niedziela, 24 stycznia 2016

Noel wierzy w szczęśliwe zakończenie....



 – Nie mogę uwierzyć, że możesz być takim kretynem! – wykrzyknęła blond włosa piękność, wchodząc do Wielkiej Sali.
 Od razu skierowała się ku stole ślizgonów, a ściśle mówiąc ku Draco Malfoyowi. Wszyscy przedstawiciele płci męskiej patrzyli na nią z zachwytem. Miała długie blond włosy i szare oczy. Była niska lecz z idealną figurą. Wyglądała najwyżej na siedemnaście lat.
 – Co tutaj robisz? – zdziwił się Draco, wstając.
 – Chyba muszę ci wbić trochę rozsądku do tego głupiego łba!
 – Nic to nie da – prychnął Snape, siedząc za stołem nauczycielskim.
 – Odezwał się – zakpiła blondynka i znów zwróciła się do ślizgona: – Gdy Diabeł powiedział mi, co zrobiłeś, nie mogłam w to uwierzyć!
 – To moja sprawa – odparł Draco, przywołując na twarz beznamiętny wyraz.
 – Nie chowaj się za maską – poprosiła i westchnęła. – Kochasz tą dziewczynę! – Blondynka machnęła ręką w stronę stołu gryfonów. – Więc dlaczego ją zostawiłeś?! Dlaczego odmawiasz sobie szczęścia?
 – Niczego sobie nie odmawiam – warknął. – Astoria…
 – Astoria to idiotka, która robi to, co każą jej rodzice! – prychnęła. – Ty nie musisz!
 – Muszę – wykrzyknął, tracąc cierpliwość. – Muszę ożenić się z odpowiednią kandydatką, żeby… – zamilkł.
 – Żebym ja mogła wyjść za kogoś, kogo będę kochać – dokończyła za niego i odetchnęła głęboko. – Jednak jesteś idiotą.
 – Co?! – wściekł się.– Próbuje zrobić wszystko, żebyś była szczęśliwa…
 – Będę szczęśliwa! Ale nie twoim kosztem! – Blondynka też zaczęła krzyczeć. – Już dość się dla mnie poświęcaliście!
 – Noel…
 – Nie – przerwała mu. – Przez całe życie musiałeś przeze mnie cierpieć! Tak jak rodzice! Ja się na to nie zgadzałam! Ale kto by mnie słuchał?! Ale teraz nie pozwalam! Słyszysz?! Koniec z tym! Idziesz do tej całej Granger, padasz przed nią na kolana i prosisz o rękę, a potem żyjecie długo i szczęśliwie!
 – W bajki wierzysz – powiedział Draco.
 – Oczywiście, że wierzę! – oburzyła się. – Tylko to pomogło mi przetrwać te wszystkie lata ukrywania się!
 – To było dla Twojego dobra – odpowiedział.
 – Dla mojego dobra – prychnęła. – To wszystko przez te cholerne zasady wspaniałych i szlachetnych czarodziejów – kpiła. – Najważniejszy jest syn, dziedzic… pierwsza córka? Voldemort by nie przeżył, gdyby u tak ważnej rodziny jak Malfoyowie urodziła się córka, która zostałaby spadkobierczynią rodzinnej fortuny!
 – Noel…
 – Ja wiem, że, gdy się urodziłam, rodzice dla mojego dobra mnie ukryli! Oczywiście że to rozumiem! Dla mojego dobra musiałam żyć z dala od was! Dla mojego dobra narażaliście się, by mnie odwiedzać, bym nie czuła się samotna, dla mojego dobra nikt o mnie nie wiedział, dla mojego dobra cierpiałeś, przyjmując mroczny znak, dla mojego dobra tata służył tej kreaturze, dla mojego dobra mama nie spała nocami, tylko była przy mnie, dla mojego dobra niszczycie sobie życie – dokończyła ze łzami w oczach. – Ale z tym koniec!
 – Noel jesteś moją siostrą i nie pozwolę, by spotkała cię krzywda!
 – A ty moim bratem! Moim młodszym bratem. – podkreśliła. – I to ja powinnam o ciebie dbać!
 – Dbasz, ale nie zrujnujesz sobie życia!
 – A ty możesz?! Kochasz Hermionę, więc marsz się oświadczać durniu!
 – Tego się nie spodziewałem – odezwał się Harry, patrząc na Malfoya w szoku. – Kochasz Hermionę, ale ją zostawiłeś?
 – Nawet ja nie sądziłem, że możesz być takim kretynem – przyznał Ron, kręcąc z niedowierzaniem głową.
 – Nie wasza sprawa! – warknął i spojrzał na siostrę. – Zostawiłem Hermionę dla jej dobra! Gdybym się z nią ożenił, ojciec by wpadł w szał! Sądzisz, że nie zniszczyło by to naszego wspólnego życia? Znam Hermionę! Obwiniałaby się o to wszystko!
 – To będziesz jej powtarzał, że to nie jej wina do chwili, aż w to uwierzy – odparła Noel, wzruszając ramionami. – To raz, dwa naprawdę sądzisz, że tata będzie miał coś przeciwko szczęściu swojego syna? Ponarzeka, a potem się przyzwyczai! Znasz go! Mają go za potwora, ale zrobi dla nas wszystko!
Draco uśmiechnął się lekko.
