czwartek, 1 października 2015

Dwie rudowłose, jeden Snape...


Beta: Kite Millie

Severus Snape … mężczyzna, którego serce prawie całe życie należało do jednej kobiety…
Ale czy na pewno?
Mistrz Eliksirów patrzył na dyrektora, jakby wyrosły mu czułki na czole.
 – Ona żyje? – oczy Mistrza Eliksirów rozszerzyły się w zdumieniu.
 – Lily Potter żyje – powtórzył Dumbledore piąty raz.
 – Jak to do cholery możliwe?! – wykrzyknął Snape, wstając gwałtownie.
 – Zaklęcie ich nie zabiło, tylko wprowadziło w stan, który powodował wyłączenie się na pewien czas funkcji życiowych – wytłumaczył dyrektor.
 – Ale ona była martwa… – Snape przypomniał sobie Lily leżącą na podłodze.
 – Tylko tak się wydawało – odparł Dumbledore – Gdy Hagrid przybył po Harrego, nie znalazł już ciał Potterów. Myśleliśmy, że Syriusz je wziął i pochował. Niestety, gdy zamknęli go w Azkabanie, nie było szansy go o to zapytać, więc w Dolinie Godryka był pusty grób…
 – Gdzie ona była przez ten czas…. I dlaczego Potter przeżył!
 – Wszyscy zapominają, że James także poświęcił życie, by chronić Lily i Harrego… – odpowiedział po chwili ciszy Albus – Oboje woleli zginąć niż, pozwolić skrzywdzić swojego syna.
Snape spojrzał na niego, marszcząc czoło i wyszedł.

Ginny właśnie odkładała książkę na stolik, gdy drzwi otworzyły się z hukiem.
 – Jak zwykle musisz mieć wielkie wejście – prychnęła, opadając na kanapę.
 – Lily żyje – warknął Snape w odpowiedzi i zamknął się w swoim gabinecie.
 – O czym ty mówisz? – rudowłosa patrzyła na zamknięte drzwi, nic nie rozumiejąc.
Weszła do gabinetu i spojrzała na Mistrza Eliksirów.
 – Może z łaski swojej powiesz mi, o co chodzi?
 – A czego nie zrozumiałaś w słowach „LILY ŻYJE”?!
 – Może właśnie tego – prychnęła.
 – Zaklęcie ich nie zabiło, tylko zatrzymało ich pomiędzy światami – odparł po chwili – Teraz, gdy Voldemorta nie ma, wrócili.
 – To cudownie – ucieszyła się Ginny – Harry odzyska rodziców!
 – Ta, cudownie – powtórzył Snape – Znowu będę musiał oglądać gębę Pottera!
Ginny wzniosła oczy ku suficie.
 – Merlinie, miej mnie w swej opiece! – mruknęła – Bardzo dobrze, że wrócili! Teraz nareszcie będą wszyscy szczęśliwi…
Rudowłosa nie spodziewała się, że przez powrót Lily, może stracić Severusa…
Wszystko zaczęło się niewinnie.

Snape zniknął na kilka godzin, by się z nią spotkać, Ginny to rozumiała, przecież nie widzieli się kilkanaście lat!
Ale, gdy Severus spotykał się z Lily codziennie, nie mając wtedy czasu dla niej, rudowłosa zaczęła się niepokoić, a co za tym idzie irytować! Severus Snape od roku jest z nią związany! Więc z łaski swojej niech znajdzie dla niej czas!
Czara goryczy przelała się, gdy Ginny przygotowała romantyczną kolację, już mieli do niej usiąść, gdy nadleciała sowa, przynosząc wiadomość.
 – Muszę wyjść – mruknął Snape, wstając.
 – Lily – warknęła Ginny.
Szła przez korytarze Hogwartu z zaciśniętymi pięściami. Nie będzie rozpaczać! Te łzy są niepotrzebne – zganiła się w myślach ocierając policzki. Nie wiele myśląc, udała się do kuchni, skorzystała z kominka i przeniosła się w miejsce, gdzie będzie mogła wszystko przemyśleć.
 – Co zrobiłaś?! – wykrzyknęła zdumiona Hermiona.
 – Dałam mu miesiąc – powtórzyła Ginny, wpatrując się w sufit – Jeżeli po tym czasie wreszcie zrozumie, że mnie kocha a nie Lily, to będziemy razem…
 – Jak mogłaś wpaść na tak głupi pomysł?! – zapytała zdezorientowana Hermiona.
 – A co miałam zrobić? – rudowłosa schowała twarz w dłonie.
 – Kazać mu wybierać od razu!
 – Ciekawe co byś zrobiła na moim miejscu – prychnęła rudowłosa.
 – Na pewno nie dałabym mu miesiąca z inną kobietą – odparła pewnie Hermiona – Jestem pewna uczuć Lucjusza, ale nie ryzykowałabym.
 – I tu dochodzimy do chwili, kiedy oznajmiam ci, że ja nie jestem pewna uczuć tego irytującego nietoperza względem mnie – powiedziała Ginny – Od wszystkich zawsze słyszałam, że on całe życie kochał Lily, nigdy nie usłyszałam, że widać po nim, że mu na mnie zależy! Nawet on sam tego nie powiedział!
Hermiona westchnęła.
 – Jak zakomunikowałaś mu, że ma miesiąc? – zapytała po chwili.
 – Normalnie – Ginny wzruszyła ramionami.
 – Wrzeszczałaś – Hermiona uśmiechnęła się do przyjaciółki.
 – Jeżeli choć przez chwilę sądziłaś, że ze słodkim uśmiechem się z nim pożegnałam, to się mylisz!

