną było bonusem?!
- Granger, uspokój się – warknął Snape.
- Spokojnie, nie będziesz musiał już mnie znosić – powiedziała, próbując wyplątać się z kołdry i wstać.
- Wkurzasz mnie – warknął, przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie. – Nie mam zamiaru cię zostawić, głupia!
- Mogę jechać? – zapytała z nadzieją.
- Nie możesz – powiedział, a widząc łzy płynące po jej policzkach, starł je i pocałował ją czule. – Nie możesz, musisz!
- Severusie! – krzyknęła oburzona i uderzyła go w pierś. – Nigdy więcej mnie tak nie strasz! Myślałam, że mnie nie chcesz!
- Idiotka – warknął i przytulił ja do siebie. – Wyjedziemy na rok, ale jest pewien problem.
- Jaki? – zapytała ze strachem.
- Musimy wyjechać jutro – powiedział i spojrzał na nią poważnie. – Radzę ci przemyśleć, czy chcesz ze mną wyjechać!
- Dlaczego? – zdziwiła się.
- Nie chcę nikogo widzieć przez jakiś czas – odpowiedział. – Chcę odpocząć, ustaliłem z Dumbledore’m, że wrócę za rok do pracy.
- Chcę z tobą jechać – powiedziała. – Nie mam nikogo na świecie z wyjątkiem Ginny i Harry’ego!
- Masz mnie – warknął.
- Severusie, wyjadę z tobą, ale pod jednym warunkiem – powiedziała, przygryzając dolną wargę.
- Jakim? – zdenerwował się.
- Ożeń się ze mną – wyszeptała, rumieniąc się.
Snape spojrzał na nią zdumiony. Hermiona nie wiedziała jak zareaguje, czy ją wyśmieje? Każe jej zostać?
- Granger, idiotko, czy ty naprawdę myślałaś, że chcę cię wziąć ze sobą jako kochankę? – warknął.
- A jako kogo?
- Jako moją żonę! – powiedział i pocałował ją namiętnie.
Po godzinie wstali i Hermiona pobiegła do pokoju spakować wszystkie swoje rzeczy.
Pomniejszyła swój bagaż i wróciła do Severusa.
- Muszę jeszcze napisać do Ginny – powiedziała i usiadła przy jego biurku, wyciągnęła kartkę i pióro.
Ginny!
Nie martw się o mnie, wyjeżdżam z Severusem! Chcemy pobyć sami, odpocząć!
Będę za tobą bardzo tęsknić! Wrócimy za rok.
Kocham cię! Jesteś dla mnie jak siostra. Mam nadzieję, że mi wybaczysz mój wyjazd!
Twoja najlepsza przyjaciółka
        Hermiona
P.S. Nie mów nic Harry’emu i Ronowi, wytłumaczę im wszystko, gdy wrócę!
- Możemy ruszać – powiedziała z uśmiechem.
Pobrali się dwa dni później. Hermiona zdziwiła się widząc Dumbledore’a wraz z McGonagall, którzy zostali ich świadkami.
- Nie daliby mi spokoju – warknął Snape, na widok jej pytającego spojrzenia.
Hermiona uważała, że nie mogłaby wymarzyć sobie piękniejszej ceremonii.
Odbyła się ona w przepięknej kaplicy w Szkocji, gdzie Severus kupił dla nich dom.
- Byłaś przepiękną panną młodą – powiedziała Minerwa w czasie składania życzeń.
- Dziękuję – odpowiedziała Hermiona, rumieniąc się.
- Severusie, dbaj o nią – powiedział Albus poważnie.
- Sama umie o siebie zadbać – odpowiedział Snape.
Hermiona spojrzała na niego i uśmiechnęła się na widok czułości w jego oczach.
- Kocham cię – wymruczała mu do ucha.
- Ja ciebie też – odpowiedział poważnie.
Mieszkali we dworze, który Hermiona z przyjemnością urządziła.
Na początku jednak kategorycznie odmówiła remontu dworu.
- Dlaczego? – zdziwił się Snape.
- Severusie, nie będziesz pracował przez rok! – powiedziała. – Nie mogę wydawać twoich pieniędzy!
- Naszych pieniędzy – poprawił ją rozbawiony – to raz, dwa, stać mnie na to, żeby moja żona miała wszystko co chce!
- Ale jak… jak to cię stać? – zapytała zdezorientowana.
- Patenty, kochanie – odpowiedział.
Hermiona spojrzała na niego oczami pełnymi łez.
- Co się stało? – zaniepokoił się. – Bycie bogatym raczej nie wywołuje płaczu!
- Pierwszy raz nazwałeś mnie kochaniem – powiedziała z promiennym uśmiechem.
- Kobiety – mruknął i pocałował ją czule.
Rok później
Hermiona leżała na łóżku i czekała na powrót Severusa , nagle do jej uszu , dobiegł dźwięk tłuczonego szkła.
- Severus?- zawołała, gdy nie usłyszała odpowiedzi, podniosła się i ruszyła ku drzwiom, jednak zanim do nich dotarła, otworzyły się gwałtownie i przed nią pojawiło się dwóch mężczyzn w szatach śmiercożerców.
- Kim wy…- zaczęła , lecz nie było dane jej dokończyć, jeden z mężczyzn rzucił na nią Drętwotę i Hermiona osunęła się bezwładnie na podłogę.
Snape teleportował się prosto do sypialni, w której jeszcze przed godziną czekała na niego głodna Hermiona. Teraz zamiast żony zastał kartkę:
Mamy Twoją szlamę, Snape!
Przyjdź po nią, a wyrównamy rachunki!
                                               Dołohow
- Kurwa! – zaklął Snape i teleportował się.

Cały Zakon zebrał się w Norze. Harry i Ron weszli do salonu i ze zdumieniem patrzyli, jak Severus Snape grozi Dumbledore’owi, przykładając mu do szyi różdżkę.
- Severusie, uspokój się – poprosiła przerażona Pani Weasley.
- Musisz uzbroić się w cierpliwość – powiedział spokojnie Albus.
- Odbiło ci, starcze? – warknął Snape wściekle, odpychając go. – Dołohow porwał moją żonę!
- Żonę? – powtórzył zdumiony Harry.
- Głuchy jesteś, Potter? – krzyknął, a jego spojrzenie ciskało błyskawicami.
- Musimy wszystko przemyśleć… – zaczął Lupin.
- Cholera, co chcesz przemyśleć, Lupin? – warknął Snape. – Hermiona jest więziona przez wilkołaka! W każdej chwili może jej się coś stać!
- Hermiona? – wtrącił się Ron. – Nasza Hermiona?
- Moja! – powiedział stanowczo Snape. – Ona jest moja!