 – Wiem, o czym myślisz – zachichotała Noel. – Tata uchodzi za zimnego, nieczułego drania, ale robi wszystko, co nas uszczęśliwia. Pamiętasz, że gdy miałam sześć lat, zgodził się spędzić po mugolsku święta? Wystarczyło, że go poprosiliśmy…
 – Nie chcę, żeby Hermiona cierpiała…
 – Bo Hermiona ma pięć lat i trzeba ją chronić – usłyszał za sobą wściekły głos, a gdy się odwrócił, ujrzał chlubę Gryffindoru patrzącą na niego z niepohamowanym gniewem.
 – Miona..
 – Zamilcz cholerna fretko! – powiedziała stanowczo. – Ja rozumiem, że Harry i Ron są wobec mnie nadopiekuńczy, ale ty już przeszedłeś samego siebie! I wiesz co?! Mi się wydaje, że wcale mnie nie kochasz. Po prostu chciałeś mieć jakiś powód, by mnie zostawić i go znalazłeś – dokończyła i wyszła z Wielkiej Sali.
 – Tak jak przystało na genialnego ślizgona będziesz stał i… – Noel nie dokończyła, ponieważ Draco posłał jej wściekłe spojrzenie i pobiegł za Hermioną.
 – Uwielbiam, jak na niego krzyczysz – zaśmiał się Diabeł.
 – Na ciebie też zaraz zacznę – warknęła, zakładając ramiona na piersi. – Słyszałam, że jakiś głupek, wywnioskowałam, że jeżeli mój brat jest zakochany w Hermionie, musisz być to ty…
 – Wiedziałem, że mnie kochasz – prychnął, cofając się powoli w stronę wyjścia.
 – Stój chojraku – powiedziała i wskazała Pansy. – Wiesz, co robić!
 – Noel wybacz, ale to moja sprawa i…
 – Albo zachowasz się jak facet, albo poznam Pansy z jakimś przystojnym i bogatym…
 – Pansy należy do mnie! – wykrzyknął wściekły Diabeł.
 – Że co proszę? – oburzyła się Pansy, wstając. – Coś ty powiedział?! Noel poproszę nazwiska i adresy tych facetów! – powiedziała i wyszła z wysoko uniesioną głową.
 – Noel – wysyczał Zabini. – Jesteś tu pięć minut, a już…
 – Już was ustawiłam do pionu – dokończyła za niego i machnęła ręką w stronę drzwi. – Idź za nią, a jeżeli nie, to daj jej spokój.
 – Mam zamiar uprzykrzać jej całe życie – odpowiedział i wyszedł.
 – To było takie trudne? – prychnęła Noel, kręcąc z niedowierzaniem głową i rozglądnęła się po pomieszczeniu. – Miło było poznać, żegnam!
 – Nareszcie – warknął Snape, nalewając sobie herbaty.
 – W sumie, nie śpieszy mi się – powiedziała blondynka z promiennym uśmiechem. – Jednak zostanę na śniadaniu! Cieszysz się Severusku?
Uczniowie spojrzeli na nią przerażeni. Czy ona nazwała Snape’a, Severuskiem?
 – Dorośniesz kiedyś? – zapytał Snape z beznamiętnym wyrazem twarzy.
 – Mam nadzieję, że nie, ponieważ dzięki Noel od razu jest weselej – zaśmiał się Dumbledore.
 – Zamilcz – warknął Mistrz Eliksirów. – Zjedz śniadanie, jeżeli chcesz, a potem wracaj do domu.
 – Nie – odparła spokojnie Noel, zajmując miejsce obok niego.
 – Co to znaczy nie?! – wykrzyknął Snape zirytowany.
 – Wprowadzam się – odpowiedziała z uroczym uśmiechem. – Dyrektor wyraził zgodę, więc moje rzeczy są już w twoich kwaterach i…
 – W co ty pogrywasz?! – wysyczał Snape, łapiąc ją mocno za ramię.
 – To boli – powiedziała cicho.
Mężczyzna odetchnął głęboko i ją puścił.
 – Masz się wynosić – warknął tak, aby tylko ona usłyszała, po czym gwałtownie wstał i wyszedł, powiewając swoimi szatami.
Wszedł do swoich komnat i zatrzasnął drzwi, następnie rzucił zaklęcie na wejście. Nie ma zamiaru nikogo dzisiaj nikogo widzieć.
 – Czyżbyś chował się przed moją córeczką? – zaśmiał się Lucjusz za plecami Snape’a.
 – Co ty tutaj robisz? – warknął Mistrz Eliksirów. – Więcej Malfoyów nie ma?
 – Narcyza nie zaszczyciła cię swoją obecnością – odparł blondyn i bez słowa nalał sobie Ognistej Whisky. – No więc?
 – Czego? – Snape usiadł w fotelu i zapalił cygaro.
 – Mój syn zaręczył się przed chwilą na błoniach z Granger, więc jedno mam z głowy…
 – Z głowy? – Snape uniósł lewą brew.
 – Chyba nie sądziłeś, że nie wiem, co dzieje się u mojego syna? – prychnął Lucjusz i spoważniał. – Co dzieje się z moją córką też wiem…
 – Co niby się z nią dzieje? – Snape zgasił cygaro i wstał. – Powiedz, co cię tu sprowadza i…
 – Zostanę dziadkiem – Lucjusz uśmiechnął się krzywo. – Uwierzysz? Noel umie zaskoczyć.
 – Noel jest w ciąży?! – wykrzyknął Snape i, nie czekając na odpowiedź, wyszedł z komnat i ruszył na poszukiwania panny Malfoy.
 – Krwawy Baronie! – Mistrz Eliksirów zatrzymał ducha i rozglądnął się na około. – Widziałeś Noel Malfoy?