 – Przestań wreszcie to robić! – krzyknęła Ginny, wstając z kanapy.
 – O co ci chodzi Weasley? – zapytał Snape, podchodząc do barku i nalewając sobie Ognistej Whisky do szklanki.
 – Może tobie jest na rękę, że zabiegają o ciebie dwie kobiety, ale mnie to nie odpowiada – warknęła.
 – Nie unoś się tak – zakpił.
 – Mam tego dość! – rudowłosa pokręciła zrezygnowana głową – Jeżeli chcesz spędzać czas z Lily, ignorując mnie, to proszę bardzo! Ja wyjeżdżam!
 – Niby gdzie? – zapytał, krzyżując ramiona na piersi.
 – Nie twój interes – odparła – Masz miesiąc, Snape! Jeżeli przez ten czas nie usłyszę od ciebie zapewnienia miłości, a co za tym idzie oświadczyn, to żyj sobie z tą Lily długo i szczęśliwie! Mnie już to nie będzie interesowało!
 – Czyżbyś była zazdrosna? – prychnął, nie biorąc jej słów na poważnie.
 – Jak diabli – przyznała – Ale poradzę sobie z tym! Weź pod uwagę, że przez ten czas poznam kogoś i o tobie zapomnę – dokończyła i, nie czekając na jego odpowiedź, wyszła, trzaskając drzwiami.
 – Blefuje – mruknął pod nosem Snape.
Ta ruda czarownica nie da za wygraną. Nie jest tak uległa jak Lily…

Hermiona weszła do gabinetu męża i bez słowa usiadła na krześle naprzeciwko biurka.
 – O co chodzi? – zapytał Lucjusz, nie odrywając wzroku od dokumentów.
 – Snape jest największym idiotą, jaki chodzi po tym świcie! – wysyczała przez zaciśnięte zęby, zakładając ramiona na piersi.
 – A informujesz mnie o tym ponieważ? – podniósł głowę i spojrzał na nią z uniesioną brwią.
 – Ponieważ z łaski swojej mógłbyś iść do niego i walnąć go w ten nietoperzy łeb!
 – Granger…
 – Malfoy – poprawiła go, wstając i usiadła mu na kolanach – Pójdziesz? – poprosiła, gładząc go po policzku.
 – To jego życie…
 – Ale moja przyjaciółka jest przez niego nieszczęśliwa! – przerwała mu stanowczym tonem – Ten, pożal się Merlinie, Mistrz zamiast od razu ją zatrzymać, pozwolił jej odejść i minął tydzień, a on nie zaczął jej szukać!
 – Może nie zależało mu na Weasleyównie – Malfoy wzruszył ramionami.
 – Niemożliwe – zaprzeczyła Hermiona – On patrzy na Ginny tak samo, jak ty na mnie!
 – Więc może cię nie kocham – odparł obojętnym tonem, a widząc jej zaniepokojoną minę, prychnął – Hermiono, nieraz przeceniam twoją inteligencję – warknął i pocałował ją namiętnie – Jeżeli byłaby jakaś inna kobieta, a jej nie ma – dodał, czując, jak się spięła – To nigdy, powtarzam nigdy bym się z tobą nie związał, więc to sobie zapamiętaj! I to, że ode mnie nigdy nie odejdziesz nawet na jeden dzień!
 – Kocham cię – wyszeptała Hermiona.
 – Wiem kociaku – pocałował ją w czoło – A wracając do tematu… Nie sądzę, by moja wizyta coś dała.
 – Uważasz, że on nie kocha Ginny? – zapytała cicho Hermiona.
 – Raczej jego duma nie pozwala mu za nią biegać – Lucjusz pogładził ją po kolanie – A ta ruda matka Pottera, raczej nie jest jej rywalką.
 – Skąd wiesz?
 – Ponieważ cię znam i niestety poznałem Weasleyówne, przez co wiem, że najczęściej dodajecie dwa do dwóch i wychodzi wam siedem – uśmiechnął się na widok jej oburzonej miny.
 – Insynuujesz, że Snape nie chce wrócić do Lily? – zapytała, patrząc na niego poważnie.
 – A widziałaś kiedykolwiek przejaw jakichkolwiek uczuć poza przyjacielskimi między tą dwójką? – zapytał, rozpinając jej koszulę.
 – Nieee – wyjąknęła, marszcząc czoło – Zawsze – pisnęła, gdy Lucjusz odpiął jej biustonosz – Co robisz?
 – Jeżeli mam przeprowadzić poważną rozmowę z Severusem, muszę się najpierw odstresować – oznajmił blondyn, zamykając jej usta namiętnym pocałunkiem.
 – To bardzo dobry sposób – wymruczała, zarzucając mu ramiona na szyję…

Mistrz Eliksirów nienawidził, gdy ktoś próbował go testować, a właśnie ta ruda smarkula to robiła!
 – Severusie? – usłyszał melodyjny głos dochodzący za drzwi.
Otworzył je i spojrzał na Lily.
 – O co chodzi?
 – Moglibyśmy porozmawiać? – Lily uśmiechnęła się do niego prosząco. – Chyba zrujnowałam ci życie – jej głos wyrażał skruchę.
Severus bez słowa otworzył szerzej drzwi i wpuścił ją do środka.
 – Więc? – gdy znaleźli się w salonie, założył ramiona na piersi i czekał.
 – Gdy zaklęcie przestało działać i wróciliśmy z Jamesem…. Oh Severusie, ja nie zdawałam sobie sprawy, że Harry tak bardzo cię nie lubi i ma żal do Ginny…
 – Do czego zmierzasz? – wysyczał Snape, a w jego głowie wszystko nabierało kształtów.
Nagła zazdrość Ginny, jej ultimatum…
 – Harry powiedział, że Ginny cię wykorzysta, więc, żeby cię chronić…
 – Naopowiadałaś jej bzdur – dokończył z wściekłą miną.
 – Tak – przyznała.
 – Chcę zobaczyć te wspomnienia – zażądał.
 – Nie znienawidź mnie – poprosiła, gdy popchnął ją w stronę myślodsiewni.