- Severusie, spokojnie – odezwała się McGonagall. – Nie możemy działać pochopnie.
- Pochopnie?! – krzyknął Snape, widać było że jest na granicy wybuchu. – Na co chcecie czekać?! Macie się ruszyć i ratować moją żonę i dziecko!
- Dziecko?! – krzyknął Syriusz. – Jakie dziecko?!
- Hermiona jest w ciąży – warknął Snape. – Wy myślcie sobie, ja idę po nią!
- Nie! – powiedział stanowczo Dumbledore. – On się ciebie spodziewa, nie możesz po prostu tam wejść!
- Nie mogę siedzieć bezczynnie! – odpowiedział Mistrz Eliksirów, opadając na fotel i chowając twarz w dłoniach.
- Severusie, Hermiona jest silna, nic jej nie będzie – pocieszyła go Pani Weasley.
- Jest słaba – powiedział, patrząc na nią załamany. – Jest w ciąży! Do cholery, od tygodnie cudem utrzymuje się na nogach! Wyszedłem na godzinę po te cholerne lody, a gdy wróciłem zamiast głodnej żony znalazłem wiadomość od tego sukinsyna!
- Zaatakujemy nocą – zdecydował Dumbledore. – Kto jest chętny, niech zostanie, reszta niech wraca do domu.
Nikt nie ruszył się z miejsca, wszyscy wpatrywali się w dyrektora z zaciętymi minami.
- Severusie, sądzisz, że on jest sam? – zapytał Moody.
- Ojciec Notta i Rookwood są z nim – mruknął Snape. – Tylko im udało się uciec.
- Musimy działać rozważnie, każdy będzie miał swoje zadanie!
- Dlaczego porwali Hermionę? – zapytała przerażona Ginny.
- Chcieli się zemścić – odpowiedział Snape. – Cholera, powinienem ich zabić, a nie…
- Severusie, nie do ciebie należało złapanie Śmierciożerców, tylko do aurorów – powiedziała Minerwa łagodnie. – Miałeś prawo założyć rodzinę!
- Rodzinę, którą zaraz stracę – warknął Severus.
- Nie dopuścimy do tego – obiecał Dumbledore.
Wszyscy przytaknęli i przygotowali plan działania.

Hermiona ocknęła się w jakimś zimnym i mokrym pomieszczeniu. Szybko przypomniała sobie, co się stało.
Położyła opiekuńczo ręce na swój lekko zaokrąglony brzuch.
- Spokojnie kruszynko, tatuś na pewno po nas przyjdzie – wyszeptała ze łzami w oczach.
Usłyszała hałas i drzwi się otworzyły.
- Dołohow – warknęła, patrząc na wchodzącą postać.
- Miło, Granger – odpowiedział i rzucił jej butelkę z wodą. – Poczekamy na Snape’a!
- Czego od niego chcecie? – zapytał przerażona.
- Zemsty – warknął.
- Zostawcie go w spokoju! – powiedziała stanowczo.
- Zostawimy, jak go zabijemy – odpowiedział i zaśmiał się jak szalony.
- Nie uda wam się! – wyszeptała Hermiona i spojrzała na niego wyzywająco. – Skąd wiesz, że po mnie przyjdzie?
- Śledziliśmy was – odpowiedział Dołohow z szyderczym uśmieszkiem. – Snape był tak tobą zaabsorbowany, że nawet nas nie zauważył!
Powiedziawszy to, wyszedł.
- Uważaj, Severusie – szepnęła, siadając na podłodze i płacząc. – Kochany, proszę cię, uważaj!

Snape wszedł wraz z Dumbledore’m i Lupinem do domu Dołohowa.
- Za łatwo poszło – mruknął.
- Nie spodziewają się nas tak szybko – odpowiedział szeptem Albus.
- A jednak – usłyszeli szyderczy głos Notta.
Snape nie wiele myśląc skierował w niego swoją różdżkę.
- Crucio – warknął.
Mężczyzna osunął się na podłogę krzycząc z bólu. Dołączyli do niego Harry z Ronem i związali Notta, po czym wyciągnęli go na zewnątrz.
- Jeszcze dwóch – powiedział Lupin.
- Jeden – odezwał się Black, podchodząc. – Moody i Minerwa obezwładnili Rookwooda.
- Dołohow – wyszeptał Albus i wskazał drzwi, prowadzące prawdopodobnie do piwnicy.
Nagle usłyszeli jak ktoś wychodzi po schodach.
- Idzie tu – powiedział cicho Dumbledore.
Cała czwórka stanęła w gotowości, szykując się do walki. Drzwi się otworzyły i pojawił się Dołohow. Od razu wyciągnął różdżkę.
- Crucio! – krzyknął, patrząc na Blacka który stał najbliżej.
- Avada Kedavra! – warknął Snape i z szyderczym uśmieszkiem patrzył na martwe ciało mężczyzny.
Nie czekając dłużej wpadł do piwnicy, otworzył pierwsze drzwi i z ulgą zauważył siedzącą przy ścianie Hermionę.
- Sev! – krzyknęła i w jednej chwili znalazła się w bezpiecznych ramionach Snape’a.
- Nic ci nie jest? – zapytał, oglądając ją uważnie.
- Wszystko dobrze – załkała. – Wracajmy do domu!
- Już, kochanie – odpowiedział Snape i wziął ją na ręce. Wtuliła się w niego mocno i zamknęła oczy.
- Teleportujcie się do Nory – powiedział Dumbledore, czekając na nich przy drzwiach. – Czeka tam na was Poppy! Ja poczekam na aurorów!
Snape wszedł do Nory ze śpiącą żoną w ramionach. Wszyscy już czekali.
- Hermiona! – krzyknęli Harry i Ron, zrywając się na równe nogi.
- Zamknijcie się – warknął i spojrzał na pielęgniarkę. – Zbadasz ją?
- Oczywiście – odpowiedziała madame Pomfrey.
- Zanieś ją do naszej sypialni – zaproponowała Pani Weasley.
Snape położył śpiącą żonę na łóżku i czekał, aż Poppy zakończy badanie.
- I co z nią? – zapytał zaniepokojony.
- Jest tylko zmęczona – powiedziała spokojnie. – Niech śpi, to dla niej najlepsze lekarstwo!
- A dziecko? – zapytał poważnie.
- Z nim też dobrze, jest silne, takie maleństwa potrafią dużo znieść – uspokoiła go.
- Dzięki – mruknął i usiadł na fotelu obok łóżka.
- Severusie powinieneś coś zjeść! – odezwał się Dumbledore, wchodząc do pokoju.
Snape spojrzał na zegar na ścianie, który wskazywał piętnastą.
- Nie zostawię jej – warknął.