 – Na błoniach, profesorze Snape – odparł duch.
 – Na błoniach do cholery – mruczał pod nosem. – Co ona na błoniach robi?! W ciąży?! Nie miała zamiaru mnie poinformować?! Wbije jej do tego głupiego… Noel chodź tutaj natychmiast! – krzyknął, gdy zobaczył ją w towarzystwie Dracona i Hermiony.
 – Mam cię w nosie – odpowiedziała i, odwróciwszy się do niego plecami, ruszyła przed siebie.
 – Napraw to – powiedział Draco, gdy Mistrz Eliksirów kipiąc z wściekłości, ruszył za dziewczyną.
 – Gdzie idziesz? – zapytał, łapiąc ją za ramię i odwrócił do siebie.
 – Jak najdalej od ciebie – warknęła, patrząc na niego ze smutkiem. – Tego chciałeś.
 – Bo nie wiedziałem idiotko, że jesteś w ciąży – odparł. – Teraz wracaj do zamku. Idziemy do Dumbledore'a, udzieli nam ślubu i…
 – Nie wyjdę za ciebie – przerwała mu spokojnie i odsunęła o krok. – Po pierwsze to nie są nawet oświadczyny, tylko rozkaz, po drugie nie wyjdę za ciebie tylko ze względu na dziecko, po trzecie nie chciałeś nawet ze mną rozmawiać, dopóki ktoś, a sądzę, że tym kimś jest tata, powiedział ci o dziecku, po czwarte…
 – Przejdź do sedna i miejmy to z głowy! – zniecierpliwił się.
 – Po czwarte i chyba najważniejsze… – Zawiesiła głos i spojrzała na niego ze smutkiem. – Nie ma żadnego dziecka. Mój tata cię okłamał, więc nie musisz się o nic martwić. Ta jedna noc, którą spędziłeś ze mną, nie ma konsekwencji, więc nie musisz nawet o tym myśleć. – Stanęła na palcach i pocałowała go namiętnie. – Naprawdę nie chciałam, żeby tata czy Draco się dowiedzieli o tamtej chwili… Ona była moja, moja i twoja… Coś wspólnego wiesz? Ale mama się domyśliła, no i cóż. – Wzruszyła ramionami. – Powiedziałam tacie… Oni zrozumieją, nie będą mieli do ciebie żadnych pretensji, więc się nie przejmuj. A teraz wybacz, ale wracam do domu… Z tą przeprowadzką to żartowałam. – Uśmiechnęła się z przymusem. – Takie głupie żarty… wiesz… ja… nie cofnę tamtych słów… nie zmusisz mnie do tego… ja… postaram się zapomnieć, w sumie może… ja postanowiłam wyjechać na jakiś czas do Paryża. – Zaczęła bawić się wisiorkiem. – Więc możesz bez przeszkód nadal przychodzić do Malfoy Manor… To chyba wszystko. – Pocałowała go szybko i odeszła.
A Snape, stał nieruchomo i nadal wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą jeszcze stała dziewczyna.
 – To… – zaczęła Noel, uśmiechając się do niego.
 – Spaliśmy ze sobą – przerwał jej, zapalając papierosa.
 – Kochaliśmy się – poprawiła go, marszcząc czoło.
 – Nie wyobrażaj sobie za dużo – warknął.
 – Kocham cię – wyszeptała, patrząc mu w oczy. – A ty…
 – Zapomnij o tym Noel – powiedział.
Otrząsnąwszy się ze wspomnień, uśmiechnął się lekko.
 – Koniec będzie wielki – mruknął i szybkim krokiem ruszył w kierunku punktu teleportacyjnego.
Gdy wszedł do Malfoy Manor, od razu skierował się do pokoju, który zajmowała Noel. Gdy otworzył drzwi, zobaczył ją siedzącą na łóżku z podwiniętymi nogami i łzami w oczach.
Gdy go zobaczyła, usiadła prosto i spojrzała na niego wyzywająco.
 – Czego chcesz?! – zapytała, zaciskając usta w wąską kreskę.
 – Podobało mi się – odpowiedział, zamykając drzwi i rozejrzał się po pokoju.
 – Co ci się podobało? – Nie rozumiała.
 – Że będziesz miała moje dziecko – powiedział, wzruszając ramionami. – Więc…
 – Severus – zaczęła poważnie Noel i roześmiała się z niedowierzaniem. – Jak ty to robisz? Jak działa Twój umysł? Przed chwilą mnie nie chciałeś, a teraz?
 – Zawsze cię chciałem – warknął.
 – Więc dlaczego po naszej wspólnej nocy zachowałeś się jak ostatni…?
 – Jesteś córką mojego przyjaciela – przerwał jej. – Uważasz, że to normalne?
 – Oczywiście – odparła pewnie i podeszła do niego. – Kochasz mnie, a ja ciebie. Moi rodzice i Draco o tym wiedzą, tylko ty musiałeś sobie to uświadomić. Zajęło ci to dwadzieścia sześć dni, czternaście godzin i – spojrzała na zegar stojący na komodzie – i dwadzieścia dwie minuty.
 – Lepiej późno niż wcale – odpowiedział i przyciągnął ją do siebie. – Noel…
 – Tak?
 – Zostaniesz moją żoną.
 – To nie było pytanie – stwierdziła.
 – Nie mam zamiaru pytać, ponieważ nie zostawiam ci wyboru – odparł i pocałował ją namiętnie.