Lily stanęła przed drzwiami prywatnych komnat Severusa i zapukała.
Gdy się otworzyły, stanęła przed nią młoda rudowłosa kobieta z uśmiechem na ustach.
 – Witam panią – powiedziała – Severus prowadzi teraz zajęcia, więc…
 – Przyszłam do ciebie – przerwała jej i, nie czekając na zaproszenie, weszła do środka.
 – W czym mogę pomóc? – zapytała Ginny, siadając w fotelu.
 – Odejdź od Severusa – wypaliła stanowczo Lily.
 – Co proszę? – Ginny zacisnęła usta w wąską linię.
 – Nie oszukuj się – prychnęła Lily – Na pewno wiesz, że to mnie zawsze Sev kochał, a teraz, gdy wróciłam…
 – Nie interesuje mnie to – tym razem Ginny nie pozwoliła jej dokończyć – Dopóki Severus nie zakończy naszego związku, nie zniknę z jego życia!
 – Powinnaś być mądrzejsza i mieć więcej dumy – pouczyła ją Lily – Chcesz być z mężczyzną, który kocha inną?
 – Kocha mnie! – odparła pewnie Ginny.
 – A usłyszałaś od niego kiedykolwiek zapewnienie o miłości? – zadrwiła.
Ginny zacisnęła ręce w pięść.
 – Wyjdź! – rozkazała głosem nie znoszącym sprzeciwu.

Wspomnienia się rozwiały.
 – Przepraszam Severusie – wyszeptała Lily.
 – Pożegnaj się ze swoim cholernym synalkiem – warknął Snape, kierując się do drzwi – Jeżeli go spotkam, to go zabiję!

Ginny leżała na łóżku w jednym z pokoi gościnnych znajdujących się w Malfoy Manor i wpatrywała się w ścianę.
Minęły już dwa tygodnie, a Severus się nie pojawił. Gdyby mu zależało, nie czekałby tych czternastu dni, osiemnastu godzin i trzydziestu sześciu minut!
Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Snape. Z beznamiętnym wyrazem twarzy jednym machnięciem różdżki spakował jej rzeczy i wysłał w jedynie sobie znane miejsce.
Ginny popatrzyła na niego z mieszanką złości za to, że tak długo go nie było i nadziei, że wreszcie za nią zatęsknił…
 – Rusz tyłek, Weasley – warknął i podszedł do niej, i siłą wyciągnął ją z łóżka, po czym zaczął ciągnąć do wyjścia.
 – Co ty sobie wyobrażasz?! – krzyknęła.
 – Zamknij się albo dostaniesz tu i teraz w ten swój zgrabny tyłek – odburknął.
 – Przychodzisz sobie po dwóch tygodniach i myślisz…
 – Myślę, jak ukarać cię za te cholerne dwa tygodnie, więc z łaski swojej zamilcz! – odparł i warknął, gdy przystanęła – Nie mam zamiaru się teraz bawić z tobą! – chwycił ją w pasie i przerzucił przez ramię.
 – Traktujesz mnie jak worek ziemniaków! – oburzyła się, za co otrzymała klapsa.
 – Zasłużyłaś – mruknął i przez sieć fiuu przenieśli się do jego prywatnych komnat.

Ginny spojrzała na Severusa z żądzą mordu wypisaną na twarzy.
 – Ty! – krzyknęła i dotknęła jego piersi palcem wskazującym – Łaskawie zjawiasz się po dwóch tygodniach i nawet nie raczysz się przywitać?! – Przez te czternaście dni musiałam żyć bez ciebie… – Severus przyciągnął ją do siebie i pocałunkiem zamknął usta – Severusie… – zaczęła, gdy na chwilę oderwali się od siebie.
 – Nie gadaj, Weasley! – warknął – Mamy do nadrobienia dwa tygodnie…

Hermiona wtargnęła do gabinetu męża i tupnęła nogą, zatrzaskując drzwi.
 – Powiedziałeś mu! – powiedziała zbulwersowana.
 – Oczywiście – przyznał blondyn bez cienia skruchy.
 – Ten nietoperz miał sam ją znaleźć! Miał się dowiedzieć …
 – I znalazł – przerwał jej Lucjusz – Jest tu dużo pokoi kochanie, a ja nie wskazałem mu konkretnego.
 – Jeżeli… – Hermiona zmarszczyła czoło – Kiedy rozmawiałeś ze Snape’em?
 – Tydzień temu – arystokrata wzruszył ramionami.
 – To ten kretyn potrzebował siedmiu dni, by tutaj się zjawić?!
 – Hermiona tłumaczyłem ci, że Severus nie przyjdzie po rudą – Lucjusz westchnął.
 – Ale przecież się zjawił – wyjąknęła, nic nie rozumiejąc.
 – Prawdopodobnie Potter powiedziała, co wymyślił na temat Ginewry jej wątpliwy geniusz – prychnął Lucjusz.
 – Harry? – zapytała Hermiona, a gdy mąż przytaknął, zmrużyła niebezpiecznie oczy – Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko sprawka Harry'ego?
W odpowiedzi Lucjusz posłał jej drwiący uśmieszek.
 – Zabiję go! – krzyknęła Hermiona, wybiegając z gabinetu.