- Zaraz wrócisz – powiedział Albus. – Śpi, nic jej nie grozi!
- Chwilę i wracam – odpowiedział Snape, pocałował żonę w czoło i ruszył za dyrektorem.

Hermiona obudziła się w wygodnym łóżku, rozglądnęła się i ze zdumieniem rozpoznała sypialnię państwa Weasley. Jej wzrok padł na zegar, który wskazywał szesnastą. Znaczyło to, że przespała cały dzień!
Szybko wstała i wybiegła z pokoju. Usłyszała głosy w salonie. Gdy weszła wszyscy zamilkli, lecz ona nie zwracała na nich uwagi. Od razu podbiegła do męża i usiadła mu na kolanach, Snape objął ją mocno.
- Czemu już wstałaś? – zapytał z taką czułością, że wszyscy spojrzeli w szoku na postrach Hogwartu.
- Bałam się – wyszeptała ze łzami w oczach.
- Skarbie, już wam nic nie grozi – powiedział stanowczo.
- Bałam się o ciebie – wytłumaczyła, całując go mocno.
- Hermiono – usłyszała i niechętnie oderwała wzrok od męża.
Rozejrzała się na około i dopiero teraz zdała sobie sprawę, ile osób znajdowało się w salonie.
- Tak? – zapytała z lekkim uśmiechem.
- Dobrze się czujesz? – odezwała się Ginny.
- Teraz tak – odparła wtulając się w Snape’a.
- Powinnaś odpoczywać! – powiedział stanowczo Severus. – Wracamy do domu i pójdziesz spać!
- A położysz się ze mną? – zapytała z proszącą miną.
- To chyba jasne – warknął.
- Hermiono, możemy porozmawiać… – zaczął Ron.
- Nie, nie możecie – przerwał mu Snape i wstał z nią w ramionach.
- Sev… – Hermiona próbowała zaprotestować.
- Jesteś zmęczona! – warknął. – Jeżeli chcesz porozmawiać z tymi kretynami, mogą przyjść jutro do ciebie, ale nie dzisiaj!
- To chyba najlepsze rozwiązanie – odezwała się McGonagall. – Jutro was odwiedzimy i nareszcie nie będzie żadnych tajemnic.
- Jak chcecie – warknął Snape i teleportował się z żoną do domu.

Następnego dnia w salonie państwa Snape siedziała cała rodzina Weasley, Lupinowie, Syriusz, Minerwa, Albus oraz Harry. Wszyscy rozglądali się po pięknie urządzonym wnętrzu.
- Nie wiedziałem, że Snape’a stać na taki dom – powiedział zdumiony Ron.
- Severus jest bogaty – odpowiedział Albus i roześmiał się na widok zaszokowanych spojrzeń. – Wynalazł eliksir tojadowy i wiele innych, za ich patenty zgarnął miliony, jeśli nie więcej!
- Nie wierzę – mruknął Black. – Smarkerus jest bogaty? Przecież… no, nie wygląda!
- Nie były mu potrzebne te pieniądze – zaśmiała się McGonagall. – Mieszkał w Hogwarcie, nie potrzebował domu, dopiero gdy związał się z Hermioną kupił ten dwór.
- Severusie, nic mi nie jest! – usłyszeli podniesiony głos Hermiony.
- Do cholery, Granger, jesteś w ciąży! Masz na siebie uważać! – krzyknął Snape.
- Wiem, że jestem w ciąży! Jakbyś zapomniał byłam przy poczęciu naszego dziecka!
- Więc zachowuj się rozsądnie! Wracaj do łóżka!
 - Nie mam zamiaru! – krzyknęła. – Severusie Snape, jeżeli jeszcze raz zaczniesz się zachowywać nadopiekuńczo, to śpisz na kanapie!
- Chyba w tej piwnicy uderzyłaś się w głowę – zagrzmiał Snape – jeżeli sądzisz, że nie będę się o ciebie troszczył!
- Ale przesadzasz! – zawołała Hermiona.
Więcej nie usłyszeli i spojrzeli na siebie zaniepokojeni.
- Może jej coś zrobił? – zapytał zaniepokojony Harry.
- Ja bym się o to nie martwił – zaśmiał się Albus. – Na pewno teraz są zajęci godzeniem!
- Och, oni i te ich kłótnie – powiedziała Minerwa z rumieńcem.
- O czym wy mówicie? – zapytał zdezorientowany Black.
- Oni tak zawsze? – zdumiała się pani Weasley.
- Oczywiście – odparł Dumbledore z uśmiechem. – Kłócą się, a potem nie można ich od siebie oderwać!
- Co to… – zaczął Ron.
- To geniuszu, że nasz profesorek i Herm się całują – powiedział rozbawiony Fred.
- Lub coś więcej – dodał George, sugestywnie poruszając brwiami.
- Jesteście obleśni – mruknęła Ginny.
Do salonu weszli Snape i zarumieniona Hermiona.
- Och, już przestaliście się kłócić? – zapytał z niewinną miną Dumbledore.
- Tak – warknął Mistrz Eliksirów i usiadł z Hermioną na kanapie. – Czego chcecie?
- Severusie! – oburzyła się Hermiona i spojrzał na męża groźnie. – Zachowuj się!
- Nie mam zamiaru! – odpowiedział z wyzywającym uśmieszkiem.
- Jeżeli będziesz chociaż starał się być miły – wyszeptała mu do ucha – to ja będę miła w nocy!
- Szantażystka – warknął przez zaciśnięte zęby.
- Uczę się od mistrza – odpowiedziała i pocałowała go czule, po czym spojrzała na Harry’ego i Ginny.
- Miło was widzieć – powiedziała z uśmiechem.
- Nam ciebie też, Miona – odparła Ginny radośnie.
- Tak, bardzo – mruknął Ron.
- O co ci chodzi? – warknął Snape.
- Hermiono, dlaczego się nie odezwałaś przez ten rok? – zapytał rudzielec z pretensjami, ignorując Mistrza Eliksirów.
- Ja… – zaczęła Hermiona marszcząc brwi. – A dlaczego miałam się z tobą kontaktować, Ronald?
- A dlaczego nie? – warknął.
- Nie tym tonem – odezwał się groźnym głosem Snape.
- Nie przejmowałeś się, co się ze mną dzieje, gdy kończyliśmy siódmy rok – powiedziała Hermiona.
- A Ginny? – zapytał rudowłosy.
- To już jest sprawa między nami – odpowiedziała za Hermionę Ginny.
- Znaczy, że się kontaktowałyście? – domyślił się Ron.
- Napisałam do niej, żeby się nie martwiła, bo jestem bezpieczna – odpowiedziała i spojrzała czule na Snape’a. – I szczęśliwa!