Dwa lata później...
Noel po cichu otworzyła drzwi do gabinetu Severusa i z uśmiechem na ustach podeszła do kołyski w rogu pomieszczenia.
 – Miałaś być u Dracona – odezwał się Snape, stając za nią.
Noel pisnęła przestraszona i odwróciła się do niego z pretensją.
 – Musisz mnie straszyć? – wyszeptała i pocałowała go w policzek, po czym podeszła do kołyski i pogłaskała śpiące maleństwo. – Był grzeczny?
 – Mój syn zawsze jest grzeczny – odparł z dumą Severus.
 – Jest doskonały... po mnie – odparła i zachichotała na widok jego zirytowanej miny. – Nie moja wina, że nasz synek wdał się we mnie.
 – Twoja – mruknął Snape. – Czemu już wróciłaś?
 – Hermiona z maleństwem odpoczywają – zachichotała Noel, przytulając się do męża. – Draco pilnuje ich bardziej niż ty mnie i Nathaniela.
 – Troszczy się – Severus wzruszył ramionami.
 – Oczywiście, ale to takie słodkie oglądać poważnego brata jak trzęsie się nad żoną i córeczką – powiedziała. – A tata oszalał na punkcie wnuczki! Mama mówi, że już kazał ostrzec wszystkich czarodziejów, żeby ich synowie się do niej nawet nie śmiali zbliżać!
 – Lucjusz zwariował na starość – prychnął Snape.
 – Oj, jest wspaniałym dziadkiem, dla naszego synka zawsze ma czas – odpowiedziała Noel z uśmiechem.
Snape nie odpowiedział tylko pocałował ją czule.
Od ich ślubu minęło półtora roku, a kilka miesięcy temu zostali rodzicami Nathaniela. Draco i Hermina pobrali się rok temu i mają córeczkę Lucy. Zabini nie pozwolił odejść Pansy i mają dwoje synów.
Wejście Noel do Wielkiej Sali okazało się zbawienne. Severus wreszcie pozwolił sobie na uczucie, Draco ożenił się z kobietą, którą kocha, Blaise także jest szczęśliwy z Pansy…
Noel zawsze wiedziała, że wszyscy doczekają się happy endu…
I jak zawsze miała rację…