Ginny leżała w ramionach Severusa i gładziła go po nagiej piersi.
 – Przepraszam – wyszeptała, unosząc lekko głowę, by spojrzeć my w oczy.
Snape przybrał posępny wyraz twarzy.
 – Następnym razem zapytaj mnie wprost, a nie uciekaj – zażądał.
 – Myślałam, że ją kochasz – rudowłosa westchnęła – Mi tego nigdy nie powiedziałeś – dodała z wyrzutem.
 – A kim do cholery jestem? – warknął – Jakimś kretynem w stylu Lockhart?
 – Mógłbyś być Severusem, który choć raz wyznał, co czuje.
 – Powinnaś się domyślić – odparł.
 – Niby czemu? – prychnęła.
 – A temu kretynko, że tolerowałem Granger oraz twoją irytującą rodzinę w moich komnatach!
 – Też mi poświęcenie – zakpiła – A Hermiona jest żoną twojego przyjaciela, więc powinieneś się wreszcie przyzwyczaić do zmiany jej nazwiska.
Snape nie raczył nawet tego skomentować, więc Ginny zagryzła wargę i spojrzała na niego wyczekująco, mijały minuty, a Mistrz Eliksirów ją ignorował..
 – Severus! – wykrzyknęła po pół godzinie.
 – Jeżeli czekasz, na to, co czekasz, to sobie poczekasz – mruknął.
 – Jesteś wrednym nietoperzem – zaczęła się podnosić z łóżka.
 – Gdzie?! – warknął i przyciągnął ją z powrotem do siebie.
 – Może z łaski swojej mnie puścisz?
 – Nie – odparł –Zostajesz tutaj i bez gadania!
 – Niby czemu? – zapytała, zakładając ramiona na piersi.
 – Już dobrze wiesz czemu, nieznośna czarownico – pocałował ją czule.
 – Na zawsze? – wyszeptała, patrząc mu w oczy.
 – Na zawsze – przytaknął z krzywym uśmieszkiem – Na zawsze, rudzielcu.

Hermiona stanęła przed drzwiami domu Potterów i zapukała.
Po chwili w drzwiach stanął James Potter.
 – Witaj Hermiono – przywitał ją lekko zaskoczony – Harry nie wspominał, że wpadniesz…
 – Bo nie jest tego świadomy – odparła z wymuszonym uśmiechem.
 – Kto przyszedł? – usłyszała i obok Jamesa pojawiła się Lily, która na widok przyjaciółki syna zbladła.
 – Przyszłam do Harry'ego – warknęła Hermiona i przepchnęła się obok nich – Pani też mam wiele do powiedzenia, ale to są same niecenzuralne słowa!
 – O co chodzi? – zapytał James, ale Hermiona nie słyszała już odpowiedzi rudowłosej, ponieważ bez pukania weszła do pokoju Harry'ego, zatrzaskując za sobą drzwi.
 – Mionka – wybraniec wstał szybko z łóżka – Co się stało?
 – Zgadnij Potter – prychnęła i położyła ręce na biodrach – Coś ty narobił?! Czemu naopowiadałeś swojej matce tyle kłamstw?
 – Ginny…
 – Ginny jest ze Snape’em, czy nam się to podoba czy nie! – przerwała mu stanowczo – Wiesz, że przez twoją głupotę cierpiała?!
 – Nie chciałem tego – mruknął Harry.
 – Ale to zrobiłeś! – wykrzyknęła – Nie wiem jak, ale masz ją… ich przeprosić Harry Potterze!
 – Przecież, mama…
 – Ona wszystko wyjaśniła, ale ty masz ich przeprosić – powtórzyła – Albo zrobisz to sam, albo zaciągnę cię tam siłą!
 – Harry James Potter! – usłyszeli wściekły głos Jamesa – Jesteś pełnoletni, a zaraz dostaniesz szlaban! Na dół, ale to już!
 – Mama się przyznała – westchnął Harry i uśmiechnął się lekko – Mój pierwszy szlaban.
Hermiona zachichotała cicho.
 – Powinnam być na ciebie wściekła – prychnęła i przytuliła go mocno – Idź, dowiedz się, co oznacza reprymenda od rodziców.
 – Nie mogę się doczekać – odparł wybraniec i zniknął za drzwiami.
Hermiona pokręciła głową. Rozumiała go… przez całe życie brakowało mu rodziców, teraz to nadrabia.
 – Pierwsza osoba, która cieszy się z wrzasków rodziców – powiedziała z niedowierzaniem i teleportowała się do domu.