- Opowiesz nam, jak do tego doszło, że jesteście razem? – poprosiła Tonks.
- No więc… – zaczęła Hermiona i opowiedziała ich historię. – Dwa miesiące temu okazało się, że jestem w ciąży – zakończyła z uśmiechem wtulając się w męża.
- Och, jakie to romantyczne – zawołała wzruszona Fleur.
- Wcale nie – warknął Snape.
- A właśnie, że tak – powiedziała Hermiona i pocałowała go czule.
- Wracacie do Anglii? – zapytał Pan Weasley.
- Raczej nie – odparł Snape. – Hermiona pokochała ten dom, więc zostaniemy tu!
- Ale miałeś wrócić do nauczania! – wtrącił się Lupin.
- I wrócę, ale jest coś takiego jak sieć Fiuu – warknął Snape.
- Severus może przenosić się bez problemu do Hogwartu, chociaż myślimy, żeby w tygodniu mieszkać w jego komnatach w lochach, a na weekendy wracać do domu – powiedziała z uśmiechem Hermiona.
- Wcale nie – zaprzeczył Snape. – Siedzisz tutaj!
- Chyba marzysz! – prychnęła.
- Żebyś wiedziała – warknął. – Marzę, że pewnego dnia zgodzisz się na coś bez kłótni!
- Zgodziłam się zostać tu rok! – powiedziała, patrząc na niego groźnie. – A ty obiecałeś, że będę mogła pomagać Pani Pince!
- Zgodziłem się, gdy nie byłaś w ciąży! – odpowiedział stanowczo. – Teraz to nieaktualne!
- Ciąża to nie choroba! – krzyknęła oburzona Hermiona.
- Nie mam zamiaru dyskutować na ten temat! – warknął Snape.
- A proszę bardzo! Nie dyskutuj sobie! – powiedziała wstając. – Ale ja czy tak zrobię po swojemu!
- Nie i kropka! – krzyknął Mistrz Eliksirów, stając przed nią. – Będziesz siedzieć na tyłku i odpoczywać!
- Po czym? – zakpiła. – Po siedzeniu? Leżeniu? Nawet sprzątać w domu mi nie pozwalasz!
- Od tego jest Mrużka! – warknął.
- Ale ja nie umiem siedzieć bezczynnie! – powiedziała i wyszła.
- Cholera, zabić ją to za mało! – warknął Snape.
- Słyszałam! – zawołała z korytarza. – Za to śpisz dzisiaj na kanapie!
- Że co?! – zagrzmiał Snape, wszyscy drgnęli przerażeni, a on nie zważając na nikogo wyszedł.
- Jak oni wytrzymali ze sobą tyle czasu? – zapytała zdumiona Tonks.
- Może powinnaś zadać inne pytanie – odezwał się Fred.
- Znaczy jakie? – zdziwił się Harry.
- W jaki sposób oni dopiero od trzech miesięcy spodziewają się dziecka – odpowiedział George.
- Jeżeli po każdej kłótni się godzą w taki sposób jak myślę to powinni już mieć bobasa – powiedział Fred.
- Ale czekaj, oni teraz się nie godzą, no nie? – zapytał przerażony Ron.
- Cholera, Smark teraz … – Syriusz ujrzał wściekłe spojrzenie Pani Weasley, więc odchrząknął i dodał – Teraz opiekuje się żoną, a ja muszę wracać do domu, cześć!
- Najlepiej wszyscy chodźmy! – zaproponował Lupin.
- Tak, Remusie, masz rację – powiedziała Pani Weasley.

- Severusie oni tam czekają – powiedziała Hermiona, wtulając się w męża z uśmiechem spełnienia.
- Niech czekają – mruknął, całując ją w czubek głowy.
- Było wspaniale – wyszeptała.
- Jak zwykle – odpowiedział z dumnym uśmieszkiem.
- Kochanie, więc mogę pomagać Pani Pince? – zapytała przymilnym głosem.
- Masz nie dźwigać i uważać – powiedział pokonanym głosem.
- Kocham cię – krzyknęła, całując go namiętnie.
- Ja ciebie też – mruknął.

- Eliksir wielosokowy jest to jeden z najbardziej skomplikowanych i najtrudniejszych eliksirów do wykonania, jakie istnieją na świecie. Dzięki niemu człowiek na jedną godzinę zamienia się w inną osobę, której odrobina ciała jest w tym eliksirze. Jest on również jednym z najniebezpieczniejszych eliksirów, ponieważ działa on tylko na ludzi. Istoty nie w pełni ludzkie nie mogą korzystać z tego eliksiru. Skutki próby zamiany człowieka w zwierzę mogą być bardzo niebezpieczne i trudne do przewidzenia. Nawet najbardziej doświadczeni czarodzieje mają z tym eliksirem drobne kłopoty. Eliksir ten jest bardzo trudny do uwarzenia ze względu na składniki do niego potrzebne – Snape usiadł wygodniej w fotelu. – A teraz powiem ci jak przyrządzić eliksir Słodkiego Snu!
- Severusie, on ma dopiero miesiąc! – zaśmiała się Hermiona, wchodząc do pokoju syna i patrząc na męża z Aaronem w ramionach.
- Jest nad wyraz inteligentny! – powiedział Severus poważnie.
- Nie wątpię, ale nie sądzisz, że jest za mały na naukę o eliksirach? – zapytała rozbawiona.
- Na naukę nigdy nie jest za wcześnie – odparł Snape.
- Skarbie, nasz syn już objawia twoje cechy charakteru, więc jest więcej niż pewne, że będzie uwielbiać eliksiry – powiedziała i odebrała od niego syna, pocałowała Aarona w czoło i położyła w łóżeczku. – Śpij, kochanie, jutro tatuś poczyta ci…
- Najnowszy numer Eliksirów dla zaawansowanych! – dokończył dumny Snape.
- Dobrze, jutro mamusia poczyta ci bajkę, tatuś ma zakaz! – powiedziała Hermiona i wyciągnęła oburzonego męża z pokoju syna. – Teraz, Panie Snape, proszę zająć się żoną!
- Mam ci poczytać? – zapytał z zawadiackim błyskiem w oku.
- Raczej myślałam o czymś innym – odpowiedziała uwodzicielskim głosem i pocałowała go namiętnie.
- Zrobimy po twojemu – mruknął Snape, biorąc żonę na ręce i wchodząc do sypialni.
 

piątek, 15 listopada 2013

Porwanie cz. I


Wszystko zaczęło się pewnego grudniowego wieczoru, w którym ta odważna Gryfonka, nie mogąc spać, postanowiła przespacerować się po szkole. Jako prefekt naczelna, miała większe prawa, więc nie obawiała się żadnych problemów.