czwartek, 14 stycznia 2016

To on jest powodem, dla którego wstaję rano z łóżka...



Otwieram oczy rano, wstaję i uśmiecham się do siebie.
Dlaczego? Ponieważ jestem szczęśliwa.
Zawsze zastanawiałam się, co mnie czeka po Hogwarcie.
Będę pracować w Ministerstwie? Będę uczyć w Hogwarcie? Wyjdę za mąż i zajmę się dziećmi?
Jeżeli tak, to, z kim będę dzielić życie? Kim będzie mój wybranek? Jak go poznam?
Zawsze szczyciłam się racjonalnym myśleniem, lecz gdy w grę wchodzi miłość, racjonalizm schodzi na dalszy plan.
Muszę przyznać, że poznanie miłości mojego życia nie było…hm.. Jak w powieściach romantycznych, którymi zasypywała mnie Ginny. Nie było spojrzenia sobie w oczy ten pierwszy raz, gdy przez całe ciało przechodzą dreszcze… tak, mnie to ominęło. Powiedziałabym raczej, że odkrycie, że jestem zakochana było bardzo bolesne, dosłownie..
No, bo jak inaczej nazwać upadek ze stu metrów? I oczywiście, że to nie była moja wina!
Ronald z Harrym uparli się głupio, jak zresztą zawsze, że nauczą mnie latać na miotle, sądzę, że po moim wypadku, który mógłby skończyć się tragicznie gdyby nie Snape, moi przyjaciele porzucą ten pomysł raz na zawsze.
Co do Mistrza Eliksirów… no skąd miałam wiedzieć, że to właśnie on? Żadna normalna kobieta nie brałaby pod uwagę związku z tym wrednym, aroganckim dupkiem z lochów! No a ja uważałam się za inteligentną kobietę… Dobrze muszę przyznać, że zrozumienie, że nie czuje już do Severusa Snape’a nienawiści, za te wszystkie lata, gdy mnie nie doceniał, zajęło mi trochę czasu, ale jemu przyznanie, że mnie kocha zajęło rok! Całe 365 dni! I jak to zrobił? Romantycznie? Z klasą? Z kwiatami? Chociaż z uśmiechem? Nic bardziej mylnego!
Wykrzyczał mi, że przeze mnie i przez moje gniazdo na głowie, nie ma już szansy na życie w samotności i spokoju, że nie może, co wieczór się upijać, że nie może całe dnie spędzać w laboratorium, że od rana do wieczora musi wiedzieć gdzie jestem, bo znając mnie i historie mojego życia, można podejrzewać, że zwykłe wyjście do kuchni skończy się walką z trzygłowym psem, i że on niestety, ale musi mnie pilnować, ponieważ nie ma zamiaru znowu przyzwyczajać się do innej gówniary, która będzie uprzykrzać mu życie…
Czemu się wtedy nie wściekłam tylko rzuciłam mu się na szyję z radością?
Ponieważ Severus nigdy nie miał nikogo, może poza McGonagall, kto by się o niego troszczył, nikt nie stawiał jego szczęścia na pierwszym miejscu.  Był zdany sam na siebie, nie miał przyjaciół, rodziny…, Śmierciożerca… Jaki by był gdyby jego ojciec pozwoliłby mu być sobą? Czy Severus miałby szczęśliwą rodzinę? Czy nie byłby taki skryty? Miałby w Hogwarcie przyjaciół? Może nie przystąpiłby do Voldemorta? Ale czy wtedy bym go pokochała? Czy miałby blizny na całym ciele, świadczące o odwadze i poświęceniu? Czy wtedy byłby z Lily… Może wybrałaby go, a nie Jamesa Pottera…
Wszystko mogłoby być inaczej, może lepiej…
Ale nie można użyć zmieniacza czasu, nie można przemówić do rozsądku Tobiasowi Snape… wiele razy, gdy leżałam w ramionach Severusa zastanawiała się, co by się stało, gdybym użyła zmieniacza, gdybym przeniosła się w czasie i porozmawiała z jego ojcem…
Severus mógłby wtedy mieć inne, lepsze życie. Ale nie zrobię tego, wiem, że nie można igrać z przeszłością, trzeba pozwolić by czas płynął… obiecałam sobie, że to ja sprawię, by Severus był szczęśliwy, by jego dalsza egzystencja była wspaniała, by miał radosne wspomnienia…
Dzisiaj jest wielki dzień… dzisiaj zostanę żoną mężczyzny mojego życia.
Czy się denerwuje? Oczywiście! A jak nie przyjdzie? Może stwierdzi, że jednak nie chce tracić czasu na wkurzającą gryfonkę…
Ale zaraz przypominam sobie słowa, które powiedział mi w czasie ostatecznej bitwy.
-Granger przeżyje- warknął- Nie marz się i uważaj na siebie do cholery! Masz cała i zdrowa pojawić się w Wielkiej Sali po bitwie, zrozumiano? Nie becz głupia! Nic mi nie będzie, nie umrę przed tobą, to ci mogę obiecać- mruknął z krzywym uśmieszkiem-, Co bym miał robić na tym świecie bez ciebie idiotko?
W jego wypowiedzi było tyle obelg w moją stronę, a ja płakałam, ponieważ okazywał mi troskę i miłość.
Skąd te wnioski po głupiej i idiotce?
Zakochana kobieta słucha sercem, Severus się martwił. Martwił się o mnie, bardziej niż o siebie.
Mężczyzna nie musi prawić kobiecie samych komplementów. Musi też być szorstki i bezczelny.
Musi wiedzieć, kiedy jego wybranka chce żeby był delikatny, a kiedy męski, nie może być tylko miły…
To nie jest prawdziwy mężczyzna! Musi być zazdrosny…
Severus jest zazdrosny o… wszystkich!  Warczy i przeklina, gdy obok mnie pojawi się jakiś osobnik męski.
Jest to słodkie i uroczę, ale gdy mu to mówię, prycha i wychodzi trzaskając drzwiami.
Jeszcze kilka godzin… ręce mi się zaczynają pocić, serce walić …
Nie będę sama, będą ze mną przyjaciele i … rodzina.
Odnalazłam rodziców, nie było łatwo, ale dzięki Ministerstwu i Severusowi , mam znowu przy sobie mamę i tatę, to właśnie mój ojciec odda mnie dziś Severusowi, to moja matka pomoże założyć i suknie, to moi przyjaciele będą świadkami zawarcia mojego małżeństwa z Mistrzem Eliksirów.
Moi przyjaciele… naprawdę się cieszę, że ich mam. Zawsze mnie wspierają, chcą mojego szczęścia…
Harry i Ron nie byli zachwyceni moim wyborem, lecz krzyczeli tylko dwadzieścia minut… jak na nich, to bardzo mało… może miało to związek z tym, że właśnie po tym czasie do pokoju wbiegła Pani Weasley i zaczęła mnie przytulać. Płacząc powiedziała, że cieszy się moim szczęściem, że z Severusem będę szczęśliwa… uwielbiam ją. Jest szczera i pomocna, zawsze mogę na nią liczyć.
A Ginny? Jest dla mnie jak siostra, odkąd zaczęłam uczyć się w Hogwarcie zyskałam wszystko, o czym marzyłam. Przyjaciół i mężczyznę, z którym spędzę resztę życia…
Dzisiaj jestem rozkojarzona, nie myślę racjonalnie, ale powinno mi pozostać to wybaczone.
Właśnie dziś zostanę Hermioną Snape..
W czasie Bitwy… na jeden okropny moment serce mi stanęło, to było w chwili, gdy madame Pomfrey powiedziała, że Severus znajduje się w skrzydle szpitalnym i jest w krytycznym stanie. Nie pamiętam jak z błoni znalazłam się przy nim, nie pamiętam ile siedziałam przy jego łóżku, czy cokolwiek jadłam…
Jak przez mgłę widziałam zaniepokojone twarze moich bliskich, ale nie słuchałam ich słów pocieszenia, ani dobrych rad. Ja miałam iść się położyć? Niby miałam odejść od łóżka Severusa?
A gdyby coś mu się wtedy stało? Gdyby … gdyby w jednej chwili odszedł, a ja nie mogłaby być wtedy przy nim? Gdybym została na świecie bez niego? Jak mogłabym żyć? Jak wstawać rano, gdybym wiedziała, że nie ujrzę go przy sobie? Więc siedziałam i czekałam… Teraz wiem, że minęło dwanaście dni, gdy Severus otworzył oczy, gdy spojrzał na mnie ze zmarszczonym czołem i wychrypiał, że wyglądam gorzej niż rozdeptany ślimak, a moje włosy wyglądają jakby strzelił w nie piorun…
Wtedy nie byłam w stanie nic powiedzieć, nie miałam zamiaru niszczyć tej chwili słowami, po prostu patrzyłam na niego przez łzy i czułam jak moje serce się uspakaja, jak wszystko wraca na swoje miejsce. I znowu czułam się szczęśliwa…