Ginny zebrała rozrzucone zabawki z podłogi i przeklinała swoją gapowatość.
Przecież nie mogła zgubić różdżki! Z uśmiechem znalazła ją za kanapą.
 – Ciekawe który z nietoperzy mi ją schował – zastanowiła się głośno i ruszyła do laboratorium Severusa.
Przystanęła przy drzwiach i zachichotała cicho na widok, jaki zastała.
Snape w skupieniu stojący przy kociołku, w którym bulgotały już składniki na eliksir, obok niego ich sześcioletni syn, z równie poważną miną patrzył to na ojca, to na kociołek i wreszcie czteroletnia Merry, która siedziała na stole niedaleko kociołka, przytulała do siebie lalkę i nuciła jedną z ulubionych piosenek.
 – Tato, a pójdziemy na lody? – zapytała.
 – Tak – mruknął w odpowiedzi Snape.
 – A na huśtawki?
 – Tak.
 – A do Harrego Pottera? – zapytała Ginny z iście szatańskim uśmieszkiem.
 – Ta… – zaczął Snape, lecz zaraz poderwał głowę i spojrzał na nią wściekłym wzrokiem – Czyś ty na głowę upadła?!
 – Wychodząc za ciebie za mąż – potwierdziła i pocałowała go w policzek – Co warzycie?
 – Moja laleczka ożyje! – wykrzyknęła podekscytowana Merry.
 – Tylko na parę sekund – mruknął Leo – Ale to bardzo skomplikowany eliksir…
 – Leo lala – zawołała Merry i wyciągnęła rękę z lalką – Niech tańczy!
 – Jesteś nieznośna – prychnął Leo, ale posłusznie wziął od siostry zabawkę.
 – Jest bardzo podobny do ciebie – wyszeptała Ginny Severusowi do ucha.
 – I oto chodzi – mruknął i pocałował ją namiętnie.
 – Tato, zostaw mamę i pilnuj ze mną eliksiru – zganił ich Leo.
Na co Ginny się roześmiała, natomiast Severus poczochrał czuprynę syna i znów skupili się na eliksirze.
 – Ile jeszcze? – zapytała rudowłosa, opierając się o męża.
 – Minuta – odparł Leo.
 – Lala będzie tańczyć – powiedziała Merry i wyciągnęła ręce do ojca.
Snape, nie odrywając wzroku od kociołka, wziął córkę na ręce.
 – Leo wyłącz – odezwał się po chwili.
Chłopiec w skupieniu przekręcił palnik i pobiegł do jednej z szafek, z której przyniósł flakonik.
 – Wlejemy tutaj eliksir i skropimy lalkę! – powiedział z uśmiechem.
Ginny przyglądała się mężowi, który z dumą patrzył na syna. Wiedziała, że Leo ma talent do eliksirów, z czego Severus jest bardzo zadowolony…
 – Lala tańczy! – ucieszyła się Merry.
Po minucie zabawka opadła bez życia na podłogę.
 – Jeszcze raz?!
 – Jutro – odpowiedziała Ginny i spojrzała na zegarek – Zaraz przyjdzie ciocia Hermiona, wujek Lucjusz i…
 – Meggi! – krzyknęła Merry – Będziemy się bawić!
 – Ja pójdę z Thomasem na boisko polatać! – dodał Leo i ruszył do drzwi.
 – Ja tes ide! – powiedziała Merry.
Thomas westchnął i poczekał na siostrę, posyłając rodzicom spojrzenie mówiące, „Zabiorę ją na chwilę, wy będziecie teraz mieć chwilę spokoju, ale dostanę drugą porcję lodów!”.
 – Udały nam się dzieci – wyszeptała Ginny, przytulając się do Severusa.
 – Moje geny zwyciężyły – prychnął – Więc musiały się udać!
 – Wmawiaj sobie to, kretynie – pocałowała go czule – Chodźmy, słyszę, że goście już przybyli.
Severus ruszył za żoną i uśmiechnął się lekko.
Ta rudowłosa złośnica uprzykrza mu już życie ponad osiem lat, a on?
Uwielbia to… dzięki niej ma dwójkę wspaniałych dzieciaków, i ją na co dzień…
No i oczywiście zemścił się wreszcie na Potterze, zmieniając jego syna w fretkę… tak, zemsta była słodka…
 – Idziesz Sev? – usłyszał i spojrzał na Ginny stojącą w drzwiach.
 – Idę – odparł i zamknął drzwi laboratorium, objął żonę i oboje ruszyli przywitać gości.

poniedziałek, 21 września 2015

Powrót do domu...



 Dzięki wspaniałej becie miniaturka dzień wcześniej :)
Taka nietypowa para... :) Mam nadzieję, że się spodoba :)