 Zamyślona przemierzała Hogwarckie korytarze, gdy nagle krzyknęła przerażona.
- Nie drzyj się tak, Granger – warknął Snape, wyłaniając się z cienia.
- Przestraszył mnie pan – wyjąknęła.
- Taki już mój urok – mruknął. – Co tu robisz?
- Spaceruję – odparła, wzruszając ramionami.
- Granger, nie denerwuj mnie – wysyczał. – Dlaczego nie śpisz?!
- Bo spaceruję? – odpowiedziała z niewinnym uśmiechem.
- Czy ty słyszysz, co mówisz? – zapytał Snape.
- Prawdopodobnie – odparła cicho.
- Co się dzieje?
- Nie chce Pan wiedzieć – wyszeptała, wpatrując się w swoje buty.
- Chodź! – warknął i ruszył w kierunku lochów. Hermiona chcąc, nie chcąc, poszła za nim. – Siadaj – powiedział, gdy znaleźli się w jego komnatach.
- Panie profesorze, ja nie chcę przeszkadzać – wyjąkała, ale wystarczyło jedno jego spojrzenie, a zajęła wskazane miejsce.
- Wypij to – powiedział, podając jej eliksir.
- Na co to? – zapytała, patrząc na fiolkę podejrzliwie.
- Na sen – warknął. – Zaśniesz, a ja cię wykorzystam!
Hermiona parsknęła śmiechem.
- Na pewno nie jest Pan tak zdesperowany! – powiedziała.
- Zdesperowany? – zdziwił się.
- Chodzi mi o to, że nie jest Pan aż tak zdesperowany, aby wybrać mnie – wytłumaczyła z rumieńcem.
- Powiesz o co tak naprawdę ci chodzi? – zapytał Snape.
- A na pewno chce pan to wiedzieć? – upewniła się.
- Głucha jesteś? – warknął.
- Myślałam, że już to ustaliliśmy – mruknęła. – Ale jak pan chce, to panu powiem. Chciałam przemyśleć swoje życie. Od śmierci rodziców nie mam nikogo na świecie. W dodatku zerwałam z Ronem, ponieważ traktował mnie jak swoją własność, nie liczył się z moimi uczuciami…
- Zawszę mówiłem, że to kretyn – powiedział Snape.
- I miał pan rację – odparła ze smutnym uśmiechem. – Mogę nawet potwierdzić to na piśmie!
- Dobry pomysł – Snape uśmiechnął się krzywo.
- Nie wiem co robić. Po zajęciach mam masę czasu, a nie chcę cały czas siedzieć na głowie Harry’emu i Ginny.
- Potrzebuję asystentki, więc jeżeli chcesz, możesz przychodzić po lekcjach pomagać mi w poprawianiu tych bzdur, które wypisują idioci zwani uczniami oraz w warzeniu eliksirów – mruknął, wzruszając ramionami.
- Naprawdę?! – ucieszyła się.
- Nie lubię się powtarzać – warknął.
- Wiem, ale chciałam się upewnić – powiedziała z uśmiechem.
- Więc przestań się upewniać – odparł z groźnym wyrazem twarzy.
- Powiedzieć panu tajemnice? – zapytała.
- Jaką?
- Nie boję się tych pana min – wyznała z lekkim uśmiechem.
- Nie? – zapytał z wysoko uniesioną brwią.
- Nie – przyznała i spojrzała na niego z wdzięcznością. – Dziękuję, że będę mogła z panem pracować!
- Nie masz się z czego cieszyć – warknął Snape, który nie był przyzwyczajony, że ktoś jest mu wdzięczny.
- Mam – powiedziała stanowczo. – Uwielbiam eliksiry, a Pan jest najzdolniejszym Mistrzem Eliksirów!
- Wiem o tym – powiedział z wrednym uśmieszkiem. – Nie musisz mi o tym przypominać!
- Możliwe – zaśmiała się Hermiona, po czym wstała. – Dziękuję!
- Idź już – warknął.
- Jak pan chce – powiedziała i posławszy mu promienny uśmiech wyszła, pozostawiając mężczyznę sam na sam z jego myślami.
Co wieczór przychodziła do lochów i pomagała mu w warzeniu eliksirów.
W czasie pracy prawie nie rozmawiali, nie licząc paru kąśliwych uwag, które do niej kierował. Hermiona cieszyła się każdego wieczoru, idąc do lochów i pomagając mu w eliksirach. Poznawała lepiej Severusa Snape’a i coraz bardziej była nim zauroczona.
- Granger, nie myśl tyle, tylko bierz się do pracy! – warknął Mistrz Eliksirów, wchodząc do sali i przyłapując ją na rozmyślaniu.
- Przecież wszystko zrobiłam – odparła oburzona.
- Zaraz zobaczymy, czy dobrze – powiedział z szyderczym uśmiechem.
- Och, dałby Pan spokój – mruknęła, przewracając oczami. – Za każdym razem sprawdza mnie pan i za każdym razem nie ma się do czego przyczepić!
- Zawsze pozostaje mi nadzieja, że jednak coś zepsujesz – warknął.
- Nadzieja matką głupich – odpowiedziała z wrednym uśmiechem.
- Czy ty coś sugerujesz? – zapytał groźnie.
- Ja?! – udała oburzoną. – W życiu bym nie sugerowała, że zachowuje się Pan jak dziecko, które za wszelką cenę chce mieć rację i robi wszystko, a najczęściej głupie rzeczy, żeby było na jego!
- Denerwujesz mnie – warknął.
- Nie pierwszy, nie ostatni raz – odpowiedziała ze śmiechem.
- Idź już – powiedział marszcząc brwi.
- A jak nie? – zapytała chichocząc. – Zawsze jak nie ma pan dobrej riposty, każe mi wracać do dormitorium!
- Wierz mi, ripost mi nie brakuje – warknął Snape, podchodząc do niej tak blisko, że Hermiona poczuła dreszcze i to nie ze strachu.
- Och naprawdę? – udała zaskoczoną. – A ja głupia myślałam, że tak!
- Widać, że często o mnie myślisz – zakpił i uśmiechnął się szyderczo na widok jej rumieńca. – Może powiesz mi, co takiego jeszcze wywnioskowałaś na mój temat?
- Jest Pan strasznie wredny – wyszeptała, próbując się odsunąć, lecz natrafiła na ścianę. – Nie lubi Pan uczniów, ale sądzę, że własne dzieci kochałby Pan nad życie. Nie chce pan rozmawiać o uczuciach i nienawidzi Pan, jak profesor McGonagall próbuje Pana swatać!
- I aż tyle się o mnie dowiedziałaś? – zapytał zmysłowym szeptem.