Nadszedł ten czas, mama uważa, że wyglądam jak księżniczka, nawet tata ma łzy w oczach.
Harry i Ron na mój widok się uśmiechnęli i przytulili mnie mocno.
Ginny popłakała się z Panią Weasley.
Wszyscy przyjaciele i cała rodzina patrzyła jak idę w stronę Severusa, widziała jak ten straszny nietoperz uśmiecha się na mój widok, tak prawdziwie, bez grama kpiny…
Jak chwyta mnie za rękę i szepcze coś do ucha…
Kocham cię Granger…
To był najpiękniejszy dzień w moim życiu…
Severus zawsze uważał, że jak zaciągnę go do ołtarza i wcisnę mu na palec to cholerne kółko, to nie mam, co liczyć na więcej takich ważnych dni…
Mylił się, a ja mam zamiar go o tym poinformować, właśnie dziś, w dzień naszego ślubu…
-Będziesz ojcem Snape….- Chyba takie zdanie będzie odpowiednie ….

                                                         


Napisałam tą miniaturkę przed chwilą... Miało być Lumione, ale musiałam napisać coś o Severusie Snape. Właśnie dzisiaj.
 Alan Rickman- utalentowany aktor. Dla wielu z nas na zawsze pozostanie Mistrzem Eliksirów...

piątek, 8 stycznia 2016

Świąteczny cud cz.II




 Miniaturka niezbetowana! Mam nadzieję, że wybaczycie późną porę, ale niestety dopiero teraz mam dostęp do internetu :)

Severus Snape nie miał zamiaru karać się za złe decyzje z młodości.
Wojna się skończyła i on miał prawo żyć szczęśliwie, nawet jeśli oznaczało to małżeństwo z panną – wiem- to- wszystko- choć- nikt- mi –tego-nie –kazał – udowadniać- a- czy- tak- to- robię- irytując- tym- Severusa- Wspaniałego- Snape’a.
Mistrz Eliksirów uśmiechnął się lekko do swoich myśli. Hermiona była zdolna , piękna i wytrzymywała jego jakże uroczy charakter, lecz  przy tym była uparta, wścibska, nadpobudliwa , pyskata…
Snape mruknął pod nosem przekleństwo i spojrzał na śpiącą obok niego kobietę.
Jak do tego wszystkiego doszło? Nie będzie sam  siebie okłamywał… Hermiona zaczęła go fascynować gdy kończyła szósty rok nauki, następnie przez całą wojnę , miał na względzie jej bezpieczeństwo. Tłumaczył sobie, że bycie profesorem do czegoś zobowiązuje, lecz Pottera i Weasley’a z chęcią zostawiłby na pewną śmierć… Gdy Czarny Pan został pokonany, Dumbledore zaproponował Hermionię stanowisko pani Pince.
Od tej pory panna Granger pracowała w bibliotece i Snape codziennie mógł… musiał ją widywać.
-Granger książka „Serum prawdy- dobra decyzja Mistrza Eliskirów”- warknął wchodząc do biblioteki i bez żadnych wstępów zażądał potrzebnej książki.
-Witam Hermiono- odpowiedziała była Gryfonka z wymuszonym uśmiechem- Jak się dziś masz? Może masz ochotę na kawę? A może…
-książkę potrzebuję Granger- przerwał jej – A nie twojego głupiego gadania.
-Ja nie gadam głupio- oburzyła się- Po prostu panu pomagam!
-W czym?- zapytał z krzywym uśmieszkiem.
-W umówieniu się ze mną- odpowiedziała patrząc mu w oczy.
-Gryfoni są jednak głupi- prychnął i wyszedł.
Gdy znalazł się w swoich kwaterach zaczął zastanawiać się, czy Granger mogła zauważyć jego  zainteresowanie… był szpiegiem do cholery! Przez laty nauczył się skrywać emocje, więc na pewno ta irytująca kobieta nie mogła odkryć jego uczuć… uczuć?
Snape starzejesz się!
Severus zamierzał właśnie nalać sobie whisky gdy ktoś zapukał do drzwi.
Przeklinając pod nosem, przybrał maskę wściekłego profesora i otworzył  z rozmachem drzwi.
-Granger?- zmarszczył czoło- Co tutaj robisz?
-Książka profesorze- powiedziała wyciągając przed siebie wolumin.
-Wystarczyło wysłać ją za pomocą magii- prychnął- Myślałem , że poziom twojej inteligencji…
-Moja inteligencja ma się dobrze – przerwała mu i trzęsącą się ręką zaczesała włosy za ucho- Chciałam…
-Czego ode mnie chciała księżniczka Gryffindoru?- zakpił.
-Ja…- spojrzała na niego z rumieńcem – Nieważne- powiedziała z rezygnacją i odwróciwszy się szybko odeszła.
-Granger- mruknął Snape z lekkim uśmieszkiem.
Następnego dnia przy śniadaniu Mistrz Eliksirów z zadowoleniem stwierdził, że panna Granger często zerka w jego stronę. Co oznacza , że zdobycie tego czego pragnął od pewnego czasu, może być łatwiejsze niż mu się wydawało.
-Severusie- wymruczała Hermiona otwierając oczy.
Snape przyciągnął ją do siebie.
-Nad czym myślisz?- zapytała wtulając się w niego mocno.
-Łatwo mi poszło zdobycie cię – odpowiedział rozbawiony.
-Zdobyłeś mnie?- zaśmiała się Hermiona- Kochanie , pozwoliłam ci się zdobyć!
-Oprócz rozmowy z Minerwą – powiedział- Nic nie zrobiłaś..
-Gdy wtedy przyszłam do Twoich kwater …- zaczęła i ułożyła się na jego piersi , tak że patrzyła mu w oczy- Wiedziałam…. , albo podejrzewałam , że coś do mnie czujesz, ale dopóki mi tego nie powiedziałeś nie miałam pewności.
-Jednak przeceniłem twoją inteligencje-  westchnął- Granger do cholery, czy nie zauważyłaś  , że nie należę do ludzi którzy znoszą irytujące gryfonki w swoich komnatach!
-Irytujące kujonki?- zawołała oburzona.
Snape odwrócił się tak, że znajdowała się pod nim.
-Nie oszukujmy się  - warknął- Jesteś irytująca , gadatliwa, wścibska …
-Tyle komplementów na raz z Twoich ust- prychnęła.
-Znaj moją dobroć- mruknął i pocałował ją namiętnie.