Beta: Kite Millie

Luna spojrzała w swoje odbicie i uśmiechnęła się z rozmarzeniem. Może i miała zostać w domu, ale co poradzi na to, że stęskniła się za przyjaciółmi? Pójdzie tam tylko na chwilę! Dosłownie półgodziny i wróci do łóżka.
Poprawiła sukienkę i weszła do kominka by przenieś się do Hogwartu. Dziewczyna z uśmiechem przemierzała Hogwarckie korytarze. Tyle tu przeżyła. Były to zarówno dobre jak i złe chwile…
****
 – Nie chcę już z tobą być – powiedział Ron, wzruszając ramionami.
 – Co ja takiego zrobiłam? – zapytała, powstrzymując łzy – Jesteśmy razem od pół roku i nagle ci się znudziłam?
 – Postanowiłem dać Lavender szansę – odparł rudzielec i odwrócił się – Myślałem, że zrozumiesz…
****
Po zerwaniu z Ronem, przez miesiąc dochodziła do siebie. Po tym czasie dyrektor poprosił ją, by wyruszyła na poszukiwania pewnej księgi. Na szczęście nie podróżowała sama…
****
Luna patrzyła na mężczyznę z nadzieją w oczach.
 – Zapomnij o tym – warknął i ruszył do drzwi.
 – Nie mam takiego zamiaru – odpowiedziała i szybko do niego podeszła – Powiedziałeś, że mnie kochasz i proszę cię, żebyś nie cofał tych słów..
 – Dlaczego?
 – Ponieważ to oznacza, że moje uczucia są odwzajemnione – wyszeptała z nieśmiałym uśmiechem.
****
Właśnie dzięki temu zdarzeniu nie była sama…
Weszła do Wielkiej Sali i od razu znalazła się w ramionach pani Weasley.
 – Tak się o ciebie baliśmy skarbie – zawołała.
 – Nic ci nie jest? – zapytała Ginny.
 – Czemu nie wracałaś? – dodał Ron.
 – Usiądź i opowiadaj! – poprosił Harry.
Blondynka uśmiechnęła się nieśmiało i zajęła miejsce przy stole gryfonów, gdzie siedział cały Zakon.
 – Ja.. – zaczęła.
 – Gdzie byłaś? Nie mogłaś się z nami kontaktować? – posypały się pytania, na które nie nadążała odpowiadać.
 – Ja… – znów zaczęła i uśmiechnęła się do przybyłych – Układałam sobie życie…
 – Bez nas? – oburzył się Ron.
 – A miałam brać ciebie pod uwagę? – prychnęła.
Wszyscy spojrzeli na nią zaskoczeni zachowaniem Luny.
 – Zmieniłaś się – odezwała się zaskoczona Ginny.
 – Każdy się zmienia – powiedziała blondynka – Gdzie Hermiona?
 – Żebyśmy wiedzieli – warknął Ron, zakładając ramiona na piersi.
 – Też zniknęła, tak jak ty! – powiedział Harry – Ale cieszę się, że wróciłaś.
 – Ja też – Luna rozejrzała się po pomieszczeniu – Tęskniłam za tym miejscem.
 – Trzeba było nie znikać – odparł zirytowanym głosem Ron.
 – Nie mam ochoty znosić twojego zachowania – odpowiedziała, wstając, nagle złapała się stołu, podtrzymując się, by nie upaść.
 – Luna! – krzyknął Harry i ją złapał.
Posadził ją ostrożnie na krześle.
 – Nic mi nie jest – uspokoiła ich.
 – To co… – zaczął Ron, podchodząc, lecz nie dokończył.
 – Zbliż się do niej łasico, a nie przeżyjesz tego dnia – warknął Snape, pojawiając się znikąd i klęknął przed blondynką. – Podobno Krukoni są tacy inteligentni – zadrwił Snape, podając jej fiolkę z eliksirem.
 – Na pewno mądrzejsi od Ślizgonów – odparła Luna, pijąc eliksir – Sam widziałeś, że wstawałam wolno! Po prostu mi się w głowie zakręciło!
 – Miałaś siedzieć w domu! – powiedział wściekły, patrząc na nią uważnie.
 – Dobrze się czuję – uśmiechnęła się czule i ku zaskoczenie wszystkich pogładziła go po policzku!
 – Luna… – zaczął Ron.
 – Zamilcz – warknął Snape, nie patrząc nawet w jego stronę, po czym zwrócił się do Luny – Zawsze musisz robić wszystko po swojemu? Mam nadzieję, że nasze dziecko będzie miało charakter po mnie – mruknął, wstając i kierując się do wyjścia.
 – Merlin na pewno się nad nami zlituje – zaśmiała się Luna.
 – Jakie dziecko?! – wykrzyknął rudzielec.
 – Severusie, o co chodzi? – zapytał zdumiony Dumbledore.
 – Luna, powiesz nam, co się dzieje? – Ginny usiadła obok niej.
 – Ja… – zaczęła blondynka, ale przerwał jej Snape.
 – Nie wasz cholerny interes! – warknął, wziął ją za rękę i skierował się do wyjścia.
 – Severusie… – zaczęła Luna, lecz wystarczyło jedno spojrzenie Mistrza Eliksirów, by zrozumiała, że nic nie skłoni go do pozostania w Hogwarcie.
Gdy znaleźli się w domu, Luna usiadła w fotelu, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, który podszedł do barku i nalał sobie Ognistej.
 – Alkohol nie sprawi, że zapomnę o twoim zachowaniu – powiedziała po chwili Luna.
 – Moim zachowaniu? – prychnął – Czyżbym nie był uroczy?
 – Kochanie..
 – Severusie! – usłyszeli.
 – Są za drzwiami – zaśmiała się blondynka, gdy Severus zaczął się nerwowo rozglądać dookoła.
 – Wiem – warknął i usiadł w fotelu obok niej.
 – Nie masz zamiaru otworzyć – domyśliła się.
 – Nie – przyznał, wzruszając ramionami.
 – Dlaczego?
 – To są wkurzający kretyni! – odparł.
 – Czemu tak uważasz?
 – Którego słowa nie zrozumiałaś? Wkurzający  czy kretyni?! – zapytał, marszcząc czoło.
 – Zachowujesz się jak rozkapryszony pięciolatek! – podsumowała Luna i ruszyła, by wpuścić gości do środka.
 – Coś ty powiedziała?! – wykrzyknął, wstając gwałtownie.
 – A którego słowa nie zrozumiałeś? – zapytała słodko – Rozkapryszony  czy pięciolatek?
 – W co ja się wpakowałem – mruknął, opadając na fotel. gdy po chwili do salonu wszedł Dumbledore w towarzystwie Minerwy, Pottera i Weasley’ów, założył ramiona na piersi i popatrzył na nich z nienawiścią.
 – Nie wierzę! – Minerwa opadła na kanapę – Jesteście małżeństwem?!
 – Małżeństwem? – powtórzył Harry – Skąd pani to wie?!
 – Może stąd, że dopiero teraz zauważyłyśmy obrączkę na palcu Luny – odpowiedziała Ginny.
 – Niemożliwe – mruknął blady Ron – Przecież Luna nie mogła zostać żoną tego…
 – Kogo Weasley?! – zapytał Snape z jadem w głosie – Luna nie ma obowiązku nikomu się tłumaczyć! A tym bardziej ja!
 – Czemu nic nie wiedzieliśmy? – zapytała Minerwa – Jak to możliwe, że tak dobrze to ukrywałeś…
 – Nic nie ukrywałem – uśmiechnął się krzywo.
 – Severus też ma obrączkę na palcu – wytłumaczyła Luna na widok ich zdumionych spojrzeń – Ale żadne z was tego nie zauważyło, choć codziennie widzieliście się z nim…
 – Ja.. – Minerwie zabrakło słów.
 – To prawda – przyznał dyrektor zdumiony, lecz po chwili się roześmiał – Ale nas przechytrzyłeś Severusie! Gratuluje!
 – Gratulujemy – Pani Weasley chwyciła Lunę w objęcia.
 – Dziękuję – blondynka uśmiechnęła się lekko.
 – Eh, teraz jakby się Hermionka znalazła – westchnęła pani Weasley.
 – Ona się nie zgubiła – prychnął Snape.
 – Wiesz, gdzie jest? – zainteresowała się Minerwa.
 – A czy on czegoś kiedyś nie wiedział? – zaśmiała się Luna i spojrzała na zegarek – Hermiona miała zjawić się na balu za godzinę, więc jeżeli teraz wyślemy jej wiadomość, to pojawi się tutaj…
 – Hermiona jest w Anglii? – zdziwiła się Ginny.
 – Wrócili wczoraj – odparł Severus, popijając Ognistą.
 – Wrócili? – Pani Weasley spojrzała na nich uważnie – Z kim wróciła?
 – Malfoy Manor coś ci mówi? – odpowiedział Snape z wrednym uśmieszkiem.
 – To niemożliwe! – wykrzyknął Ron i wraz z Harrym wybiegli.