- Jakoś się tak zdarzyło – mruknęła.
- No to teraz, skoro wiesz o mnie tyle to… – zaczął z lekkim uśmiechem.
- To co? – zapytała, wstrzymując oddech.
- To muszę cię zabić – powiedział i ze śmiechem odsunął się od niej.
Hermiona spojrzała na niego zaszokowana.
- I myśli Pan, że to było śmieszne? – warknęła, kładąc ręce na biodrach.
- Tak – odpowiedział, siadając przy biurku i zaczął sprawdzać eseje czwartego roku.
- Muszę pana zmartwić, ale pana poczucie humoru pozostawia wiele do życzenia! – powiedziała mrużąc oczy.
- Moje poczucie humoru jest wspaniałe – odpowiedział, nie odrywając wzroku od eseju.
- Chyba tylko Pan tak uważa – prychnęła.
- A moje zdanie jest najważniejsze – powiedział. – I na tym kończymy tę durną rozmowę!
- Ona wcale nie jest durna – Hermiona usiadła naprzeciwko niego. – Jest… ciekawa!
- Niby czemu? – zdziwił się.
- Bo dowiadujemy się o sobie wielu rzeczy – powiedziała z uśmiechem.
- Jak na razie, to ty dowiedziałaś się o mnie wielu rzeczy – mruknął.
- Nic straconego – odparła. – Niech Pan zada mi jakieś pytanie!
- Czy od zawsze działasz tak wszystkim na nerwy? – zapytał wzdychając.
- Od dziecka – odparła ze śmiechem.
- Jesteś wkurzająca – mruknął.
- To już Pan wie – powiedziała, wzdychając. – Więc po co cały czas Pan to powtarza?
- Żeby nie zapomnieć! – warknął.
- Mogę Panu o tym często przypominać – zaoferowała. – Tylko niech mi Pan powie, co Pana denerwuje.
- Rozebrane kobiety paradujące po mojej sypialni- odpowiedział z chytrym uśmieszkiem.
Hermiona się zarumieniła, lecz wytrzymała jego spojrzenie.
- Jak pan chce – powiedziała, wzruszając ramionami i nie zważając uwagi na jego zdumione spojrzenie kontynuowała – Mogę się rozebrać, ale nie sądzę, że będzie to jakiś fascynujący widok, raczej nic nadzwyczajnego!
- Granger, do cholery, powiedz, że żartujesz – warknął poważnie.
- Oczywiście, że tak – odpowiedziała z uśmiechem, po czym zmrużyła oczy. – Albo nie? Z czasem się Pan dowie, profesorze!
To powiedziawszy wyszła z Sali, pozostawiając zaszokowanego nauczyciela.
Następnego dnia zeszła na śniadanie i usiadła obok objętych Harry’ego i Ginny.
- Hermiono, może byśmy urządziły babski wieczór? – zapytała rudowłosa z uśmiechem.
- Super pomysł – odpowiedziała Hermiona, ciesząc się na chwilę z przyjaciółką.
- A ja mogę dołączyć?- zapytał Harry.
- Jak ubierzesz perukę i sukienkę, to czemu nie – zaśmiała się Ginny.
- To jednak spasuję – mruknął, krzywiąc się.
- Szkoda – powiedziała poważnie Hermiona. – Chciałabym zobaczyć cię w sukience!
- Ale wy jesteście zabawne – odpowiedział wzdychając. – Idę polatać!
- W sukience? – zainteresowała się Ginny.
- Gin! – krzyknął Harry i biegiem ruszył do wyjścia.
- No, Harry, nie uciekaj! – Hermiona zaczęła się śmiać, gdy Ginny pomachała chłopakowi.
- Przesadziłyśmy? – zapytała rozbawiona Hermiona.
- Nie – odpowiedziała rudowłosa i machnęła lekceważąco ręką. – Nie tak łatwo go zdenerwować!
- Ale masz nadzieję, że kiedyś ci się uda – mruknęła Hermiona.
- A żebyś wiedziała – zaśmiała się Ginny. – No, to o której mam do ciebie przyjść?
- O dwudziestej – odpowiedziała Hermiona, marszcząc czoło. – Powinnam zdążyć do tego czasu wrócić.
- Będę – obiecała Ginny i pożegnały się, idąc każda na swoją lekcję.
Hermiona o siedemnastej weszła do sali eliksirów.
- Dzień dobry, Panie profesorze – przywitała się z szerokim uśmiechem.
- Dla kogo dobry dla… – zaczął.
- Dla tego dobry – dokończyła przewracając oczami. – Może pan zmienić płytę?
- Płytę? – zapytał marszcząc brwi.
- Takie mugolskie…
- Wiem, co to płyta, Granger – warknął.
- To dobrze – odparła z uśmiechem i stanęła obok niego. – Co pan warzy?
- Eliksir słodkiego snu – mruknął.
- Po co? Madame Pomfrey ma pełną szafę tego eliksiru – powiedziała, patrząc na niego poważnie.
- A kto ci powiedział, że to dla niej? – warknął.
- Dla pana? – domyśliła się.
- Nie twój interes – powiedział, nie patrząc na nią.
- Dlaczego?
- Co dlaczego? – zapytał.
- Dlaczego nie jest to mój interes – powiedziała z lekkim uśmiechem.
- Ponieważ… – zaczął, lecz przerwał i spojrzał na nią z wrednym uśmieszkiem. – Jeżeli tak chcesz wiedzieć, to widzę jak zabijam mugoli.
- Ja… – Hermiona spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami.
Dopiero widząc jego beznamiętny wyraz twarzy zrozumiała, dlaczego to zrobił. Nie chciał współczucia, litości, woli jak się go nienawidzi.
- Robił pan to co musiał – powiedziała poważnie.
- Że coś ty powiedziała? – warknął.
- Że nie potępiam pana – odpowiedziała.
- Zabijałem! Cholera, Granger, czy ty jesteś normalna?! – krzyknął, patrząc na nią jak na wariatkę.
- Po pierwsze, niech pan nie krzyczy, bo tak się składa że nie jestem głucha. Po drugie, jestem normalna, na tyle ile to możliwe, po spędzaniu z Panem takiej ilości czasu. A po trzecie, uważam, że jest pan wspaniałym mężczyzn… człowiekiem – powiedziała, patrząc mu w oczy.
- Wariatka – warknął, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- Może – odparła, wzruszając ramionami.
- Bierz się do roboty – powiedział i odsunął się od niej.
- Nie gryzę, Panie profesorze – zaśmiała się. – Znaczy nie zawsze…
- Coś ty się zrobiła taka pyskata? – zapytał, patrząc na nią z niedowierzaniem.