Snape wzniósł oczy do góry , po czym założył ramiona na pierś i patrzył na Hermionę krążącą po kuchni.
-Możesz już usiąść?- zapytał próbując opanować irytacje.
-Mogę- mruknęła, ale nadal krążyła.
-To siadaj do cholery i przestań się zamartwiać- warknął.
-Ale ja nic nie wymyśliłam- odparła zajmując miejsce obok niego- Mogę powiedzieć im wprost, lub być tchórzem i napisać do nich… albo…
-Albo po prostu ruszyć się , przenieść do Nory i przyjąć gratulacje- powiedział znudzonym tonem.
-Gratulacje?- zdziwiła się- Ale… oni nie wiedzą…
-Wiedzą- wzruszył ramionami.
-Jak wiedzą?!- wykrzyknęła wstając – Skąd?
-Gdybym czekał, aż z łaski swojej wrócisz to bym prawdopodobnie osiwiał- prychnął.
-Severusie Snape!
-Czego ty chcesz Granger?- zdenerwował się – Minerwa mi nagadała, ale myślisz, że zdradziła miejsce twojego pobytu?! Musiałem iść do tych głąbów i wydusić z nich gdzie mieszkasz!
-Rozmawiałeś o mnie z Harrym i Ronem?- zapytała i usiadła mu na kolanach- Zrobiłeś to?
-A czego się spodziewałaś?- warknął.
-Kocham cię- wyszeptała i pocałowała go czule- I nie musiałbyś długo czekać żebym wróciła- zarumieniła się- Chciałam dać ci jeszcze tydzień …, a potem zmusić cię, żebyś wreszcie przyznał że nie możesz beze mnie żyć.
-Więc do cholery nie potrzebnie użerałem się z tymi głąbami?!- wściekł się.
-Udowodniłeś , że mnie naprawdę kochasz – powiedziała z uśmiechem, po czym spoważniała- Jak zareagowali?
Snape prychnął wspominając spotkanie z Potterem i Weasleyem.

-Czego pan chce od Hermiony?- zapytał Harry marszcząc czoło.
- Nie wasz interes- warknął- Macie mi podać jej adres!
-Raczej nasz- odparł Ron- Hermiona jest naszą przyjaciółką!
-Niestety- prychnął Mistrz Eliksirów.
-Więc dlaczego mamy panu podać adres Miony?- zapytała Ginny stając w drzwiach.
-Nie..
-Niech pan nie powtarza się profesorze- poradziła rudowłosa- To jest nasz interes, zwłaszcza że ostatnio Hermiona cierpiała i teraz okazuje się , że to pan był odpowiedzialny za to.
-Byliście parą- domyślił się Harry.
-Jakby nie mogła znaleźć sobie kogoś…- zaczął Ron, ale zamilkł na widok wściekłego spojrzenia Mistrza Eliksirów.
-Kogoś młodszego, przystojniejszego i milszego dokończyła Ginny i westchnęła- Hermiona pana kocha, tego jestem pewna,  ona nie uznaje przelotnych związków, poza tym już dawno zauważyłam jak na pana patrzy- zamyśliła się- Mam nadzieję, że sprawi pan, że nareszcie nasza przyjaciółka będzie szczęśliwa…
-Nie są źli, że nie powiedziałam im?- zapytała Hermiona patrząc na niego z nadzieją.
-Widocznie są mądrzejsi , niż myślałem – odparł z niechęcią.
-Dzięki temu wreszcie mogę się cieszyć naszym związkiem bez żadnych ciemnych chmur wiszących nad moja głową- powiedziała z radością i pocałowała go w policzek.
-Oni by się od ciebie nie odwrócili idiotko- prychnął- Są na to za głupi!
-Musiałeś ich obrazić , właśnie wtedy gdy powiedziałeś coś co można uznać za komplement dla nich?- zapytała zrezygnowana.
-Oczywiście, że tak!- odpowiedział i przyciągnął ją bliżej- Zapamiętaj sobie Granger, jesteś moja i to mną masz się przejmować, a nie bandą półgłówków!
-Tak jest panie profesorze- wyszeptała z ustami przy jego ustach- Ale możesz nie nazywać ich…
-Griffindor traci dwadzieścia punktów przez ciebie- warknął wstając z nią w ramionach i skierował się do sypialni.