 – Nie w ten sposób powinieneś im o tym powiedzieć – zganiła go Luna, gdy reszta towarzystwa poszła w ich ślady.
 – Tylko mi mają przeszkadzać? – prychnął Snape.
 – Musimy tam iść – Luna wstała i chwyciła go za rękę – Nie możemy zostawić Mionki samej.
 – Nie będzie sama – mruknął Mistrz Eliksirów i przyciągnął Lunę do siebie – To raz, a dwa chyba nie chciałaś się idiotko teleportować?!
 – Chciałam… – odpowiedziała niepewnie i zmarszczyła czoło.
 – Widać Krukoni wcale nie są tacy inteligentni, jeżeli to dopiero do ciebie dotarło – zakpił.
 – Nie jestem jeszcze przyzwyczajona, że w ciąży czegoś nie mogę robić – wytłumaczyła i spojrzała na niego zmartwiona – To jak się tam dostaniemy?
 – Kominek coś ci mówi? – kręcąc głową popchnął ją w stronę sieci fiuu.
 – Ale przecież nie mamy połączenia…
 – Mamy – na jej uniesioną brew wzruszył ramionami – Granger rekwiruje alkohol, ty moje cygara, więc musimy mieć jakieś inne źródła…
 – Porozmawiamy o tym później – przerwała mu – Żeby czasami przez te wasze krętactwa chochliki nie wyżarły wam ostatnich szarych komórek – dodała poważnie i zniknęła.
Gdy pojawiła się w Malfoy Manor, Hermiona leżała na kanapie i czytała książkę.
 – Luna jak miło, że wpadłaś – zawołała była gryfonka i wstała.
 – Nie cieszyłbym się tak z naszej wizyty Granger – warknął Snape, pojawiając się obok Luny.
 – Dlaczego? – zapytała, ale zanim ktoś jej odpowiedział, usłyszała pukanie do drzwi.
 – Harry, Ron, Ginny, państwo Weasley, profesor McGonagall i Dumbledore – wyliczyła Luna.
 – Oni tu są? – zapytała Hermiona, blednąc – To nie tak miało wyglądać…
 – Widocznie plany się zmieniły – oznajmił Snape, siadając w jednym z foteli i przywołał do siebie szklaneczkę Ognistej – Niech przedstawienie się zaczyna!
 – Jesteś… – zaczęła Luna, lecz tylko prychnęła i spojrzała na Hermionę – Gdzie…
 – W pracy – odpowiedziała szybko Hermiona i odetchnęła głęboko – Dlatego nie pojawiliśmy się jeszcze w Hogwarcie… – powiedziawszy to, ruszyła ku drzwiom.
 – Pani, jacyś ludzie – przy drzwiach stała skrzatka i zaczęła jej się nisko kłaniać.
 – Wiem, Rundy – przerwała jej Hermiona z uśmiechem – Poradzę sobie, możesz odejść – otworzyła drzwi i stanęła oko w oko z czerwonym z wściekłości Ronaldem.
 – Co to ma znaczyć?! – wrzasnął na powitanie.
 – Też miło cię widzieć – odparła i otworzyła szerzej drzwi – Wejdźcie, proszę.
Gdy wszyscy znaleźli się w salonie, Hermiona usiadła obok Luny i czekała…
 – Nie wierzę, że znikasz sobie na dwa lata i nagle wracasz, i gdzie cię znajdujemy?! – Wrzeszczał dalej Ron – W jaskini tych Śmierciożerców! Jak mogłaś związać się z fretką?!
 – Nie związałam się z fretką – przerwała mu i zaczęła się denerwować. Dlaczego musi go właśnie teraz nie być…
 – To niby z kim? – zapytał Harry.
 – Niby nie powinno cię to interesować – odezwał się Lucjusz Malfoy, wchodząc do środka – Severus mnie zawiadomił – odpowiedział na widok zaskoczonej miny Hermiony.
 – Na szczęście – mruknęła i szybko do niego podeszła.
 – Jaki jest powód waszej jakże niechcianej wizyty? – warknął, przyciągając do siebie Hermionę, która uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
 – Powiedz nam, że to nie z nim się związałaś – poprosiła Ginny.
 – Wyszłam za Lucjusza – odparła Hermiona dumnie, gdy poczuła, jak jej mąż napina wszystkie mięśnie – I nie, nie zmusił mnie, i nie, nie poi mnie eliksirami, i nie, nie przetrzymuje mnie tu siłą, i nie, nie odejdę od niego – dokończyła, patrząc wyzywająco na Rona i Harrego.
 – To miał być zwykły bal – mruknął Harry.
 – Oh, drogi chłopcze, na balach w Hogwarcie zawsze zdarza się coś niespotykanego – odpowiedział uśmiechnięty dyrektor – Cieszymy się bardzo, że obie wróciłyście do Anglii i, jak widzę, jesteście w dobrych rękach.
 – W najlepszych – Hermiona przytuliła policzek do ramienia blondyna, a Luna chwyciła Severusa za rękę.
Ginny odetchnęła głęboko i podeszła do Hermiony.
 – Przepraszam – powiedziała i po chwili obie trwały w mocnym uścisku.
 – Ja też cię przepraszam – wychlipała Hermiona.
 – I znowu się zaczyna – odezwał się zrezygnowanym tonem Malfoy, patrząc na płaczącą żonę.
 – Nie można sobie już popłakać? – zapytała Luna, ścierając z policzka łzy.
 – Nie jest to niezbędne – mruknął Snape, podając jej chusteczkę i westchnął, kiedy ją zignorowała i przytuliła się do jego piersi, w ten sposób wycierając resztę łez.
 – Tak się cieszę, że wszystko się wyjaśniło – powiedziała wzruszona Pani Weasley.
 – Nie przeszkadzamy już – Dumbledore wstał – Pora wracać na bal!
 – Odezwiemy się jutro – obiecała Ginny, a Ron i Harry przytaknęli.
 – Dobrze – Hermiona pożegnała się ze wszystkimi, i gdy zostali sami wtuliła się w Lucjusza.
 – Wszystko w porządku? – zapytał, zmuszając ją, żeby spojrzała mu w oczy.
 – Jak najlepszym – odparła.
Bała się tego spotkania, bała się reakcji przyjaciół na jej małżeństwo z Lucjuszem.
Na szczęście wszystko ułożyło się wspaniale i mogła teraz cieszyć się chwilami z ukochanym.