- Postanowiłam przestać być taką, jaką wszyscy chcieli mnie widzieć i być sobą – wyznała, rumieniąc się.
- I dobrze robisz – mruknął, przelewając eliksir do fiolek.
- Też tak sądzę – powiedziała z uśmiechem. – Chce Pan coś usłyszeć?
- Nie, ale pewnie się tym nie przejmiesz – warknął.
- I ma pan rację – zaśmiała się. – Mam zamiar wziąć się za swoje życie i zdobyć to, czego pragnę!
- Co to takiego? – zapytał, patrząc na nią z wysoko uniesioną brwią.
- Pana – powiedziała poważnie, po czym wyszła.
- Mnie? – powtórzył zdumiony Snape i wściekły ruszył do swoich komnat, nalał sobie Ognistej i usiadł przy kominku. – Dlaczego ta idiotka zawsze wychodzi w takich momentach?!
Hermiona weszła do swojego pokoju i z uśmiechem spojrzała na czekającą Ginny.
- Co się stało? – zapytała Ginny szybko.
- Chyba wpadłam w kłopoty – wyszeptała Hermiona.
- I dlatego się uśmiechasz? – zdziwiła się rudowłosa.
- Nie krzyczał – powiedziała radośnie. – Tylko stał zaszokowany!
- Hermiono, dobrze się czujesz? – zapytała zaniepokojona.
- Zakochałam się – wyznała, rumieniąc się.
- Och, to wspaniale – krzyknęła Ginny. – Kto to? Gryfon?
- Ślizgon…
- Zabini? Nott? Malfoy? – wyliczała rudowłosa.
- Pudło – wyszeptała Hermiona.
- No to kto? – niecierpliwiła się Ginny.
- Snape – powiedziała szybko.
- Snape? Severus Snape? – powtórzyła z niedowierzaniem.
- A znasz innego Snape’a? – zapytała Hermiona, przewracając oczami.
- Niestety nie – mruknęła Ginny, a widząc zmarszczone brwi przyjaciółki powiedziała szybko. – Cieszę się, że kochasz, tylko nie bardzo pasuje mi twój wybranek.
- Jemu też może to nie pasować – powiedziała Hermiona, przygryzając wargę.
- Ale powiedziałaś, że nie krzyczał! – pocieszyła ją rudowłosa.
- I tylko to mnie pociesza – odpowiedziała Hermiona. – Dopiero jutro wieczorem dowiem się, co on ma mi do powiedzenia!
- Będzie dobrze – powiedziała pewnie Ginny.
- Tak, będzie – powtórzyła Hermiona z uśmiechem. – A teraz plotki i...
- Słodycze! – wykrzyknęła rudowłosa, wyciągając z torby dwa pudełka lodów i kilka czekolad.

Hermiona szła do lochów, cały czas powtarzając sobie, że wszystko się dobrze ułoży.
- Hermiono, gdzie idziesz? – zapytał Ron, stojąc z Lavender uczepioną mu na szyi.
- Do lochów – mruknęła.
- A nie lepiej, żebyś poszukała sobie chłopaka na bal? – zapytała słodko Lavender.
- Nie potrzebuję – odpowiedziała.
- No tak, nic nie zastąpi Ronusia – zapiszczała Brown.
- To chyba jasne – powiedział Ron, wypinając dumnie pierś.
- Raczej nie oto chodzi – odpowiedziała Hermiona, omijając ich.
- A niby o co? – warknął Ron, któremu nie spodobało się, że Hermiona nie jest ani trochę zazdrosna o blondynkę.
- Raczej o to, że mam dość niańczenia chłopaków, którzy mają pstro w głowie – powiedziała i odeszła.
Gdy dochodziła do sali, dogonił ją Ron.
- Czekaj! – zawołał. – O co ci chodzi?
- A tobie? – zapytała krzyżując ręce na piersi.
- To ja pierwszy zadałem pytanie – powiedział, wyraźnie zły. – Nie powinnaś być chociaż trochę zazdrosna? Spotykam się z Lav!
- I dobrze, pasujecie do siebie – odpowiedziała, wzruszając ramionami.
- Cholera, Granger! Powinnaś błagać, żebym do ciebie wrócił! – krzyknął, łapiąc ją za rękę.
Drzwi sali otworzyły się i stanął w nich wściekły Snape.
- Weasley, minus dwadzieścia punktów za krzyki na korytarzu, puść Granger i wynoś się stąd! – rozkazał.
- Ale… – zaczął rudzielec.
- Następne dwadzieścia, za pyskowanie – warknął Snape.
Ron chcąc, nie chcąc odszedł. Hermiona spojrzała niepewnie na Mistrza Eliksirów.
- Właź – powiedział, wpuszczając ją do środka.
- A proszę? – zapytała, gdy zamknął drzwi.
- Nie przeginaj – warknął.
- Dobrze, już nie będę – powiedziała, wpatrując się w swoje buty.
- Na co się tak gapisz? – zapytał zły. – Podłogi nie widziałaś?!
- Patrzę na swoje buty, nie na podłogę – odpowiedziała, rumieniąc się.
- I co w nich takiego ciekawego? – warknął.
- Nie chcą mnie zabić – wyszeptała.
- Ja na razie też – powiedział poważnie.
Hermiona spojrzała na niego z nadzieją.
- Znaczy, że nie jest Pan zły za moje wczorajsze słowa? – zapytała cicho.
- Zapomniałem o tym – mruknął i ruszył do kantorka z ingerencjami.
- Ale ja nie chcę, żeby pan zapomniał! – powiedziała i poszła za nim.
Stał w małym pomieszczeniu i wpatrywał się w nią zaszokowany.
- Jak to: nie chcesz żebym zapomniał? – zapytał.
- Wie pan co? Mam dość czekania! – powiedziała i wbiła się w jego usta.
Całowali się z pasją. Gdy po dłuższym czasie oderwali się od siebie, Hermiona ze zdumieniem odkryła że rozpięła Snape’owi szatę, a sama stała bez bluzki.
- Jak to się stało? – zapytała rumieniąc się i sięgając po koszulkę, leżącą na podłodze.
- Normalnie – warknął Snape i wyrwał jej bluzkę z dłoni.
- Muszę się ubrać! – krzyknęła zawstydzona.
- Wcale nie – powiedział, patrząc na nią z pożądaniem.
- Ale… – zaczęła, lecz nagle doszło do niej, że ją pragnie, więc może po pewnym czasie poczuje coś więcej? Postanowiła zaryzykować. – Kocham cię!
- Wiem – mruknął, przyciągając ją do siebie i całując namiętnie.
- Wiesz? – zapytała zdumiona.
- Nie umiesz zbyt dobrze ukrywać uczuć, Granger – warknął Snape.