-Hermiona jesteś pewna , że chcesz być jego żoną?- zapytał Ron ze zmartwioną miną.
Hermiona uśmiechnęła się lekko i rozejrzała wokoło, po czym wskazała na swój strój.
-Chyba już trochę za późno na wątpliwości- zaśmiała się gładząc swoją suknie ślubną- Od godziny jestem jego żoną.
-Jesteśmy złotą trójcą!- machnął ręką Ron- Na pewno by nas posłuchali , gdybyśmy poszli do ministerstwa i…
-I zgłosili Twój zgon- wysyczał Snape stając za nim, rudzielec podskoczył przerażony co wywołało śmiech u Harrego i Ginny.
-Nie zgłosilibyśmy Twojego zgonu Ron- uspokoił go Harry.
-Oczywiście- przytaknęła poważnie Ginny i uśmiechnęła się iście szatańsko- Po kryjomu zakopalibyśmy cię w Zakazanym lesie!
-Coś z niej jeszcze będzie- przyznał niechętnie Snape i chwyciwszy Hermionę za rękę odciągnął od przyjaciół.
-Gdzie idziemy?- zapytała zaciekawiona.
-Dowiesz się jak już tam dojdziemy- mruknął tylko, zatrzymał się i objął ją mocno- Zaufaj mi.
-Zawsze ci ufam- odparła z czułością gładząc go po policzku.
Po chwili poczuła jak Severus ich teleportował.
-Gdzie jesteśmy?- zdziwiła się nie rozpoznając ulicy na której się znaleźli.
-Dom z czerwonej cegły- powiedział zakładając ramiona na piersi- Tam są Twoi rodzice.
-Co?!- wykrzyknęła i spojrzała na budynek- Ale… jak ich znalazłeś? Co oni tu robią? Mieli być w Australii!
-Niektórzy ludzie podświadomie czują, że ich miejsce jest gdzie indziej- wytłumaczył – Jesteś zdolna , ale nie na tyle by wymazać ich pamięć całkowicie.
-O czym ty mówisz?
-Twoi rodzice mają mgliste wspomniani małej dziewczynki z gniazdem na głowie- powiedział- Przywrócenie pamięci nie jest wcale łatwą sprawą, lecz to na pewno pomoże.
-Więc jak?- zapytała cicho , nie mogąc uwierzyć w to co się działo.
-Jestem Mistrzem Eliksirów- przypomniał jej i wyciągnął z szaty małą fiolkę- Muszą to wypić i…- nie dokończył ponieważ Hermiona porwała fiolkę i biegiem ruszyła w stronę domu- Niby jak ta idiotka chce ich przekonać do wypicia eliksiru?- prychnął idąc za nią.
Gdy stanął przed gankiem , Hermiona pukała już do drzwi.
-Niby jak…- zaczął , lecz Hermiona uciszyła go machnięciem ręki, co zanotował do zapamiętania, potem zrobi jej wykład, że na niego się do jasnej cholery nie macha!
Hermiona w tym czasie wyczarowała tace z czterema kieliszkami szampana, do dwóch z nich wlała eliksir, gdy to zrobiła drzwi się otworzyły.
-W czym mogę pani pomóc?- zapytała kobieta patrząc na Hermionę ze zmarszczonym czołem.
-Czy… ja…- była gryfonka wpatrywała się w nią ze łzami w oczach, Snape chrząknął, co przywołało Hermionę do porządku- Właśnie się pobraliśmy i okazało się, że mój mąż jako prezent ślubny kupił dom obok państwa, więc postanowiliśmy się przywitać i wypić toast, jeżeli oczywiście nie ma … pani nic przeciwko- dodała.
-Och , gratuluje!- zawołała Pani Granger i odwróciła się w stronę domu- Frank, chodź tutaj!
-O co chodzi?- zapytał pan Granger stając obok żony.
-Ta miła dziewczyna i jej maż wprowadzając się do domu obok!- wyjaśniła pani Granger- Przyszli się przywitać.
-To miło z państwa strony- Frank się uśmiechnął- Jesteśmy tu z żoną nowi, wprowadziliśmy się dwa tygodnie temu, więc miło poznać nam państwa- mężczyzna spojrzał z zaciekawieniem na Snape’a- Jesteście małżeństwem?
Mistrz Eliksirów, miał ochotę zamienić Granger’a w coś okropnego, małego co łatwo zdeptać.
Wiedział, że Frank jest zaskoczony , że młoda, piękna kobieta wyszła za … za niego.
-Tak- odpowiedziała Hermiona i podsunęła im tace- Wypijmy za nasz nowy dom!
-Wspaniały toast- pochwaliła pani Granger- Prawda Frank?
-Tak Mery- zgodził się Frank i wziął kieliszek.
Snape stanął obok Hermiony i zmusił się do uśmiechu.
-Więc za nowy dom- powiedział podnosząc kieliszek w geście toastu, cała trójka poszła za jego przykładem i wypiła szampana, po chwili państwo Granger stali się nienaturalnie bladzi.
-Czy to tak miało wyglądać?- przeraziła się Hermiona.
-Tak- warknął Snape i wepchnął Grangerów do domu.
Usadził ich na kanapie i stanął przed nimi z założonymi rękami.
-Co teraz?- zapytała Hermiona wpatrując się w nieruchomo siedzących rodziców.
-Czekamy- Snape wzruszył ramionami i usiadł w fotelu.
Hermiona nie mogąc ustać  w miejscu zaczęła rozglądać się po domu.
-Przypomina salon w naszym starym domu- wyszeptała.
-Podświadomość- przypomniał Snape.
-Czy…- zaczęła , lecz przerwała gdy jej matka się poruszyła- Mamo?- zapytała podchodząc do kanapy.
-Hermionka?- Mery spojrzała na nią zaszokowana- Hermiona!- zawołała i chwyciła córkę w objęcia.
-Hermiona?- gryfonka spojrzała na ojca znad ramiona matki.
-Tato- załkała.
Frank objął żonę i córkę i tak trwali.
Snape odwrócił wzrok, czując się intruzem.
-Córeczko , czemu …czemu byliśmy w Australii? Dlaczego nie pamiętałam o tobie Skarbie!- zawołała Mery.
-Musiałam to zrobić- powiedziała poważnie Hermiona- Inaczej Voldemort mógłby wam zrobić krzywdę!
-A teraz? Czemu już pamiętamy?- zapytał Frank i spojrzał na Snape’a.
Ten niechętnie wstał i podszedł do nich.
-Ponieważ uwarzyłem eliksir który wam przywrócił wspomnienia- wytłumaczył.
-Pan jest?- zapytała Mery i pisnęła patrząc na suknię córki- Wy naprawdę jesteście małżeństwem?
-Przecież on jest…- Frank zamilkł niepewnie patrząc na córkę.
-Trochę starszy i wredny- odpowiedziała Hermiona i uśmiechnęła się lekko- Ale kocham go, a on mnie, a teraz usiądźmy to wam wszystko opowiem.

-Nie wiem jak ci dziękować- powiedziała już setny raz Hermiona , gdy wraz z Severusem znaleźli się w jego komnatach… ich komnatach.
-Pomnik, wiersze na moją cześć …- zaczął wymieniać.
-Jesteś kretynem- zaśmiała się szczęśliwa i przytuliła się do niego- Dziękuję.
-Nie przemyślałem tego- mruknął, a widząc jej pytające spojrzenie westchnął- Sam sobie na głowę sprowadziłem teściów.
-Ale pomyśl o plusach tego stanu rzeczy- wymruczała mu do ucha.
-Niby jakich?- warknął rozpinając jej suknie.
- Gdy będziemy mieli dziecko, a najdzie nas ochota na pobycie tylko w swoim towarzystwie, moi rodzicie się nim zajmą- powiedziała kokieteryjnie.
-Dziecko?- powtórzył i spojrzał jej w oczy- Kiedy chcesz mieć to dziecko?
-Za dziewięć miesięcy- odpowiedziała przyciągając go do siebie- Więc panie Snape,… teraz pana ruch…
-Za dziewięć miesięcy- mruknął i pocałował ją gorąco- Wyzwanie przyjęte …