 – Ron zerwał z Luną w sposób wysoce naganny! – powiedziała Hermiona.
 – Nie chciał dawać jej nadziei – Ginny próbowała tłumaczyć brata.
 – Ale w taki sposób?
 – Nie przesadzaj Mionka – rudowłosa machnęła lekceważąco ręką – Już po sprawie!
 – Moim zdaniem nie jest po sprawie! Widziałaś Lunę? Jest załamana!
 – Przejdzie jej…
 – Odkąd stałaś się taka nieczuła? – zdziwiła się Hermina.
 – Jestem taka jak zawsze – oburzyła się rudowłosa.
 – Kiedyś ochrzaniłabyś Rona, a Lunę pocieszała!
 – Widocznie mam inne sprawy na głowie!
 – Widocznie tak! – wykrzyknęła Hermiona i odeszła od przyjaciółki.
****

 Granger, co ty tutaj robisz? – zapytał Lucjusz Malfoy, wchodząc do swojego gabinetu – Nie powinnaś być w szkole?
 – Już ją skończyłam – odparła i spojrzała na niego poważnie – Podobno szuka pan sekretarki….
****
 – Obiecaj, że to nie będzie na chwilę – poprosiła cicho, gdy leżeli u niego w sypialni.
 – To będzie na zawsze głupia Gryfonko – odparł i pocałował ją w czoło – Zapamiętaj sobie, że Malfoy’owie nie oddają czegoś, co jest dla nich cenne.
 – Strasznie się plątasz w tym wznawianiu miłości – odważnie spojrzała mu w oczy.
 – Widocznie nie mam takiej wprawy – odparł z iście ślizgońskim uśmieszkiem.
 – Kocham cię – wyszeptała mu do ucha.
 – Ja ciebie też Granger – warknął, nie chcąc zabrzmieć ckliwie.
                                               ****
 – Granger, czy ty mnie w ogóle słuchasz? – warknął Malfoy.
 – Och przepraszam – pocałowała go czule – Zamyśliłam się.
 – Miałaś mi coś powiedzieć – odparł, podchodząc do barku.
 – Miałam – uśmiechnęła się tajemniczo.
 – No więc.. – ponaglił ją, nalewając sobie Ognistej Whisky i wyciągając cygaro.
Hermiona podeszła do niego i wyrwała mu cygaro z ręki.
 – Granger, co ty do cholery robisz? – oburzył się.
 – Nie możesz palić w moim towarzystwie – odpowiedziała.
 – Odkąd ci to przeszkadza? – warknął – Jedno cygaro po pracy jeszcze nikomu…
 – Naszemu dziecku może zaszkodzić – przerwała mu i z uśmiechem czekała na jego reakcje.
 – Dziecku – powtórzył i przyciągnął ją do siebie – Granger …
 – Tak? – spojrzała mu w oczy i zobaczyła radość…
 – Zero cygar – obiecał głaszcząc ją po policzku, po czym pocałował namiętnie.
****
 – Jak mogłaś być tak nieodpowiedzialna i iść do Hogwartu, gdy kazałem ci odpoczywać?! – wykrzyknął Snape, gdy tylko przekroczyli próg domu.
 – Wstałam i poszłam – odpowiedziała Luna z uśmiechem – Tak się cieszę, że wszystkim spotkałam…
 – Miałaś leżeć – warknął.
 – Miałam, ale stwierdziłam, że naszej małej wilii nic się nie stanie – odparła, gładząc się po brzuchu.
 – Ale mogłaś zemdleć po drodze – narzekał dalej – Gdyby cię nikt nie znalazł…
 – Nie kracz – przerwała mu i pocałowała namiętnie – Wszystko ułożyło się doskonale…
 – Kiedyś cię zabiję – mruknął, opierając brodę o czubek jej głowy. Poczuł, jak zachichotała.
 – Wiesz, że cię kocham? – zapytała i spojrzała na niego czule.
 – Coś o tym słyszałem – odpowiedział i przytulił ją mocniej – Skrzacie, ja przez ciebie kiedyś oszaleje…
 – Może nie będzie tak źle – zaśmiała się i przyznała w duchu, że bardziej szczęśliwa chyba nie mogłaby być.