- Niestety Pan… znaczy ty umiesz! – odwarknęła.
- Lata praktyki – mruknął.
- A mógłbyś na chwilę zdjąć tę maskę obojętności i powiedzieć mi co do mnie czujesz? – poprosiła cicho.
- Za miesiąc – warknął.
- Dlaczego za miesiąc? – zapytała zdumiona.
- Kończysz szkołę i … – przerwała mu namiętnym pocałunkiem. – Cholera, Granger, tak to my nigdy nie dokończymy tej rozmowy!
- Nie chcę jej dokańczać w ten sposób! – powiedziała, zarzucając mu ramiona na szyję. – Chcę, żebyś mi powiedział dzisiaj to, co chcesz za miesiąc!
- Nie – warknął, podał jej bluzkę i wyszedł z kantorka.
- Ale dlaczego? – zawołała, idąc za nim.
- Ubierz się, do cholery! – krzyknął.
- Nie mam zamiaru – powiedziała, rzucając bluzkę na podłogę.
- Granger…
- Hermiono – poprawiła go z czułym uśmiechem.
- Nie zaczynaj!
- Nie zmieniaj tematu! – powiedziała, wzdychając.
- Nie zmieniam! – warknął.
- Zmieniasz! Powiedz, co do mnie czujesz!
- Nie!
- Tak!
- Nie mam zamiaru, Granger! – warknął.
- To masz pecha, bo ja się stąd nie ruszę! – odpowiedziała wściekle.
- Minus dziesięć! – powiedział.
- Pech!
- Dwadzieścia!
- No cóż zdarza się najlepszym!
- Trzydzieści!
- Oj, i co ja biedna zrobię! – zakpiła.
- Czterdzieści! – krzyknął.
- Nadrobię te punkty w jeden dzień!
- Pięćdziesiąt!
- Tylko na tyle cię stać? – zapytała, podchodząc do niego bliżej.
- Sto! – warknął, odsuwając się.
- Nawet, jeżeli odejmiesz wszystkie punkty, ja nigdzie się nie wybieram! – powiedziała, wzruszając ramionami.
- Świetnie, usuwam wszystkie punkty Gryfonom! – odpowiedział z szyderczym uśmieszkiem.
- No, szkoda – mruknęła. – Ale pociesza mnie myśl, że jutro wszyscy będą mi współczuć!
- Współczuć?! Niby za co? – warknął Snape. – Straciłaś wszystkie punkty! Będą cię nienawidzić.
- Będą mnie żałować, bo to ty odjąłeś mi je, a nikt mi nie uwierzy, że zrobiłeś to, bo chciałeś, żebym założyła bluzkę! – odparła z promiennym uśmiechem.
- Denerwujesz mnie! – mruknął.
- A ty mnie, więc jesteśmy kwita! – powiedziała. – A teraz mów co do mnie czujesz, albo…
- Albo co? – zapytał, unosząc wysoko prawą brew.
- Albo rozbiorę się cała i cię uwiodę na tym stole – powiedziała zmysłowym głosem. – Jutro mamy wspólne zajęcia, ciekawe jak będziesz prowadził lekcję, patrząc na ten stół i wyobrażając sobie..
- Kocham cię, Granger, zadowolona?! – warknął.
Hermiona pocałowała go czule.
- Bardzo – odpowiedziała z uśmiechem.
- Wracaj do pokoju i idź spać – powiedział, odsuwając się od niej.
- Dlaczego? – zapytała zaskoczona.
- Inaczej wezmę cię tutaj, na tym cholernym stole – warknął.
- Zrób to – powiedziała poważnie.
- Nie! – odpowiedział stanowczo, podniósł bluzkę i podał jej. – Za miesiąc!
- Obiecujesz? – zapytała cicho.
- Obiecuję – powiedział i pocałował ją namiętnie.
- W takim razie dobranoc – odpowiedziała i, założywszy bluzkę, wyszła uśmiechnięta.
Miesiąc zleciał szybko, Hermiona spędzała każdy wieczór z Severusem, który wszelkimi sposobami unikał zbliżenia.
Ostatniego dnia w Hogwarcie odbywał się bal. Hermiona nie miała zamiaru na niego iść, zeszła do lochów i bez pukania weszła do komnat Snape’a. Mistrz Eliksirów siedział przy kominku ze szklanką Ognistej w dłoni.
- Dlaczego nie jesteś w Wielkiej Sali? – zapytał zdziwiony.
- A ty? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, podchodząc i siadając mu na kolanach.
- Nie lubię takich spędów – warknął.
- Ja też – powiedziała i pocałowała go czule. – Chciałam pobyć z tobą, no, bo wiesz…
- Nie wiem – mruknął.
- Dziś ostatni dzień – wyszeptała z ustami przy jego ustach. – Więc, z łaski swojej, weź mnie do sypialni!
- Jeżeli tego chcesz – powiedział z krzywym uśmieszkiem.
Snape wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni. Rozebrał ją powoli, całując każdy odkryty kawałek jej ciała. Hermiona jęczała z przyjemności. Mężczyzna odsunął się od niej i rozebrał szybko. Po chwili znów był obok, dotknął ustami jej piersi, drugą ręką zjechał w dół, pomiędzy jej uda.
Pieścił ją długo, Hermiona nie mogła już wytrzymać.
- Weź mnie – jęknęła.
Snape pocałował ją namiętnie, ustawiając się przy jej gorącym wejściu.
Hermiona nagle krzyknęła gdy poczuła jak w nią wchodzi.
- Spokojnie, kochanie – wyszeptał jej do ucha. – Najpierw będzie boleć.
- Zrób to, proszę!
Wszedł w nią delikatnie, Hermiona zastygła w bez ruchu. Snape zaczął całować jej piersi, dopóki nie poczuł, że się rozluźniła. Dopiero wtedy zaczął się w niej poruszać. Po chwili poczuł, że dziewczyna wychodzi na przód jego ruchom.
- Szybciej – poprosiła.
Snape przyśpieszył wchodząc w nią ostro, Hermiona jęczała z przyjemności.
Gdy leżeli objęci i zmęczeni. Hermiona pocałowała Severusa delikatnie i westchnęła szczęśliwa.
- Było wspaniale – wyszeptała zmęczona, wtulając się w niego mocniej.
- To prawda – powiedział Snape, całując ja w czubek głowy.
- Zawsze tak jest? – zapytała cicho.
- Zazwyczaj – zaśmiał się.
- Lubię, jak się śmiejesz – powiedziała. – Severusie…
- Mhm – mruknął sennie.
- Co teraz będzie? – zapytała z niepokojem.
- Jutro wyjeżdżam – odpowiedział beznamiętnym tonem.